<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Filip Talaga, Autor w serwisie POLEMIKI.pl</title>
	<atom:link href="https://polemiki.pl/author/filip/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://polemiki.pl/author/filip/</link>
	<description>PUBLICYSTYKA</description>
	<lastBuildDate>Mon, 02 Nov 2020 10:57:14 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/cropped-9FAEA284-E04D-45DC-8281-E6FB2D0320D1-32x32.png</url>
	<title>Filip Talaga, Autor w serwisie POLEMIKI.pl</title>
	<link>https://polemiki.pl/author/filip/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Filip Talaga]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Nov 2020 10:57:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Technologia]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1403</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/">Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Od ostatniej prezentacji najnowszej wersji Neuralinka minęły prawie dwa miesiące. Były świnie, były roboty i sala pełna ludzi. Kolejne, marketingowo specyficzne wydarzenie, miało nie tylko powiadomić świat o tym, czym jest lub jak bardzo zaawansowany jest Neuralink, ale również otworzyć nowy rozdział w historii relatywnie nowej i małej firmy. Wydarzenie to było zasadniczo prezentacją rekrutacyjną: „Inżynierowie, programiści, neurobiolodzy przyjdźcie, jest dla was praca!” My jednak, zwykli konsumenci, powinniśmy zastanowić się nad czymś innym: czy ta nowinka nie zwiastuje nowej ery, a co ważniejsze, czy ta era to zmierzch, czy świt ludzkości? Rozważę tutaj kilka za i przeciw, z osobistego punktu widzenia patrząc.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Moneta, która zbiera myśli</strong></h2>



<p>Najpierw krótki opis, z czym mamy do czynienia. Neuralink to firma Elona Muska, człowieka odpowiedzialnego za Teslę (elektryczne samochody) i SpaceX (komercyjne loty w kosmos), ale również za technologie wchodzące dopiero do obiegu jak Starlink (globalny, satelitarny internet) czy Neuralink właśnie. Ten ostatni to </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>projekt wszczepienia do mózgu małego urządzenia, które będzie w stanie czytać i interpretować impulsy elektryczne pojawiające się w tkankach mózgu, a także stymulować neurony i wchodzić w interakcję z umysłem. </p></blockquote>



<p>Mówiąc prosto, ma to być sposób na podłączenie mózgu do sieci. Projekt jest w fazie rozwoju: na dzień dzisiejszy Neuralink jest urządzeniem wielkości i kształtu monety, z wystającymi kilkoma niteczkami. Tyle nowinek technicznych, przejdźmy do odczuć, skojarzeń i rozważań. Ten malutki krążek we mnie samym wzbudza skrajne emocje, spodziewam się więc, że podobnie spolaryzowane są odczucia globalnej widowni. Spróbuję się nimi tutaj podzielić, subiektywnie przyglądając się niedalekiej przyszłości. </p>



<p>Z jednej strony wyzwanie technologiczno – medyczne jakim jest nie tylko wszczepienie urządzenia do mózgu, ale przede wszystkim splątanie go z gotycką architekturą naszych umysłów, jawi mi się jako coś ekscytującego. Nigdy nie byłem wielkim wyznawcą idei „Wiecznego Postępu” – nieustannego marszu w kierunku nowego, wspaniałego świata. Jednak w momentach, gdy słyszę o nadgryzieniu jakiejś granicy (pozornie nieprzekraczalnej), jest we mnie coś z odkrywców nieznanych lądów. Chcę zobaczyć jak to się rozwinie. Z drugiej jednak strony jest we mnie dużo sceptycyzmu – do głosu dochodzi jakiś wewnętrzny opór, tym głośniejszy, im więcej rozumowych argumentów go popiera.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Rewolucja, która już się dokonała</strong></h2>



<p>Opór więc przed rozpowszechnieniem tego typu technologii jest, ale zaraz pojawia się pytanie: Czym tak naprawdę różni się to od wszelkiej innej technologii, szturmem zdobywającej nasze ciała i życia? Myślę tutaj szczególnie o smartfonach. Choć jakieś 15-20 lat temu to komputery miały być tym czymś najbardziej personalnym (PC) to na dzień dzisiejszy najbliższe naszym umysłom, jeśli nawet nie sercom są telefony komórkowe. Określenie ukute przez Jacka Dukaja – „protezy naszych umysłów” – najlepiej oddaje czym telefony się stają. Czyż małe urządzenie, wciąż noszone blisko ciała, zawsze w zasięgu ręki, nie jest rozszerzeniem starego dobrego mózgu? Wyrosło z czegoś, czego biologicznie nie posiadamy, czyli urządzenia do rozmów na odległość. Ale niedługo później zaczęło wykonywać szereg czynności klasycznie przypisywanych ludzkiemu intelektowi: zapamiętywanie, liczenie, tworzenie list zakupów, przypominanie samemu sobie o konieczności wypicia szklanki wody, budzenie i układanie do snu. Im bardziej wybór w sklepie z aplikacjami się poszerzał, tym bardziej oddaliśmy naszą codzienną rutynę w ręce cyfrowego służącego, nie bacząc jakie skutki to przyniesie dla naszych mózgów, relacji i społeczeństwa, w którym żyjemy. W tej symbiotycznej relacji wciąż istnieje wrzód, który niesamowicie spowalnia efektywność tandemu człowiek-telefon. Jest to bariera interfejsu. Dane wprowadzam za pomocą palca, ewentualnie za pomocą głosu. Dane zwrotne dochodzą do mnie z małego ekraniku, z głośniczków, mogę też poczuć wibracje.</p>



<p>Neuralink, a za nim całe pokolenia urządzeń pochodnych, mają tę barierę przełamać. Tam gdzie powstaje myśl, w mózgu, tam zaraz zostanie rozhuśtana przez mikroprocesor, wysłana na zewnętrzny nośnik, np. telefon, tam też przyjmiemy sygnały zwrotne. Być może będzie można słuchać muzyki wprost do mózgu. Być może obejrzymy coś na dużym ekranie, ale nie przed naszymi oczami, ale gdzieś wewnątrz, w prywatnym kinie duszy. A skoro bariera między człowiekiem a medium zostanie zniesiona, to jednocześnie do lamusa odejdzie archaiczna bariera (i most jednocześnie) jakim jest słowo mówione.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dylemat, który jest na granicy skóry</strong></h2>



<p>Skoro nie mamy oporu przed tak intensywnym związkiem ze swoim smartfonem, dlaczego więc opór (przynajmniej we mnie) rodzi się przed urządzeniem mającym spoczywać <em>wewnątrz</em> mojego ciała? Nie mam problemu z myślą o wszczepieniu we mnie np. respiratora. Oczywiście respirator a Neuralink dzieli stopień skomplikowania, ale być może przyczyna tkwi bardziej w motywacji: jeśli chcę ratować życie, to zgadzam się na ingerencję, lecz jeśli to życie miałbym narazić na zmianę i to zupełnie nieprzewidywalną, to zapala się czerwona lampka. I tę furtkę zdaje się dostrzegać Elon Musk, który mówi jednocześnie o fantastycznych zastosowaniach Neuralinka, ale skupia się na tych medycznych: pomoc osobom z porażeniem mózgowym, leczenie wszelkich dysfunkcji, jak np. brak słuchu, wzroku itp. Czyżby w ten sposób, wzbudzając nadzieję w pokrzywdzonych, koncepcja komputera żyjącego na mózgu przebije barierę sceptycyzmu i wpłynie na szeroki rynek światowy?</p>



<p>Skoro o medycynie mowa, to warto przyjrzeć się w jaki sposób Neuralink ma trafiać do mózgów potencjalnych nosicieli. Na razie wszelkie wszczepy do ciała przebiegają na drodze operacji chirurgicznej. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Firma Elona Muska ma na to gotowe rozwiązanie. Robot zaprojektowany tylko w tym jednym celu: delikatne umieszczenie urządzenia wielkości monety w głowie, a następnie splątanie drobnych niteczek przekaźnikowych z miękką materią mózgu. </p></blockquote>



<p>„Operacja” nie będzie wykonywana w szpitalu, lecz w osobnych placówkach. Kojarzy się z leczeniem? Bardziej wygląda to na fabrykę w skali mikro, w której produkowani będą… ludzie nowego typu.</p>



<p>Jeszcze jedna obiekcja: zabieramy się za rozbudowę ludzkiego mózgu zanim w pełni go poznaliśmy. Mózg to wciąż tajemnica, mętna woda, w której nie wiadomo czy bezpiecznie jest się kąpać. Oczywiście, jak argumentują zwolennicy, dzięki wszczepieniu różnorakich urządzeń pozyskamy terabajty danych na temat procesów zachodzących na neuronowych autostradach. Problem polega na tym, że Neuralink w swoim założeniu ma nie tylko cichy odczyt impulsów neuronowych, ale również, w niedalekiej przyszłości, stymulacje tychże. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencje, nie tylko doraźne, ale też dalekosiężne lub przynajmniej przygotować gaśnicę odpowiedniego kalibru, dla pożarów nadal jeszcze niewyobrażalnych?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Sekretarka, która pisze z szybkością myśli</strong></h2>



<p>Pomyślmy jeszcze o zaletach i wadach. Rozważmy konkretny przykład. Swego czasu, aby dostać posadę sekretarki, trzeba było wykazać się umiejętnością pisania odpowiednio dużej liczby słów na klawiaturze maszyny do pisania, czy później komputera. Dziś umiejętność szybkiego pisania jest powszechna, nie jest więc brana pod uwagę w procesie rekrutacyjnym. Jeśliby jednak projekt Neuralink osiągnął zakładane przez siebie cele, to posiadacz takowego dysponowałby mocą prawie tak szybkiego przekazywania danych do komputera jak szybka jest jego myśl. Mając przed sobą dwóch równie zdolnych programistów, jednego z szybkimi palcami, drugiego z jeszcze szybszym wszczepem w mózgu, nie mamy dylematu, którego bardziej opłaca się zatrudnić. Pryska mit człowieka ciężko pracującego, który jeśli chce i wykorzysta maksymalnie ciało, otrzymane przy poczęciu, osiągnie zadowalające wyniki. Teraz hardware somy będzie można ulepszyć. Zaleta to, czy może wada? Szansa czy zagrożenie?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Osoba, która nie wie gdzie są granice jej bytu</strong></h2>



<p>Wciąż protezy naszego mózgu są poza nami, są elementami od nas rozłącznymi. I to chyba dobrze, z punktu widzenia integralności człowieka, jak i jego bezpieczeństwa. Nawet jeśli zwiążemy się z naszym telefonem w relacji ścisłej, to zawsze możemy ten telefon wymienić, do czego usilnie zachęcają nas co kilkanaście miesięcy operatorzy telefonii. Jeśli zapali nam się lampka w głowie, że coś jest z naszym aparatem nie tak (może mnie szpieguje, może używa paskudnych technik, które chcą mnie uzależnić) wyrzucamy go, a na jego miejsce wybieramy model od innego dostawcy, zapewniającego nas, że akurat jego produkt nic nam nie zrobi. Czy w przypadku wszczepu do głowy sytuacja miałaby się podobnie? Jak szybko bylibyśmy w stanie wyłączyć urządzenie, jeśli stwierdzilibyśmy, że bruździ nam w mózgowych bruzdach? I pytanie kolejne, już z dziedziny transhumanizmu: Czy bylibyśmy w stanie nakreślić granicę, między „Ja” a „Urządzenie”, czy wrosło by w nas ono jak gałązka w szczep winny?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Przyszłość, której trzeba pilnować</strong></h2>



<p>Patrząc na powyższy tekst mierzę poziom sceptycyzmu. Wysoki. Mimo wszystko starałem się być obiektywny. Może, pomimo młodego wieku, mam już zapędy do nostalgii, konserwatyzmu, do bronienia tego co było i jest, a patrzenia nieprzychylnym okiem na to, co będzie? Zapewniam, że z jednakowym zainteresowaniem będę śledził trzy rzeczy: rozwój mózgowszczepów, rozwój mojego do nich podejścia i globalne zmiany, jakie nieuchronnie nadchodzą. I jeszcze jedno intrygujące, osobiste pytanie: <em>Czy moje dzieci będą nosiły to w głowie</em>?</p>



<p>Neuralink to dopiero pierwszy płatek śniegu, który może za jakiś czas wywołać lawinę. Następstwa mogą być kalibru dziejowego, </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>kto wie, czy nie będziemy musieli wprowadzić nowej jednostki klasyfikacyjnej, będącej odpowiednim określeniem na <em>Homo Sapiens 2.0</em>? </p></blockquote>



<p>Człowiek cybernetyczny? Transczłowiek? Czy wszystko pójdzie gładko, po myśli projektantów i wyjdziemy na tym wszyscy na plus? Czy może jakiś element planu się „wyłoży” i nasza najintymniejsza myśl wyląduje na czarnym rynku, czekając, kto da za nią więcej? Sprawę mamy obowiązek śledzić my, być może ostatnie pokolenie przedstawicieli starego dobrego gatunku <em>ludzi myślących </em>wyłącznie swoim własnym mózgiem&#8230;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/">Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dousznie. Jak podcasty zagarniają coraz więcej przestrzeni?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/12/dousznie-jak-podcasty-zagarniaja-coraz-wiecej-przestrzeni/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Filip Talaga]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Oct 2020 08:49:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Technologia]]></category>
		<category><![CDATA[Podcast]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1353</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/12/dousznie-jak-podcasty-zagarniaja-coraz-wiecej-przestrzeni/">Dousznie. Jak podcasty zagarniają coraz więcej przestrzeni?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Nad nami, gdzieś w niematerialnym, cyfrowym świecie, toczą się właśnie informacyjne wojny. Jednak pole bitwy jest znacznie bliżej. Przy nas, tuż przy granicy naszych oczu i uszu, nieustająco trwa walka o drugi z ważnych towarów naszego wieku: o naszą uwagę. Kolejne media w coraz bardziej wyrafinowany sposób domagają się chwili skupienia na sobie. W tym tętniącym chaosie spokojnie przychodzi do nas medium jakby nowe, a jednak stojące na barkach stuletniego olbrzyma. <strong><span class="has-inline-color has-vivid-green-cyan-color">Podcasty.</span> </strong>Wciskają się tam, gdzie inne media nie mogą, bardziej towarzyszą niż się narzucają. Dopiero wkraczają w drugą dekadę swojego istnienia, a zagarnęły już uwagę ponad ⅓ mieszkańców globu.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Pierwsze echa nadchodzącej fali</strong></h2>



<h3 class="wp-block-heading">Historia podcastów</h3>



<p>Początków podcastingu można doszukiwać się na przełomie tysiącleci. W roku 2000 powstały zaczątki technologii będącej podstawą dla nowego medium. Za jej twórców uważa się Adam Curry’ego i Dave’a Winera. Nagrania w formacie mp3 zyskały zaplecze w postaci obsługi przez kanały RSS. Takie rozwiązanie pozwalało łatwo zasubskrybować słuchaczom konkretne kanały. Teraz nie musieli już wyszukiwać interesujących ich tematów, audycje przychodziły do nich same.</p>



<p>Do słuchania podcastu wystarczył komputer i sieć. Aby podcasting przebił się do globalnej świadomości, potrzeba było czegoś więcej. Przede wszystkim technologii, zasobów i dobrej nazwy. Te trzy rzeczy wyłożył na stół w 2005 roku Steve Jobs. W nowej wersji aplikacji iTunes pojawia się możliwość subskrypcji i pobierania audycji, które dziedziczą nazwę po urządzeniu na który są dedykowane, czyli iPodzie. Szybko zlepek iPod + broadcast w uszach anglojęzycznych użytkowników nabiera cech naturalności. New Oxford American Dictionary ogłasza „podcast” słowem roku. Podcast zaczyna kusić. Google notuje liczbę wyszukiwania frazy „podcast” na nie więcej niż 500 w 2004 roku, a w niespełna kilka miesięcy później na ponad 100 milionów.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Simplicitas est ultimum ruditatis</strong></h2>



<h3 class="wp-block-heading">Zalety podcastów</h3>



<p>Dlaczego medium przebiło bańkę zainteresowania garstki zapaleńców i rozrosło się na tyle, że konkurować może z innymi, klasycznymi już, formatami? Składników sukcesu może być wiele, lecz na pierwszy plan wysuwa się <em>prostota.&nbsp;</em></p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Podcasty wygrywają na płaszczyźnie prostoty nie tylko z wideo, lecz także ze starym, dobrym tekstem pisanym. Człowiek, jako gatunek, najpierw żył w kulturze oralnej, dopiero później dopasował się do kultury piśmiennej. Niektóre zatem rodzaje podcastów tworzy się łatwiej niż ekwiwalent ich treści w formie pisanej.</p></blockquote>



<p>Najpierw o formie, później o treści. Podcast w istocie swej jest nagraniem dźwiękowym. Aby je uchwycić potrzeba niewiele, w wersji najbardziej minimalistycznej wystarczy telefon. Oczywiście jakość dźwięku będzie niższa niż w przypadku nagrań w studiu, lecz dla większości słuchaczy różnica nie jest znacząca. Na pewno nie tak znacząca jak w przypadku mediów wizualnych, gdzie oczy sycą się formą &#8211; bez zawahania oddzielą wysokojakościowy obraz z profesjonalnej kamery od telefonowego filmiku nagranego w pionie. W przestrzeni mediów wizualnych im lepiej się zaprezentujesz od strony technicznej, tym lepsze wytworzysz w odbiorcy wrażenie swojego ogólnego profesjonalizmu. A przy podcaście, czy będzie miał więcej czy mniej słyszalnych w tle szumów, klaksonów, drapań kota, słuchacz ostatecznie doceni samą, gęstą treść. Liczy się to co powiesz i jak powiesz, liczy się fakt, że słowo pada na podatny grunt.&nbsp;</p>



<p>Podcasty wygrywają na płaszczyźnie prostoty nie tylko z wideo, lecz także ze starym, dobrym tekstem pisanym. Człowiek, jako gatunek, najpierw żył w kulturze oralnej, dopiero później dopasował się do kultury piśmiennej. Niektóre zatem rodzaje podcastów tworzy się łatwiej niż ekwiwalent ich treści w formie pisanej. Duża część podcastowej sfery to wywiady, które nie ograniczone ciasną telewizyjno–radiową ramówką, przybierają często luźniejszą formę. Interesujący, bystry prowadzący z jednej strony, gość znający się na jakiejś rzeczy z drugiej, pomiędzy nimi czujne ucho nagrywające. Im bardziej iskrzy od polemiki, tym lepiej. Prosty przepis na podcast, do przygotowania w domowym zaciszu. Takiej rozmowy po prostu dobrze się słucha, z takimi rozmowami mamy do czynienia na co dzień, przy posiłkach i na imprezach, nie dziwi więc, gdy wysłuchujemy takich rozmów zarejestrowanych w tym samym dniu, lecz na innym kontynencie. Taki przepis na upublicznienie swojego słowa nadaje podcastom dodatkowego, demokratycznego kolorytu.&nbsp;</p>



<p>Z biznesowego punktu widzenia, a potwierdza to historia wielu twórców tego medium, podcasty jawią się jako inwestycja o niskim wkładzie własnym. Mówimy tu o kosztach operacyjnych, takich jak sprzęt (średni zestaw to komputer, dwa dobre mikrofony, pokój na uboczu), lecz również o zasobach czasowych. Oprócz czasu poświęconego na nagrywanie oraz tego na przygotowanie się do rozmowy, obróbka podcastu to w większości zabiegi kosmetyczne i to jedynie przeprowadzane na ścieżce audio. Nie mówimy tu oczywiście o wszystkich formatach podcastu, bo są i takie, przy których sesja nagraniowa to jedynie wierzchołek góry lodowej. Weźmy za przykład coraz bardziej popularne nagrania sesji gier fabularnych, często po 3-4 godziny na jeden odcinek, gdzie prowadzący musi przygotować przed nagraniem angażujący graczy scenariusz. Lecz i tu cała magia rozgrywa się przed mikrofonem, to tu splatają się ludzkie intelekty poprzez płynące w eter słowa.</p>



<p>Prostota służy twórcom. Służy też odbiorcom. Po tekst sięgamy, gdy mamy czas. Gazeta (nie mówię już o papierowej, dobrze wiemy, że na ekranie) do tramwaju, książka na wakacje. Do form wizualnych sięgniemy nawet gdy nie mamy czasu ponieważ zmusi nas do tego nasze dopaminowe łaknienie. Film wieczorkiem, YouTube podczas kawowej przerwy. Kiedy jest czas na podcasty (czyli na radio &#8211; ale o tym poniżej)? Na podcasty jest międzyczas, ale też czas równoległy. Śmierć radia wieszczono wraz z mocowaniem się na tronie telewizji, przetrwało ono jednak, szczególnie wyraźnie w jednym środowisku: kierowców samochód. Prowadzenie auta i jednoczesne słuchanie ścieżki audio (albo gadatliwego pasażera) stało się niemal nierozdzielne. W tę przestrzeń wciskają się podcasty, ze swoją możliwością wolnego wyboru. W radiu, pośród 10 dostępnych stacji, nic w tej chwili sensownego „nie leci”. Gdy jednak sięgam po telefon, widzę tam 850 tysięcy różnych podcastów do wyboru, a pośród nich 30 milionów odcinków. Droga do pracy mogłaby być dłuższa.&nbsp;</p>



<p>Co ciekawe, w nowej, pandemicznej rzeczywistości, podcasty nie tracą, lecz zyskują. Model pracy home office redukuje drastycznie czas spędzony w samochodzie, co skutkuje przesunięciem skupienia na szereg prac domowych. Widać to wyraźnie w statystykach z okresu rodzącej się pandemii. Na początku marca br. zaobserwowano około 20% spadek konsumpcji podcastów, lecz wraz z końcem marca medium odbiło się od dna i jego słuchalność stale rośnie.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nowe, ale brzmi znajomo</strong></h2>



<h3 class="wp-block-heading">O ile więcej niż radio?</h3>



<p>„Ale przecież to wszystko już było, podcast nie jest niczym nowym, to przecież stare dobre radio, będące z nami od dzięsiątków lat, przybrane w szmaty milenialnego fenomenu.” Owszem i to medium wpisuje się w powiedzenie „nic nowego pod słońcem”. Szereg różnic oddziela je jednak od radia, kusząc rzeczami niedostępnymi dla tradycyjnych radiostacji.&nbsp;</p>



<p>Po pierwsze: dla twórców prawdziwym skarbem są dane. Być może jest to element, który przyczynił się do dogonienia Apple Podcasts przez Spotify. Serwis Apple’a, mimo że rynek podcastowy rozkręcił i był jego filarem przez lata, zdaje się być zagrożony przez „zielony” serwis streamingowy. Twórcy, jako znaczącą różnicę podają jakość narzędzi analitycznych, które oferuje Spotify. Model podcastu, w którym wszystkie odcinki rozpisane są na miesiące do przodu, nie jest ani możliwy, ani szczególnie opłacalny. Czasem dogania tzw. „brak weny”. I tu z pomocą przychodzi możliwość czytania danych, których szczegółowość jest spotykana jedynie w świecie cyfrowym. Podcasterzy mogą zobaczyć, co pociąga najbardziej ich słuchaczy (czytaj: co się opłaca). Niektórzy przewidują, że w tym kierunku dryfuje rynek podcastowy (tak jak każdy inny, związany z mediami): niezliczona ilość danych pochodzących od konsumentów wpływa na to co się produkuje. Za chwilę tą żmudną robotą zajmie się sztuczna inteligencja i już nie dostrzeżemy początku tego samozjadającego się węża. Zainteresowania słuchaczy zasiądą na miejscu drugiego pilota i poprowadzą show wraz z autorami.</p>



<p>Po drugie: reklamy. Najbardziej klasyczny model finansowania większości mediów w przypadku podcastów wyglądał dość prosto: mając już audycje o ustabilizowanej bazie odbiorców, mogłeś pokusić się o „wynajem powierzchni” swojej ścieżki dźwiękowej, w której umieszczana była reklama. Siłą tych ogłoszeń było to, co siłą większości audycji: indywidualizm prowadzącego. Podcaster, który swoimi słowami, a najlepiej doświadczeniem, potwierdzał jakość reklamowanego produktu, robiąc to jeszcze w sposób nie zmanierowany i z przekonaniem w głosie, był zaskakująco odświeżającym doświadczeniem w medialno-komercyjnym oceanie. Gałąź reklamowa podcastowych technologii dąży jednak chyba w trochę inną stronę i wzorem bratnich mediów internetowych, inwestuje w reklamę targetowaną, rządzoną przez algorytmy, dostosowaną do słuchacza. Wymaga to odpowiedniego podglebia technologicznego, które nie operuje już jednostkowym plikiem audio, lecz ich szeregiem (treść + reklamy), sklejając je w audycyjną całość według własnej definicji opłacalności.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Rynek przyspiesza w tempie wykładniczym</strong></h2>



<h3 class="wp-block-heading">Jak wygląda sytuacja na połowę 2020 roku?</h3>



<p>Oprócz światowego spowolnienia (lockdown’u), którego beneficjentem są niewątpliwie cyfrowe media, na rynek podcastowy miało wpływ jeszcze kilka czynników. Pierwszy to duzi gracze. W zimowych miesiącach zeszłego roku doszło do znaczących przetasowań, których poruszycielem był Spotify (i jego pieniądze). Szacuje się, że firma wydała 300 milionów dolarów na zakup dwóch podmiotów: Gimlet i Anchor.&nbsp; Obydwa dystrybuowały podcasty, obydwa zostały wchłonięte. Firmy tłumaczą swoją decyzję potrzebą dołączenia do spółki o zasięgu globalnym, z odpowiednim zapleczem i technologią. Pytanie, czy mogły sobie na taki ruch nie pozwolić? Skąd taki ruch ze strony serwisu, który zajmuje się głównie streamowaniem muzyki? Odpowiedź firmy jest prosta: im więcej spędzisz czasu na Spotify, tym lepiej. Dlatego oprócz muzyki, oferujemy ci nieprzeliczoną ilość podcastów, żebyś został z nami dłużej. Zagarniając coraz szersze rzesze podcasterów, Spotify zdecydowało się na postawienie dużych pieniędzy na jedno nazwisko. Z początkiem września Joe Rogan Experience, jeden z najpopularniejszych podcastów na świecie (190 milionów pobrań miesięcznie), znika z innych mediów (w tym z YouTube’a) i pojawiać się będzie wyłącznie na Spotify. Cała migracja przypieczętowana 100 milionami dolarów. Czy taka strategia zdaje egzamin? Dane pokazują, że użytkownicy Spotify spędzają wewnątrz serwisu już teraz dwa razy więcej czasu na podcastach, niż na muzyce.&nbsp;</p>



<p>Pozostali gonią. Google skupia się na prostej w obsłudze aplikacji z podcastami. iTunes jako ojciec założyciel trzyma się dzielnie. Amazon i jego serwis dla słuchaczy Audible próbuje przeć do przodu, choć zalicza PR-owe wpadki, jak ta z początku sierpnia, kiedy to Amazon wysłał do podcasterów poufnego (nie do końca poufnego, skoro są wycieki) maila, w którym opisane zostały nowe warunki umowy, zabraniające publikowania reklam godzących w dobro Amazonu, czym gigant medialny wzbudził irytację części twórców.</p>



<p>Podsumowując, jak zawsze warto patrzeć hegemonom na ręce i nie powierzać im całego swojego zaufania, inwestować w małe jednostki medialne, a najlepiej rozważyć wystartowanie ze swoim podcastem. Światowe przepływy kapitału do podcastowego medium dają nadzieję, że i na polskim poletku będą wyrastały kolejne intrygujące audycje.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/12/dousznie-jak-podcasty-zagarniaja-coraz-wiecej-przestrzeni/">Dousznie. Jak podcasty zagarniają coraz więcej przestrzeni?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
