LudziePolemikiZdrowie

Zawodowi dręczyciele i Covid-19

6 Mins read

Zagadka: jest naszą cichą towarzyszką, ale potrafi też nieźle namieszać. Wydaje się być nieśmiała, to znów bywa stanowcza i szokująca. Działa powoli albo pędzi na złamanie karku. Raz jawna, raz w ukryciu? To zmiana. Kto ją lubi? Kto czuje się komfortowo gdy następuje?

Stan pandemii ogłoszono 20.03.2020 roku i to była duża zmiana. Minęło kilka miesięcy podczas których doświadczyliśmy niezwykłej mocy globalizacji i jedności (szkoda, że w nieszczęściu). Grafika naszej planety w maseczce chirurgicznej obiegła świat i stała się jednym z symboli pandemii, znakiem, że naprawdę dotyczy to nas wszystkich. Teraz wiemy jak to jest żyć w czasach zarazy, nie tylko czytać o niej w literaturze. Tworzymy historię, o której będzie się mówiło w szkołach, powstanie pewnie niejeden film i książka. Czego się nauczymy jako społeczeństwo? Może już więcej wiemy o sobie?

Obywatele świata

Faktem jest, że nastąpiła homogenizacja zachowań (ujednolicenie), której celem ma być uchronienie nas przed zarażeniem się Covid 19. Ludzie na całym świecie zaczęli nosić maseczki, rękawiczki, dezynfekować i często myć ręce, zachowywać dystans społeczny. Osobom różnych narodowości i kultur chodzi o to samo – nie zarazić się wirusem. Kowalski w Polsce, Kevin w USA, Elizabeth w Wielkiej Brytanii, Wei-Wo w Chinach… Można się poczuć jak w globalnej wiosce. To aż dziwne, nienaturalne, że tak się zdarzyło, bo przecież jesteśmy odmienni pod wieloma względami, a jednak coś nas łączy. To, że …

…jesteśmy ludźmi i boimy się śmierci.

Zawodowi dręczyciele

Bardzo nie lubię wykorzystywania swoistej psychologii strachu jako narzędzia do zarabiania pieniędzy, jak to czasem ma wyraz w świecie marketingu. Uderzyło mnie to głęboko na jednym ze spotkań firmy kosmetycznej działającej na zasadach MLM (Multi Level Marketing, czyli marketing wielopoziomowy, gdzie zarobki są zależne od osobistej sprzedaży bezpośredniej, liczby osób zaproszonych do współpracy oraz ich sprzedaży). Obecne były tam konsultantki oraz kobiety, które potencjalnie mogły nimi zostać (zaproszone wcześniej, przejawiające chęć współpracy lub jej cień). Prowadząca spotkanie dyrektor marki wypowiedziała z grubsza następujące słowa:

„Wyobraź sobie, że tracisz pracę, mąż umiera albo się rozwodzisz, a ty nie pracowałaś, bo zajmowałaś się dziećmi. I co teraz zrobisz? Nie masz źródła dochodu. A możesz już teraz zacząć pracować na swoich zasadach, poświęcać na to tyle czasu ile chcesz, zdobywać klientów, stać się niezależna finansowo od faceta.”

No mistrzowska robota! Wiedziała kobieta gdzie uderzyć, żeby zabolało, pobudzić wyobraźnię, rozruszać ambicję. Tylko czy to jest ok? Czy warto mieć pracowników, których pobudką do działania jest strach, a nie pasja?

Taką argumentacją posługują się naturalnie ubezpieczyciele otwierając przed nami wachlarz nieszczęść, jakie mogą nas spotkać. Rynek kosmetyczny zestawia ze sobą obraz skóry ze zmarszczkami, cellulitem i skóry jędrnej, zdrowej, gładkiej. Rynek leków i suplementów diety pokazuje chorobę i stan ulgi – zdrowia w wyniku zażycia pigułki czy syropu.

Daje się nam wybór ograniczony do dwóch opcji:

  • dobro (oferowany produkt)
  • nieuchronne zło (nie kupienie produktu)

Stawiając sprawę w ten sposób wiele osób uwierzy, że musi podjąć decyzję już w tej chwili (kolejny trick to oferta z ograniczonym czasem, licznik pokazuje upływające sekundy, podświetlone na czerwono dla większej dramaturgii, więc kupujesz teraz albo nigdy – decyduj). Często biedny człowiek nie chce wyjść na kogoś, kto nie dba o swoje zdrowie, życie czy finanse, a prowadzący rozmowę najczęściej stawia sprawę tak, by było nam głupio odmówić. Oczywistym jest, że ludzie boją się o swoje zdrowie i życie, natomiast wykorzystywanie tego lęku by więcej sprzedać jest wysoce nieetycznie (ujmując to w elegancki sposób).

Będzie Pani zadowolona!

Czy polemicznie: skoro są sposoby, by zabezpieczyć się przed utratą domu wskutek tornada lub powodzi, zadbać o swoją skórę by nie miała aż tak głębokich zmarszczek, pozbyć się nadmiarowych kilogramów mogących szkodzić zdrowiu, to czemu mam się tym nie podzielić i nie proponować takich rozwiązań innym ludziom? Sprawić by bali się mniej. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. 

Pierwszy szczególik jest prosty: nigdy nie ma 100% pewności, że oferowana rzecz zadziała w twojej sytuacji. Jak ktoś tak mówi, to powinna się włączać czerwona lampka w głowie. Drogi krem może przyprawić o uczulenie, które będzie z tobą tygodniami (mój przypadek). Mogę zupełnie nie mieć talentu do sprzedaży ale ktoś mi wmówi, że każdy może zostać sprzedawcą, więc stosuję dane mi metody na znajomych, a ci potem zaczynają mnie unikać (również mój przypadek).

Drugi szczególik: sposób rozmowy sprzedawcy. Łatwo wyczuć, czy nasz rozmówca czyta (w rozmowach telefonicznych) lub wygłasza gotowy scenariusz konwersacji. Trudno wtedy wtrącić się ze swoim zdaniem, a jak się uda, to jest kilka możliwości:

a) konsultant staje się niemiły
b) konsultant wybija się ze swojego rytmu i trochę się mota, nie odpowiada na pytanie po czym wraca do scenariusza
c) konsultant udaje, że pytania nie było i wraca do scenariusza
d) konsultant za wszelką cenę chce udowodnić, że się nie znasz kliencie na niczym a to on ma rację
e) rzadziej: konsultant rozwiewa wątpliwości i nawet po odmowie jest miły

Zdarzyło mi się kiedyś, że po cierpliwym wysłuchaniu oferty spokojnie powiedziałam „nie”, a Pani strasznie się rozzłościła, że tracę jej czas, bo powinnam na samym początku powiedzieć, że nie jestem zainteresowana, po czym się rozłączyła mówiąc coś pod nosem. Gdy rozmawiając ze sprzedawcą czujemy presję, rozmówca jest niemiły, próbuje wzbudzić poczucie winy, niższości, strach czy lęk, to znak, że coś jest bardzo nie tak. Ale nie z nami. Taki konsultant liczy na zmianę naszego myślenia, decyzji, chce nas przekonać do wyboru jego opcji. Szkoda, że zapomina o bardziej ludzkim i empatycznym traktowaniu klienta.

Zmiana kulturowa u bram!

Za klasyczną typologią George’a Petera Murdocka przyjmiemy, że zmiana w przeciwieństwie do innowacji wymaga dwóch dodatkowych czynników, tj. akceptacji i przejścia przez selektywną eliminację. Mówiąc najprościej: zmianę kulturową prowokuje taka tylko innowacja, która nie tylko zostanie przez określoną wspólnotę zaakceptowana, ale następnie będzie też utrzymana w późniejszym procesie selekcji. Jedne innowacje prowokują zmianę, inne – nie.

Odnieśmy to do sytuacji pandemii coronawirusa. Narzucono nam szereg zmian bezpośrednio wpływających na naszą codzienność. Na początku akcja „zostań w domu”, maseczki, rękawiczki, obostrzenia w przemieszczaniu się, robieniu zakupów, pracy, edukacji. Totalny szok. Jedni się stosują, inni nie. Trwa proces przetwarzania nowych treści, cały świat żyje tym samym, Dzień Świstaka trwa, obserwujemy ilość zachorowań, zgonów, wyzdrowień, jak nosić maseczki, jak prawidłowo myć ręce, jak to wpływa na zachorowalność. Media podały, że dzięki temu higienicznemu reżimowi znacznie spadła ilość zachorowań na np. salmonellę czy biegunkę (tzw. choroby brudnych rąk). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) donosi, że prawidłowe mycie rąk, czyli ciepłą wodą z mydłem przez około minutę, jest najskuteczniejszą metodą na unikanie chorób i zapobieganie ich rozprzestrzenianiu się. 15 października jest Światowym Dniem Mycia rąk. W tej materii wydaje się, że wiemy już wszystko. Zaakceptowaliśmy fakt, że musimy myć ręce częściej niż nam się wydaje.

Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie

„Zostań w domu” przekształciło się w wychodzenie z rozsądkiem przy zachowaniu środków bezpieczeństwa. Maseczki i płyny dezynfekcyjne w pełnej gotowości. Zakupy robimy prawie normalnie. „Prawie” bo dezynfekcja rąk i maseczki stały się nową normalnością ale zachowanie dystansu, nie ocieranie się o siebie w alejkach sklepowych, rozsądne odległości w kolejkach, z moich obserwacji nie do końca wszystkich przekonują. Jak w pracy? Zaufanie do współpracowników czy dystans i maseczka cały czas? Zależy od specyfiki zawodu, rozmiarów przestrzeni pracy, ilości osób, relacji. Trochę się boimy, a trochę nie. Przy „swoich” jesteśmy raczej bez maseczki, przy „obcych” i na oficjalnych spotkaniach w maseczkach. Edukacja? Zobaczymy co przyniosą pierwsze miesiące, może wystarczą tygodnie. MEN, MZ i GIS wydało obszerne opracowania nowych zasad i procedur postępowania, oby część z nich udało się zastosować! Pocieszające jest, że nie ma obowiązku zasłaniania ust i nosa przez dzieci podczas lekcji. Kto byłby w stanie zapewnić nową maseczkę co 30 minut dla każdego dziecka, żeby to miało sens?

Pamiętam dobrze strach początkowych tygodni epidemii, tych rosnących liczb. Obecnie mamy więcej zakażeń niż na początku, a nasze strachy zostały oswojone, bo świat musi funkcjonować. Pełna izolacja jest niemożliwa. Musiała nastąpić zmiana nastawienia, pogodzenie się z warunkami, adaptacja do nowej rzeczywistości. Zmieniające się wytyczne MZ są znakiem selektywnej eliminacji innowacji. Nadal jesteśmy w procesie. Co zostanie z nami na stałe? Co sobie wybierzemy?

Related posts
PolemikiSport

Powrót z tarczą i co dalej?

6 Mins read
PolemikiZdrowie

Covid zamordował grypę!

14 Mins read
PolemikiTechnologiaZdrowie

Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji

7 Mins read

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *