<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Emilia Romanowska, Autor w serwisie POLEMIKI.pl</title>
	<atom:link href="https://polemiki.pl/author/emilka/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://polemiki.pl/author/emilka/</link>
	<description>PUBLICYSTYKA</description>
	<lastBuildDate>Thu, 15 Oct 2020 07:51:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/cropped-9FAEA284-E04D-45DC-8281-E6FB2D0320D1-32x32.png</url>
	<title>Emilia Romanowska, Autor w serwisie POLEMIKI.pl</title>
	<link>https://polemiki.pl/author/emilka/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Co wyskakuje z Twojej lodówki?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Emilia Romanowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 15 Oct 2020 07:48:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Reklama]]></category>
		<category><![CDATA[wolny wybór]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1390</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/">Co wyskakuje z Twojej lodówki?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Zróbmy sobie szybki test. Tym razem wyjątkowo nie na koronawirusa. Reklama nie ma na mnie wpływu. Prawda czy fałsz? Skuteczne bombardowanie zmysłów silnymi impulsami, obrazami i dźwiękami w mediach, skutkujące wymuszeniem na mnie decyzji zakupowych &#8211; mnie nie dotyczy. Prawda czy fałsz? W codziennych wyborach konsumenckich jestem całkowicie wolna i niezależna. Prawda czy fałsz? Jakie masz odpowiedzi? Nie łudź się: masz 3 x fałsz.</p>



<p>Odkąd media stale oddziaływają na nasze najważniejsze zmysły &#8211; wzroku i słuchu &#8211; nie możemy mówić o całkowitej wolności i niezależności w dokonywanych wyborach. Całkowita wolność wyboru to mit, ponieważ steruje się nami za pomocą różnych metod marketingowych i to tak skutecznie, że tego nie widzimy. I o to właśnie chodzi, by klient miał poczucie sprawczości w swoim życiu. Jesteśmy gotowi gorąco polemizować, że reklamy nie mają na nas wpływu &#8211; mamy przecież świadomość stopnia manipulacji w reklamach! Potrafię się chyba zorientować, że paczka chipsów nie wygląda naprawdę tak, jak w reklamie, a ten środek na ożywienie kolorów ubrań&#8230; phi! Bzdura. To rodzaj bardzo mało subtelnych reklam, takich w starym stylu, że jak powiesz, że coś jest dobre i to pokażesz, to ludzie w to uwierzą.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Jesteś tego warta!</strong></h2>



<p>Większym niebezpieczeństwem jest nowa generacja reklam pokazujących produkt w tle, natomiast główny plan zajmuje super życie, extra relacje, przygody i przyjaźnie, które w domyśle łatwiej zdobyć, utrzymać, mając reklamowany produkt. Sprzedaje się marzenia o tym jacy chcemy być, kim chcemy być, jakie chcemy mieć relacje. Nawet jeśli podśmiewam się z konkretnej reklamy, ale widzę ją cyklicznie, przez lata, na przykład takiego znanego napoju, to oswajam się z nią, kojarzy mi się z dobrymi relacjami, uśmiechem, ze Świętym Mikołajem. Ów piękny obraz zakotwicza się w mojej podświadomości i tak sobie czyha na moment, gdy ktoś proponuje mi coś do picia, np. w restauracji, na imprezie. Połowa ludzi wybierze wodę, sok, może herbatę lub kawę, druga ciemny napój, bo skoro jest okazja to czemu nie? W różnego rodzaju knajpach, nawet najbardziej zapyziałych, mamy stałe trio zimnych napojów: woda, sok, cola. Wybór między tym co zdrowe, a tym, co popularne. Nawet w afrykańskich wioskach gdzie ludzie chodzą bez butów wszyscy to znają. Ot potęga globalizacji.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Co wyskakuje z Twojej lodówki?</strong></h2>



<p>Zawsze można nie oglądać telewizji&#8230; Ale! Reklamy to nie tylko TV. Mamy Internet (na szczęście istnieje też AdBlock), radio, prasę kolorową (gros ludzi nadal ją czyta), gazetki Biedronki, Lidla, Tesco, Netto itp. (sama je oglądam!) &#8211; a tam MEGA promocje i RABATY na najbardziej popularne produkty. Jak się dobrze przyjrzeć im wszystkim to widać zbieżność &#8211; te same produkty pojawiają się w promocjach w każdym markecie w tym samym czasie. Jest też przestrzeń publiczna, a w niej banery reklamowe. Są też ludzie, a ci to często chodzące reklamy. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Ciało jest niedokończonym biologicznie i społecznie dziełem, jest realizowanym projektem, </em></p></blockquote>



<p>na który mamy bezpośredni wpływ. Głównie poprzez ubiór &#8211; czytaj wybór marek odzieżowych &#8211; ale też poprzez wybór stylu. Makijaż, tatuaże, biżuteria, to cała osobista historia wyeksponowana na własnym ciele, czy polemicznie – próba ukrycia czegoś?</p>



<p>Media oferują nam <em>ideologię niekończących się przyjemności</em><em>, </em>uszczęśliwiania siebie poprzez zakupy – to w nich mamy zyskać rzeczywistą wolność, bo mamy wolność wyboru, możemy kupić co chcemy. Ale! Haczyk w tym, że możemy wybrać tylko to, co ktoś nam oferuje, wybór nie jest nieograniczony. I jak tu być nonkonformistą? Czy to jest wolność czy &#8222;wolność&#8221;?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Naprawdę tego mi trzeba? Nie wiedziałam&#8230;</strong></h2>



<p>Człowiek jest istotą posiadającą pewne potrzeby, które musi zaspokoić. Oczywistość. To po pierwsze <strong>potrzeby podstawowe</strong>, takie przyziemne jak: odżywianie, wydalanie, ochrona przed czynnikami zewnętrznymi (ubranie, mieszkanie), potrzeby seksualne. Jak nie mamy komfortu w tych sferach, nie potrafimy myśleć o niczym innym. Człowiek głodny jest zły, jest mi zimno – nie skupię się na czytaniu literatury, itd. Kiedy jesteśmy syci we wszystkich obszarach bardzo często mamy ochotę na coś więcej. Wtedy zaspokajamy <strong>potrzeby dodatkowe</strong>, związane ze stroną niematerialną (rozrywka, kultura, sztuka, rozwój duchowy, intelektualny&#8230;).</p>



<p>Rzecz w tym, że świat jest przesiąknięty marketingiem, reklamą i trudno jest zaspokoić swoje potrzeby we „właściwy” dla siebie sposób, ponieważ każda firma zarzeka się, że jej produkt jest najlepszy. Musi to robić, by być wiarygodną (tu chętnie wejdę w polemikę z samą sobą, bo im bardziej mi się coś zachwala, tym więcej mam wątpliwości i stawiam opór). Co ma zatem począć statystyczny Kowalski? Często czuje rozgoryczenie, niedosyt, brak &#8211; bo może byłby bardziej szczęśliwy, gdyby jednak kupił pasztet innej firmy.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Ja chcę teraz!</strong></h2>



<p>Dzieci mają tak samo. Jasio ma zabawkę, powiedzmy pluszowego kotka i robi nim hop hop po dywanie. Widzi Wojtka, który jeździ plastikowym autkiem po stole wydając radosne odgłosy. Jasio nagle chce to auto, bo widzi, że Wojtek się nim tak świetnie bawi! Gdy uda mu się dostać auto (drogą bardziej lub mniej cywilizowaną) i mija kilka chwil, znowu zerka na Wojtka, który ma teraz pluszowego kotka, więc Jaś natychmiast chce kotka z powrotem. Kto nie doświadczył takiej sytuacji w dzieciństwie albo mając własne dzieci? O co tu chodzi? Chodzi o posiadanie świetnej zabawy jaką obserwuje się u kogoś. Trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada&#8230; Ważniejsze staje się pragnienie posiadania tej zabawy za pomocą rzeczy, które widzimy gdzieś tam. Potem okazuje się, że radość jest chwilowa, chcemy coś innego i tak w kółko. Czy zawsze tak było?</p>



<p>Odczuwamy permanentny stan braku, który przeradza się w potrzebę. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Potrzeba jest wynikiem z jednej strony wymogów tkwiących w strukturze biopsychicznej jednostki, z drugiej zaś, oddziaływania środowiska, w którym jednostka funkcjonuje.</em> </p></blockquote>



<p>Tutaj koło się zamyka, potrzebujemy tego, co społeczeństwo uważa za potrzebne, a kto lub co kształtuje społeczeństwo? Kto, poza naszą rodziną i najbliższym otoczeniem, kreuje nasze potrzeby?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Pamiętajcie o słoikach!</strong></h2>



<p>Produkując serie towarów, do których wszyscy mają dostęp, jednocześnie mówi się nam, że zachowamy indywidualizm wybierając daną rzecz. Kołowrotek się kręci, nowe w zawrotnym tempie staje się przestarzałe. Machina konsumpcji jest stale napędzana. Wiele osób jest świadomych tych mechanizmów, nie chcą się dopasowywać, bo widzą, że to nie jest dla nich dobre, nie współgra z nimi, może zaszkodzić im i światu, czy w końcu, że manipuluje się nimi dla zysku. Dlatego tworzą inicjatywy idące pod prąd, alternatywne, często lepsze dla człowieka i środowiska, na przykład trend <em>zero waste</em>. Wpisuje się w niego szereg działań i zachowań, zaczynając od zamiany plastikowych siatek na wielorazowe torby, kupowanie używanych ubrań, ale też kupowanie ubrań polskich marek dobrej jakości (bo posłużą latami), kupowanie produktów spożywczych na wagę do własnych pojemników (może już niedługo przychodzenie do sklepu ze słoikami stanie się codziennością) oraz mniej oczywiste i trudniejsze do wdrożenia w życie mycie włosów mąką żytnią, zrezygnowanie z jednorazowych chusteczek i płatków kosmetycznych na rzecz wielorazowych, kubeczki menstruacyjne, czy wielorazowe podpaski. Proszę sobie wyobrazić, że istnieją takie rzeczy. Celem jest zmniejszenie ilości śmieci na naszej pięknej planecie.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>247 kg mąki i przeterminowany jogurt</strong></h2>



<p>Zero waste to również nie marnowanie jedzenia. Polski Instytut Ekonomiczny podaje, że statystyczny Polak marnuje 247 kg żywności rocznie, jesteśmy na 5 miejscu w UE, gdzie średnia wynosi 173 kg. Sporo, prawda? Wyobraźmy sobie 247 opakowań mąki lub cukru. To i tak niemiarodajne, bo gdyby zebrać cały ten spleśniały chleb, zgniłe owoce, przeterminowane jogurty&#8230; Eh, chyba lepiej poprzestać na wizualizacji mąki.</p>



<p>Mamy ewidentny problem z kupowaniem zbyt dużej ilości pożywienia i nieumiejętnym zarządzaniem jego zasobami. Być może nie traktujemy jedzenia na tyle poważnie, by przejmować się stratami. Któż pamięta znak krzyża czyniony na bochenku chleba na moment przed ukrojeniem pierwszej pajdy? Albo pocałowanie chleba, który upadł na ziemię? A to, że okruszków nie wolno wyrzucić do kosza, tylko dać zwierzętom do zjedzenia albo spalić?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie da się drzwiami, to wejdę oknem</strong></h2>



<p>Szymon Hołownia nie dostał się do drugiej tury w wyborach prezydenckich, ale już następnego dnia w porannym live na swoim profilu facebook powiedział piękną rzecz. Oznajmił, że fakt nie wygrania wyborów nie oznacza jego rezygnacji. Sytuacja, w której nie będzie miał rządowych pieniędzy nie oznacza, że nic się nie da zrobić. Czyli zrobi to, co chce zrobić, ale inaczej, oddolnie. Stworzy grupę ludzi, którzy mu w tym pomogą. No i stworzył. Ludzie wierzący w jego misję przekazują pieniądze na założoną fundację, by ta mogła działać. Zresztą, w ten sam sposób finansowana była jego kampania wyborcza. Nie miał za sobą mediów publicznych. Siła ludzi i Internetu wystarczyła i tak znalazł się na 3 miejscu pod względem zdobytych głosów. Miał ich więcej niż wszyscy pozostali kandydaci razem wzięci, a ci dostali przecież pieniądze rządowe na swoje kampanie, a ich staż polityczny był większy.</p>



<p>Oddolna siła ludzi jest przeogromna, więc jeśli są tego świadomi i jeszcze w to uwierzą, staje się gigantyczna. Gdy człowiek przekonany jest o wielkiej wartości swojego pomysłu, a inni zobaczą i potwierdzą tę wartość, sami zapragną przekazywać ją dalej (tzw. poczta pantoflowa). Weźmy na przykład sklep “Na gramy” powstały w Łodzi w październiku 2019 roku; główna idea to <em>zero waste</em> oraz produkty <em>bio</em> i <em>eko</em>. Zamawiane przez firmę towary są w jak największych opakowaniach (jeśli się da, to wielorazowych), by ograniczyć ilość odpadów. Zdecydowana większość asortymentu jest sprzedawana na wagę, a jeśli są zapakowane to w szkło, papier lub tworzywo biodegradowalane. Mile widziane są własne pojemniki klientów, a dla zapominalskich przygotowano torby i słoiki „bumerangi”, które można pożyczyć, by potem je zwrócić lub donieść inne opakowanie. Istotne jest, że dostawcy to w większości lokalne firmy, przez co zmniejsza się ślad węglowy w środowisku, ponieważ transport jest krótki. Do tej pory w lokalnej społeczności nie było jednego miejsca, z dostępem do jedzenia, kosmetyków i chemii gospodarczej, więc ktoś je stworzył. Miał potrzebę, odważył się, zaryzykował i trafił w dziesiątkę. Okazało się, że multum ludzi też taką potrzebę posiada. Po dziesięciu miesiącach od premiery kolejne “Na gramy” otworzyło się w Warszawie, potem we Wrocławiu. Szybko! Strona internetowa sklepu jest dostępna w języku angielskim i ukraińskim. Okazało się, że założyciele to doskonali obserwatorzy rzeczywistości, którzy świetnie odczytują tendencje w społeczeństwie. Najważniejsze, że to co robią, jest po prostu dobre, ma wartość, a za realną wartość jesteśmy w stanie zapłacić więcej.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Między młotem a kowadłem</strong></h2>



<p>Z jednej strony mamy nachalny marketing telewizyjny i próbę sprzedawania nam produktów często nie tylko niepotrzebnych (na pewno nie w dużych ilościach), ale przede wszystkim niezdrowych (często nawet szkodliwych, ze zbyt dużą ilością cukru, tłuszczów trans, konserwantów, rakotwórczych substancji, itp.) i nieekologicznych (sezonowość mody, nowe modele smartfonów, samochodów, zachęta do zmian wystroju wnętrz, tony zabawek dla dzieci). Można się poczuć osaczonym nadmiarem sprzedawanych nam informacji. Może niejeden człowiek pomyśli o wyprowadzce do puszczy, by odciąć się od mediów i spróbować polegać jedynie na własnym osądzie i intuicji.&nbsp;</p>



<p>Można zrezygnować z oglądania telewizji i korzystać z Internetu, bo z drugiej strony to medium daje wrażenie większej kontroli i wyboru treści. Owszem, reklam tam bez liku, są jednak w innej formie, można je wyłączyć, nie wchodzić w wyskakujące propozycje produktów, pominąć reklamę po odczekaniu kilkunastu sekund, a nie kilkudziesięciu minut. Pełno w nim różnych treści, perspektyw, pasjonatów, trolli i hejterów, małych przedsiębiorców z nieszablonowymi pomysłami, słowem &#8211; cały świat w jednym miejscu. I tam również spotyka się nachalny marketing (podaj swój adres mailowy, a dostaniesz na zachętę coś extra, np. darmowy pdf o treści XYZ plus codziennie maile reklamowe). Klikam w to, co mnie zainteresuje, czy w to, czym interesuje się świat lub ktoś, na kim mi zależy? Czy to wolny wybór &#8211; pamiętając o tym, że ten jest zawsze ograniczony, np. ilością dostępnych treści? Czym jest w ogóle wolny wybór? Może lepiej tak dużo o tym nie myśleć, paranoja czeka tuż za rogiem&#8230;&nbsp;</p>



<p> A gdyby jednak zamieszkać w tej puszczy z dala od cywilizacji, by mieć poczucie, że sami o sobie decydujemy? Chyba lepiej podejść do sprawy ze zdrowym rozsądkiem, poszukać jakiegoś <em>aurea mediocritas</em> poprzez życie z wybranymi środkami masowej komunikacji, codziennie czynić refleksję nad docierającymi poprzez nie treściami (czy to, co stara nam się przedstawić jako wartościowe rzeczywiście takie jest?), próbę usytuowania ich w hierarchii naszych wartości, realnych potrzeb oraz możliwości. Wejrzyjmy w siebie.</p>



<p>I tak wiecznie polemizują, ścierają się ze sobą dwie siły: odgórna i oddolna. Główny nurt i wątki poboczne. Media swoje &#8211; blogerzy, instagramerzy swoje. Ci z kolei mogą stać się influencerami i wpływać na rzesze ludzi, a więc stać się siłą odgórną. Media podpatrują, czym interesują się Kowalscy i tak chyba każda większa marka wprowadza do swojej gamy co najmniej jeden produkt zgodny z trendami (np. zero waste, eko). Kto wyznacza trendy? Gdzie przenikają się te siły? Gdzie jest punkt wspólny? Tam, gdzie korzyść? Oby była naprawdę dobra dla ludzkości.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/">Co wyskakuje z Twojej lodówki?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zawodowi dręczyciele i Covid-19</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Emilia Romanowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Oct 2020 08:48:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1381</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/">Zawodowi dręczyciele i Covid-19</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Zagadka: jest naszą cichą towarzyszką, ale potrafi też nieźle namieszać. Wydaje się być nieśmiała, to znów bywa stanowcza i szokująca. Działa powoli albo pędzi na złamanie karku. Raz jawna, raz w ukryciu? To <strong>zmiana</strong>. Kto ją lubi? Kto czuje się komfortowo gdy następuje?</p>



<p>Stan pandemii ogłoszono 20.03.2020 roku i to była duża zmiana. Minęło kilka miesięcy podczas których doświadczyliśmy niezwykłej mocy globalizacji i jedności (szkoda, że w nieszczęściu). Grafika naszej planety w maseczce chirurgicznej obiegła świat i stała się jednym z symboli pandemii, znakiem, że naprawdę dotyczy to nas wszystkich. Teraz wiemy jak to jest żyć w czasach zarazy, nie tylko czytać o niej w literaturze. Tworzymy historię, o której będzie się mówiło w szkołach, powstanie pewnie niejeden film i książka. Czego się nauczymy jako społeczeństwo? Może już więcej wiemy o sobie?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Obywatele świata</strong></h2>



<p>Faktem jest, że nastąpiła homogenizacja zachowań (ujednolicenie), której celem ma być uchronienie nas przed zarażeniem się Covid 19. Ludzie na całym świecie zaczęli nosić maseczki, rękawiczki, dezynfekować i często myć ręce, zachowywać dystans społeczny. Osobom różnych narodowości i kultur chodzi o to samo – nie zarazić się wirusem. Kowalski w Polsce, Kevin w USA, Elizabeth w Wielkiej Brytanii, Wei-Wo w Chinach&#8230; Można się poczuć jak w globalnej wiosce. To aż dziwne, nienaturalne, że tak się zdarzyło, bo przecież jesteśmy odmienni pod wieloma względami, a jednak coś nas łączy. To, że &#8230;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>&#8230;jesteśmy ludźmi i boimy się śmierci.</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zawodowi dręczyciele</strong></h2>



<p>Bardzo nie lubię wykorzystywania swoistej psychologii strachu jako narzędzia do zarabiania pieniędzy, jak to czasem ma wyraz w świecie marketingu. Uderzyło mnie to głęboko na jednym ze spotkań firmy kosmetycznej działającej na zasadach MLM (Multi Level Marketing, czyli marketing wielopoziomowy, gdzie zarobki są zależne od osobistej sprzedaży bezpośredniej, liczby osób zaproszonych do współpracy oraz ich sprzedaży). Obecne były tam konsultantki oraz kobiety, które potencjalnie mogły nimi zostać (zaproszone wcześniej, przejawiające chęć współpracy lub jej cień). Prowadząca spotkanie dyrektor marki wypowiedziała z grubsza następujące słowa: </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Wyobraź sobie, że tracisz pracę, mąż umiera albo się rozwodzisz, a ty nie pracowałaś, bo zajmowałaś się dziećmi. I co teraz zrobisz? Nie masz źródła dochodu. A możesz już teraz zacząć pracować na swoich zasadach, poświęcać na to tyle czasu ile chcesz, zdobywać klientów, stać się niezależna finansowo od faceta.”</p></blockquote>



<p>No mistrzowska robota! Wiedziała kobieta gdzie uderzyć, żeby zabolało, pobudzić wyobraźnię, rozruszać ambicję. Tylko czy to jest ok? Czy warto mieć pracowników, których pobudką do działania jest strach, a nie pasja?</p>



<p>Taką argumentacją posługują się naturalnie ubezpieczyciele otwierając przed nami wachlarz nieszczęść, jakie mogą nas spotkać. Rynek kosmetyczny zestawia ze sobą obraz skóry ze zmarszczkami, cellulitem i skóry jędrnej, zdrowej, gładkiej. Rynek leków i suplementów diety pokazuje chorobę i stan ulgi &#8211; zdrowia w wyniku zażycia pigułki czy syropu.</p>



<p>Daje się nam wybór ograniczony do dwóch opcji:</p>



<ul><li>dobro (oferowany produkt)</li><li>nieuchronne zło (nie kupienie produktu)</li></ul>



<p>Stawiając sprawę w ten sposób wiele osób uwierzy, że musi podjąć decyzję już w tej chwili (kolejny trick to oferta z ograniczonym czasem, licznik pokazuje upływające sekundy, podświetlone na czerwono dla większej dramaturgii, więc kupujesz teraz albo nigdy – decyduj). Często biedny człowiek nie chce wyjść na kogoś, kto nie dba o swoje zdrowie, życie czy finanse, a prowadzący rozmowę najczęściej stawia sprawę tak, by było nam głupio odmówić. Oczywistym jest, że ludzie boją się o swoje zdrowie i życie, natomiast wykorzystywanie tego lęku by więcej sprzedać jest wysoce nieetycznie (ujmując to w elegancki sposób).</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Będzie Pani zadowolona!</strong></h2>



<p>Czy polemicznie: skoro są sposoby, by zabezpieczyć się przed utratą domu wskutek tornada lub powodzi, zadbać o swoją skórę by nie miała aż tak głębokich zmarszczek, pozbyć się nadmiarowych kilogramów mogących szkodzić zdrowiu, to czemu mam się tym nie podzielić i nie proponować takich rozwiązań innym ludziom? Sprawić by bali się mniej. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.&nbsp;</p>



<p><strong>Pierwszy</strong> szczególik jest prosty: nigdy nie ma 100% pewności, że oferowana rzecz zadziała w twojej sytuacji. Jak ktoś tak mówi, to powinna się włączać czerwona lampka w głowie. Drogi krem może przyprawić o uczulenie, które będzie z tobą tygodniami (mój przypadek). Mogę zupełnie nie mieć talentu do sprzedaży ale ktoś mi wmówi, że każdy może zostać sprzedawcą, więc stosuję dane mi metody na znajomych, a ci potem zaczynają mnie unikać (również mój przypadek).</p>



<p><strong>Drugi</strong> szczególik: sposób rozmowy sprzedawcy. Łatwo wyczuć, czy nasz rozmówca czyta (w rozmowach telefonicznych) lub wygłasza gotowy scenariusz konwersacji. Trudno wtedy wtrącić się ze swoim zdaniem, a jak się uda, to jest kilka możliwości:</p>



<pre class="wp-block-verse">a) konsultant staje się niemiły<br>b) konsultant wybija się ze swojego rytmu i trochę się mota, nie odpowiada na pytanie po czym wraca do scenariusza<br>c) konsultant udaje, że pytania nie było i wraca do scenariusza<br>d) konsultant za wszelką cenę chce udowodnić, że się nie znasz kliencie na niczym a to on ma rację<br>e) rzadziej: konsultant rozwiewa wątpliwości i nawet po odmowie jest miły</pre>



<p>Zdarzyło mi się kiedyś, że po cierpliwym wysłuchaniu oferty spokojnie powiedziałam „nie”, a Pani strasznie się rozzłościła, że tracę jej czas, bo powinnam na samym początku powiedzieć, że nie jestem zainteresowana, po czym się rozłączyła mówiąc coś pod nosem. Gdy rozmawiając ze sprzedawcą czujemy presję, rozmówca jest niemiły, próbuje wzbudzić poczucie winy, niższości, strach czy lęk, to znak, że coś jest bardzo nie tak. Ale nie z nami. Taki konsultant liczy na zmianę naszego myślenia, decyzji, chce nas przekonać do wyboru jego opcji. Szkoda, że zapomina o bardziej ludzkim i empatycznym traktowaniu klienta.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zmiana kulturowa u bram!</strong></h2>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Za klasyczną typologią George’a Petera Murdocka przyjmiemy, że zmiana w przeciwieństwie do innowacji wymaga dwóch dodatkowych czynników, tj. akceptacji i przejścia przez selektywną eliminację. Mówiąc najprościej: zmianę kulturową prowokuje taka tylko innowacja, która nie tylko zostanie przez określoną wspólnotę zaakceptowana, ale następnie będzie też utrzymana w późniejszym procesie selekcji. Jedne innowacje prowokują zmianę, inne – nie.</em></p></blockquote>



<p>Odnieśmy to do sytuacji pandemii coronawirusa. Narzucono nam szereg zmian bezpośrednio wpływających na naszą codzienność. Na początku akcja „zostań w domu”, maseczki, rękawiczki, obostrzenia w przemieszczaniu się, robieniu zakupów, pracy, edukacji. Totalny szok. Jedni się stosują, inni nie. Trwa proces przetwarzania nowych treści, cały świat żyje tym samym, Dzień Świstaka trwa, obserwujemy ilość zachorowań, zgonów, wyzdrowień, jak nosić maseczki, jak prawidłowo myć ręce, jak to wpływa na zachorowalność. Media podały, że dzięki temu higienicznemu reżimowi znacznie spadła ilość zachorowań na np. salmonellę czy biegunkę (tzw. choroby brudnych rąk). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) donosi, że prawidłowe mycie rąk, czyli ciepłą wodą z mydłem przez około minutę, jest najskuteczniejszą metodą na unikanie chorób i zapobieganie ich rozprzestrzenianiu się. 15 października jest Światowym Dniem Mycia rąk. W tej materii wydaje się, że wiemy już wszystko. Zaakceptowaliśmy fakt, że musimy myć ręce częściej niż nam się wydaje.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie</strong></h2>



<p>„Zostań w domu” przekształciło się w wychodzenie z rozsądkiem przy zachowaniu środków bezpieczeństwa. Maseczki i płyny dezynfekcyjne w pełnej gotowości. Zakupy robimy prawie normalnie. „Prawie” bo dezynfekcja rąk i maseczki stały się nową normalnością ale zachowanie dystansu, nie ocieranie się o siebie w alejkach sklepowych, rozsądne odległości w kolejkach, z moich obserwacji nie do końca wszystkich przekonują. Jak w pracy? Zaufanie do współpracowników czy dystans i maseczka cały czas? Zależy od specyfiki zawodu, rozmiarów przestrzeni pracy, ilości osób, relacji. Trochę się boimy, a trochę nie. Przy „swoich” jesteśmy raczej bez maseczki, przy „obcych” i na oficjalnych spotkaniach w maseczkach. Edukacja? Zobaczymy co przyniosą pierwsze miesiące, może wystarczą tygodnie. MEN, MZ i GIS wydało obszerne opracowania nowych zasad i procedur postępowania, oby część z nich udało się zastosować! Pocieszające jest, że nie ma obowiązku zasłaniania ust i nosa przez dzieci podczas lekcji. Kto byłby w stanie zapewnić nową maseczkę co 30 minut dla każdego dziecka, żeby to miało sens?</p>



<p>Pamiętam dobrze strach początkowych tygodni epidemii, tych rosnących liczb. Obecnie mamy więcej zakażeń niż na początku, a nasze strachy zostały oswojone, bo świat musi funkcjonować. Pełna izolacja jest niemożliwa. Musiała nastąpić zmiana nastawienia, pogodzenie się z warunkami, adaptacja do nowej rzeczywistości. Zmieniające się wytyczne MZ są znakiem <em>selektywnej eliminacji innowacji. </em>Nadal jesteśmy w procesie. Co zostanie z nami na stałe? Co sobie wybierzemy?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/">Zawodowi dręczyciele i Covid-19</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Może mi Pani nie wchodzić na plecy? Słowo o dystansie społecznym</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/21/moze-mi-pani-nie-wchodzic-na-plecy-slowo-o-dystansie-spolecznym/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Emilia Romanowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 21 Sep 2020 16:17:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[dystans]]></category>
		<category><![CDATA[dystans społeczny]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1280</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/21/moze-mi-pani-nie-wchodzic-na-plecy-slowo-o-dystansie-spolecznym/">Może mi Pani nie wchodzić na plecy? Słowo o dystansie społecznym</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Któż nie poznał złowieszczych spojrzeń w Biedronce czy innym Lidlu, gdy zbliżył się zanadto do kogoś – zwłaszcza do matki z dzieckiem? Któż nie strzelał wzrokiem na kogoś w marketowej&nbsp; kolejce, gdy poczuł jego oddech na karku (lub wózek na tylnej części ciała)? Któż nie odsunął się od sąsiada lubiącego mówić prawie że do ucha? Któż nie podał znajomemu ręki z zasmuconym uśmiechem mówiącym “przepraszam”? Któż nie pomyślał brzydko patrząc na ludzi ocierających się o siebie na przystanku, targu, w sklepie?</p>



<p>Pojęcie „dystansu społecznego” jest obecnie tak mocno akcentowane, że wydaje się niemożliwym, by ktoś jeszcze o nim nie słyszał. I chyba nikt nie śmie polemizować z jego wpływem na naszą codzienność. Odgórne “zachowaj bezpieczny dystans” jest niezłą – I to jeszcze oficjalną &#8211; wymówką na odsunięcie od siebie pewnych ludzi. Niekoniecznie chodzi o kieszonkowców.&nbsp;&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Człowiek policzalny</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Od początku pandemii dowiadujemy się o zalecanych odległościach w kontaktach z innymi ludźmi, najpierw były to 2 metry, teraz 1,5 metra. Inną miarą jest liczba osób na metr kwadratowy, kolejną miarą są procenty. Nasze funkcjonowanie w codzienności nagle zostało zmierzone liczbami. Rach ciach i rząd zaczął nam mówić jak mamy się zachowywać, że tak kolokwialnie powiem – wpakował się między Kowalską a Kowalskiego. Polemikom w mediach nie było końca. Jak na to zareagowaliśmy? Różnie. Strachem, gniewem, złością, oburzeniem, kpiną, powoli w kierunku akceptacji i zgody na panujące warunki i wymagania. Widzimy w relacjach medialnych, że droga ta ciągle idzie poprzez wybiórcze ich przestrzeganie aż do obojętności wobec nich. Jedno jest pewne – doświadczyliśmy na własnej skórze jak ważne jest pojęcie przestrzeni, tej najbliższej wokół naszego ciała i czujemy dyskomfort, kiedy ktoś obcy zmniejsza dystans z bezpiecznego 1,5 metra na choćby 1 metr.&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Covid wywołał do tablicy dystans społeczny w fazie bliższej i to nieprzypadkowo. Odległość 1,2-2,1 m jest najbardziej naturalna w kontaktach z obcymi osobami, czujemy się komfortowo mając taką przestrzeń, w którą nikt zbyt pochopnie nie wkracza. Mając założoną maseczkę i stosując złoty środek 1,5 m nie przeniesiemy zarazków na rozmówcę i vice versa.&nbsp;</p></blockquote>



<p>Nie dotyczy to wyłącznie czasu pandemii. Kwestia dystansu między ludźmi, poczucia komfortu i dyskomfortu z nim związanego towarzyszy ludziom od zawsze. Tak! Ale zwykle sobie tego nie uświadamiamy, bo jest to tak zakorzenione w naszej kulturze, iż uważamy za oczywistość, że pewnych rzeczy się nie robi, a inne tak. Na przykład w Polsce, kiedy poznajemy nową osobę, możemy uścisnąć jej dłoń ale całowanie w policzek to już przesada. Mężczyźni raczej nie przytulają się na powitanie (nawet znajomi, chyba że to Arabowie), kobiety mogą. Wszyscy znamy takie zachowania, to coś oczywistego o czym wszyscy wiedzą i nie mówi się o tym. Zaczynamy dyskusję w momencie przekroczenia dozwolonej niewidzialnej granicy. Ciekawe, że najczęściej dzieje się to w kontakcie z obcokrajowcami, czyli z inną kulturą &#8211; a więc z innymi zwyczajami. To wtedy zauważamy, że inni ludzie robią coś inaczej niż my. Wyobraźmy sobie Polkę, która poznaje Włocha, on całuje ją w usta, ona strzela mu “z liścia” i jest konsternacja. Chłopak sam nie wydedukuje, co zrobił źle.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Do rzeczy – co wie o mnie amerykański badacz?</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Dystanse, jakie utrzymujemy między sobą w interakcjach z ludźmi zostały zdefiniowane już w 1966 roku przez amerykańskiego (a jakże!) etnologa Edwarda T. Hall&#8217;a w książce „The Hidden Dimension” (Ukryty wymiar). Autor opierając się na wielu obserwacjach i wywiadach skromnie przyznaje, że jest to zaledwie pewna próbka statystyczna i nie możemy mówić o uogólnieniach dla całej ludzkości, jednak świat uznał go za ojca proksemiki i wszędzie gdzie o niej mowa cytuje się stworzony przez niego podział na 4 strefy dystansu, zmierzone co do centymetra. Każda z nich ma fazę bliższą i dalszą.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dystans intymny </strong>(od skóry do 45 cm)</h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p><strong>Faza bliższa</strong> to bezpośrednia okolica naszego ciała &#8211;&nbsp; a więc czysty kontakt fizyczny, na który pozwalamy sobie wyłącznie z ludźmi nam najbliższymi. To relacje miłosne, ale także przytulanie, pocieszanie, mocowanie się. W kręgu osób, którym na to pozwalamy jest małżonek/ka, partner/ka, własne dzieci, najbliżsi przyjaciele.&nbsp;</p>



<p><strong>Faza dalsza </strong>(15-45 cm) – tworzy się już mała przestrzeń między ludźmi ale ręce nadal mogą dotykać, głaskać, łaskotać czy poklepywać.&nbsp;Będąc w tak bliskiej relacji czujemy zapach, ciepłotę ciała, oddech drugiej osoby i może to być bardzo miłe. Rodzice rozanielają się wąchając świeżo umytą główkę dziecka, dzieci uciekają w bezpieczne ramiona rodziców, zakochani chłoną swój zapach.&nbsp;</p>



<p>Pomyślmy także o sytuacjach na które nie mamy wpływu, np. tłok w autobusie, czasem kolejka w sklepie, koncert. Musimy sobie poradzić z tą niechcianą bliskością. Z asertywnością jest różnie. Badani Amerykanie stosowali pewne techniki defensywne, usuwające element intymności: w komunikacji miejskiej chodzi o odsuwanie się lub odsuwanie tułowia i kończyn jeśli doszło do kontaktu fizycznego; w windzie należy złapać się za uchwyty dla utrzymania równowagi lub trzymać ręce wzdłuż ciała, wzrok musi tkwić gdzieś w przestrzeni &#8211;&nbsp; nigdy na kimś. Brzmi znajomo?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dystans indywidualny (osobniczy) 45-120 cm</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p><strong>Faza bliższa (45-75cm) </strong>to niewielka przestrzeń dzieląca dwie osoby, dająca możliwość złapania się czy objęcia.</p>



<p><strong>Fazę dalsza (75-120 cm) </strong>dobrze określa powiedzenie<strong> </strong>„być od kogoś na wyciągnięcie ręki”; 120 cm to mniej więcej tyle co dwie pary ramion wyciągnięte do siebie i mogące zetknąć się palcami.</p>



<p>Tutaj również mamy na myśli osoby z najbliższego kręgu, rodzinę, przyjaciół. Wybór odległości świadczy o poziomie zażyłości z daną osobą oraz o kontekście sytuacji. Inaczej zachowujemy się sam na sam z mężem czy żoną, inaczej przy osobach trzecich.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dystans społeczny (1,2-3,6 m)</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p><strong>Faza bliższa (1,2-2,1 m) </strong>jest charakterystyczna dla załatwiania spraw nieosobistych (praca, sprawy urzędowe), także dla nieformalnych spotkań towarzyskich. Grzeczność nakazuje zachowywać należytą odległość, by nikogo nie urazić, nie wprowadzać w zakłopotanie czy zażenowanie.&nbsp;</p>



<p><strong>Faza dalsza (2,1-3,6 m) </strong>ma charakter bardzo formalny; biurka w urzędach są ustawione tak, by zachować ten dystans między pracownikiem a interesantem. Przy takiej odległości między ludźmi przenoszenie wzroku w inną stronę zwykle oznacza zaprzestanie rozmowy, brak kontaktu wzrokowego =&nbsp; brak rozmowy.</p>



<p>Bywa wykorzystywany by oddzielić się od innych, np. w pracy sekretarek czy recepcjonistek ta odległość nie zobowiązuje do ciągłej rozmowy, są w gotowości do odpowiadania na pytania a kontynuowanie swojej pracy nie jest uważane za nietakt.</p>



<p>Mężowie, którzy wrócili z pracy, będąc w towarzystwie swoich żon często utrzymują dystans 3 i więcej metrów. Siadają na kanapie, odpoczywają, czytają gazetę, jedzą, oglądają telewizję i jednocześnie są w gotowości do ewentualnej rozmowy. Każdy zajmuje się swoimi sprawami i jest w pewien sposób osobno, by w każdej chwili móc być razem w kontakcie. Można by polemizować, bo co jeśli nie ma się tak dużego pomieszczenia? Wtedy dystans ulega skróceniu ale nadal da się realizować główną myśl osobności z opcją wspólnotowości.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dystans publiczny (powyżej 3,6 m)&nbsp;</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p><strong>Faza bliższa (3,6-7,5 m) </strong>nie zakłada już wzajemnego zaangażowania, mówimy tu o wystąpieniach publicznych, wykładach, konferencjach, gdzie zwykle ktoś mówi, a inni słuchają. Obowiązuje „styl formalny” w mowie, czyli przygotowane wcześniej przemówienia mające swój określony cel.&nbsp;</p>



<p><strong>Faza dalsza (powyżej 7,5 m) </strong>dotyczy szczególnie ważnych osobistości (monarcha, prezydent). Poznamy ją po obecności ochrony i tym, że sami nie możemy skrócić dystansu.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zwierzęce instynkty</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Podsumowując &#8211; opisane wyżej dystanse są wyrazem pewnego typu zachowania charakterystycznego dla ludzi i zwierząt, zwanego terytorialnością. Oznacza to, że wykorzystując wszystkie dostępne zmysły różnicujemy przestrzeń i odległości tak, by dobrać te najwłaściwsze, pasujące i współgrające z więzią, zażyłością czy z układem jaki mamy z daną osobą. Bierzemy pod uwagę emocje, uczucia nas łączące (lub dzielące) oraz miejsce i kontekst sytuacji w której się znajdujemy. Randka, impreza rodzinna, dyskoteka, autobus miejski, rodzinny obiad, impreza firmowa &#8211; to okoliczności co do których mamy podświadomie zakodowane właściwe i niewłaściwe zachowania. Należy jeszcze wziąć pod uwagę, że mieszkając w jednym kraju, w jednym mieście mamy niesamowitą różnorodność mikrokultur, jakimi są poszczególne rodziny. Cudzoziemców także bez liku. Daje nam to wiele okazji do uświadamiania sobie różnic międzykulturowych i istnienia podświadomych granic funkcjonowania w codzienności.&nbsp;</p>



<p>Covid wywołał do tablicy dystans społeczny w fazie bliższej i to nieprzypadkowo. Odległość 1,2-2,1 m jest najbardziej naturalna w kontaktach z obcymi osobami, czujemy się komfortowo mając taką przestrzeń, w którą nikt zbyt pochopnie nie wkracza. Mając założoną maseczkę i stosując złoty środek 1,5 m nie przeniesiemy zarazków na rozmówcę i vice versa.&nbsp;</p>



<p>Co się dzieje, kiedy ktoś nie przestrzega zalecanej odległości? Jak reagujemy na ludzi przechodzących zbyt blisko nas? Czy przyklejamy się do ściany lub barierki mijając się na klatce schodowej? Jest nam niezręcznie zwracając uwagę na przekroczenie granicy? Ile niewybrednych ale “słusznie usprawiedliwionych” komentarzy usłyszymy o sobie i innych? Ile takich wypowiemy?Co nowego dodałby do swojej teorii Hall, gdyby dożył dzisiejszych czasów?&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Może dystans internetowy?</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Dystans społeczny jest potencjałem. Mając tę świadomość możemy wykorzystać go dobrze, szanować swoją przestrzeń i przestrzeń innych ludzi. Możemy wszystko! Ha! Udało nam się nawet przenieść relacje do Internetu, a tam dystanse to istny kosmos&#8230;&nbsp;</p>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Bibliografia:</p>



<p>Edward T. Hall, Ukryty wymiar, przeł. Teresa Hołówka, PIW, Warszawa 1976, s. 163-180<br>https://www.gov.pl/web/koronawirus/aktualne-zasady-i-ograniczenia</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/21/moze-mi-pani-nie-wchodzic-na-plecy-slowo-o-dystansie-spolecznym/">Może mi Pani nie wchodzić na plecy? Słowo o dystansie społecznym</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
