<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Prawo - POLEMIKI.pl</title>
	<atom:link href="https://polemiki.pl/category/prawo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://polemiki.pl/category/prawo/</link>
	<description>PUBLICYSTYKA</description>
	<lastBuildDate>Sun, 14 May 2023 22:25:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/cropped-9FAEA284-E04D-45DC-8281-E6FB2D0320D1-32x32.png</url>
	<title>Prawo - POLEMIKI.pl</title>
	<link>https://polemiki.pl/category/prawo/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Feb 2021 12:35:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Ubezpieczenia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1425</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/">Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Być może na uważnym czytelniku hasło „Skandal w PZU” nie robi już szczególnego wrażenia, bo przecież takich skandali było co najmniej kilka. Jednak ten, o którym chcę Wam opowiedzieć, jest inny, ponieważ nie dotyczy jakiejś olbrzymiej skali nadużyć związanej z finansami, czy podobnych wybryków, ale szacunku dla rozsądku, polskiego prawa, wyroków sądów powszechnych oraz do klienta i innych towarzystw ubezpieczeniowych.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Wynik równania 2 – 1 = 0 ?</strong></h2>



<p>Oczywiście! Nie wiedzieliście o tym? Wyobraź sobie, że przyjaciółka zaprosiła dzieci na urodziny swojego synka, Jasia. Miały przyjść dwie dziewczynki i koledzy, ale z przyczyn pandemii przybył tylko Piotruś. To nic, pomyślała mama, we dwóch chłopcy też się pobawią. Kiedy tak właśnie się stało, po godzinie weszła do pokoju z torcikiem, mówiąc:</p>



<p>&#8211; Przyniosę zaraz zapałki i zapalimy świeczki, żeby jubilat mógł je zdmuchnąć. – na co Jaś powiedział:</p>



<p>&#8211; To za chwilkę, bo muszę do toalety – i wybiegł z pokoju, zostawiając gościa.</p>



<p>Mama w tym czasie poszła znaleźć zapałki, a po chwili wróciła sprawdzić, czy chłopcy są w komplecie. Okazało się, że Jaś jeszcze nie dotarł, a przy stole siedział sam Piotruś, który dostał właśnie czkawki. Zamiast tortu pozostał pusty talerz i świeczki.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Pytanie: Który z chłopców zjadł tort?</p></blockquote>



<p>Powiesz pewnie, no co za bzdura, przecież wiadomo, że Piotruś, bo Jasia nie było w pokoju. Otóż, prawdopodobnie, stosując logikę wielce czcigodnej pani <strong>Magdaleny Kaczmarskiej</strong> – Specjalistki ds. obsługi szkód, wspieranej autorytetem eksperta, nie mniej czcigodnego pana <strong>Artura Parygi</strong>, okazałoby się, że TORT ZJADŁ SIĘ SAM!&nbsp;</p>



<p>Zatem przejdę do meritum, żeby pokazać w jaki sposób znany, a być może w niektórych kręgach, nawet ceniony, ubezpieczyciel jakim jest PZU próbuje ludzi, kolokwialnie pisząc, „ZROBIĆ W TRĄBĘ”.</p>



<p>A było tak. W kwietniu 2019 roku próbując włączyć się do ruchu, jak to czyniłem od 18 lat, wyjeżdżając z posesji, zostałem najechany przez pędzącego pod prąd współpracownika, a może nawet pracownika, (bo tak zeznał w rozmowie) PZU, który się bardzo spieszył i chciał w związku z tym podpisać oświadczenie o swojej winie. Nie wyraziłem na to zgody, ponieważ na hasło „PZU”, co niektórzy tłumaczą „Pamiętaj Zawsze Unikają (wypłaty)”, dostałem lekkich dreszczy, jako że sam miałem już naście lat wcześniej niezłą przeprawę, a i tak nie odzyskałem całości pieniędzy. Oczywiście, zawsze daję pewien kredyt zaufania, bo minęła dekada, więc i tam mogło się coś zmienić na plus. „Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle …” – śpiewał nieodżałowany Jan Kaczmarek. Wróćmy do zdarzenia. Zatem po jakimś czasie przyjechał radiowóz, a ja wykonałem serię zdjęć z miejsca kolizji, bo, oczywiście, panowie policjanci nie mieli ze sobą nic, prócz bloczka do wystawiania mandatów. Nie przyjmując do wiadomości rzeczywistego przebiegu zdarzenia, jeden z funkcjonariuszy zaproponował mi mandat wysokości 500 zł, ponieważ włączałem się do ruchu, a jego zdaniem, bez względu na okoliczności wtedy wina leży po mojej stronie. Zapytałem w jaki sposób można włączyć się do ruchu inaczej, na co uzyskałem odpowiedź, że jeśli nie ma pełnej widoczności, to trzeba kogoś poprosić, albo wysiąść z auta i sprawdzić, czy przypadkiem ktoś nie nadjeżdża. Tłumaczenie dość kuriozalne, bo przyjmując taki wariant (pomijam fakt, że nie można opuścić auta nie wyłączając silnika, o czym policjant powinien chyba wiedzieć, a czas przejazdu od ulicy, z której skręcił uczestnik zdarzenia, do mojej posesji wynosił około 10 sekund, więc sami rozumiecie…), prawie nikt nigdy by nie wyjechał z żadnej posesji już w mieście średniej wielkości, o większych nie wspominając. Drugiemu uczestnikowi kolizji funkcjonariusz zaproponował mandat 300 zł, który został natychmiast przyjęty (co zrozumiałe, bo przecież pan wcześniej zadeklarował, że to On jest winien). Ja z tego samego powodu mandatu, rzecz jasna nie przyjąłem, co wiązało się z koniecznością ustalenia ewentualnej mojej winy w sądzie.</p>



<p>Już po niespełna 10 miesiącach, hasło: „Wolne sądy!” zrealizowało się w praktyce, bo w istocie są coraz wolniejsze. No, ale przecież drzewiej mówiono „sąd nierychliwy, ale sprawiedliwy”, a może to jednak odnosiło się wyłącznie do Pana Boga. Zapadł więc w końcu wyrok, w którym Sąd I instancji opisał przebieg zdarzenia, z którego wynikało, że kierujący samochodem marki Opel (ja prowadziłem Renault), nie zastosował się do znaku B-2, czyli zakazu wjazdu, ale to ja jestem winien, gdyż nie zachowałem szczególnej ostrożności przy włączaniu się do ruchu. Natychmiast zaskarżyłem orzeczenie, jako że <strong>po pierwsze:</strong> nie było, w moim przekonaniu, wątpliwości (załączone fotografie), że ze swej strony zrobiłem wszystko, co było można, prócz zrezygnowania z jazdy samochodem tego dnia w ogóle. <strong>Po drugie</strong>, moja leciwa renówka, którą bardzo lubiłem, poszła do kogoś, kto mógł ją sobie sam naprawić, bo niestety, dla mnie było to nieopłacalne. Wprawdzie po oględzinach, otrzymałem pismo, z którego jednak wynikało (prócz kosztorysu i zaproponowanej do wypłaty kwoty), że do czasu zakończenia sprawy prawomocnym wyrokiem, nie dostanę nic.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Do końca procesu szlaban na pieniądze!&nbsp;</strong></h2>



<p>I tutaj uwaga, która, jak sądzę jest istotna. Jeżeli zakład ubezpieczeń oszacował koszty, a jego pracownik, jako uczestnik ruchu przyjął mandat, a wiadomo, że procesy ciągną się latami, czemu nie dokonano wypłaty, a w przypadku mojej przegranej, nie zażądano jej zwrotu wraz z odsetkami? To wydawałoby się uczciwe, bo wówczas oba auta mogłyby zostać naprawione i zdaje się, że właśnie po to są ubezpieczenia… No, ale może się mylę.&nbsp;</p>



<p>Idźmy dalej. W drugiej połowie 2020 roku odbyło się posiedzenie Sądu Okręgowego i zapadł prawomocny wyrok w II instancji, w którym sąd uniewinnił mnie od postawionego przez Policję zarzutu. W ustnym uzasadnieniu, Sędzia powiedział: „Miał Pan rację, zachował Pan należytą ostrożność, natomiast nie należy jeździć pod prąd, bo to jest przyczyną wypadków.” (parafrazuję, bo wypowiedź była nieco dłuższa).</p>



<p>Powstał pewien problem, aby ten wyrok w trakcie pandemii do mnie ostatecznie dotarł, ale w końcu przesłałem go do PZU i wymieniona wyżej pani Magdalena Kaczmarska, zapytała mnie drogą mailową o numer konta do przelewu. Potem nastąpiła cisza, a po kilku dniach otrzymałem pismo następującej treści:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Na dzień dzisiejszy nie mogę przyjąć odpowiedzialności za szkodę, ponieważ w aktach szkody nie ma dowodu winy drugiego uczestnika zdarzenia.</em></p><p><em>Podczas rozmowy z Sadem otrzymałam informację, że po apelacji Sąd uznał, że nie jest Pan winny temu zdarzeniu ale jednocześnie nie zasądził winy drugiemu uczestnikowi ruchu.” </em>(pisownia oryginalna).</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Winny się nagle zdematerializował<br></strong></h2>



<p>Czy Państwo sobie to wyobrażacie? Oczywiście, pani Magdalena sobie robi z klienta żarty, bo podstawowa wiedza, którą jednak, może nie każdy, ale pracownik zakładu ubezpieczeń, mieć powinien, to że Sąd nie może orzekać czegokolwiek, ale powinien odnosić się do aktu oskarżenia! A to ja odmówiłem przyjęcia mandatu, więc to mnie wytoczyła Policja sprawę, a nie komuś innemu, zatem Sąd mógł orzec <strong>jedynie moją</strong> winę, bądź niewinność. To jest dość oczywiste. Zresztą nawet gdyby Sąd był upoważniony do oceny zachowania drugiego uczestnika zdarzenia, to nie byłoby takiej potrzeby, ponieważ On już PRZYZNAŁ SIĘ DO WYKROCZENIA, przyjmując mandat karny, a jeszcze wcześniej chciał podpisać stosowne oświadczenie, co nawet przyznał w Sądzie I instancji.</p>



<p>Napisałem do pani Magdaleny Kaczmarskiej odwołanie, uprzedzając zresztą, że to kuriozalne tłumaczenie powinno trafić do annałów historii ubezpieczeń, a na pewno na czołówki gazet i portali. W odpowiedzi uzyskałem opinię wymienionego wyżej eksperta pana Artura PARYGA, choć nie jestem przekonany, czy słowo „ekspert” nie powinno wyglądać właśnie tak, jak obok. Dlaczego? Ponieważ wielce czcigodny „pan ekspert” W OGÓLE nie zauważył wyroku Sądu II instancji, który przesłałem wcześniej i w swoich dywagacjach, nie odniósł się do niego WCALE. Ciekawe ile kosztowała ta „ekspertyza”?&nbsp;</p>



<p>Innymi słowy, PZU odmawia wypłaty z tytułu szkody, której to wypłaty powinno dokonać blisko dwa lata temu, NIE AKCEPTUJE PRAWOMOCNEGO WYROKU SĄDU OKRĘGOWEGO i łaskawie pozostawia mi kolejną drogę sądową, abym udowodnił, że 2-1=1, a nie „0”. Tak właśnie dzisiaj wygląda logika Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Spółka Akcyjna.&nbsp;</p>



<p>Myliłby się ten, kto by uznał, że tutaj chodzi tylko o jakieś „głupie” kilka tysięcy złotych. Nie, nie! Sprawa ma drugie oraz trzecie dno, a może i czwarte, jeśli przyjąć, że sposób załatwienia sprawy jest niewątpliwie denny. Chociaż tutaj bym się sprzeczał, że to nawet nie jest dno, ale coś znacznie poniżej („myśleliśmy, że to już dno, a tymczasem ktoś puka od spodu”).&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Oszczędzamy znacznie większą kasę!</strong></h2>



<p>A jakże! Przecież nie chodzi tylko o moją szkodę, ale o naprawę Opla, który miał przerysowany cały prawy bok i zapewne do wymiany szereg elementów. To nie mogło być tanie, więc zostało wykonane na koszt mojego ubezpieczyciela, którym, bynajmniej nie był Powszechny Zakład Ubezpieczeń. W obecnej sytuacji, rzecz jasna trzeba by było te pieniądze zwrócić, prawda? No, to nie zwracamy, idziemy w zaparte i udajemy, że wszystko jest ok, a może klient da sobie spokój? Właśnie na to liczą. Od wielu, wielu lat! Podobną sytuację miałem dwie dekady temu z moim białym Volvo 740, kiedy wypłacono mi świadczenie w minimalnej wysokości, a po resztę kazali iść do sądu. Chodziło o blisko 3 tysiące złotych, ale wiedząc, że będzie to trwało latami i będę musiał powoływać biegłych na swój koszt, odpuściłem. Ile osób korzysta z sądów, a ile zachowuje się podobnie? Pewnie są w zasobach firmy takie dane statystyczne. Warto by je poznać, bo to pokaże skalę bezprawia.</p>



<p>Idźmy jednak dalej.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Chronimy pracownika, który jechał pod prąd</strong></h2>



<p>I co Państwo na to? Powszechny Zakład Ubezpieczeń, tak, tak, ten sam, który organizuje akcje typu „Bądź bezpieczny!” albo „Odblaski – Dziecko bezpieczne na drodze” itp., PRZYZNAJE, że jak najbardziej popiera jazdę bez patrzenia na znaki zakazu, a co! Są równi i równiejsi. Jeśli to NASZ pracownik, czy współpracownik, będziemy go bronić, nawet gdy się przyzna, że jechał pod prąd. No i co z tego, że jechał? Przecież sąd powiedział, że to wina drugiego uczestnika. HALO! Był jeszcze prawomocny wyrok, w którym jest coś innego! Aaa! Nie, nie, nie! To takich wyroków już nie szanujemy. One są nieważne! &nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong>CZY WIERZYCIE W TE ICH AKCJE? CZY KTOŚ PO TAK KURIOZALNEJ ODPOWIEDZI EKSPERTA JESZCZE KIEDYKOLWIEK UWIERZY, ŻE ONE NIE SŁUŻĄ TYLKO I WYŁĄCZNIE REKLAMIE!?&nbsp;</strong></p></blockquote>



<p>Zamierzam to sprawdzić. Wprawdzie na forach opisywane są różne kurioza z udziałem tego ubezpieczyciela w roli głównej. Powinna powstać strona STOP BEZPRAWIU PZU gdzie można by było zgłaszać swoje, oczywiście udokumentowane, przypadki kontaktu z wymienionym wyżej „towarzystwem”. Mówią, że towarzystwo można sobie wybrać, rodziny nie. No, akurat tym razem znalazłem się w złym towarzystwie, którego nie wybierałem, więc to nie do końca prawda <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Efekt jest taki, że nie odtworzyłem już samochodu, co naraziło mnie na koszty, bo w oczekiwaniu na zakończenie procesu nie mogłem również korzystać z niezbędnego czasem auta w firmie. Być może skończy się tak, że po kolejnych kilku latach odzyskam należność znacznie powiększoną, bo jest oczywiste, że takie praktyki należy karać z całą surowością. Z pewnością te dwa lata nie będą stracone, bo dzięki nowej stronie swoje pieniądze odzyskają setki, a może i tysiące klientów. Dobrze byłoby też zorganizować zbiórkę na pomoc prawną, aby podobne sytuacje, jak ta moja sprzed lat, nie kończyły się podobnie. Mam nadzieję, że nam w tym pomożecie. Zatem do dzieła! Przesyłajcie link do tego tekstu swoim znajomym. Powinniśmy zadbać też o to, aby otrzymał go każdy pracownik i współpracownik PZU. Mają prawo wiedzieć z kim naprawdę przyszło im pracować. Niektórzy wiedzą, ale sądzę, że takie podejście do ubezpieczonych, będzie dla wielu potencjalnych klientów i osób związanych z tym towarzystwem, szokiem i może w końcu zmienią firmę.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Na zakończenie</strong></h2>



<p>Podsumowując ten kuriozalny przypadek, innymi słowy, co właściwie chce powiedzieć Wam Wszystkim Powszechny Zakład Ubezpieczeń? W skrócie wyglądałoby to chyba tak:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„<strong>Możesz jeździć pod prąd, jeśli jesteś pracownikiem PZU, pod warunkiem, że nie zostaniesz skazany. Mandaty przyjmuj spokojnie, bo to nie znaczy, że jesteś czemuś winien! Nie przejmuj się, w razie czego naprawimy Twoje auto na koszt innej firmy i będzie super!<br>I zawsze pamiętaj, że 2 – 1 = 0”&nbsp;</strong></p></blockquote>



<p>A co zdaniem PZU powiedziała mama? Pamiętacie pechowe urodziny z początku tekstu?<br>&#8211; Piotrusiu, czy zjadłeś tort urodzinowy sam?<br>&#8211; Tak, proszę pani. Ale przecież Jaś może sobie go odkupić, prawda?<br>&#8211; Nic nie szkodzi chłopcze, przecież tak naprawdę, nikt nie jest winien. Zresztą, w ogóle nie było żadnego tortu…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/">Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Covidowe kłamstwa w natarciu!</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 26 Oct 2020 13:54:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1396</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/">Covidowe kłamstwa w natarciu!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Szkoły są bardzo ważnym elementem utrzymania ciągłości życia gospodarczego, ale one są rozsadnikiem epidemii.” </p></blockquote>



<p>– powiedział pan minister 22 października. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Dzieci przechodzą to bezobjawowo, przynoszą do domów. To nie jest tylko hipoteza” </p></blockquote>



<p>– dodał minister zdrowia Adam Niedzielski w rozmowie z &#8222;Rzeczpospolitą&#8221;.</p>



<p>Kłamali, kłamią i nigdy nie przestaną kłamać? Pan minister plącze się w zeznaniach, a logiki nie ma w tym za grosz. Pewnie nadal wierzą, że tzw. „ciemny lud” to kupi. Stwierdzenie specjalisty od medialnej propagandy okazuje się wyjątkowo trafne. W istocie, akurat w tym zakresie, wcale się nie mylą! Ludzie zaczynają dzień od sprawdzenia wyników, ale nie żadnych gier liczbowych, ale zakażeń. Chociaż to także gra, z tym, że nie da się w nią nic wygrać. Ściślej, nie da się, będąc po stronie przeciętnego czytelnika, czy słuchacza wiadomości. Ci, którzy są organizatorami tej wielkiej hucpy, już swoje zarobili, a niektórzy „kręcą lody” nadal. Przecież maseczkomaty działają, przyłbice sprzedają się nieźle, a psychoza nakręca handel, przynajmniej takimi artykułami. Wypada mieć nadzieję, że za chwilę nie będą to jedyne przedmioty, które będzie można nabyć bez problemu.&nbsp;</p>



<p>Chwila nieuwagi i mamy od soboty całą Polskę znów czerwoną. Zupełnie jak za komuny… Trochę to gorzka ironia, ale czy rzeczywiście? Tabuny ludzi, którzy wierzą w korona-ściemę, gotowi są nawet oskarżać Rząd o zbyt leniwe działania i zbyt mały radykalizm w walce z rzekomą pandemią. Zaraz ktoś, czytając te słowa żachnie się, że kolejny foliarz i płaskoziemca się pojawił, no bo przecież trupy leżą już prawie na każdej ulicy, szpitale pełne, ruszyła budowa polowych, a ten śmie pisać o jakiejś ściemie. Co za brak delikatności?!&nbsp;</p>



<p>Czyżby? Jeżeli już o empatii i delikatności właśnie, to może należałoby zacząć jednak od tych, którym władza zabrała możliwość leczenia i normalnego dostępu do tak zwanych procedur medycznych, co już skutkuje tragediami, ale musi przełożyć się wkrótce na zwiększoną liczbę zgonów. W przyszłym roku, jak alarmują onkolodzy, umrze z tego powodu co najmniej 12,5 tysiąca pacjentów. Szacunki są bardzo ostrożne, bo niektórzy są zdania, że będzie to nawet 25-30 tysięcy chorych i to tylko z powodu nowotworów! Pan dr Paweł Basiukiewicz – kardiolog, zwrócił uwagę w programie Jana Pospieszalskiego, że u niego na oddziale nie wykonano w ciągu ostatniego półrocza ANI JEDNEGO zabiegu ablacji. W poważnych stanach arytmii serca, jest on niezbędny, a dotąd wykonywano ich kilkadziesiąt w miesiącu. Co dalej? Ilu tych pacjentów zostało skazanych na śmierć? A mówimy o jednej placówce medycznej! Przenieśmy to na resztę kraju. Co z pozostałymi schorzeniami kardiologicznymi, pulmonologicznymi i innymi w całej Polsce? Da się z tym jakkolwiek polemizować? Czy rodziny pacjentów, którzy byli wożeni karetką od szpitala do szpitala, bez pomocy przez wiele godzin, gdyż nie mieli testu na koronawirusa i w końcu przypłacili to życiem, jak choćby 28-letnia kobieta w ciąży, czy 11-latka po zachłyśnięciu się wodą, już nie zasługują na współczucie? Bo nie zmarli na covid, tylko przez covid? Czyż to nie jest skandal? Niech mi nikt nie próbuje wmówić, że życie jakichkolwiek ludzi pozbawionych opieki z powodu zamknięcia służby zdrowia jest mniej warte niż to, które się zakończyło w wyniku tak modnego w obecnym sezonie koronawirusa. Zwłaszcza, że wciąż nie wiemy ile zgonów z powodu Covid-19 miało miejsce naprawdę. Ministerstwo Zdrowia podało we wrześniu łączną liczbę ofiar, bez tzw. chorób współistniejących. Ile? 311 osób, obecnie pewnie około 400, a więc średnio 2 zgony dziennie! Czy ktoś kiedyś słyszał o podobnej epidemii? Zapytam inaczej. Czy gdyby nie media i całe to maseczkowe szaleństwo, zauważyłbyś, że jest w kraju jakakolwiek pandemia?&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Pandemia medialna ma się dobrze</strong></h2>



<p>W Polsce każdego dnia umiera ponad 1150 osób. Czy ktoś pochylał się z taką troską nad innymi chorymi i uczestnikami różnych wypadków ze skutkiem śmiertelnym? Nie słyszałem nigdy podobnego komunikatu w mediach:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong><em>„Dziś w naszym kraju zmarło 1140 osób, z czego 315 na nowotwory, 28 na cukrzycę, 511 na choroby układu krążenia, 33 na zapalenie płuc, 41 na grypę, 9 zginęło w wypadkach, a 110 z powodu smogu, 91 zmarło na nerki i 2 na Covid-19”</em></strong></p></blockquote>



<p>Słyszeliście coś takiego? Nie? To co sprawia, że wszyscy na dźwięk słowa Covid nagle drętwieją i przestają racjonalnie myśleć? Informacja jest lepiej „obudowana” propagandowo? Oczywiście! Prezenter z przejęciem i powagą w głosie oznajmia, że oto właśnie padł kolejny rekord i dziś mamy już ponad 10.000 tysięcy zakażonych! Co jakiś czas jeszcze się z lekkością „pomyli”, jak nasz minister Niedzielski, mówiąc „chorych”, zamiast „zakażonych”. To już Armagedon! Zmarło 91 osób. Wow! Faktycznie robi wrażenie… A 170 osób? Straszne!</p>



<p>Warto rozebrać tę manipulację na czynniki pierwsze. Dokąd testowano 10-15 tysięcy osób dziennie, tylko około 3-4% wyników było dodatnich. Test PCR kompletnie nie nadaje się do celów diagnostycznych, co powiedział sam Kary Mullis, twórca metody, a fakt że jest zbyt czuły i daje fałszywie dodatnie rezultaty, podkreślał jeszcze kilka lat temu sam jego niemiecki autor i promotor, prof. Christian Drosten. Co się stało, że teraz nagle zmienił zdanie? No, nie całkiem ”teraz”, bo historia jest taka, że wysłał swój test do WHO w ostatnim dniu grudnia 2019, a Światowa Organizacja Zdrowia, przyjęło metodę PCR w styczniu, jako podstawową, tylko na bazie symulacji komputerowych! Wówczas nie było jeszcze wyizolowanego wirusa, na którym dałoby się test sprawdzić w sposób obiektywny. No, ale jeśli za czymś stoi taki „promotor”, niczego nie trzeba się obawiać, a już najmniej, prawdy! Można kłamać do woli. Podobnie, zresztą, jak sam przewodniczący tej „szacownej” organizacji czynił na przełomie roku, kiedy wielokrotnie wprowadzał w błąd opinię światową na temat, najpierw wybuchu, a potem przebiegu, epidemii w Chinach. &nbsp;</p>



<p>To tylko początek. Przyjmijmy jednak, nawet kompletnie wbrew oczywistym faktom, bo przecież wiemy, że test wykrywa koronawirusa wszędzie, nawet u zwierząt, w warzywach, czy owocach, lecz dla dalszych rozważań wyobraźmy sobie przez moment, że PCR jest wiarygodny. Cóż więc się takiego stało, że mamy nagle kilkakrotnie więcej zakażonych na każde 10 tysięcy przebadanych? Dość jasno zagadnienie przedstawił <strong>Paweł Klimczewski</strong>, współautor książki „Fałszywa pandemia”, który tworzy modele epidemiologiczne (a ten przedstawiony w marcu sprawdził się idealnie). Jeżeli przy zwiększonej liczbie testów, przekraczającej nawet 80 tysięcy dziennie, mamy tak duży wysyp pozytywnych, oznacza, że liczba nosicieli Sars-Cov-2 jest w naszym kraju po prostu wielokrotnie wyższa. Prawdopodobnie przekroczyła co najmniej 6 mln. To niemal pewne, gdyż od czasu wyborów prezydenckich nie było szczególnych restrykcji, nie licząc tych kretyńskich kagańców, które działają na koronawirusa dokładnie tak samo, jak siatka ogrodzeniowa na komary. Ludzie kontaktowali się ze sobą i co jest naturalne, ten, jak i inne wirusy przenosiły się, co również nikogo dziwić nie powinno, bo tak się dzieje od zawsze. Akurat ten koronawirus, co już wiemy na pewno, nie jest bardziej groźny od innych, a śmiertelność z jego powodu, gdyby przyjąć nawet, że powoduje więcej zgonów niż podaje Ministerstwo Zdrowia, nie przekracza 0,3%. Najpewniej jest jeszcze o wiele niższa, gdyż <strong>liczba nosicieli może po 8 miesiącach sięgać nawet 1/3 populacji</strong>. I to akurat, wbrew pozorom, jest świetna informacja! </p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Odporność zbiorowa nadchodzi?</strong></h2>



<p>Jak możesz pisać, że to dobra wiadomość?! – wrzaśnie jakiś namiętny oglądacz programów informacyjnych. &#8211; Przecież zmarło kolejnych 91 osób! I to tylko jednego dnia!&nbsp;</p>



<p>Nieprawda! Zmarło, jak już wspomniałem, znacznie ponad 1100 osób, z czego być może 7 na Covid-19. Aż siedem? Tutaj bym się nie upierał, bo bardzo chciałbym najpierw zobaczyć wyniki autopsji. Póki co, nie wiedzieć czemu, Ministerstwo nie odpowiedziało dotąd na kolejne listy profesora Ryszarda Rutkowskiego, czyli nawet nie wiemy ile sekcji rzeczywiście wykonano w Polsce z tytułu zgonów na Covid-19 na przestrzeni ostatniego półrocza. Problem nie leży w tym ilu mamy zarażonych, jeśli od 80 do nawet 95% z nich przechodzi „chorobę” bezobjawowo. Kłopotem jest wysoka indolencja państwa, być może zamierzona, gdyż <strong>przez ponad 7 miesięcy nie udało się jeszcze wykonać badań przesiewowych</strong>, aby stwierdzić, jaka jest faktyczna skala zagrożenia. Co otrzymaliśmy w zamian? Żółte i czerwone strefy, z naciskiem na czerwone, bo właśnie żółte już od soboty znikają. Kolejne zamrożenie gospodarki, tym razem pod hasłem, że to nie żaden lockdown, tylko „idziemy środkiem”. Można napisać dosadnie, że płyniemy w centralnym ścieku, tyle, że wzorem niedościgłym dla Premiera Morawieckiego są państwa, które ogłosiły stan wyjątkowy, jak Słowacja, czy Czechy. Zresztą zrobiły to z powodów bliżej nie znanych, ponieważ statystyki, nie licząc oczywiście zwiększenia samej liczby testów, żadnego poważniejszego zagrożenia nie pokazywały. Słowacy zrobili to przy 48 ofiarach Covid-19 przez pół roku, z czego prawdopodobnie bez chorób współistniejących było ich ledwie kilka. Czy to jakaś epidemia?! No, ale już po ogłoszeniu obostrzeń liczba zgonów skoczyła na 61, a potem jeszcze wyżej. Samosprawdzająca się prognoza działa, jak widać, świetnie. W Polsce również. Minister Niedzielski, już bez żadnej żenady, mówi nie o zakażeniach, tylko o zachorowaniach! To bezwzględnie trzeba zgłosić do prokuratury, bo straszenie ludzi i próba wywołania paniki, są karalne i górne zagrożenie sięga 8 lat pozbawienia wolności. Tym nie mniej <strong>fakt, że liczba osób, które miały kontakt z wirusem wielokrotnie wzrosła, to</strong>, powtarzam raz jeszcze, <strong>wiadomość fantastyczna!</strong> Za chwilę uzyskamy jako społeczeństwo odporność zbiorową, którą widzimy w Szwecji, gdzie niemal nikt już nie umiera z powodu Covid-19. Oczywiście, wszystko to pod warunkiem, że ten wirus taką odporność daje, co jest mocno wątpliwe, o czym będzie jeszcze niżej. Ale fakt, że uczymy się żyć z nowym koronawirusem, to bezsprzecznie jest pozytyw. Byłby oczywiście o wiele większy, gdyby władze nie chciały wykorzystywać go, w tak cyniczny sposób, dla swych niecnych celów.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Fake newsy i prosty rachunek</strong></h2>



<p>Gdy dziś, po roku od rozpoczęcia całej „pandemii” w Chinach, z Państwa Środka wypływają krótkie filmy pokazujące, jak to „nieboszczycy” pakowani w worki sami pomagają od wewnątrz te worki przy pomocy suwaka zamykać i gdy znamy historię trumien z Bergamo, które w rzeczywistości pochodziły z Lampeduzy, a na jaw wychodzi coraz więcej podobnych manipulacji, chyba nikt przy zdrowych zmysłach już nie wątpi, że cos tu jest „nie halo”. Jeżeli ta argumentacja kompletnie do Ciebie, drogi Czytelniku, nie przemawia, bo to niby jakieś teorie spiskowe itd., może spróbuj odpowiedzieć sobie na proste pytanie: Jak to możliwe, że <strong>ponad 65.000 kasjerek sieci Biedronka, które obsługują od 100 do ponad 200 klientów każdego dnia, jakoś się dotąd nie zaraziło</strong>. Ani jednego przypadku koronawirusa?! W całej Polsce? Nawet jeżeli podzielisz tę liczbę przez 3, bo w sklepach jest jednak system zmianowy, to licząc tylko 150 klientów na kasjerkę, daje przez 7 miesięcy <strong>minimum 650 mln kontaktów! I nic?</strong> Jak to? No, właśnie! A gdyby tak policzyć jeszcze interakcje pomiędzy samymi klientami, których musi być więcej, bo przecież „zderzają się” ze sobą czasem nawet wielokrotnie, nie tylko w kolejce przy kasie? Jaki inteligentny koronawirus? Brawo! Łaskawy niezmiernie był też w trakcie wieców wyborczych. Urzędujący prezydent odbył setki spotkań i uścisnął tysiące dłoni. O Krzysztofie Bosaku, który fotografował się przez wiele godzin z każdym chętnym wyborcą, nawet nie ma co wspominać, bo tam jeszcze należałoby doliczyć co najmniej kilka osób ze sztabu. Inni kandydaci czynili podobnie. Czy komuś coś się stało? Czy słyszeliście o choć jednej zarażonej osobie na nie mniej licznych wiecach, które przetoczyły się ostatnio przez Polskę 10.X, gdzie demonstracje związane z zamykaniem gospodarki i zamordyzmem odbyły się w 50 miastach? A co z protestami z Berlina, w których wzięło udział ponad milion ludzi? Żadnych zakażeń? Nikt się nie dziwi, ponieważ Premier powiedział latem, że wirus już groźny nie jest?&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Liczba absurdów rośnie!</strong></h2>



<p>Absurdy, których nie wymyśliłby raczej nawet sam Stanisław Bareja, jak choćby konieczność noszenia maseczki od wejścia do lokalu do stolika w każdej restauracji, ale po zajęciu miejsca już nie, czy zamykanie pubów o 22-ej, jakby ten wirus nagle zwiększał swoją aktywność wieczorem, a w lokalach gastronomicznych poruszał się wyznaczoną trasą, a dokładniej tylko pomiędzy stołami, lecz w trakcie konsumpcji odpuszczał, bo przecież jak można zakażać klientów, którzy zapłacili za posiłek, czasem nawet całkiem nie mało&#8230; Inna głupota? Proszę bardzo &#8211; noszenie maseczki na pustej ulicy, ale w parku już nie, pomijając sam idiotyzm z zakładaniem kagańca w jakimkolwiek miejscu i czasie przez ludzi zdrowych, chociaż wiadomo, że maseczka przed wirusem uchronić w żaden sposób nie może (o czym niżej). Czy to wszystko za mało, by skierować cały Rząd i projektodawców durnych i szkodliwych przepisów, na jakieś badania psychiatryczne?&nbsp;</p>



<p>A jednak społeczeństwa wielu krajów, w tym Polski, przeważnie nie tylko pokornie stosują się do tak absurdalnych zaleceń, ale obywatele dość chętnie donoszą na innych, albo wręcz atakują ludzi, którzy się do debilizmu stosować nie chcą. Nie ma dotąd nawet cienia dowodu, (a szukałem przez kilka miesięcy), że maseczka bawełniana, czy ze sztucznego tworzywa, w jakikolwiek sposób zatrzymuje koronawirusa, wyłączając po części model N95, o czym pisałem <a href="https://naodlew.pl/2020/05/03/a-jednak-sie-kreci/">tutaj</a>. To jedyny obecnie dostępny w Polsce, wraz ze znacznie mniej skutecznymi europejskimi odpowiednikami &#8211; FFP1, FFP2 i FFP3, typ maski względnie (bo niewielkim stopniu) zabezpieczający przed wirusem. Te chirurgiczne są już wielokrotnie mniej skuteczne, a pozostałe wcale. Można zapytać ile osób stać na maseczkę N95 (około 5 zł) i jej zmienianie w zalecanym trybie&nbsp; (czyli bez aktywności fizycznej, co 3 godziny) i kto to robi? Warto przy okazji zwrócić uwagę, że maseczki FFP zatrzymują dość skutecznie wirusy o wielkości powyżej 300nm, co pokazuje poniższa tabela zaczerpnięta z publikacji na stronie Medicover.pl. <strong>To ilustracja wyników badania, jakie przeprowadził Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy 1950-2020 w marcu br.</strong></p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" fetchpriority="high" width="1024" height="510" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1024x510.jpeg" alt="" class="wp-image-1397" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1024x510.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-300x149.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-768x383.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1536x765.jpeg 1536w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-2048x1020.jpeg 2048w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-360x179.jpeg 360w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Jeśli ktoś nie wie, to przypomnę, że wielkość koronawirusa Sars-Cov-2 zawiera się w przedziale 90-140 nanometrów, a więc swobodnie przechodzi przez tego typu maseczki, chociaż jakaś część patogenu może zostać zatrzymana w przypadku kaszlu, gdyż wirus znajdzie się w kroplach, większych niż odstępy pomiędzy włóknami maski. Niestety, w przypadku aerozoli już tak różowo nie jest, a trzeba dodać, że przy kichaniu, powietrze wydostaje się z nosa z prędkością blisko 400 km na godzinę, więc żadna maseczka, prócz wojskowej, tego nie wytrzyma. Trzeba też pamiętać o wilgotności środowiska, w którym namnażają się bakterie, co sprawia, że podobnie jak w przypadku innych nie zmienianych odpowiednio często maseczek, po 4 godzinach będziemy mieli do czynienia z niezłą bombą biologiczną. Czemu lekarze jakoś nie mówią o tym zagrożeniu zbyt często, a nikt przecież nie sprawdza kiedy właściciel maski zmieniał ją ostatnio. Niektórzy robią to raz na 3 tygodnie! &nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dowody dla dyletantów</strong></h2>



<p>Zwolennikom noszenia kagańców, wśród których jest nawet wielu profesorów medycyny, powołujących się na badania Georga Rutheforda, który wraz z Monicą Ghandi starał się wykazać, że istnieje coś takiego jak graniczna skuteczność dawki patogenu i że osoby zakażające, które noszą maseczki, zakażają jakby nieco mniej, bo znakomita część wirusów zostanie przez te maseczki zatrzymana, warto zadedykować właśnie powyższą tabelę. <a href="https://www.medonet.pl/koronawirus/to-musisz-wiedziec,maseczki-pomagaja-wytwarzac-odpornosc-na-koronawirusa,artykul,74676869.html">W artykule z Medonet.pl</a> przywoływano nawet historię argentyńskiego statku, na którym liczba zakażeń bezobjawowych wyniosła 81%, więc w stosunku do innych pływających jednostek, gdzie pasażerowie nie nosili maseczek, było to o ponad 60% więcej. Innymi słowy, na pozostałych statkach, aż 80% zakażeń miało poważniejszy przebieg. Przykłady te są kuriozalne z co najmniej dwóch powodów. Nie trzeba być profesorem medycyny, aby rozumieć, że na taki czy inny przebieg zakażenia ma wpływ szereg innych czynników, wśród których jest m.in. wiek pasażerów poszczególnych jednostek, indywidualna odporność organizmu, czas przebywania w danym środowisku itd. Do tego trzeba dodać, może nawet przede wszystkim to, że test PCR pokazuje dość dowolne dane i nie wiadomo jakie wirusy znajduje. Test, który nie ma żadnej walidacji pokazuje, jak już wspominałem, wyniki fałszywe nawet w 94%, więc do jakichkolwiek tego typu porównań&nbsp; trudno go używać. Jednak najważniejszy dla obalenia całej „misternej teorii” najprostszy wydaje się powód podstawowy, czyli informacja samego producenta maseczek. Jeśli on twierdzi, że splot nie może zatrzymać patogenu mniejszego niż 300nm, bo nawet tak dużych (jak np. wirus ospy) powstrzyma w mniej niż 100%, to chyba on, czy też instytut badawczy, który maseczki dokładnie przetestował, wiedzą lepiej? Opowieści dziwnej treści można wkładać między bajki. Manipulacja „ulubionego” przeze mnie Medonet-u jest jednak szczególna! Na czym polega? Otóż dokonano „drobnego retuszu” i żeby nie operować prawdziwymi rozmiarami patogenów, podano ile „cząsteczek” zatrzymują poszczególne modele maseczek. Jaka to różnica? DECYDUJĄCA! Owszem, kaszel jest okolicznością, w której nawet bawełniany kaganiec może mieć jakieś ochronne znaczenie, ale <strong>nie w przypadku ludzi zdrowych</strong>. Kiedy pisze się, że maska przepuści tylko jedną cząsteczkę, czytelnik może pomyśleć, że chodzi o jakąś procentową liczbę wirusów, albo może wręcz nawet o konkretną liczbę patogenów Sars-Cov-2, bo wynika to z nagłówka. Trzeba przyznać, że małym drukiem podano, że mowa jest o aerozolach o wielkości 2 mikronów, a w przypadku skuteczności domowych masek chodzi o wielkość 10 mikronów, ale autorzy pięknych infografik „zapomnieli dodać”, że 10 mikronów, to 10.000 nanometrów, czyli średnio 83 razy więcej niż rozmiar naszego koronawirusa. To tak, jakby zakładać, że mysz nie wejdzie przez otwarte drzwi do mieszkania, bo się nie zmieści… Czy w tej sytuacji w ogóle jakakolwiek polemika ze „specjalistami” z portalu Onet ma sens? Można tylko wzruszyć ramionami. Wstyd, że również naukowcy próbują w taki sposób manipulować opinią publiczną. A może sami w tę, urągającą podstawowym prawom fizyki, propagandę, uwierzyli? Byłoby to bardzo smutne…&nbsp;</p>



<p>Słyszymy, że Rząd postanowił zadbać o nasze zdrowie. Czy ktoś naprawdę daje temu wiarę? Kiedy zamykane są kluby fitness i siłownie, kiedy dzieciom i młodzieży ponownie zabrania się wychodzenia z domu (wraca właśnie m.in. kretyński przepis, który nie pozwoli pod nieobecność rodziców wyprowadzić psa). Czemu należy mieć wątpliwości co do prawdziwych intencji władzy wykonawczej? Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, spróbuj przypomnieć sobie ile minut w czasie, w sumie wielogodzinnych wystąpień, poświęcili ministrowie zdrowia (były i obecny) kwestiom wzmacniania odporności organizmu? Ktoś to sprawdził? Podpowiadam, około 15 sekund! Kiedy? Przy okazji otwierania lasów i zamkniętych parków. Minister dodał, że należy korzystać z nich „z umiarem”. Zero &#8211; na temat witamin, zdrowego odżywiania, regularnych ćwiczeń, etc. Czy więc zamykanie miejsc o podwyższonym rygorze sanitarnym w stosunku do sklepów, albo komunikacji miejskiej, ma jakikolwiek sens? Owszem, jeżeli przyjmiemy, że resztki zdrowia trzeba społeczeństwu odebrać i przy okazji zlikwidować kolejną branżę. Nie wierzcie w żadne „dobre chęci rządu”! Wiemy, co jest nimi wybrukowane..</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Ministerstwo wybrało model włoski</strong></h2>



<p>Sprawa jest wygląda znacznie bardziej poważnie, niż nawet zamykanie poszczególnych branż, albo kwestia zakładania wszystkim kagańców, które ze zrozumiałych powodów, jak to&nbsp; trafnie ujął 26 lutego tego roku na antenie Radia RMF FM, prof. Łukasz Szumowski, „nie chronią przed zakażeniem i nie wiadomo po co ludzie je noszą”. Jest niemal pewne, że szybkimi krokami zbliżamy się do realizacji modelu włoskiego, jaki znamy z Bergamo. Z tym wyjątkiem, że w Lombardii ćwiczono to po raz pierwszy na jeszcze żywym organizmie służby zdrowia, a przy okazji na organizmach ledwie żywych pacjentów, których wysyłano masowo na tamten świat. Słowo „wysyłano” nie jest, bynajmniej, przypadkowe, gdyż dziś z całą pewnością wiemy już, że to zła organizacja i błędy medyczne spowodowały tragedię. Jasne, że i media dołożyły sporo od siebie, co nie pozostaje już żadną tajemnicą, tym nie mniej, ludzie rzeczywiście umierali i wiadomo czemu tak się działo. Do Włoch pojechała delegacja polskich lekarzy, zatem bardzo trudno będzie dziś bronić tezy, że „nie byliśmy przygotowani”, albo „nie znamy przyczyn zgonów pacjentów w Bergamo”. Przeciwnie! To temat przewałkowany już na wiele sposobów. <a href="https://youtu.be/QMjQ9KlaBno" data-rel="lightbox-video-0">W tej rozmowie</a> – pani Elżbieta Wierzchowska, która była tłumaczką w trakcie wywiadów z włoskimi specjalistami, a sama również przeprowadziła ich sporo, ujawnia szokujące fakty. Pod koniec marca, gdy zaczęto robić sekcje zwłok zmarłych pacjentów, okazało się, że mechanizm śmierci, co potwierdzili też patolodzy niemieccy i amerykańscy, wyglądał zupełnie inaczej niż sądzono. Czynnikiem powodującym utratę oddechu i bardzo silne niedotlenienie, zwłaszcza u starszych pacjentów, które kończyło się zwykle zgonem, spowodowane było sklejaniem się krwinek, czyli zakrzepicą. Mechanizm ten wyjaśnia dość szczegółowo <a href="https://youtu.be/LSx60GtpZxg?t=2602" data-rel="lightbox-video-1">profesor Piotr Kuna w przytoczonym przez Witolda Gadowskiego wywiadzie</a>. Respiratory nie tylko nie pomagały, ale bardzo ostrożne szacunki podają, że przyczyniły się do śmierci 80% pacjentów. Co więcej, są lekarze (m.in. z America’s Frontline Doctors), którzy mówią wprost, że sama choroba jest wyleczalna na poziomie lekarza rodzinnego. Gdyby pacjentom zaordynowano heparynę, hydroksychlorochinę, kortyzol, a czasem też antybiotyk, aby uniknąć towarzyszących infekcji bakteryjnych, nie doszłoby do etapu, w którym chorego kieruje się na głębokie wentylowanie z użyciem respiratora. Znacznie lepsza byłaby wentylacja mechaniczna, do której urządzenie kosztuje nie 100 tyś. zł, jak średniej klasy respirator, ale 3 tysiące. Jest różnica? Ile takich urządzeń można kupić? No, właśnie… Ale nadal nie kupiono! Mało tego! Lekarze włoscy mówili o tym wszystkim już na początku kwietnia. Teraz kończy się październik i słyszymy, że w polskich szpitalach za chwilę zabraknie czego? <strong>Respiratorów!</strong> Czy to nie brzmi znajomo? Z czym mamy do czynienia? Czy właśnie realizujemy scenariusz depopulacji idący jeszcze dalej, niż sam „filantrop” Bill Gates by to sobie wymarzył? Zwany przeze mnie „Kill Bill-em”, „dobroczyńca” zamierza „pomóc” całej biednej (zwłaszcza bardzo biednej) ludzkości zmuszając poszczególne kraje do nabycia szczepionki, ale po co kupować aż tyle szczepionek, jeśli po „jesiennej drugiej fali” część będzie już niepotrzebna, bo są respiratory? Choć z drugiej strony, za jeden dzień pod respiratorem NFZ płaci szpitalowi 1054 zł, a szczepionka w hurcie kosztuje tylko około 4 dolarów, więc może nie trzeba się aż tak śpieszyć? Nie, nie! Eksperyment ze szczepionkami ludzie przeżyją (przynajmniej niektórzy) i to być może nawet, w lepszej lub gorszej formie, przez czas jakiś jeszcze na tym łez padole, zabawią, a po co płacić emeryturkę, skoro mamy już pacjenta w swoich łapkach? Czarny humor? A może nawet czarny PR? Bynajmniej! Jeżeli okaże się, że w wyniku braków, zaczną zabierać respiratory chorym na POChP, efekt może być jeszcze lepszy, bo podwójny. Miejmy nadzieję, że mimo wszystko do tego nie dojdzie, chociaż, kiedy się czyta o wezwaniu do odwoływania zabiegów, na które ludzie czekali często nawet wiele miesięcy, gdy np. w Siedlcach zamyka się szpital onkologiczny i kardiologiczny, to skóra cierpnie, a ręce i nogi opadają.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Test jako paszport do (prze)życia</strong></h2>



<p>Justyna Socha przytoczyła niedawno w jednym z wywiadów w telewizji wRealu24 historię Pawła Szklarza, który spróbował „obejść system”. Żeby się dostać do szpitala, jako że drętwiała mu ręka, przyjął sugestię lekarki z teleporady. Powiedziała mu bez ogródek, że jeśli faktycznie chce trafić do szpitala, powinien wezwać pogotowie i wymienić jako jeden z objawów, który u niego występuje, duszność oraz dodać, że to może mieć jakiś związek z covidem. Rzeczywiście, ten model rozmowy zadziałał. Kiedy karetka zawiozła pacjenta do szpitala okazało się, że musi wypełnić covidową ankietę i podpisać, że jest podejrzany o to, że ma covid, dopiero wtedy zrobiono mu test, chociaż kolejność chyba powinna być odwrotna… W ciągu ponad 6 godzin oczekiwania na wynik nie dano mu jeść, pić, ani też nie pozwolono nawet skorzystać z toalety. Rozumiecie coś z tego, co tam się stało? Człowiek mógł przecież mieć zawał, a NIE ZROBIONO NIC! Nawet prostego EKG! Kiedy mężczyzna uznał, że ma już dosyć służby zdrowia w takim wydaniu i chce na własne żądanie opuścić szpital, skrępowano go pasami! Brawo! Trzeba było jeszcze poszczuć psem i pobić. Czemu nie? To jeden ze szpitali warszawskich, którego reklamować nie będziemy, ale podobnych przykładów jest obecnie znacznie więcej i to w całej Polsce. Pan Paweł salwował się ucieczką, bo udało mu się oswobodzić, a test okazał się akurat negatywny, więc nie będzie go ścigał sanepid i policja, ale mogło się skończyć znacznie gorzej… Doktor Anna Martynowska opowiadała o tym, jak przywiozła na pogotowie człowieka, którego ugryzł jej pies. Co teraz mamy zamiast opatrunku? Zgadliście! Ankietę. To jest najważniejsze, a reszta może poczekać. Nawet gdyby pacjent miał się wykrwawić. Tak wygląda obecnie przestrzeganie praw pacjenta w szpitalach i innych placówkach medycznych. Sam tego doświadczyłem, kiedy odmówiono mi wykonania spirometrii po dwóch miesiącach oczekiwania, tylko dlatego, że nie posiadałem kagańca. Mimo, że od wejścia do gabinetu zabiegowego jest 6 metrów i nie było w tym momencie w pobliżu żadnego innego pacjenta, a do spirometrii maseczkę i tak należałoby zdjąć (chyba, że już teraz również i w tym zakresie obowiązują inne standardy)… Łamanie Konstytucji przez urzędników i lekarzy jest powszechne. Więcej! Odbywa się na masową skalę! Paranoja podsycana przez łże-media trwa w najlepsze.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Obostrzenia – ucieczka do przodu</strong></h2>



<p>Kolejne obostrzenia niekonstytucyjnych dotąd działań i wysyłanie policji, zamiast do walki z przestępcami, do napaści na obywateli, to sytuacja jaką pamiętamy jeszcze z okresu stanu wojennego. Rząd żadnego z trzech stanów nadzwyczajnych (wojenny, klęski żywiołowej, wyjątkowy) przewidzianych Konstytucją, dotąd&nbsp; nie wprowadził, a mimo to mamy w kraju pełzający stan wojny z własnym narodem. Wrogami publicznymi stali się obecnie antymaseczkowcy, napiętnowani tak przez media, jak przez telewizyjnych „profesjonalistów”, zwanych dla zmylenia przeciwnika – „ekspertami”. Tak! To ci sami „specjaliści”, którzy nie potrafią sklecić zdania, kiedy otrzymują konkretne pytania. Te same, na które MZ nie dało rady odpowiedzieć od maja, jak choćby tak banalne:</p>



<ol><li>Ile w Polsce przeprowadzono dotąd sekcji zwłok zmarłych na Covid-19?</li><li>Czy obecność wirusa stwierdzano tylko w noso-gardle, czy w także w płucach?</li><li>Czy zostały przeprowadzone w Polsce badania przesiewowe w kierunku Covid-19?</li><li>W oparciu o jakie fakty naukowe nakazuje się noszenie maseczek zdrowym ludziom?</li></ol>



<p>Nie ma też nadal odpowiedzi na wiele innych ważnych pytań, a można i pewnie należałoby, zadawać je godzinami. Jak choćby, czemuż to właśnie kupiono 465 razy droższy preparat, jakim jest Remdesivir, kiedy mamy u siebie produkowany w naszym kraju, chwalony przez klinicystów Arechin? Co się stało z pieniędzmi wydanymi na respiratory, które do kraju nigdy nie dotarły? Dlaczego nie można leczyć ludzi na covid w normalnych szpitalach, podobnie jak na grypę? Czemu zamyka się branże, które często zachowują większy reżim sanitarny niż sklepy, komunikacja miejska, a w niektórych aspektach nawet i szpitale, jak wspomniane wyżej kluby fitness? Itd. Skandaliczne są w tym kontekście zachowania rządzących, którzy za nic mają kolejne protestujące grupy społeczne, również te, które głosowały w większości na PiS, jak choćby rolnicy. Pełzający lockdown wraz z wprowadzanym, kuchennymi drzwiami, stanem wojennym, nabiera tempa. Miejmy nadzieję, że do czasu! Protesty trwają. Kolejna szansa już 11 listopada, kiedy, świętowanie nie ograniczy się tylko do kwestii historycznych, bo cóż nam po najpiękniejszych wspomnieniach, kiedy wolność odbierana jest ludziom w tak spektakularny sposób przez tych, którzy mieli ją podobno umacniać? Władza postanowiła „uciec do przodu” i wprowadzając kolejne obostrzenia, udawać, że coś robi. Pewnie z badań wyszło im, że opinia publiczna tego właśnie oczekuje. Pojawił się nawet projekt lewicy, która chciałaby karać wszystkich próbujących kwestionować istnienie pandemii. To przecież straszna myślozbrodnia, a kaganiec cenzury świetnie komponowałby się z tymi, które już ludziom nałożono. To nie dziwi, bo u marksistów zawsze w tle „poprawiania ludzkości” są jakieś obozowe druty.</p>



<p>Mam tylko nadzieję, że wkrótce ruszy pozaparlamentarna komisja, podobna do tej u naszych zachodnich sąsiadów, która wypunktuje wszystkie te działania, zaniechania i jawne zbrodnie na narodzie, jakich dopuścili się dotąd rządzący. To może być bardzo długa lista, tym bardziej, że ona się wydłuża teraz codziennie i to coraz szybciej. Paradoksalnie, wciąż mamy mniej zgonów niż w latach ubiegłych, a we wrześniu było ich o 1000 mniej niż w tym samym miesiącu 2019, ale wkrótce zacznie tych śmierci, dodajmy – całkowicie bezsensownych śmierci, przybywać. Bynajmniej, wcale nie z powodu „pandemii” koronawirusa, ale odejścia z tego świata ludzi, którzy dłużej już przekładać zabiegów ratujących życie nie mogą. Można spodziewać się też fali samobójstw, bo nie każdy wytrzyma kolejny lockdown rujnujący już do końca wiele firm, które próbowały się jeszcze jakoś pozbierać po tym, co Rząd zrobił im wiosną. Dlatego też tak pilne było dla formacji rządzącej uchwalenie ustawy „bezkarność plus”, która dałaby nadzieję politykom, urzędnikom i służbom mundurowym, że wywiną się z tej kabały w miarę bezpiecznie. Próby będą ponawiane…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kolejny bubel ustawowy?</strong></h2>



<p>Rząd szumnie zapowiedział „ustawę maseczkową”, zwaną też „covidową”. Nowy akt prawny wprowadza m.in. bezkarność i podwójne wynagrodzenia dla lekarzy zaangażowanych w „pandemię”. Jest szansa, że będzie on podobnie niekonstytucyjny, jak obecne rozporządzenia, ale jako że istnieje w naszym prawodawstwie, a w zasadzie praktyce prawa, domniemanie konstytucyjności ustaw, należ najpierw złożyć wniosek i poczekać na ewentualne orzeczenie Trybunału. To może potrwać kilka lat, znając historię orzekania przez ten organ, więc tutaj raczej nie liczyłbym na jakieś szybkie zmiany.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Smutek i przygnębienie</h2>



<p>Patrzę na twarze ludzi i czasem rozmawiam o tym co się dzieje, choć to nie łatwe, bo nie każdy ma na to ochotę. Widzę w ich oczach zwykle to samo – smutek i przygnębienie. Może nawet nie z powodu złej sytuacji ekonomicznej, bo większość jeszcze sobie jakoś radzi, ale zamordyzm, a w zasadzie namordyzm i opresja państwa, zrobiły już swoje. Noszenie kagańca dla świętego spokoju, głównie z obawy przed mandatem, czy nawet ze szlachetnych pobudek, jak wolą niektórzy, na przykład z miłości do bliźniego, którego, jak im się wydaje, w maseczce zarazić nie mogą, stanowi jednak dyskomfort. Nie tylko zdrowotny, ale głównie psychiczny. Każdy, nawet średnio rozgarnięty człowiek, ma przecież świadomość, że coś się nagle zmieniło i to raczej nie jest kierunek dobry. Nie ma znaczenia, czy ktoś wierzy oficjalnym statystykom i czy zna stanowisko lekarzy myślących inaczej, niż dyżurni „specjaliści” telewizyjni. Opresja jest dojmująca i widoczna gołym okiem. W moim przekonaniu, niektórzy właśnie dlatego atakują antymaseczkowców w komunikacji miejskiej czy sklepach. Czasem dochodzi do bandyckich napadów z udziałem policji. No, bo skoro ja muszę nosić to paskudztwo, czemu ktoś inny ma mieć lepiej? Przecież to niesprawiedliwe! Od takiego myślenia tylko krok do wyzwisk i rękoczynów, a władza zaciera ręce. Policja staje się zbędna, bo od teraz już „obywatelska troska” załatwi sprawę. Kiedyś, za komuny, popularne było hasło: „Obywatelu, pomóż milicji, pobij się sam!” Być może wciąż będzie aktualne…&nbsp;</p>



<p>Ludzie jednak w końcu poznają prawdę. Straszyć można długo, ale nie bez końca. Podobnie, jak to mądrze ujął Abraham Lincoln:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.”</em></p></blockquote>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/">Covidowe kłamstwa w natarciu!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przebudzenie potrzebne od zaraz</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 22 Oct 2020 14:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1400</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/">Przebudzenie potrzebne od zaraz</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Ludzie jednak w końcu poznają prawdę. Straszyć można długo, ale nie bez końca. Podobnie, jak to mądrze ujął Abraham Lincoln:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.”</em></p></blockquote>



<p>Jeżeli Rząd, ryzykując kary długoletniego więzienia, zdecyduje się pójść jeszcze o kolejny krok dalej w kierunku, w którym właśnie zmierza coraz szybciej, musi wiedzieć, że co najmniej od kilku tygodni stąpa już po bardzo kruchym lodzie. Owszem, kolejne restrykcje, przy wsparciu mediów i opozycji, wejdą w życie i dadzą mu jeszcze miesiąc, dwa, a może i nieco więcej czasu, lecz to ma krótkie nogi i musi mieć kres. Gniew narodu niektórzy już mieli okazję poznać. Wydaje się, że tym razem na wywożeniu na taczkach się raczej nie skończy. Przychodzi moment, kiedy człowiekowi jest wszystko jedno, czy umrze z głodu, czy z powodu jakiegoś koronawirusa. Wtedy bierze, co ma pod ręką i wychodzi wraz z innymi na ulice. Trudno będzie myśleć o utrzymaniu władzy siłą, a nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek chciał się identyfikować z bandą kłamców, kiedy wszystko zostanie już ujawnione. Chyba, że nie zostanie. Tak, czy inaczej, miejsce dla kryminalistów jest zwykle w więzieniu, a niektórzy będą pewnie żałować, że zniesiono karę śmierci…&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy lekarze się przebudzą?</strong></h2>



<p>Wprawdzie cieszy fakt, że już nie tylko niemieccy, czy amerykańscy i holenderscy medycy dali przykład światu, ale są też odważni lekarze w naszym nieszczęśliwym kraju, jak choćby prof. <strong>Ryszard Rutkowski</strong>, dr <strong>Zbigniew Martyka</strong>, dr <strong>Paweł Basiukiewicz</strong>, czy <strong>Anna Martynowska</strong>. Ostatnio także profesor <strong>Piotr Kuna</strong>. Kilka tygodni temu powstała niezwykle cenna inicjatywa – <a href="https://gbdeclaration.org/great-barrington-declaration-polish/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Deklaracja z Great Barrington</a>. Wyszła z najlepszych uczelni na świecie (Stanford, Oxford i Harward), a dołączyło do niej już ponad 10 tyś. naukowców oraz blisko pół miliona obywateli z różnych krajów. Możesz ją podpisać również i Ty, jeśli uważasz, że lockdown, to nie jest najlepszy sposób na walkę z epidemią, a przynajmniej z <strong>tą epidemią</strong>, o ile w ogóle można tak zdefiniować zjawisko, z którym mamy do czynienia. W Polsce na sezonową grypę umiera rocznie między 5, a 10 tysięcy osób. W zasadzie, w ciągu 3-4 miesięcy. We Włoszech nawet ponad 20 tysięcy. Tutaj mamy przez ponad 7 miesięcy mniej niż 4 tysiące zgonów, z czego 90% osób i tak prawdopodobnie zmarłoby z dowolnym innym wirusem, wystarczającym w ich stanie zdrowia, aby dokończyć dzieła zniszczenia. Zwłaszcza w przypadku współistniejących poważnych chorób, takich jak cukrzyca, choroby układu krążenia, czy nowotwory. Trzeba jednak podkreślić, że grypa dotyka osób z pełnego spektrum wieku, a nie tylko tych powyżej 70-ego roku życia, a przecież średnia zmarłych na Covid-19 jest jeszcze wyższa. Mało kto przechodzi grypę w sposób niezauważalny, o ile to w ogóle możliwe. Nawet jeśli choroba kończy się bez większych powikłań, przeważnie zabiera pacjentowi 10-14 dni, żeby doszedł do siebie. Tutaj mamy od 80 do 95% pacjentów bezobjawowych. Powtórzę pytanie &#8211; <strong>co to za epidemia, jeśli ludzie muszą dowiadywać się o niej z mediów?</strong> Ktoś zaprotestuje, że przecież na grypę oficjalnie umiera zaledwie kilkadziesiąt osób rocznie. Owszem. Oficjalnie tak. Ile testów robi się na grypę? No, właśnie… A do tego przeważnie powikłaniem jest zapalenie płuc i wtedy w karcie zgonu nie zobaczymy grypy. Podobnie, jeśli ktoś cierpiał na nowotwór, chorobę wieńcową itd. A w przypadku Covid-19? Jest akurat zupełnie odwrotnie. Czekam, aż komuś wpiszą covid nawet przy wypadku samochodowym. A może już takie sytuacje miały miejsce? Wcale bym się nie zdziwił. Wystarczy porozmawiać z rodzinami osób zmarłych w ostatnim czasie. Ilość nacisków i nieprawidłowości w tym zakresie, to horror! Zaczyna się od wymuszania na każdym poświadczenia nieprawdy, że jest podejrzany o zachorowanie na covid-19, aby w ogóle mógł rozpocząć leczenie. To od razu wkłada w ręce lekarzy możliwość wymuszania na pacjentach procedur, które w żadnym demokratycznym kraju byłyby nie do pomyślenia, jak choćby wspomniane wyżej krępowanie pasami i próbowanie zatrzymania chorego siłą. Tymczasem szpitale stoją prawie puste, bo normalnych zabiegów planowych praktycznie nie ma. Większość ludzi boi się hospitalizacji, zwłaszcza, że mają miejsce takie historie, jak opisał pan profesor Kuna. Pacjent w każdej chwili może zostać, pod pretekstem pozytywnego testu, przeniesiony do szpitala zakaźnego, z którego często się już nie wraca. Psychoza informacyjna trwa, powodując silny stres i osłabienie układu odpornościowego, zwłaszcza u osób starszych.</p>



<p>Jednak przeciętny człowiek codziennie, często nieświadomie, poddaje się praniu mózgu i manipulacji medialnej prowadzonej na tak szeroką skalę. Zwłaszcza jeśli nie ma (a czasem nie chce mieć) dostępu do innej narracji oraz opinii wielu lekarzy różnych specjalności, może czuć się zagrożony. Wtedy przestaje myśleć racjonalnie i atakuje innych. To mechanizm w psychologii znany. Co innego sami medycy, od których należałoby jednak wymagać znacznie więcej. Przynajmniej elementarnej uczciwości. Jestem, niestety, zniesmaczony postawą większości z nich. Rozumiem, że mają kredyty, liczne zobowiązania, otwarte specjalizacje itd. To nie może jednak tłumaczyć zachowań kryminalnych i zwykłego draństwa. Twarz mamy tylko jedną. Owszem, niezwykle trudno wystąpić przeciwko swojemu pracodawcy ujawniając naciągane fakty, czy wpisywanie w kartę zgonu przyczyny nie mającej wiele wspólnego z prawdziwą. Prawda i przysięga Hipokratesa, dość mocno okrojona w ostatnich latach, nie dają prawa by milczeć! Zatem obudźcie się i podpiszcie przynajmniej tę, wymienioną wyżej, deklarację. Nie bierzcie udziału w hucpie, która prowadzi do realnych śmierci bardzo wielu ludzi. Także tych, którzy przez fałszywie dodatnie testy PCR, czy zamykanie dostępu do świadczeń medycznych, wciąż nie mogą uzyskać pomocy.&nbsp; Przecież należy się im to nie mniej, niż pacjentom z jakimkolwiek wirusem. Nie stawiajcie się w roli sędziów, którzy teraz zdecydują, kto ma prawo żyć, a kto to prawo już utracił, bo akurat nie dotknęła go tak modna choroba bezobjawowa, a nawet niechby i z objawami typowymi dla grypy. Nic Was nie usprawiedliwia! Zostaniecie w przyszłości z każdej niepotrzebnej śmierci, rozliczeni. Pamiętajcie o tym! Przepis nowej ustawy być może uchroni przed karą, ale sumienia nie wyczyści. Podobnie, jak podwójna pensja…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kłamstwo na krótkich nóżkach</strong></h2>



<p>Czytam kolejny już komentarz Onetu, w którym próbuje się wykrzywiać rzeczywistość. Można próbować ośmieszać każdego, nawet wybitnych naukowców. Cóż z tego, że profesor Sucharit Bhakdi jest jednym z najczęściej cytowanych uczonych w Niemczech i wychował kilkanaście tysięcy lekarzy? Albo co ma za znaczenie, że dr Wolfgang Wodarg był przewodniczącym komisji zdrowia przy Parlamencie UE? Co to ma do rzeczy, skoro „dziennikarz” pozwala sobie insynuować w tak bezczelny sposób (cytat poniżej), komentując udział posła Grzegorza Brauna w programie TVP Info z książką „Fałszywa pandemia”. Parlamentarzysta pokazał na wizji publikację Wydawnictwa Osuchowa, co skończyło się awanturą. Co na to Onet?</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Teorie spiskowe, rzekome doniesienia naukowe i linki do internetowych oszustw powiązanych z pandemią koronawirusa &#8211; to niebezpieczna rzeczywistość towarzysząca pandemii na świecie. Opracowania podważające szkodliwość koronawirusa pojawiają się w tradycyjnym druku, ale dominują przede wszystkim w sieci. Dezinformację szerzą zarówno strony motywowane politycznie, jak i te, którym zależy jedynie na generowaniu ruchu.”</em></p></blockquote>



<p>Jeśli ktoś nie wie, to wspomniana wyżej książka zawiera niemal wyłącznie wywiady z wybitnymi naukowcami, bez komentarzy redakcyjnych, a jedynym, zresztą znakomitym, opracowaniem własnym (autorstwa Pawła Klimczewskiego), jest rozdział pokazujący modele statystyczne i fakty w liczbach, które nie pozostawiają cienia wątpliwości, że pandemii żadnej nie ma. Potwierdziły to zresztą również dane GUS oraz wskaźniki średniej śmiertelności z całego świata. W Polsce zmarło o 8% osób mniej niż w latach ubiegłych. <strong>Branża pogrzebowa stanęła na skraju bankructwa. Czy tak się dzieje w trakcie pandemii?</strong> Owszem, to całkiem możliwe, o ile jest to wyłącznie pandemia medialna. Tymczasem Onet sugeruje, że to wszystko to „rzekome doniesienia naukowe”! Cała publikacja pokazująca rzetelnie fakty i liczby rzeczywiste! Oni naprawdę to napisali! Takiej bezczelności trudno szukać chyba nawet w TVP. Tam przynajmniej śladowo, lecz jednak, pojawiają się całkiem intersujące dyskusje, do których zapraszani są również naukowcy i dziennikarze prezentujący odmienne poglądy od obowiązującej narracji „o straszliwym koronawirusie, który zaraz tu wszystkich zabije”. Jakoś w Szwecji, czy na Białorusi, nie zabił, w każdym razie nie w takiej skali, a o drugiej fali nikt tam nie słyszał. Gospodarki nie zamknięto. Ludzie czasem umierają, nawet dość często, choć redaktorów Onetu może to zdziwić. Maseczki u naszych północnych sąsiadów nosi ten, kto chce i takie przypadki się nawet zdarzają, ale jeśli ktoś sam zamierza sobie szkodzić, to jest w wolności. Ma prawo, niech chodzi w czym chce.&nbsp;</p>



<p>Tak, kłamstwo ma bardzo krótkie nogi i fakt, że tutaj nic się, kolokwialnie pisząc, „kupy nie trzyma”, musi w końcu dotrzeć do świadomości ludzi. Przyjrzyjmy się zatem na koniec tych rozważań kilku sprzecznościom:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>1. <strong><em>Jeśli ten wirus daje (po przechorowaniu) odporność, to jak to możliwe, że kilkaset tysięcy ozdrowieńców w Polsce musi nadal nosić maseczki? Przecież nie mogą nikogo zarazić, ani zarazić się sami, prawda?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Były już dość liczne przypadki powtórnych zachorowań, a także zgonów, zarówno w Chinach, jak i Korei Południowej. WHO twierdziła, „że się przygląda” tym doniesieniom, a potem zamieciono te doniesienia pod dywan. Uznane zostały za niepotwierdzone w 100%, mimo, że źródeł było więcej, bo pojedyncze zdarzenia powtórnych zakażeń zgłaszano również w innych krajach. W tej sytuacji trudno się jednak dziwić, że „ozdrowieńcy” także są dyskryminowani. Przyczyna może być też całkiem prozaiczna. Po prostu testy PCR wykrywają fragment RNA, który nie jest charakterystyczny wyłącznie dla tego, konkretnego koronawirusa Sars-Cov-2, ale w ogóle dla różnych wirusów i nie tylko&#8230; Niektórzy naukowcy, jak dr Montanari, czy dr Wodarg, mówili wprost, że nie wiadomo co ten test wykrywa i czemu został zaakceptowany przez WHO. Prywatnie mam jeszcze jedną „teorię spiskową”, chodzi o to, żeby nikt się nie wymknął i wszyscy zostali zaszczepieni, a tak przecież wiele milionów ludzi mogłoby się „wyreklamować” przebytą niedawno chorobą. Nie, nie… Nie z nami te numery, proszę państwa. Tak dobrze nie ma!</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>2. <strong><em>Jeżeli jednak wirus nie daje odporności, na co wskazuje dość wyraźnie tryb postępowania nie tylko naszego Rządu, to w takim razie jest oczywiste, że żadnej szczepionki wyprodukować się nie da!  </em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Testy krwi pokazują jednak, że organizm wytwarza przeciwciała, więc szczepionka powinna wyzwolić podobny mechanizm. Tyle tylko, że jeśli te przeciwciała znikają po 3 tygodniach (zachorowania powtórne pojawiały się mniej więcej już po miesiącu, a czasem wcześniej), to znaczy że trzeba by było przyjmować 12 szczepionek rocznie? A czemu nie? Kto bogatemu zabroni?&nbsp;</p>



<p>„Dość żartów!” – mógłby w tym miejscu zakrzyknąć wkurzony do granic możliwości Kill Bill, dodając że dlatego właśnie zamówił szczepionkę genetyczną. Dzięki takiej formie organizm będzie mógł produkować przeciwciała do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej.&nbsp;</p>



<p>Niestety, najgorsze w tym wszystkim jest to, że taki scenariusz jest naprawdę możliwy! Organizm zacznie produkować przeciwciała, a choroby nie ma. Co się zdarzy wtedy? Pojawią się schorzenia autoagresywne, a więc znów „plus dla Billa”. Czyż nie o to chodziło? Mam nawet podpowiedź dla Rządu. Program może się u nas nazywać „Szczepionka +”<br></p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>3. <strong><em>Jeśli przyjmujemy, że należy chronić przede wszystkim osoby starsze, to dlaczego, zamiast tworzyć wolontariat i próbować aktywizować służby, które dostarczałyby żywność tej grupie osób, zaprasza się ich do sklepów w ramach tzw. „godzin dla seniorów”?</em></strong></p></blockquote>



<p><strong><em>Czy ten wirus jest tak inteligentny, że do 9.59 mieszka sobie w sklepie i atakuje kogo chce, ale nagle od 10.00 przez dwie kolejne godziny, już będzie uprzejmy i seniorów nie ruszy? Skoro podobno może utrzymywać się w powietrzu co najmniej przez 30 minut, a na artykułach spożywczych, zwłaszcza pakowanych w folie i tworzywa sztuczne, nawet przez 72 godziny, to w czasie dla seniorów już przestanie być aktywny? Czy może kolejki przed sklepem i zwiększony poprzez przerwę dla „osób pod szczególną ochroną” ruch, w kolejnych godzinach, będzie zdrowszy i stworzy mniejsze ryzyko zakażeń?</em></strong></p>



<p>Odpowiedź jest prosta. Tutaj nie chodzi o żadną ochronę seniorów, a jedynie o grę pozorów, ponieważ logiki w tym nie ma żadnej.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>4. <strong><em>Skoro nawet Rząd we wrześniu nie wiedział jaka będzie sytuacja epidemiologiczna w połowie października, jak to się stało, że episkopat już wiedział to znacznie wcześniej, bo podpisał z TVP umowę dotyczącą codziennej transmisji Mszy Świętej o godzinie 7 rano, czyli tak, jak to miało miejsce w czasie pierwszego lockdownu? Natchnienie jakieś?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Rząd ten lockdown przygotowywał już kilka miesięcy wcześniej i plan został dokładnie rozpisany na kolejne etapy. Świadczy o tym również kolejny punkt.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>5. <strong><em>Jak to możliwe, że wciąż tworzona jest atmosfera paniki i rośnie gwałtownie liczba zakażonych oraz zwiększa się liczba zgonów, podczas kiedy światowe dane potwierdzają trend dokładnie przeciwny (nawet jeśli wykresy pokazujące liczby narastająco wyglądają groźnie)?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Jak widać to na wykresie z Worldometers.info, sumaryczna liczba zgonów na świecie wciąż spada. W Polsce wykonano szereg operacji medialnych i politycznych, które mają na celu wywołanie paniki. Szpitale stoją w większości puste, prócz zakaźnych, wypełnianych celowo przy pomocy lekarzy rodzinnych. To u nich pojawiają się przecież pacjenci z różnymi schorzeniami. Niektórzy czekali na skierowanie wiele miesięcy. Teraz zaczęli je otrzymywać nawet „chorzy na katar”. W taki sposób można zapełnić dowolną ilość łóżek, nawet w ciągu niespełna 2 tygodni. Do tego kieruje się do szpitala po pozytywnych testach wszystkich, którzy mogliby spokojnie pozostać w domu. Ten element stanowi dopełnienie. Przy dużym obłożeniu śmiertelność musi wzrastać, jako że żaden szpital miejscem bezpiecznym nie jest, jak sądzą być może niektórzy. Ponad 50 tysięcy przypadków sepsy w Polsce, to fakt. Połowa takich osób umiera, a przecież poważnie chorzy ludzie łapią często różne inne bakterie. Do tego mamy sezon grypowy, w którym normalnie rośnie liczba zgonów. Dla statystyk najgorszym miesiącem przeważnie bywa styczeń, a więc możliwy szczyt jest wciąż przed nami. Rząd, oczywiście zna te dane i każdy wzrost będzie wykorzystywał jako argument by zamknąć kolejne branże gospodarki. Poznać prawdę można jedynie ŻĄDAJĄC sekcji zwłok w każdym przypadku określonym, jako zgon z powodu Covid-19 i grożąc szpitalom prokuratorem i procesami cywilnymi z koniecznością wypłaty gigantycznych odszkodowań na wypadek zaniechania sekcji.&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>6. <strong><em>Dlaczego Ministerstwo Zdrowia nie odpowiada na pytania zadane przez profesora Ryszarda Rutkowskiego?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź wydaje się banalna: Ponieważ nie ma żadnego logicznego, a już na pewno&nbsp; medycznego, uzasadnienia, ani w noszeniu maseczek, ani też w podejmowaniu restrykcji wobec dzieci – odsuwania ich od normalnej nauki, czy zmuszania ich do dezynfekcji rąk płynami na bazie alkoholu, podczas kiedy sam profesor Christian Drosten, obecny guru testów PCR i epidemiologii światowej w ogóle, powiedział kilka lat temu (2014) w nagłośnionym ostatnio wywiadzie, że <strong>koronawirusy giną w wyniku mycia rąk ciepłą wodą z mydłem i żaden alkohol do tego nie jest potrzebny</strong>. Ponadto, gdyby MZ podało prawdziwe wyniki autopsji, okazałoby się najpewniej, to co w Niemczech, czy we Włoszech, że po prostu NIE MA żadnego przypadku, w którym dałoby się stwierdzić zgon spowodowany <strong>jedynie</strong> przez Covid-19, w którym byłaby jakaś istotna różnica np. w stosunku do wirusowego zapalenia płuc. Wyjaśniłby się też przy okazji wspomniany już mechanizm śmierci w wyniku zakrzepicy, ale to nie jest przecież w patologii coś niezwykłego i wiadomo, że akurat większość takich chorych można było uratować stosując właściwe leczenie.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>7. <strong><em>Jak długo potrwa epidemia, skoro wiemy już, że decyduje o tym Minister Zdrowia na podstawie opinii sanepidu?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Pracownicy sanepidu otrzymują obecnie, czyli na czas epidemii, specjalny dodatek do pensji sięgający nawet 75% normalnego wynagrodzenia. Choć podobno nie jest on przyznawany automatycznie, ale na wniosek, to raczej trudno sobie wyobrazić, że Wojewódzki Inspektor Sanitarny, będzie go blokował. Czy w tak zarysowanej sytuacji, ktokolwiek w sanepidzie będzie miał motywację, by „pandemia” zakończyła się jak najszybciej? Czy jeśli doda się do tego tysiące lekarzy, którzy otrzymają 200% pensji z racji walki z Covid-19, to przyspieszymy koniec tego szaleństwa? Nie wiem, czy to jest odpowiedź, ale pewnie możecie sobie tutaj odpowiedzieć sami…</p>



<p>Podobne pytania można by mnożyć godzinami, bo sam pan profesor Rutkowski zadał ich znacznie więcej. Brak logiki w działaniach Rządu jest nieprawdopodobny. Zamykane są stadiony, tak, jakby ludzie siedząc co 4 metry od siebie na świeżym powietrzu byli znacznie bardziej narażeni na zakażenie niż w sklepie, gdzie się o siebie zwykle ocierają, czy to przy lodówkach, czy kasach. Przyjmując nawet, że wpuścimy do sklepu kilka osób mniej, to przed wejściem zgromadzi się spory tłum, a nie widziałem jeszcze, żeby ktoś zachował dystans większy niż 1,5 metra, który ponoć jest wystarczający. Okazuje się, że ponad dwa razy więcej na stadionie, już nie?&nbsp;</p>



<p>Widzimy więc dokładnie, że rządy, w tym niestety, także rodzime władze, realizują jakąś międzynarodową agendę. Jaką? Częściową odpowiedź daje ten film, który po prostu zobaczyć trzeba. Gorąco polecam. Proszę sobie zrobić mocną herbatę, albo kawę, bo trwa ponad godzinę, za to jest świetnie zrealizowany i nie będziecie zawiedzeni.</p>



<p>Tak już zupełnie na koniec, coś dla tych wszystkich, którzy gotowi dać się pokroić za noszenie masek również przez osoby zdrowe. Warto posłuchać fachowca, czyli głównego doradcy Prezydenta Donalda Trumpa. Co mówi zatem <a href="https://www.bitchute.com/video/zhz2IS0fZMkO/">dr Anthony Fauci</a> na temat transmisji wirusa? Kto rzeczywiście może zarażać, a kto nie? To przecież zbieżne stanowisko z linią WHO, więc tym bardziej należy wiedzieć. Dedykuję ten krótki film szczególnie Ministrowi Niedzielskiemu. Zaś wszystkim, dużo zdrowia, nie tylko do ministerstwa i całej reszty tych „służb”, życzę. Może być teraz szczególnie potrzebne&#8230;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/">Przebudzenie potrzebne od zaraz</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Sep 2020 08:08:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktymizacja]]></category>
		<category><![CDATA[wiktymologia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1374</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/">Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Przeczytałem niedawno tekst pani Katarzyny Dobrzyńskiej, który ukazał się w dziale Kobieta – portalu WP.pl. Artykuł zaczyna się tak:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Patrycja ma dość bezczelnych komentarzy dotyczących jej wyglądu. Nie może swobodnie sięgać po letnie ubrania z dekoltem, bo od razu budzi to niepotrzebne emocje. &#8222;O, Kowalska, jak zwykle cycki na wierzchu&#8221; &#8211; słyszy najczęściej. Nie ona jedna jest ofiarą stereotypowego myślenia, że krótka spódnica i top na ramiączka &#8211; to zachęta do zaczepek.”</p></blockquote>



<p>Przyznam, że koncepcja autorki jest w gruncie rzeczy być może nawet większą prowokacją, niż sam strój Kowalskiej. Nie chodzi o to, żeby polemizować z gustami, bo przecież znana łacińska maksyma mówi de gustibus non est disputandum, co się przekłada, że o gustach dyskutować nie należy. Maksyma nieco wykoślawiona, bo w oryginalnej wersji brzmi: „de gustibus et coloribus non est disputandum”, czyli o smakach i kolorach się nie dyskutuje. W tej formie nieco łatwiej ją zrozumieć i chyba jest łatwiejsza do zaakceptowania.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Wiktymizacja nieświadoma?</h2>



<p>Tak się złożyło, że swoją pracę magisterską, wprawdzie dość dawno już, ale wciąż pamiętam, popełniłem z wiktymologii, pisząc o ofiarach oszustwa. Co to ma wspólnego z artykułem pani Katarzyny? Bez obaw! Nie zarzucam żadnego oszustwa autorce, czy też wspomnianej, przykładowej, albo całkiem prawdziwej, „Kowalskiej”, chcę tylko zwrócić uwagę, że wiktymologia, to część kryminologii, która zajmuje się właśnie ofiarami przestępstw w różnych aspektach. Jednym z nich jest także tzw. przyczynienie się ofiary do popełnienia konkretnego czynu zabronionego przez sprawcę, bądź grupę sprawców. Czytając akta, ale też liczne publikacje, nie tylko polskiego, wybitnego specjalisty w tej dziedzinie, zmarłego niestety w 2003 roku śp. Prof. Lecha Falandysza, przekonałem się, że owo przyczynienie się bywa często wręcz prowokacją i można nawet rzec „axis” konkretnego czynu przestępczego. Tak jest nie tylko w przypadku przestępstwa oszustwa, którego istota polega na doprowadzeniu ofiary do niekorzystnego rozporządzenia swoim mieniem, poprzez, czy to wprowadzeniu jej w błąd, czy to wyzyskaniu błędu, w którym ona tkwi. Mechanizm może dotyczyć wielu czynów zabronionych. </p>



<p>Nie bez przyczyny mawia się „okazja czyni złodzieja”, czyż więc pozostawienie drogocennego mienia, np. zegarka z kolekcji, dajmy na to, pewnego pana „Nowaka”, na stoliku baru przy plaży, nie będzie zachętą do próby „zarobienia szybkich pieniędzy” przez miejscowego menela, albo kloszarda – turystę, który akurat miał słabszy dzień, a pić się chce?…</p>



<p>Ktoś się być może oburzy, że jak to? Przecież cudzego nie należy ruszać, a w Szwecji za to rękę obcinali. Zgadza się. Obcinali, dlatego tam do dziś jakakolwiek kradzież (w tym także oszustwo podatkowe, czyli okradanie państwa) jest objęta szczególnym ostracyzmem społecznym. Nie ma to jednak kompletnie nic wspólnego z kwestią przyczynienia się, bądź nie, do samego aktu przestępczego. To, że będzie gdzieś postrzegany i karany bardziej surowo, nie zmienia faktu, że przestępca może działać z różnych pobudek. Czasem również dlatego, że nadarzyła się okazja.<br>No, to teraz by mi się dostało! Co? Chcesz polemizować ze stwierdzeniem, że kradzież jest zła? Ależ, skąd! Kompletnie nie o to chodzi. Kiedy opisywałem w swojej pracy kilka dość kuriozalnych przypadków w tym, wydawałoby się, pospolitych oszustw, najczęściej w tle pojawiał się zawsze podobny zarys scenariusza i to bez względu na szczegółowy przebieg przestępstwa, czy sam sposób działania sprawcy.</p>



<p>Otóż, u źródła leżało przekonanie ofiary, że robi wspaniały interes, albo, że właśnie udało jej się kogoś przechytrzyć, albo wykorzystać wspaniałą okazję do zarobku. Powtarzam często, że są trzy rodzaje oszustw: małe oszustwa, wielkie oszustwa i „wyjątkowa okazja”. Pierwszy przykład z brzegu. Do stojącej na postoju taksówki podchodzi mężczyzna w średnim wieku. Jest już dobrze po 23-ej, a rzecz ma miejsce w czasach, kiedy nie istnieją jeszcze telefony komórkowe, a i w budkach telefonicznych częściej można znaleźć urwaną słuchawkę, niż sprawny aparat (mniej więcej połowa lat 70-tych). Taksówkarz opuszcza szybę, a mężczyzna pyta go, czy nie pożyczyłby mu dwóch tysięcy złotych, a odda nieco więcej, bo gra tutaj obok w bloku w pokera i zabrakło mu do puli. Może zostawić swój dowód, albo coś… Kierowca odpowiada, że nie będzie go potem szukał, a dowód może być przecież sfałszowany, czy ukradziony, już słyszał różne takie rzeczy. Mężczyzna wydaje się zdesperowany i ściągając na oczach taksówkarza złotą ślubną obrączkę z palca, mówi. OK, doskonale pana rozumiem. Może więc weźmie pan to w zastaw, a jak się nie zgłoszę do jutra po południu, będzie mógł pan ją sprzedać. Tylko żona mnie wtedy zabije… Taksówkarz ogląda przedmiot, szybko przelicza i wychodzi mu, że obrączka, nawet jeśli złoto słabszej próby, jest warta ponad 3 razy tyle, bo waży sporo. Transakcja zostaje zawarta, mężczyzna bierze od taksówkarza numer telefonu domowego i rozstają się zadowoleni. Oczywiście, nikt do kierowcy nie dzwoni, a złoto okazuje się tylko stopem tombaku z wygrawerowaną próbą, wartym niewiele więcej niż odpustowy pierścionek.</p>



<p>Nieco bardziej wyrafinowany modus operandi, stosowała pewna kobieta podająca się za byłą pracownicę służb specjalnych, która miała mieć dzięki swym kontaktom „łatwy dostęp” do deficytowych towarów w bardzo dobrej cenie. Trzeba pamiętać, że nie było wówczas w sklepie telewizorów kolorowych, pralek, czy lodówek. Były na nie zapisy, ale generalnie większość tego rodzaju sprzętów, zwłaszcza dobrej jakości, pozostawało nieosiągalnych. Pani jednak deklarowała, że może załatwić lodówkę w ciągu 2-3 tygodni, tylko potrzebuje zaliczkę. I takich zaliczek nabrała od klientów ponad pół miliona złotych (średnia pensja wynosiła wówczas około 55 tysięcy). Może nie było to oszustwo olbrzymie, ale wytrwała w nim kilka ładnych lat, bo zwracała pieniądze niektórym, bardziej „niecierpliwym” klientom, którzy straszyli prokuratorem, przepraszając ich, że się nie udało. W międzyczasie oszukiwała kolejnych i tak sobie żyła, wychowując samotnie córeczkę, na koszt naiwniaków. Czy oszukiwani nie przyczynili się do przestępstwa? Ależ tak! Uwierzyli, że zdobędą towar wysokiej jakości poza kolejką i do tego taniej. Wyjątkowa okazja… pamiętacie? </p>



<p>Nieco inny motyw towarzyszył oszustwom matrymonialnym, bo tam z kolei kobiety licząc na względy i szybki ślub, bardzo chętnie finansowały różne dziwne „interesy” swoich „przyszłych mężów”. Tylko naiwność, albo zakochanie? Być może czasem też, ale w większości przypadków pewność, że chwyciły Pana Boga za nogi. No, bo taki przystojny, a do tego oficer LWP, czy wysoko wynagradzany urzędnik ministerialny, etc., a więc będą „ustawione” do końca życia. W tle, znów niezwykła i „wyjątkowa okazja”. I takich „nietypowych” spraw, a przeczytałem około setki akt, była większość. Trudno się dziwić, że akurat w przypadku oszustwa mamy do czynienia z wyjątkowo dużą tzw. „ciemną liczbą przestępstw”. Dlaczego? Po prostu, ofiary wstydzą się zgłaszać na policję (wówczas jeszcze milicję). Jednak wstydzą się nie dlatego, że jest coś złego w byciu ofiarą, ale właśnie z powodu konieczności ujawnienia rzeczywistych motywów swojego działania, które najczęściej nie były specjalnie chwalebne, pisząc bardzo eufemistycznie. Na koniec tego, mocno przydługiego wstępu, warto przytoczyć definicję słowa „wiktymizacja”, która często może być kluczem do zrozumienia niektórych zachowań.:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Wiktymizacja – to proces stawania się ofiarą, a nieco szerzej, także – traktowania siebie, jako ofiary. Dziedziną, która bada proces, wskaźniki, częstotliwość występowania, skutki i rozpowszechnienie wiktymizacji jest wiktymologia.</p></blockquote>



<p>No, dobrze, ale co mają wspólnego ofiary oszustwa z cytowanym na wstępie tekstem? Wróćmy do artykułu, bo przecież miało być o ubiorze, prawda? Przeczytajmy zatem kolejny fragment:</p>



<p><em>– Kilka dni temu na naszym profilu na Instagramie dostałyśmy wiadomość od dziewczyny, która wracała sama wieczorem do domu w sukience. Pewien mężczyzna zwrócił jej uwagę, że w &#8222;takim stroju&#8221; nie powinna wracać w pojedynkę. Dziewczyna była bardzo wstrząśnięta, że ktoś ją zaczepiał w ten sposób. Myślę, że takich sytuacji, kiedy ktoś komentuje nasze stroje, wygląd czy makijaż, jest dużo więcej, ale kobiety rzadko o tym mówią. Dlaczego? Bo takie sytuacje spowszedniały, więc kobiety często nie reagują. Uczy się nas bycia uprzejmymi, miłymi i potulnymi, a nie uczy się asertywności. Dodatkowo nie ma też zbyt wielu narzędzi prawnych, żeby takim zachowaniom przeciwdziałać, ciężko również zdobyć tutaj dowody. Myślę, że jest to problem o niezbadanej skali, ale każda kobieta, taka jak ja, moje koleżanki, czy każda czytelniczka Wirtualnej Polski, doświadczyła takich zaczepek – </em>mówi w rozmowie z WP Kobieta.<em><br>– Takie zachowania dużo mówią o tym, jaki jest stosunek społeczeństwa do ciała kobiety. Osoba, która w ogóle dopuszcza się takiego komentarza czy fizycznej zaczepki czuje się upoważniona, aby to zrobić. I już ten fakt powinien zmusić nas do myślenia. Co to znaczy, że ktoś może podejść do dziewczyny na ulicy i zwrócić jej uwagę na to, jak wygląda albo ją złapać za jakąś część ciała? Kobiece ciało to nie jest &#8222;towar powszechnie dostępny&#8221;. Panuje również przekonanie, że jeśli &#8222;kobieta czegoś nie chce, to powie&#8221;. A przecież to usprawiedliwianie sprawców naruszenia naszej nietykalności – </em>alarmuje specjalistka.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Jak odróżnić napaść od troski?</h2>



<p>Tutaj muszę się zatrzymać, bo widzę w tekście pewną manipulację. Oczywiście, można polemizować, czy ktokolwiek ma prawo komukolwiek zwracać uwagę na jego wygląd, strój, etc. Jest jednak dość wyraźna granica pomiędzy dotykaniem, czy łapaniem za jakieś części ciała, a zwróceniem uwagi, które wcale nie musiało wynikać z jakiegoś podtekstu seksualnego, czy być formą zaczepki. Wyobrażam sobie, że starszy mężczyzna mógł, mając na przykład córkę w podobnym wieku, zwrócić nastolatce uwagę w jej dobrze pojętym interesie, bo to samo powiedziałby komuś bliskiemu, na kim mu zależy. Nie wydaje mi się, o ile nie zrobił tego publicznie, ani w formie napastliwej, by było w tym coś strasznie nagannego, a być może mogło ochronić przed przykrymi konsekwencjami. Zdarza się, niestety bardzo często, że dziewczyny nie dostrzegają absolutnie żadnego związku, pomiędzy swoim prowokacyjnym zachowaniem, czy strojem, a reakcją mężczyzn, którzy znajdują się w ich bliskim otoczeniu.</p>



<p>Naruszenie nietykalności, to zupełnie inna kwestia i należy tego mieszać. Zachowanie dresscodu, czy to w pracy, czy w świątyni, to kwestie oczywiste. Nie zwalnia jednak z myślenia w innych sytuacjach. Jeśli dziewczyna wybiera się do nocnego klubu z przyjaciółmi, których dobrze zna i jest w pewnym sensie „chroniona”, może ubrać się nieco bardziej swobodnie. Jeśli jednak uda się „na miasto” sama, albo tylko z koleżanką i założy spódniczkę, o długości przykrywającej z trudem biodra oraz przezroczystą bluzkę i dołoży do tego ostry makijaż, trudno się dziwić, gdy stanie się obiektem nie tylko powłóczystych spojrzeń. Ktoś, kto tego nie rozumie, może powinien porozmawiać z jakimś specjalistą. Mówi się, że wszystkiemu winni są mężczyźni, bo są agresywni, zaczepiają, źle interpretują „sygnały” itd. Czy rzeczywiście?</p>



<p>&#8222;Atrakcyjny strój &#8221; – nie to, co myślisz – pisze dalej w śródtytule autorka &#8211; I choć wydawałoby się, że dziesiątki kampanii społecznych w tej sprawie i ciężka praca redakcji zwłaszcza prokobiecych przynosi efekty, to jednak nadal zdarzają się komunikaty skierowane do młodych, które bazują na promocji stereotypów. Śląska policja opublikowała na swojej stronie szereg porad dla młodzieży, między innymi, jak ustrzec się przed napadem. Wśród takich cennych wskazówek jak: unikanie bezludnych skrótów; ostrożne podchodzenie do nowych znajomości; unikanie autostopu; niepodchodzenie za blisko do auta z nieznajomym, znalazł się punkt szósty, który brzmi: &#8222;rozważcie, czy atrakcyjny strój nie będzie prowokował do napadu&#8221;.</p>



<p>Skontaktowaliśmy się z oficerem prasowym Komendy Powiatowej Policji w Będzinie, kom. Pawłem Łotockim, aby wyjaśnić, co autor tego wpisu miał na myśli, bowiem większość osób miała skojarzenia dość jednoznaczne. Według nich chodziło o ostrzeżenie młodych dziewczyn, by swoim ubiorem nie prowokowały napastników.</p>



<p>Przeczytałem ten fragment dwukrotnie, bo przecież jest rzeczą dość oczywistą, że słowo „atrakcyjny” ma znaczenie dość szerokie i może być rozumiane w różny sposób. Policjant wyjaśnił, że wcale nie musi chodzić o podtekst wyłącznie seksualny, ale np. także o drogą biżuterię, czy markową odzież, która może prowokować do napaści na tle rabunkowym. Nie wiem, co jest złego w takim ostrzeżeniu i dokładnie zacytowanych sformułowaniach? Autorka jednak chciałaby tutaj wyraźnie z policją polemizować, ponieważ pisze dalej:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Tylko, czy to nie oznacza właśnie, że ludzie mają uważać na strój, bo może on jednak &#8222;sprowokować&#8221; do aktu przemocy, czy to na tle finansowym, czy seksualnym? To powielanie stereotypów w pełnej krasie.”</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Skutek, czy przyczyna?</h2>



<p>Mam wrażenie, że to nie żadne powielanie stereotypów, ale typowe, feministyczne podejście autorki do problemu. Mylenie skutków z przyczyną oraz ignorowanie tych drugich, to zresztą dojmujący i stały problem feministek. Od kilkunastu lat znane są na przykład statystyki brytyjskie, które pokazują, że permisywne podejście do płciowości i seksualizacja dzieci od najmłodszych lat, pod postacią obowiązkowej edukacji seksualnej w szkołach w zwiększonym wymiarze godzin, nie tylko nie rozwiązały problemu licznych ciąż u nastolatek, ale go zwielokrotniły. Mimo to, feministki nie widzą żadnego związku tych kwestii, a wszystko jawi im się, jako przypadkowa koincydencja zdarzeń. Podobnie wydają się (choć aż trudno w to uwierzyć) nie dostrzegać, że częściej ofiarami napaści stają się dziewczyny, które prowadzą, oględnie pisząc, dość rozwiązły tryb życia, zwłaszcza kiedy swym zachowaniem, często słabo kontrolowanym po spożyciu różnych środków rozweselających, w sposób absolutnie ewidentny prowokują zdarzenia, do których w innej sytuacji najpewniej by nie doszło. Czy nazwiemy to przyczynieniem nieświadomym, czy prowokacją, to inny problem, ale chodzi o to, że feministki w ogóle zdają się go nie dostrzegać. Jasne, zdarzają się gwałty na kobietach, które nie uczyniły nic, co miałoby pozór przyzwolenia, czy nawet cienia prowokacji. Statystyki pokazują też, że w zdecydowanej większości ofiary znały sprawcę (75%), którym okazał się były chłopak, narzeczony, czy kolega. W pewnej liczbie zdarzeń, nie koniecznie zakończonych aż tak dramatycznie, ofiarami stają się, bardziej, lub mniej świadome swoich działań, dziewczyny nieprzypadkowo „wybrane” przez sprawcę. Specjalnie używam cudzysłowu, bo bywa i tak, że inicjatorkami „dobrej zabawy” są same dziewczyny i to one wybierają, prowokując swym strojem i zachowaniem, a na końcu są zdziwione…</p>



<p>W ostatnich latach wystąpiła gwałtowna dysproporcja w statystykach pomiędzy prowadzoną liczbą postępowań, a skazaniem sprawców zgwałcenia. Różnica w latach 2014-17 wynosiła aż 48%, wcześniej nie przekraczała nigdy 30%. Czy to tylko brak skuteczności policji, czy też inne przyczyny, trudno jednoznacznie ocenić. Dziś orzecznictwo europejskie poszło z kolei już tak daleko w kierunku skazywania wszystkich wskazanych przez domniemane ofiary, że byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie krzywdziło wielu niesłusznie podejrzanych. Można o tym przeczytać tutaj. W Szwecji skazano ostatnio 27-latka za „gwałt z nieostrożności”. To jeden z elementów feministycznego szaleństwa, w którym najpierw mówi się dziewczynom, że wszystko im wolno, a potem, gdy coś poszło nie tak, wystarczy, że cofną zgodę post factum i „sprawca” idzie za kraty.</p>



<p>Oczywiście, w żaden sposób nie próbuję usprawiedliwiać przestępców. Trudno nie podzielić zdania wyrażonego w 1984 roku przez Sąd Najwyższy w wyroku z 12 marca 1984 r.:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„<em>Dla pełnej ochrony prawnej wyrażającej się w odpowiednim wymiarze kary mają jednakowe prawo wszyscy obywatele, w tym osoby nietrzeźwe, jak i o nienajlepszej reputacji (prostytutki) i sąd nie powinien takich przymiotów osoby pokrzywdzonej traktować jako przesłanek do nadzwyczajnego złagodzenia kary”</em>.</p></blockquote>



<p>Jednak autorka artykułu, z którą próbuję polemizować, odnosi się bardziej do napaści słownych, niż poważniejszych przestępstw, przywołując na końcu tekstu autorytet w postaci psychologa (Moniki Predjon):</p>



<p>„<em>Jak reagować w sytuacjach, gdy ktoś uznał, że ma prawo skomentować nasz wygląd? Zdaniem psycholog Moniki Predjon stanowczo, ale nie agresywnie. – Zawsze zachęcam pacjentki do bycia asertywnymi. Do mówienia stanowczo, ale bez agresji o swoich uczuciach i potrzebach, czyli np. jest mi przykro, albo czuję się zakłopotana, kiedy komentujesz mój ubiór. Proszę, żebyś więcej tego nie robił. Są jednak sytuacje, jak np. wspomniany wieczorny spacer, kiedy zwyczajnie dla własnego bezpieczeństwa nie wdawałabym się w dyskusję”</em> – radzi pani psycholog.</p>



<p>Jasne. Kobiety (mężczyźni zresztą także) mają prawo mówić o swoich uczuciach i potrzebach i jeśli ktoś uzna za stosowne, może komentować wszelkie uwagi. Z drugiej strony, nie każda uwaga musi mieć jakiś podtekst i stanowić napaść słowną, której należy koniecznie dać odpór. Być może jest to dobra rada, nawet jeśli nikt o nią nie prosił?</p>



<p>Cały artykuł, z którym polemizują chętnie jego czytelnicy, przywołując możliwe konsekwencje różnych działań związanych także z ubiorem, skomentowała, chyba dość trafnie, czytelniczka występująca jako Hellen. Zacytuję ją tytułem podsumowania:<br>Hellen20-08-2020</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Co za głupi artykuł! Takie są prawa biologii i nic tego nie zmieni. Jeśli wychodzimy bez stanika z dyndającym biustem i w krótkiej spódnicy nie oczekujmy, że ktoś będzie nas traktował jak pensjonarkę. Jeśli ktoś tak się ubiera to albo zda sobie sprawę, że nie żyje na bezludnej wyspie i zacznie ubierać się mniej prowokacyjne albo niech się przyzwyczai do komentarzy.”</p></blockquote>



<p>Przy takim sposobie rozumowania panienka powinna wyjść w samych stringach i mieć pretensję do ludzi, że to komentują! Jak daleko można przesuwać granice prowokacji?<br>No, właśnie… Jak daleko?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/">Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
