<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ekonomia - POLEMIKI.pl</title>
	<atom:link href="https://polemiki.pl/category/ekonomia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://polemiki.pl/category/ekonomia/</link>
	<description>PUBLICYSTYKA</description>
	<lastBuildDate>Sun, 14 May 2023 22:25:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/cropped-9FAEA284-E04D-45DC-8281-E6FB2D0320D1-32x32.png</url>
	<title>Ekonomia - POLEMIKI.pl</title>
	<link>https://polemiki.pl/category/ekonomia/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Feb 2021 12:35:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Ubezpieczenia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1425</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/">Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Być może na uważnym czytelniku hasło „Skandal w PZU” nie robi już szczególnego wrażenia, bo przecież takich skandali było co najmniej kilka. Jednak ten, o którym chcę Wam opowiedzieć, jest inny, ponieważ nie dotyczy jakiejś olbrzymiej skali nadużyć związanej z finansami, czy podobnych wybryków, ale szacunku dla rozsądku, polskiego prawa, wyroków sądów powszechnych oraz do klienta i innych towarzystw ubezpieczeniowych.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Wynik równania 2 – 1 = 0 ?</strong></h2>



<p>Oczywiście! Nie wiedzieliście o tym? Wyobraź sobie, że przyjaciółka zaprosiła dzieci na urodziny swojego synka, Jasia. Miały przyjść dwie dziewczynki i koledzy, ale z przyczyn pandemii przybył tylko Piotruś. To nic, pomyślała mama, we dwóch chłopcy też się pobawią. Kiedy tak właśnie się stało, po godzinie weszła do pokoju z torcikiem, mówiąc:</p>



<p>&#8211; Przyniosę zaraz zapałki i zapalimy świeczki, żeby jubilat mógł je zdmuchnąć. – na co Jaś powiedział:</p>



<p>&#8211; To za chwilkę, bo muszę do toalety – i wybiegł z pokoju, zostawiając gościa.</p>



<p>Mama w tym czasie poszła znaleźć zapałki, a po chwili wróciła sprawdzić, czy chłopcy są w komplecie. Okazało się, że Jaś jeszcze nie dotarł, a przy stole siedział sam Piotruś, który dostał właśnie czkawki. Zamiast tortu pozostał pusty talerz i świeczki.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Pytanie: Który z chłopców zjadł tort?</p></blockquote>



<p>Powiesz pewnie, no co za bzdura, przecież wiadomo, że Piotruś, bo Jasia nie było w pokoju. Otóż, prawdopodobnie, stosując logikę wielce czcigodnej pani <strong>Magdaleny Kaczmarskiej</strong> – Specjalistki ds. obsługi szkód, wspieranej autorytetem eksperta, nie mniej czcigodnego pana <strong>Artura Parygi</strong>, okazałoby się, że TORT ZJADŁ SIĘ SAM!&nbsp;</p>



<p>Zatem przejdę do meritum, żeby pokazać w jaki sposób znany, a być może w niektórych kręgach, nawet ceniony, ubezpieczyciel jakim jest PZU próbuje ludzi, kolokwialnie pisząc, „ZROBIĆ W TRĄBĘ”.</p>



<p>A było tak. W kwietniu 2019 roku próbując włączyć się do ruchu, jak to czyniłem od 18 lat, wyjeżdżając z posesji, zostałem najechany przez pędzącego pod prąd współpracownika, a może nawet pracownika, (bo tak zeznał w rozmowie) PZU, który się bardzo spieszył i chciał w związku z tym podpisać oświadczenie o swojej winie. Nie wyraziłem na to zgody, ponieważ na hasło „PZU”, co niektórzy tłumaczą „Pamiętaj Zawsze Unikają (wypłaty)”, dostałem lekkich dreszczy, jako że sam miałem już naście lat wcześniej niezłą przeprawę, a i tak nie odzyskałem całości pieniędzy. Oczywiście, zawsze daję pewien kredyt zaufania, bo minęła dekada, więc i tam mogło się coś zmienić na plus. „Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle …” – śpiewał nieodżałowany Jan Kaczmarek. Wróćmy do zdarzenia. Zatem po jakimś czasie przyjechał radiowóz, a ja wykonałem serię zdjęć z miejsca kolizji, bo, oczywiście, panowie policjanci nie mieli ze sobą nic, prócz bloczka do wystawiania mandatów. Nie przyjmując do wiadomości rzeczywistego przebiegu zdarzenia, jeden z funkcjonariuszy zaproponował mi mandat wysokości 500 zł, ponieważ włączałem się do ruchu, a jego zdaniem, bez względu na okoliczności wtedy wina leży po mojej stronie. Zapytałem w jaki sposób można włączyć się do ruchu inaczej, na co uzyskałem odpowiedź, że jeśli nie ma pełnej widoczności, to trzeba kogoś poprosić, albo wysiąść z auta i sprawdzić, czy przypadkiem ktoś nie nadjeżdża. Tłumaczenie dość kuriozalne, bo przyjmując taki wariant (pomijam fakt, że nie można opuścić auta nie wyłączając silnika, o czym policjant powinien chyba wiedzieć, a czas przejazdu od ulicy, z której skręcił uczestnik zdarzenia, do mojej posesji wynosił około 10 sekund, więc sami rozumiecie…), prawie nikt nigdy by nie wyjechał z żadnej posesji już w mieście średniej wielkości, o większych nie wspominając. Drugiemu uczestnikowi kolizji funkcjonariusz zaproponował mandat 300 zł, który został natychmiast przyjęty (co zrozumiałe, bo przecież pan wcześniej zadeklarował, że to On jest winien). Ja z tego samego powodu mandatu, rzecz jasna nie przyjąłem, co wiązało się z koniecznością ustalenia ewentualnej mojej winy w sądzie.</p>



<p>Już po niespełna 10 miesiącach, hasło: „Wolne sądy!” zrealizowało się w praktyce, bo w istocie są coraz wolniejsze. No, ale przecież drzewiej mówiono „sąd nierychliwy, ale sprawiedliwy”, a może to jednak odnosiło się wyłącznie do Pana Boga. Zapadł więc w końcu wyrok, w którym Sąd I instancji opisał przebieg zdarzenia, z którego wynikało, że kierujący samochodem marki Opel (ja prowadziłem Renault), nie zastosował się do znaku B-2, czyli zakazu wjazdu, ale to ja jestem winien, gdyż nie zachowałem szczególnej ostrożności przy włączaniu się do ruchu. Natychmiast zaskarżyłem orzeczenie, jako że <strong>po pierwsze:</strong> nie było, w moim przekonaniu, wątpliwości (załączone fotografie), że ze swej strony zrobiłem wszystko, co było można, prócz zrezygnowania z jazdy samochodem tego dnia w ogóle. <strong>Po drugie</strong>, moja leciwa renówka, którą bardzo lubiłem, poszła do kogoś, kto mógł ją sobie sam naprawić, bo niestety, dla mnie było to nieopłacalne. Wprawdzie po oględzinach, otrzymałem pismo, z którego jednak wynikało (prócz kosztorysu i zaproponowanej do wypłaty kwoty), że do czasu zakończenia sprawy prawomocnym wyrokiem, nie dostanę nic.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Do końca procesu szlaban na pieniądze!&nbsp;</strong></h2>



<p>I tutaj uwaga, która, jak sądzę jest istotna. Jeżeli zakład ubezpieczeń oszacował koszty, a jego pracownik, jako uczestnik ruchu przyjął mandat, a wiadomo, że procesy ciągną się latami, czemu nie dokonano wypłaty, a w przypadku mojej przegranej, nie zażądano jej zwrotu wraz z odsetkami? To wydawałoby się uczciwe, bo wówczas oba auta mogłyby zostać naprawione i zdaje się, że właśnie po to są ubezpieczenia… No, ale może się mylę.&nbsp;</p>



<p>Idźmy dalej. W drugiej połowie 2020 roku odbyło się posiedzenie Sądu Okręgowego i zapadł prawomocny wyrok w II instancji, w którym sąd uniewinnił mnie od postawionego przez Policję zarzutu. W ustnym uzasadnieniu, Sędzia powiedział: „Miał Pan rację, zachował Pan należytą ostrożność, natomiast nie należy jeździć pod prąd, bo to jest przyczyną wypadków.” (parafrazuję, bo wypowiedź była nieco dłuższa).</p>



<p>Powstał pewien problem, aby ten wyrok w trakcie pandemii do mnie ostatecznie dotarł, ale w końcu przesłałem go do PZU i wymieniona wyżej pani Magdalena Kaczmarska, zapytała mnie drogą mailową o numer konta do przelewu. Potem nastąpiła cisza, a po kilku dniach otrzymałem pismo następującej treści:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Na dzień dzisiejszy nie mogę przyjąć odpowiedzialności za szkodę, ponieważ w aktach szkody nie ma dowodu winy drugiego uczestnika zdarzenia.</em></p><p><em>Podczas rozmowy z Sadem otrzymałam informację, że po apelacji Sąd uznał, że nie jest Pan winny temu zdarzeniu ale jednocześnie nie zasądził winy drugiemu uczestnikowi ruchu.” </em>(pisownia oryginalna).</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Winny się nagle zdematerializował<br></strong></h2>



<p>Czy Państwo sobie to wyobrażacie? Oczywiście, pani Magdalena sobie robi z klienta żarty, bo podstawowa wiedza, którą jednak, może nie każdy, ale pracownik zakładu ubezpieczeń, mieć powinien, to że Sąd nie może orzekać czegokolwiek, ale powinien odnosić się do aktu oskarżenia! A to ja odmówiłem przyjęcia mandatu, więc to mnie wytoczyła Policja sprawę, a nie komuś innemu, zatem Sąd mógł orzec <strong>jedynie moją</strong> winę, bądź niewinność. To jest dość oczywiste. Zresztą nawet gdyby Sąd był upoważniony do oceny zachowania drugiego uczestnika zdarzenia, to nie byłoby takiej potrzeby, ponieważ On już PRZYZNAŁ SIĘ DO WYKROCZENIA, przyjmując mandat karny, a jeszcze wcześniej chciał podpisać stosowne oświadczenie, co nawet przyznał w Sądzie I instancji.</p>



<p>Napisałem do pani Magdaleny Kaczmarskiej odwołanie, uprzedzając zresztą, że to kuriozalne tłumaczenie powinno trafić do annałów historii ubezpieczeń, a na pewno na czołówki gazet i portali. W odpowiedzi uzyskałem opinię wymienionego wyżej eksperta pana Artura PARYGA, choć nie jestem przekonany, czy słowo „ekspert” nie powinno wyglądać właśnie tak, jak obok. Dlaczego? Ponieważ wielce czcigodny „pan ekspert” W OGÓLE nie zauważył wyroku Sądu II instancji, który przesłałem wcześniej i w swoich dywagacjach, nie odniósł się do niego WCALE. Ciekawe ile kosztowała ta „ekspertyza”?&nbsp;</p>



<p>Innymi słowy, PZU odmawia wypłaty z tytułu szkody, której to wypłaty powinno dokonać blisko dwa lata temu, NIE AKCEPTUJE PRAWOMOCNEGO WYROKU SĄDU OKRĘGOWEGO i łaskawie pozostawia mi kolejną drogę sądową, abym udowodnił, że 2-1=1, a nie „0”. Tak właśnie dzisiaj wygląda logika Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Spółka Akcyjna.&nbsp;</p>



<p>Myliłby się ten, kto by uznał, że tutaj chodzi tylko o jakieś „głupie” kilka tysięcy złotych. Nie, nie! Sprawa ma drugie oraz trzecie dno, a może i czwarte, jeśli przyjąć, że sposób załatwienia sprawy jest niewątpliwie denny. Chociaż tutaj bym się sprzeczał, że to nawet nie jest dno, ale coś znacznie poniżej („myśleliśmy, że to już dno, a tymczasem ktoś puka od spodu”).&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Oszczędzamy znacznie większą kasę!</strong></h2>



<p>A jakże! Przecież nie chodzi tylko o moją szkodę, ale o naprawę Opla, który miał przerysowany cały prawy bok i zapewne do wymiany szereg elementów. To nie mogło być tanie, więc zostało wykonane na koszt mojego ubezpieczyciela, którym, bynajmniej nie był Powszechny Zakład Ubezpieczeń. W obecnej sytuacji, rzecz jasna trzeba by było te pieniądze zwrócić, prawda? No, to nie zwracamy, idziemy w zaparte i udajemy, że wszystko jest ok, a może klient da sobie spokój? Właśnie na to liczą. Od wielu, wielu lat! Podobną sytuację miałem dwie dekady temu z moim białym Volvo 740, kiedy wypłacono mi świadczenie w minimalnej wysokości, a po resztę kazali iść do sądu. Chodziło o blisko 3 tysiące złotych, ale wiedząc, że będzie to trwało latami i będę musiał powoływać biegłych na swój koszt, odpuściłem. Ile osób korzysta z sądów, a ile zachowuje się podobnie? Pewnie są w zasobach firmy takie dane statystyczne. Warto by je poznać, bo to pokaże skalę bezprawia.</p>



<p>Idźmy jednak dalej.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Chronimy pracownika, który jechał pod prąd</strong></h2>



<p>I co Państwo na to? Powszechny Zakład Ubezpieczeń, tak, tak, ten sam, który organizuje akcje typu „Bądź bezpieczny!” albo „Odblaski – Dziecko bezpieczne na drodze” itp., PRZYZNAJE, że jak najbardziej popiera jazdę bez patrzenia na znaki zakazu, a co! Są równi i równiejsi. Jeśli to NASZ pracownik, czy współpracownik, będziemy go bronić, nawet gdy się przyzna, że jechał pod prąd. No i co z tego, że jechał? Przecież sąd powiedział, że to wina drugiego uczestnika. HALO! Był jeszcze prawomocny wyrok, w którym jest coś innego! Aaa! Nie, nie, nie! To takich wyroków już nie szanujemy. One są nieważne! &nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong>CZY WIERZYCIE W TE ICH AKCJE? CZY KTOŚ PO TAK KURIOZALNEJ ODPOWIEDZI EKSPERTA JESZCZE KIEDYKOLWIEK UWIERZY, ŻE ONE NIE SŁUŻĄ TYLKO I WYŁĄCZNIE REKLAMIE!?&nbsp;</strong></p></blockquote>



<p>Zamierzam to sprawdzić. Wprawdzie na forach opisywane są różne kurioza z udziałem tego ubezpieczyciela w roli głównej. Powinna powstać strona STOP BEZPRAWIU PZU gdzie można by było zgłaszać swoje, oczywiście udokumentowane, przypadki kontaktu z wymienionym wyżej „towarzystwem”. Mówią, że towarzystwo można sobie wybrać, rodziny nie. No, akurat tym razem znalazłem się w złym towarzystwie, którego nie wybierałem, więc to nie do końca prawda <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Efekt jest taki, że nie odtworzyłem już samochodu, co naraziło mnie na koszty, bo w oczekiwaniu na zakończenie procesu nie mogłem również korzystać z niezbędnego czasem auta w firmie. Być może skończy się tak, że po kolejnych kilku latach odzyskam należność znacznie powiększoną, bo jest oczywiste, że takie praktyki należy karać z całą surowością. Z pewnością te dwa lata nie będą stracone, bo dzięki nowej stronie swoje pieniądze odzyskają setki, a może i tysiące klientów. Dobrze byłoby też zorganizować zbiórkę na pomoc prawną, aby podobne sytuacje, jak ta moja sprzed lat, nie kończyły się podobnie. Mam nadzieję, że nam w tym pomożecie. Zatem do dzieła! Przesyłajcie link do tego tekstu swoim znajomym. Powinniśmy zadbać też o to, aby otrzymał go każdy pracownik i współpracownik PZU. Mają prawo wiedzieć z kim naprawdę przyszło im pracować. Niektórzy wiedzą, ale sądzę, że takie podejście do ubezpieczonych, będzie dla wielu potencjalnych klientów i osób związanych z tym towarzystwem, szokiem i może w końcu zmienią firmę.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Na zakończenie</strong></h2>



<p>Podsumowując ten kuriozalny przypadek, innymi słowy, co właściwie chce powiedzieć Wam Wszystkim Powszechny Zakład Ubezpieczeń? W skrócie wyglądałoby to chyba tak:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„<strong>Możesz jeździć pod prąd, jeśli jesteś pracownikiem PZU, pod warunkiem, że nie zostaniesz skazany. Mandaty przyjmuj spokojnie, bo to nie znaczy, że jesteś czemuś winien! Nie przejmuj się, w razie czego naprawimy Twoje auto na koszt innej firmy i będzie super!<br>I zawsze pamiętaj, że 2 – 1 = 0”&nbsp;</strong></p></blockquote>



<p>A co zdaniem PZU powiedziała mama? Pamiętacie pechowe urodziny z początku tekstu?<br>&#8211; Piotrusiu, czy zjadłeś tort urodzinowy sam?<br>&#8211; Tak, proszę pani. Ale przecież Jaś może sobie go odkupić, prawda?<br>&#8211; Nic nie szkodzi chłopcze, przecież tak naprawdę, nikt nie jest winien. Zresztą, w ogóle nie było żadnego tortu…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/">Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>„Butikowa firemka” z miliardami w portfolio, czyli jak doradzać polskim przedsiębiorcom [WIDEO]</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/12/07/butikowa-firemka-z-miliardowym-portfolio/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Tomasz Talaga]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 07 Dec 2020 08:59:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Video]]></category>
		<category><![CDATA[ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Finanse dla firm]]></category>
		<category><![CDATA[inwestycje]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Witkowski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1414</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/12/07/butikowa-firemka-z-miliardowym-portfolio/">„Butikowa firemka” z miliardami w portfolio, czyli jak doradzać polskim przedsiębiorcom [WIDEO]</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong><br>Piotr Witkowski założył swoją firmę doradczą mając wiele entuzjazmu i wiary w sukces. Pod koniec lat 90. minionego stulecia, jako dyrektor oddziału jednego z banków posiadał wiele kontaktów i doświadczeń, miał know-how w branży doradztwa finansowego, jednak najważniejsze, co wniósł do nowego życiowego projektu, to entuzjazm. Tak powstała firma doradcza, która w ciągu dwudziestu lat objęła swym działaniem projekty liczone w miliardach złotych. </strong></p>



<figure class="wp-block-embed-youtube wp-block-embed is-type-video is-provider-youtube wp-embed-aspect-16-9 wp-has-aspect-ratio"><div class="wp-block-embed__wrapper">
<div class="embed-container"><iframe title="Piotr Witkowski, właściciel firmy „Finanse dla firm”, opowiada o dwudziestu latach jej historii" width="1140" height="641" src="https://www.youtube.com/embed/t1d8PD9CoEM?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></div>
</div></figure>



<p>Lata 90. XX wieku w polskiej gospodarce to eksplozja przedsiębiorczości i własnych, prywatnych inicjatyw. Polacy, zwłaszcza ci bardziej przedsiębiorczy, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i zaczęli pisać nowy rozdział historii gospodarczej kraju: historii ludzi pełnych kreatywności i energii, kochających wolność gospodarczą. Trzeba przyznać, że na progu lat 90. sytuacja była wyjątkowa. Ustawa ówczesnego ministra Mieczysława Wilczka z 23 grudnia 1988 roku, dodajmy, na pół roku przed częściowo wolnymi wyborami z 4 czerwca 1989, otwierała szeroko bramy wolności gospodarczej i dawała absolutnie niespotykane w powojennej historii możliwości tworzenia prywatnego biznesu. Tak powstawał wolny rynek, co ciekawe, nieskrępowany jeszcze setkami państwowych koncesji i pozwoleń. Ustawa Wilczka zakładała bowiem jedynie 11 obszarów koncesjonowanych, wymagających w działalności gospodarczej pozwoleń państwowych. Wszystko inne mogło stać się miejscem działalności przedsiębiorców prywatnych. Była to więc wtedy jedna z najbardziej liberalnych ustaw gospodarczych na świecie i zarazem jedna z najbardziej zwartych, lakonicznych i konkretnych ustaw w prawodawstwie polskim (jej treść zmieściła się ledwie na pięciu stronach maszynopisu!).&nbsp;</p>



<p>Jedenaście lat wielkiego wysiłku, entuzjazmu i energii gospodarczej Polaków skłoniło Piotra Witkowskiego do podobnych decyzji: należy wziąć sprawy w swoje ręce i pracować z przedsiębiorcami na własny rachunek. Znajomość ekonomii, specyfiki rynku doradztwa inwestycyjnego i źródeł pozyskiwania funduszy &#8211; to wszytko było wielkim atutem założyciela nowej, jak sam o tym mówi, „butikowej firemki”. Zgodnie z modelem amerykańskiego snu, najpierw był hurra optymizm, potem zderzenie z brutalną rzeczywistością, a jeszcze później, po oszacowaniu pierwszych zysków i strat trzeźwe stwierdzenie, że jeszcze jakoś dajemy radę, więc jest szansa, że firma przetrwa. Pojawiali się pierwsi mniejsi i więksi klienci, stare i nowe kontakty, powolutku portfolio zaczęło przybierać na wadze i wartościach wyrażanych w złotówkach. W ten sposób od dwadziestu lat funkcjonuje firma, która nadal nie przestała mieć charakteru kameralnego, mogąca jednak dziś pochwalić się miliardami złotych obracanymi przez wielu klientów inwestycyjnych.&nbsp;</p>



<p>W dwudziestoletniej historii firmy udało się zrealizować ponad 100 projektów związanych z dotacjami i ponad 60 związanych ze strefami ekonomicznymi. Wartość inwestycji, przy których doradzała firma sięga liczby 3 miliardów, z czego ponad 1,5 miliarda pochodzi z publicznych dotacji i ulg inwestycyjnych. Wszystko w ramach działalności kilkuosobowej „butikowej firemki” z miasta Łodzi.</p>



<p>Niewątpliwym pozafinansowym sukcesem Piotra Witkowskiego (choć na pewno przekładającym się później na wyniki finansowe) są relacje, jakie udało się przez te 20 lat zbudować. Kontakty z ludźmi biznesu &#8211; tak prywatnego (reprezentowanego przez jego klientów), jak i publicznego (przedstawiciele stref ekonomicznych) stały się największym bogactwem firmy. Cechą charakterystyczną, a nawet swego rodzaju mottem „Finansów dla firm” jest wspieranie polskiej przedsiębiorczości. Widać to nie tylko w liczbach i wymiernych efektach pracy, ale także w jakości współpracy, relacjach z szefami firm, długotrwałych i powtarzalnych interesach, które nie kończą się wraz z zamknięciem inwestycyjnego projektu. Klienci wracają, kontynuują współpracę, otwierają nowe projekty i rozwijają firmy ponownie z doradztwem Piotra Witkowskiego. To właśnie stało się znakiem firmowym „Finansów dla firm”.&nbsp;</p>



<p>Na koniec nie można wspomnieć o wielkim zacięciu publicystycznym szefa firmy. Jako przedsiębiorca świadomy siły nowych mediów społecznościowych, zwłaszcza w sferze marketingu, Piotr Witkowski stara się w inteligentny i często dowcipny sposób komentować otaczającą nas rzeczywistość gospodarczą. Obecny na wielu platformach komentuje bieżące sprawy, celnie punktuje „plusy dodatnie i plusy ujemne” poczynań rządu, analizuje sytuację na rynku inwestycyjnym i podpowiada rozwiązania, które mogą pomóc nie tylko przedsiębiorcom, ale, w myśl zasady „win-win”, dają szansę wszystkim stronom ekonomicznej gry: rządowi, biznesowi i konsumentom. Po cichu liczymy zatem, że wiedza i doświadczenie okraszone inteligentnym dowcipem na dłużej zagoszczą na łamach portalu Polemiki.pl i staną się cennym komentarzem ekonomicznym dla naszych odbiorców. W duchu polemicznym oczywiście.&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/12/07/butikowa-firemka-z-miliardowym-portfolio/">„Butikowa firemka” z miliardami w portfolio, czyli jak doradzać polskim przedsiębiorcom [WIDEO]</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co wyskakuje z Twojej lodówki?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Emilia Romanowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 15 Oct 2020 07:48:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Reklama]]></category>
		<category><![CDATA[wolny wybór]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1390</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/">Co wyskakuje z Twojej lodówki?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Zróbmy sobie szybki test. Tym razem wyjątkowo nie na koronawirusa. Reklama nie ma na mnie wpływu. Prawda czy fałsz? Skuteczne bombardowanie zmysłów silnymi impulsami, obrazami i dźwiękami w mediach, skutkujące wymuszeniem na mnie decyzji zakupowych &#8211; mnie nie dotyczy. Prawda czy fałsz? W codziennych wyborach konsumenckich jestem całkowicie wolna i niezależna. Prawda czy fałsz? Jakie masz odpowiedzi? Nie łudź się: masz 3 x fałsz.</p>



<p>Odkąd media stale oddziaływają na nasze najważniejsze zmysły &#8211; wzroku i słuchu &#8211; nie możemy mówić o całkowitej wolności i niezależności w dokonywanych wyborach. Całkowita wolność wyboru to mit, ponieważ steruje się nami za pomocą różnych metod marketingowych i to tak skutecznie, że tego nie widzimy. I o to właśnie chodzi, by klient miał poczucie sprawczości w swoim życiu. Jesteśmy gotowi gorąco polemizować, że reklamy nie mają na nas wpływu &#8211; mamy przecież świadomość stopnia manipulacji w reklamach! Potrafię się chyba zorientować, że paczka chipsów nie wygląda naprawdę tak, jak w reklamie, a ten środek na ożywienie kolorów ubrań&#8230; phi! Bzdura. To rodzaj bardzo mało subtelnych reklam, takich w starym stylu, że jak powiesz, że coś jest dobre i to pokażesz, to ludzie w to uwierzą.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Jesteś tego warta!</strong></h2>



<p>Większym niebezpieczeństwem jest nowa generacja reklam pokazujących produkt w tle, natomiast główny plan zajmuje super życie, extra relacje, przygody i przyjaźnie, które w domyśle łatwiej zdobyć, utrzymać, mając reklamowany produkt. Sprzedaje się marzenia o tym jacy chcemy być, kim chcemy być, jakie chcemy mieć relacje. Nawet jeśli podśmiewam się z konkretnej reklamy, ale widzę ją cyklicznie, przez lata, na przykład takiego znanego napoju, to oswajam się z nią, kojarzy mi się z dobrymi relacjami, uśmiechem, ze Świętym Mikołajem. Ów piękny obraz zakotwicza się w mojej podświadomości i tak sobie czyha na moment, gdy ktoś proponuje mi coś do picia, np. w restauracji, na imprezie. Połowa ludzi wybierze wodę, sok, może herbatę lub kawę, druga ciemny napój, bo skoro jest okazja to czemu nie? W różnego rodzaju knajpach, nawet najbardziej zapyziałych, mamy stałe trio zimnych napojów: woda, sok, cola. Wybór między tym co zdrowe, a tym, co popularne. Nawet w afrykańskich wioskach gdzie ludzie chodzą bez butów wszyscy to znają. Ot potęga globalizacji.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Co wyskakuje z Twojej lodówki?</strong></h2>



<p>Zawsze można nie oglądać telewizji&#8230; Ale! Reklamy to nie tylko TV. Mamy Internet (na szczęście istnieje też AdBlock), radio, prasę kolorową (gros ludzi nadal ją czyta), gazetki Biedronki, Lidla, Tesco, Netto itp. (sama je oglądam!) &#8211; a tam MEGA promocje i RABATY na najbardziej popularne produkty. Jak się dobrze przyjrzeć im wszystkim to widać zbieżność &#8211; te same produkty pojawiają się w promocjach w każdym markecie w tym samym czasie. Jest też przestrzeń publiczna, a w niej banery reklamowe. Są też ludzie, a ci to często chodzące reklamy. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Ciało jest niedokończonym biologicznie i społecznie dziełem, jest realizowanym projektem, </em></p></blockquote>



<p>na który mamy bezpośredni wpływ. Głównie poprzez ubiór &#8211; czytaj wybór marek odzieżowych &#8211; ale też poprzez wybór stylu. Makijaż, tatuaże, biżuteria, to cała osobista historia wyeksponowana na własnym ciele, czy polemicznie – próba ukrycia czegoś?</p>



<p>Media oferują nam <em>ideologię niekończących się przyjemności</em><em>, </em>uszczęśliwiania siebie poprzez zakupy – to w nich mamy zyskać rzeczywistą wolność, bo mamy wolność wyboru, możemy kupić co chcemy. Ale! Haczyk w tym, że możemy wybrać tylko to, co ktoś nam oferuje, wybór nie jest nieograniczony. I jak tu być nonkonformistą? Czy to jest wolność czy &#8222;wolność&#8221;?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Naprawdę tego mi trzeba? Nie wiedziałam&#8230;</strong></h2>



<p>Człowiek jest istotą posiadającą pewne potrzeby, które musi zaspokoić. Oczywistość. To po pierwsze <strong>potrzeby podstawowe</strong>, takie przyziemne jak: odżywianie, wydalanie, ochrona przed czynnikami zewnętrznymi (ubranie, mieszkanie), potrzeby seksualne. Jak nie mamy komfortu w tych sferach, nie potrafimy myśleć o niczym innym. Człowiek głodny jest zły, jest mi zimno – nie skupię się na czytaniu literatury, itd. Kiedy jesteśmy syci we wszystkich obszarach bardzo często mamy ochotę na coś więcej. Wtedy zaspokajamy <strong>potrzeby dodatkowe</strong>, związane ze stroną niematerialną (rozrywka, kultura, sztuka, rozwój duchowy, intelektualny&#8230;).</p>



<p>Rzecz w tym, że świat jest przesiąknięty marketingiem, reklamą i trudno jest zaspokoić swoje potrzeby we „właściwy” dla siebie sposób, ponieważ każda firma zarzeka się, że jej produkt jest najlepszy. Musi to robić, by być wiarygodną (tu chętnie wejdę w polemikę z samą sobą, bo im bardziej mi się coś zachwala, tym więcej mam wątpliwości i stawiam opór). Co ma zatem począć statystyczny Kowalski? Często czuje rozgoryczenie, niedosyt, brak &#8211; bo może byłby bardziej szczęśliwy, gdyby jednak kupił pasztet innej firmy.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Ja chcę teraz!</strong></h2>



<p>Dzieci mają tak samo. Jasio ma zabawkę, powiedzmy pluszowego kotka i robi nim hop hop po dywanie. Widzi Wojtka, który jeździ plastikowym autkiem po stole wydając radosne odgłosy. Jasio nagle chce to auto, bo widzi, że Wojtek się nim tak świetnie bawi! Gdy uda mu się dostać auto (drogą bardziej lub mniej cywilizowaną) i mija kilka chwil, znowu zerka na Wojtka, który ma teraz pluszowego kotka, więc Jaś natychmiast chce kotka z powrotem. Kto nie doświadczył takiej sytuacji w dzieciństwie albo mając własne dzieci? O co tu chodzi? Chodzi o posiadanie świetnej zabawy jaką obserwuje się u kogoś. Trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada&#8230; Ważniejsze staje się pragnienie posiadania tej zabawy za pomocą rzeczy, które widzimy gdzieś tam. Potem okazuje się, że radość jest chwilowa, chcemy coś innego i tak w kółko. Czy zawsze tak było?</p>



<p>Odczuwamy permanentny stan braku, który przeradza się w potrzebę. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Potrzeba jest wynikiem z jednej strony wymogów tkwiących w strukturze biopsychicznej jednostki, z drugiej zaś, oddziaływania środowiska, w którym jednostka funkcjonuje.</em> </p></blockquote>



<p>Tutaj koło się zamyka, potrzebujemy tego, co społeczeństwo uważa za potrzebne, a kto lub co kształtuje społeczeństwo? Kto, poza naszą rodziną i najbliższym otoczeniem, kreuje nasze potrzeby?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Pamiętajcie o słoikach!</strong></h2>



<p>Produkując serie towarów, do których wszyscy mają dostęp, jednocześnie mówi się nam, że zachowamy indywidualizm wybierając daną rzecz. Kołowrotek się kręci, nowe w zawrotnym tempie staje się przestarzałe. Machina konsumpcji jest stale napędzana. Wiele osób jest świadomych tych mechanizmów, nie chcą się dopasowywać, bo widzą, że to nie jest dla nich dobre, nie współgra z nimi, może zaszkodzić im i światu, czy w końcu, że manipuluje się nimi dla zysku. Dlatego tworzą inicjatywy idące pod prąd, alternatywne, często lepsze dla człowieka i środowiska, na przykład trend <em>zero waste</em>. Wpisuje się w niego szereg działań i zachowań, zaczynając od zamiany plastikowych siatek na wielorazowe torby, kupowanie używanych ubrań, ale też kupowanie ubrań polskich marek dobrej jakości (bo posłużą latami), kupowanie produktów spożywczych na wagę do własnych pojemników (może już niedługo przychodzenie do sklepu ze słoikami stanie się codziennością) oraz mniej oczywiste i trudniejsze do wdrożenia w życie mycie włosów mąką żytnią, zrezygnowanie z jednorazowych chusteczek i płatków kosmetycznych na rzecz wielorazowych, kubeczki menstruacyjne, czy wielorazowe podpaski. Proszę sobie wyobrazić, że istnieją takie rzeczy. Celem jest zmniejszenie ilości śmieci na naszej pięknej planecie.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>247 kg mąki i przeterminowany jogurt</strong></h2>



<p>Zero waste to również nie marnowanie jedzenia. Polski Instytut Ekonomiczny podaje, że statystyczny Polak marnuje 247 kg żywności rocznie, jesteśmy na 5 miejscu w UE, gdzie średnia wynosi 173 kg. Sporo, prawda? Wyobraźmy sobie 247 opakowań mąki lub cukru. To i tak niemiarodajne, bo gdyby zebrać cały ten spleśniały chleb, zgniłe owoce, przeterminowane jogurty&#8230; Eh, chyba lepiej poprzestać na wizualizacji mąki.</p>



<p>Mamy ewidentny problem z kupowaniem zbyt dużej ilości pożywienia i nieumiejętnym zarządzaniem jego zasobami. Być może nie traktujemy jedzenia na tyle poważnie, by przejmować się stratami. Któż pamięta znak krzyża czyniony na bochenku chleba na moment przed ukrojeniem pierwszej pajdy? Albo pocałowanie chleba, który upadł na ziemię? A to, że okruszków nie wolno wyrzucić do kosza, tylko dać zwierzętom do zjedzenia albo spalić?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie da się drzwiami, to wejdę oknem</strong></h2>



<p>Szymon Hołownia nie dostał się do drugiej tury w wyborach prezydenckich, ale już następnego dnia w porannym live na swoim profilu facebook powiedział piękną rzecz. Oznajmił, że fakt nie wygrania wyborów nie oznacza jego rezygnacji. Sytuacja, w której nie będzie miał rządowych pieniędzy nie oznacza, że nic się nie da zrobić. Czyli zrobi to, co chce zrobić, ale inaczej, oddolnie. Stworzy grupę ludzi, którzy mu w tym pomogą. No i stworzył. Ludzie wierzący w jego misję przekazują pieniądze na założoną fundację, by ta mogła działać. Zresztą, w ten sam sposób finansowana była jego kampania wyborcza. Nie miał za sobą mediów publicznych. Siła ludzi i Internetu wystarczyła i tak znalazł się na 3 miejscu pod względem zdobytych głosów. Miał ich więcej niż wszyscy pozostali kandydaci razem wzięci, a ci dostali przecież pieniądze rządowe na swoje kampanie, a ich staż polityczny był większy.</p>



<p>Oddolna siła ludzi jest przeogromna, więc jeśli są tego świadomi i jeszcze w to uwierzą, staje się gigantyczna. Gdy człowiek przekonany jest o wielkiej wartości swojego pomysłu, a inni zobaczą i potwierdzą tę wartość, sami zapragną przekazywać ją dalej (tzw. poczta pantoflowa). Weźmy na przykład sklep “Na gramy” powstały w Łodzi w październiku 2019 roku; główna idea to <em>zero waste</em> oraz produkty <em>bio</em> i <em>eko</em>. Zamawiane przez firmę towary są w jak największych opakowaniach (jeśli się da, to wielorazowych), by ograniczyć ilość odpadów. Zdecydowana większość asortymentu jest sprzedawana na wagę, a jeśli są zapakowane to w szkło, papier lub tworzywo biodegradowalane. Mile widziane są własne pojemniki klientów, a dla zapominalskich przygotowano torby i słoiki „bumerangi”, które można pożyczyć, by potem je zwrócić lub donieść inne opakowanie. Istotne jest, że dostawcy to w większości lokalne firmy, przez co zmniejsza się ślad węglowy w środowisku, ponieważ transport jest krótki. Do tej pory w lokalnej społeczności nie było jednego miejsca, z dostępem do jedzenia, kosmetyków i chemii gospodarczej, więc ktoś je stworzył. Miał potrzebę, odważył się, zaryzykował i trafił w dziesiątkę. Okazało się, że multum ludzi też taką potrzebę posiada. Po dziesięciu miesiącach od premiery kolejne “Na gramy” otworzyło się w Warszawie, potem we Wrocławiu. Szybko! Strona internetowa sklepu jest dostępna w języku angielskim i ukraińskim. Okazało się, że założyciele to doskonali obserwatorzy rzeczywistości, którzy świetnie odczytują tendencje w społeczeństwie. Najważniejsze, że to co robią, jest po prostu dobre, ma wartość, a za realną wartość jesteśmy w stanie zapłacić więcej.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Między młotem a kowadłem</strong></h2>



<p>Z jednej strony mamy nachalny marketing telewizyjny i próbę sprzedawania nam produktów często nie tylko niepotrzebnych (na pewno nie w dużych ilościach), ale przede wszystkim niezdrowych (często nawet szkodliwych, ze zbyt dużą ilością cukru, tłuszczów trans, konserwantów, rakotwórczych substancji, itp.) i nieekologicznych (sezonowość mody, nowe modele smartfonów, samochodów, zachęta do zmian wystroju wnętrz, tony zabawek dla dzieci). Można się poczuć osaczonym nadmiarem sprzedawanych nam informacji. Może niejeden człowiek pomyśli o wyprowadzce do puszczy, by odciąć się od mediów i spróbować polegać jedynie na własnym osądzie i intuicji.&nbsp;</p>



<p>Można zrezygnować z oglądania telewizji i korzystać z Internetu, bo z drugiej strony to medium daje wrażenie większej kontroli i wyboru treści. Owszem, reklam tam bez liku, są jednak w innej formie, można je wyłączyć, nie wchodzić w wyskakujące propozycje produktów, pominąć reklamę po odczekaniu kilkunastu sekund, a nie kilkudziesięciu minut. Pełno w nim różnych treści, perspektyw, pasjonatów, trolli i hejterów, małych przedsiębiorców z nieszablonowymi pomysłami, słowem &#8211; cały świat w jednym miejscu. I tam również spotyka się nachalny marketing (podaj swój adres mailowy, a dostaniesz na zachętę coś extra, np. darmowy pdf o treści XYZ plus codziennie maile reklamowe). Klikam w to, co mnie zainteresuje, czy w to, czym interesuje się świat lub ktoś, na kim mi zależy? Czy to wolny wybór &#8211; pamiętając o tym, że ten jest zawsze ograniczony, np. ilością dostępnych treści? Czym jest w ogóle wolny wybór? Może lepiej tak dużo o tym nie myśleć, paranoja czeka tuż za rogiem&#8230;&nbsp;</p>



<p> A gdyby jednak zamieszkać w tej puszczy z dala od cywilizacji, by mieć poczucie, że sami o sobie decydujemy? Chyba lepiej podejść do sprawy ze zdrowym rozsądkiem, poszukać jakiegoś <em>aurea mediocritas</em> poprzez życie z wybranymi środkami masowej komunikacji, codziennie czynić refleksję nad docierającymi poprzez nie treściami (czy to, co stara nam się przedstawić jako wartościowe rzeczywiście takie jest?), próbę usytuowania ich w hierarchii naszych wartości, realnych potrzeb oraz możliwości. Wejrzyjmy w siebie.</p>



<p>I tak wiecznie polemizują, ścierają się ze sobą dwie siły: odgórna i oddolna. Główny nurt i wątki poboczne. Media swoje &#8211; blogerzy, instagramerzy swoje. Ci z kolei mogą stać się influencerami i wpływać na rzesze ludzi, a więc stać się siłą odgórną. Media podpatrują, czym interesują się Kowalscy i tak chyba każda większa marka wprowadza do swojej gamy co najmniej jeden produkt zgodny z trendami (np. zero waste, eko). Kto wyznacza trendy? Gdzie przenikają się te siły? Gdzie jest punkt wspólny? Tam, gdzie korzyść? Oby była naprawdę dobra dla ludzkości.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/">Co wyskakuje z Twojej lodówki?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak świeże bułeczki i kolorowe żelki. Suplementy diety</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/12/jak-swieze-buleczki-i-kolorowe-zelki-suplementy-diety/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Lewkowicz]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Oct 2020 10:45:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[Suplementy diety]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1358</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/12/jak-swieze-buleczki-i-kolorowe-zelki-suplementy-diety/">Jak świeże bułeczki i kolorowe żelki. Suplementy diety</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Nie od dziś wiadomo, że Polacy leki łykają jak świeże bułeczki, a suplementy jak kolorowe żelki… Polski rynek <span class="has-inline-color has-vivid-green-cyan-color">suplementów</span> to studnia bez dna i prawdziwe Eldorado dla ich producentów. Niesłabnące zainteresowanie klientów jeszcze mocniej wpływa na budżety reklamowe firm farmaceutycznych, które aż 95% wydatków reklamowych przeznaczają na promocję suplementów i parafarmaceutyków.</strong></p>



<p>Ile jest wart rynek suplementów w Polsce? Bagatela… 4,4 mld w 2017 roku i, jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, w niedługim czasie osiągnie 5 mld złotych.</p>



<p>Kapsułka na porost włosów, regenerację paznokci, plaster wspomagający odchudzanie czy pigułka na poprawę krążenia… Tysiące preparatów na rynku, które nie przeszły żadnej procedury, badań, testów jest dostępnych na wyciągnięcie ręki.&nbsp; Półki w marketach uginają się pod ciężarem coraz większej ilości kolorowych opakowań… Preparaty na każdą dolegliwość, bez recepty. Nic, tylko kupować!&nbsp;</p>



<p>Wyniki badań mam w normie ale kilka kilogramów w nadmiarze, więc niezwykle kusząco brzmi reklama: „skuteczne plastry odchudzające!”:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Nigdy więcej żmudnych treningów i głodówki!”<br>„Spalają tłuszcz w szalonym tempie”<br>„Nie wymagają ćwiczeń i restrykcyjnej diety”<br>I prawie zawsze są w mega promocji.</p></blockquote>



<p>Przez 30 dni będę naklejać plasterki na ciało i zrzucę kilka kilogramów… No jak nie kupić? Ponoć tylko naturalne składniki. Jednak poza informacją, że bezpieczne dla zdrowia, nie ma żadnej szczegółowej informacji co do składu. Kilka trików reklamowych i biznes się kręci…</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>(&#8230;) wydaje nam się, że jesteśmy w bardzo złej kondycji, bo prawdopodobnie usłyszeliśmy to w reklamie i myśli wirują:  „wypadają mi włosy”, „nie mogę spać w nocy”, „chyba ostatnio bardziej się pocę”, „na pewno jest ze mną coś nie tak”. A, że do lekarza w czasie COVID trudno się dostać, to najłatwiej sięgnąć po to, co podane jest na tacy prosto z telewizora.</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy to jest legalne?</strong></h2>



<p>W Polsce nie ma przepisów regulujących sprzedaż suplementów. Na podstawie obowiązujących procedur, na rynek można wprowadzić wszystko, co ładnie wygląda i ma świetne hasło reklamowe. Przyjrzyjmy się zatem jak wygląda procedura rejestracji nowego suplementu, aby można było sprzedawać go na polskim rynku.&nbsp;</p>



<p>Zacznijmy od początku, bo to kwestia kluczowa: czym są suplementy diety? Nie są lekami, a produktami sklasyfikowanymi jako <strong>środki spożywcze!</strong> Podstawą wprowadzenia suplementu na rynek jest dokonanie notyfikacji (to nic innego jak rejestracja) w Głównym Inspektoracie Sanitarnym (GIS).</p>



<p>Notyfikacja (rejestracja) suplementów diety w GIS:</p>



<ul><li>może zostać dokonana jeszcze przed wprowadzeniem produktu na rynek lub w momencie jego wprowadzania,</li><li>jest dokonywana na specjalnym formularzu elektronicznym udostępnianym na stronie GIS – należy go wypełnić online i przesłać drogą elektroniczną,</li><li>notyfikacja nie wymaga oczekiwania na odpowiedź GIS.</li></ul>



<p>Złożenie notyfikacji, czyli de facto rejestracja suplementu, pozwala zgodnie z prawem wprowadzić go do obrotu. I już! Nowy suplement hop na półki! Proste? Proste.&nbsp;</p>



<p>Do koszyków w marketach, sieciówkach, aptekach wrzucamy rocznie 190 mln opakowań suplementów diety, które zdaniem producentów mają cudowne właściwości: pomagają się skoncentrować, chudnąć, wzmagają apetyt, powstrzymują pocenie się. Na sprzedaży suplementów zarabia się krocie, bo w ich skład nie wchodzą innowacyjne i drogie w produkcji substancje chemiczne, a ich reklamy nie są opatrzone informacją o konieczności skonsultowania się z lekarzem lub farmaceutą.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Pomagają czy szkodzą?</h2>



<p>Czy suplementy mogą szkodzić? Narodowy Instytut Leków ostrzega, że suplementy wyglądają jak farmaceutyki, ale z prawdziwymi lekami nie mają nic wspólnego, mogą być produkowane w złych warunkach i zawierać zanieczyszczenia. Jak wynika z badań Ewy Widy-Tyszkiewicz z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przyjmowane w dobrej wierze suplementy diety mogą być szkodliwe dla organizmu. Na przykład preparaty wielowitaminowe, zamiast przedłużać życie, mogą zwiększać ryzyko raka gruczołu krokowego czy płuc. W raportach Najwyższej Izba Kontroli z 2017 roku na temat jakości suplementów pojawiły się informacje, które są wyjątkowo szokujące. Kontrolerzy NIK znaleźli w składzie wybranych próbek probiotyków:</p>



<ul><li>chorobotwórcze bakterie kałowe,</li><li>substancje rakotwórcze,</li><li>składniki powodujące zakażenia dróg oddechowych, </li><li>alergeny i grzyby,</li><li>substancje psychoaktywne o działaniu narkotycznym, podobnym do amfetaminy </li><li>środki działające jak pigułka gwałtu, dostępne w sprzedaży internetowej (z powodu których zostało nawet wszczęte śledztwo)</li><li>nie wszystkie preparaty zawierały deklarowaną przez producentów ilość dobroczynnych kultur bakterii (nierzadko nie było ich prawie wcale). </li></ul>



<p>Według ekspertów NIK polskie przepisy dotyczące suplementów diety pozwalają na to, że zanim stosowne służby przebadają nowy środek może minąć nawet 7 lat. Producenci suplementów mogą sprzedawać swoje produkty już od chwili zgłoszenia ich do inspekcji sanitarnej. W Głównym Inspektoracie brakuje zaś inspektorów czuwających nad tym, by nowe preparaty nie zagrażały bezpieczeństwu konsumentów. Mimo, że na polski rynek trafia około <strong>pół tysiąca suplementów diety miesięcznie</strong>, to ich weryfikacją zajmuje się zaledwie 7 pracowników.&nbsp;</p>



<p>Czy jesteśmy w tak bardzo złej kondycji zdrowotnej, że musimy zasilać się taką ilością suplementów? Być może problem polega na tym, że wydaje nam się, że jesteśmy w bardzo złej kondycji, bo prawdopodobnie usłyszeliśmy to w reklamie i myśli wirują:&nbsp; „wypadają mi włosy”, „nie mogę spać w nocy”, „chyba ostatnio bardziej się pocę”, „na pewno jest ze mną coś nie tak”. A, że do lekarza w czasie COVID trudno się dostać, to najłatwiej sięgnąć po to, co podane jest na tacy prosto z telewizora.</p>



<p>Tylko lekarz na podstawie badań zapisze lek na uzupełnienie braków, w odpowiednich ilościach i proporcjach. Leki zawierają substancję lub mieszaninę substancji, posiadającą właściwości zapobiegania chorobom bądź ich leczenia. Natomiast suplementy są klasyfikowane jako środki spożywcze, które stosuje się w celu uzupełnienia diety. Znając różnicę między zasadami kontroli suplementów oraz leków i mając świadomość ich składu, dużo łatwiej będzie podjąć decyzję przy półce. Pozostaje jedynie kwestia rozróżnienia obu produktów. Nie jest to trudne, ponieważ tuż przy nazwie handlowej zamieszczony jest zwrot „suplement diety” lub „lek wydawany bez recepty/produkt leczniczy wydawany bez przepisu lekarza – OTC” (ang. over-the-counter drug). Istotną informacją zawartą na opakowaniu jest również numer pozwolenia na dopuszczenie leku do obrotu, który znajduje się wyłącznie na lekach. Na suplemencie nie jest on obecny, ponieważ prawo nie wymaga rejestracji, ani szczegółowych informacji mogących zagwarantować jakość, skuteczność czy bezpieczeństwo stosowania tego produktu.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Przedawkowanie&nbsp;</h2>



<p>Przykładowe przedawkowanie witaminy D może doprowadzić do osiągnięcia toksycznego stężenia i wystąpienia hiperkalcemii (zwiększone stężenie wapnia we krwi) powodującej zwapnienie serca, nerek, płuc, naczyń krwionośnych. Hiperwitaminoza przejawia się osłabieniem, sennością, depresją, bólami głowy i brzucha, spadkiem apetytu, biegunkami lub zaparciami, wymiotami, kamicą nerkową, wielomoczem.</p>



<p>Magnez to pierwiastek, który dzięki swej budowie, ma ogromny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu. Jego niedobór prowadzi do problemów ze zdrowiem, ale nadmiar także jest szkodliwy. Przedawkowanie magnezu wiąże się z poważnymi konsekwencjami takimi jak zatrzymanie akcji serca lub całkowite porażenie mięśni. Dla uzupełnienia niedoboru magnezu nie zawsze trzeba suplementować się syntetycznym preparatem, czasem wystarczy wzbogacić swój jadłospis o banana, awokado, gorzką czekoladę czy rybę wędzoną.&nbsp;</p>



<p>A jeśli już nie chcemy rezygnować z posiadania i używania suplementów, to warto sprawdzać ich skład pod kątem szkodliwych składników. Do najczęściej stosowanych należą</p>



<p>Stearynian magnezu (lub inaczej sole magnezowe kwasów tłuszczowych) w składzie suplementu może zmylić. W końcu to chyba dobrze, jeśli w preparacie znajduje się magnez? Niestety, nie w tym wypadku. Stearynian magnezu to związek chemiczny, którego nasz organizm nie trawi. Może więc osadzać się na ścianach jelit tworząc nieprzepuszczalną powłokę, kumulować się w organizmie, a przez to hamować wchłanianie substancji odżywczych. „Przytępia” też działanie układu odpornościowego. <strong>Stearynian magnezu</strong> (czasem w składzie znajdziemy go jako „sole magnezowe kwasów tłuszczowych”) dodaje się do tabletek, bo dzięki niemu są gładsze i nie lepią się w opakowaniu lub przy produkcji.</p>



<p>Nabłyszczacze, wypełniacze i „poprawiacze konsystencji” to substancje, które można znaleźć w wielu suplementach. Szczególnie dotyczy to tabletek i drażetek. <strong>Karboksymetyloskrobia sodowa</strong> to wypełniacz, który fermentując w jelitach wywołuje biegunki i gazy (podobnie działa guma ksantanowa i guma guar). W suplementach zwiększa ryzyko chorób jelit i stanów zapalnych.</p>



<p><strong>Difosforany</strong> to dodawane do wielu tabletek emulgatory, które mogą wpływać prawidłowy metabolizm, a do tego zmniejszać przyswajanie wapnia, żelaza i magnezu.</p>



<p>Stosowane w suplementach jako konserwanty i stabilizatory <strong>fosforany</strong>, można znaleźć też w napojach gazowanych, wędlinach i serach, dla zwiększenia ich ilości i poprawy wyglądu. Według badaczy, we współczesnej diecie wraz z przetworzoną żywnością dostarczamy ich sobie zbyt wiele, a zbyt dużo fosforanów może sprzyjać alergiom i niewydolności nerek oraz przedwczesnemu starzeniu się organizmu. A przecież witaminy i minerały powinny pomagać&#8230; Wybieraj więc te bez konserwantów i stabilizatorów.</p>



<p><strong>Utwardzony olej sojowy</strong> to jeden z najpopularniejszych wypełniaczy stosowanych w kapsułkach (np. z witaminą E czy tranem). To dokładnie ten tłuszcz, którego powinniśmy unikać w diecie! Rafinowane, utwardzane oleje są bardzo niekorzystne dla zdrowia: zwiększają szansę zawału, nadciśnienia krwi i chorób serca. Blokują też wchłanianie korzystnych dla zdrowia kwasów tłuszczowych i mogą źle wpływać na układ nerwowy.&nbsp;</p>



<p>Zielone, fioletowe, czerwone i różowe tabletki to w aptece norma. Jak uzyskuje się te piękne kolory? Za pomocą sztucznych barwników i aromatów, takich jak alergizująca <strong>żółcień pomarańczowa</strong>, wywołująca raka wątroby <strong>żółcień chinolinowa</strong>, wytwarzana z owadów koszenila czy podrażniający tlenek żelaza.</p>



<p>Kolejne niepotrzebne w składzie suplementów substancje to <strong>sztuczne aromaty</strong>. Odpowiadają one średnio za 11,5 % wszystkich alergii. Do syntetycznych suplementów producenci są zmuszeni dodawać syntetyczne aromaty nie zważając na to, że u wielu osób podatnych na alergie powodują wysypki, podrażnienia, mdłości, katar czy swędzenie skóry.</p>



<p>Może to być zaskakujące, ale w wielu suplementach można znaleźć <strong>szelak</strong>. To substancja produkowana z odchodów owadów żyjących na drzewach szelakowych. Produkuje się z niego werniks, lakiery do paznokci, kleje, kit do okien, lakiery i&#8230;nabłyszcza się nim otoczkę suplementów, które mają mieć działanie prozdrowotne.</p>



<p>Warto także zastanowić się, jak producenci uzyskują powłokę kapsułek z witaminami? Najczęściej to pozyskiwana ze skór i kości świń żelatyna wieprzowa, co akurat w przypadku wegetarian i wegan może mieć duże znaczenie.</p>



<p>Celem suplementacji jest uzupełnienie niedoborów diety. Szukając w suplementach ratunku dla samodzielnie zdiagnozowanych problemów pamiętajmy, że nadmiar zawsze szkodzi. I nie wszystko złoto, co się świeci. No chyba, że należymy do łasuchów, wtedy na cukierek w kolorowym papierku, a tym bardziej wzbogacony o witaminę C chętnie wydamy nasze pieniądze.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/12/jak-swieze-buleczki-i-kolorowe-zelki-suplementy-diety/">Jak świeże bułeczki i kolorowe żelki. Suplementy diety</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Talon na balon i „Lokomotywa”</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/12/talon-na-balon-i-lokomotywa/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 12 Sep 2020 07:30:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Bon turystyczny]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1371</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/12/talon-na-balon-i-lokomotywa/">Talon na balon i „Lokomotywa”</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>„Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła maszyna po szynach ospale…” &#8211; pisał Julian Tuwim w słynnym wierszyku „Lokomotywa”.&nbsp; Czemu go przypominam akurat teraz? Okazja jest wyjątkowa, bo przecież miłościwie nam panujący Rząd już kilka razy zdążył odtrąbić sukces, jak to dzięki jego inicjatywie ludzie wyjechali na wakacje.</p>



<p>W zasadzie może nawet jedynie dzięki nim, bo inaczej nigdy w życiu nigdzie by nie pojechali. To, że plaże kazali zamykać nieco później? Nie przesadzajmy! Przecież nie wszędzie… Gór nie zamknęli (przynajmniej na razie), więc możne jeszcze się wspinać. Najlepiej w maseczce, bo to zadaniem ministra zdrowia nikomu nie zaszkodzi, a kto wie, może nawet i pomoże. Zresztą jeśli ktoś trafi akurat do jakiegoś Parku Narodowego, może się zdziwić, gdy otrzyma mandat. W końcu w rozporządzeniu stoi, jak byk, że w parkach oraz m.in. na parkingach, maseczka obowiązuje. Że, co? Że to niby jest las, a tylko nazywa się park? To proszę próbować wyjaśnić taki niuans jakiemuś nadgorliwemu, tępemu funkcjonariuszowi… No, ale ja przecież nie o tym akurat chciałem pisać. Temat jest banalny.: <strong>Bon turystyczny działa!</strong> Naprawdę? Jak informuje Ministerstwo Rozbo&#8230;, pardon, Rozwoju na stronach rządowych:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Polski Bon Turystyczny jest narzędziem, który ma na celu wsparcie finansowe polskich rodzin, osłabionej przez skutki pandemii COVID-19. Dopłata do wypoczynku&nbsp; pośrednio pomoże osłabionej branży turystycznej.”</em></p></blockquote>



<p>I co my tu mamy? A w zasadzie czegóż nie mamy? Jest wsparcie, rodzina, dopłata i wypoczynek nawet jest. Wprawdzie są też skutki pandemii Covid-19 i na końcu &#8211; ta osłabiona branża turystyczna. Ciekawe kto ją tak osłabił, prawda? Ktoś powie, no wiadomo! Oj, będę polemizował. Cała ta hucpa, podobnie jak wiele podobnych, to nic innego, tylko walka rządzących z problemami, które sami wygenerowali. Można by rzec:&nbsp; „No, ale przecież to nie ich wina, bo nie wiedzieli, a inne państwa też pozamykały gospodarkę, więc generalnie należało coś z tym zrobić.” Owszem. Problem występuje na kilku poziomach, dlatego swoją polemikę z entuzjastami Bonu Turystycznego, albo nawet bardziej patriotycznie, Polskiego Bonu Turystycznego, zacznę od pryncypiów.</p>



<p><strong>Po pierwsze</strong>, nie należało zamykać gospodarki na tak długo. Zamknięcie na miesiąc byłoby i tak szkodliwe, ale dałoby znacznie większą szansę na przetrwanie, przynajmniej tej części branży, która nastawiona jest na wypoczynek wiosenno-letni.&nbsp;</p>



<p><strong>Po drugie</strong>, można było i należało, pomóc turystyce krajowej w zupełnie innej, znacznie prostszej i szerszej formie. Wystarczyłoby wzorem Niemiec, Austrii i kilku innych państw, obniżyć podatek VAT na usługi turystyczne do 5%. Różnica w cenach usług całkiem spora, choć dla niektórych 18% to za mało. OK. Tylko, że ten podatek można było obniżyć również na wszystkie usługi okołoturystyczne, a więc gastronomiczne, rozrywkowe itd. Wówczas okazałoby się bardzo szybko, że realna obniżka nie tylko znacznie przekracza 500 zł, ale przede wszystkim dotyczy wielokrotnie szerszej grupy Polaków i przedsiębiorców. Czy rodzina z uczącymi się jeszcze 18-latkami nie zasługuje na wsparcie? Czy to nie jest swego rodzaju dyskryminacja, żeby musieli zarabiać na swoje wakacje sami, tylko dlatego, że urodzili się akurat w pierwszej połowie roku?&nbsp;</p>



<p><strong>Po trzecie</strong>, jak zwykle zainwestowano przy okazji w urzędników i pośredników. Po co? Rozumiem, że akurat ten Rząd inaczej po prostu nie umie. Jednak cel wydaje się w rzeczywistości nieco inny.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Polemika dla polemiki?</strong></h2>



<p>Nic z tych rzeczy! Przecież gdyby chcieć szukać dziury w całym, zawsze coś by się znalazło. Tutaj sytuacja jest inna, bo szukamy raczej całego w dziurze. Dodajmy, że w wielkiej, czarnej… dziurze. Czemu? Słyszymy już o czarnym rynku bonów turystycznych. Nawet pojawiły się żarciki nawiązujące do dawnych czasów, kiedy cinkciarz stojący pod PEWEX-em, odchyla połę płaszcza i pyta czy może potrzebny bonik turystyczny? Nieco młodszym czytelnikom wyjaśniam, że PEWEX, to popularna, za czasów komuny, sieć sklepów, w których można było nabyć różne dobra za dolary oraz za bony PKO. Bony te zastępowały prawdziwą amerykańską walutę, przejmowaną przez państwo jeśli ktoś otrzymywał np. rentę zagraniczną, czy honoraria ze strefy walut wymienialnych, jako że złotówka, choć dziś trudno w to uwierzyć, do takich walut nie należała. Bon PKO był więc takim substytutem dolara, a w pewnym sensie, również luksusu, bo trzeba wiedzieć, że nie można było na przykład paczki Cameli, Marlboro, czy średniej, ale popularnej whiskey Johny Walker lub zwyczajnej puszki orzeszków ziemnych, kupić w normalnym spożywczaku, czy monopolowym. Zatem wiele dóbr z importu pojawiało się wyłącznie w sklepach Pewexu, albo Baltony, a że ludzie potrzebowali czasem podarować sobie odrobinę luksusu, kwitł nielegalny handel, najczęściej prowadzony właśnie przez panów zwanych cinkciarzami – od zniekształconego angielskiego change money, wymawianego przez cinkciarzy „cincz many” lub „cieńć many”. Kiedyś jakiś nieco bardziej rezolutny malec spytał ojca: „Tatusiu, czy w Stanach Zjednoczonych są same Pewexy?” Rozumowanie, z którym nawet trudno polemizować… Ciekawe, o co dzieci będą pytać rodziców, którzy postarają się wytłumaczyć, czemu akurat przyjechali tutaj, a nie tam, gdzie jeździli co roku? Jak wytłumaczyć maluchowi, że bonu turystycznego nie da się zrealizować w „nielegalnym gospodarstwie turystycznym”, czyli krótko pisząc, u zaprzyjaźnionego chłopa, który odstąpił na dwa tygodnie swój pokój. Niektórzy rodzice są przyzwyczajeni do tego typu pytań i z pewnością uda im się wyjaśnić podobnie, jak uczynił to pewien tatuś:</p>



<p>&#8211; Tato, a co to są te kuleczki?<br>&#8211; To czarne jagody, Jasiu<br>&#8211; To dlaczego są czerwone?<br>&#8211; Bo są jeszcze zielone…</p>



<p>Prosta, męska logika… Zawsze lepiej, niż „Zamknij się szczeniaku!”, co przecież też się zdarza. W tym przypadku sposób rozumowania zbliżony jak najbardziej do rządowego. Nie ma jednak co narzekać. W końcu lepiej mieć bon, niż nic. Wtedy też tak było…&nbsp;</p>



<p>Wracajmy jednak do naszych baranów, czyli celu tegoż „wynalazku”.&nbsp;</p>



<p><em>„Za pomocą bonu można dokonać płatności za usługi hotelarskie lub imprezy turystyczne realizowane przez przedsiębiorcę turystycznego lub organizację pożytku publicznego na terenie kraju.</em>” – czytamy na stronie<a href="https://www.gov.pl/web/rozwoj/bonturystyczny"> https://www.gov.pl/web/rozwoj/bonturystyczny</a> A dalej można dowiedzieć się, jak bon działa (tutaj cisną się na usta różne jednowyrazowe odpowiedzi z gatunku tych „tylko po 23-ej”), dla kogo rzeczony bon jest, jak można go wykorzystać oraz gdzie złożyć wniosek.&nbsp;</p>



<p>Jest też nieco reklamy, np., że dopłatę do wakacji lub ferii reżimo… przepraszam, zimowych otrzyma prawie 2,4 mln rodzin, zaś 1,9 mln rodzin, czyli blisko 80 proc., ma dwoje lub więcej dzieci, a więc otrzyma świadczenie w zawrotnej wysokości aż 1000 zł, a nawet więcej. Nic tylko rodzić! Nie wiadomo czemu niektóre przedstawicielki lewicy noszą koszulki z napisem „Pie….., nie rodzę!” W sumie z programu będzie mogło skorzystać ponad 6 mln dzieci. Chwalebne. Tym bardziej, że akurat już po wyborach, więc opozycja nie będzie się pastwić. Hola, hola! Zapowiedź bonu słyszeliśmy na ostatniej prostej wyborów prezydenckich. Czyli? „Nie ma czegoś takiego, jak darmowy lunch” – powiedzenie pisarza Roberta A. Heinleina spopularyzowane przez Miltona Friedmana, który użył go jako tytułu jednej ze swych książek. To z pewnością nie była lektura ceniona, zwłaszcza przez obecnie rządzących, socjalistów.&nbsp;</p>



<p>Ktoś spyta – czemu ta polemika ze zwolennikami bonu turystycznego ma służyć? Przecież wiele rodzin skorzysta, a może kogoś naprawdę nie byłoby stać na kolonie dla dzieci itd.? Całkiem słuszne wątpliwości. Jednak odpowiedziałem na nie już wcześniej. Można było, zamiast „Janosikowej redystrybucji”, jak to mają w zwyczaju wszystkie lewicowe władze, dać ludziom szansę wydać swoje pieniądze, tak jak chcą, a branży pomóc bez wprowadzania nierównowagi na rynku. Tak się zawsze dzieje w przypadku różnych dotacji. Część firm znajdzie się na liście POT z opóźnieniem, część nie zostanie odnaleziona, bo nie zawsze miejsce prowadzenia działalności przedsiębiorcy turystycznego jest tożsame z miejscem obiektu. Jeśli ktoś skorzysta z ogólnodostępnej bazy może wybrać zupełnie inny podmiot, niż zrobiłby to szukając po prostu miejsca na wakacje. Teoretycznie nie jest to aż tak skomplikowane, bo firmy turystyczne mogą umieszczać informacje na swoich stronach internetowych i pokazać logotyp bonu, a nawet pobrać ze strony POT stosowne materiały reklamowe, jak np. plakat, jednak w praktyce jest to pewien problem. Małe firmy często nie mają nawet swojej strony i bazują na tym, co zaoferują im różne platformy usług turystycznych.&nbsp;</p>



<p>Chciałem sprawdzić jak to działa w praktyce. Wpisałem w wyszukiwarkę frazę: „kwatery prywatne Kościerzyna”. Pierwsza strona (nie licząc reklam), a więc bardzo dobrze wypozycjonowana, pokazała 60 ofert. <strong>Żadna z nich nie reklamowała możliwości opłacenia noclegu bonem turystycznym</strong> i to pomimo tego, że pośród nich znalazło się kilka samodzielnych gospodarstw agroturystycznych. Nie chcą pieniędzy? Dziwne, prawda? <a href="https://e-turysta.pl/kwatery-koscierzyna/">&nbsp;https://e-turysta.pl/kwatery-koscierzyna/</a></p>



<p>Jednak w kontekście tego, co napisałem wyżej, to akurat wcale, a wcale tak dziwne nie jest. Jeśli ktoś ma skorzystać z usług webmastera (często odpłatnie), uruchomić profil zaufany, wypełnić kilka zgłoszeń, walczyć z zawieszającymi się systemami informatycznymi, (choć pewnie teraz rzadziej niż w okresie uruchamiania tarczy antykryzysowej), a potem śledzić, czy znalazł się na liście Polskiej Organizacji Turystycznej, a potem napisać jeszcze odwołanie, to często po prostu rezygnuje. Wiele gospodarstw agroturystycznych, a zwłaszcza kwater, prowadzą starsi ludzie, dla których przebrnięcie przez stos papierów może i nawet byłoby możliwe, ale przez stos plików elektronicznych, już nie.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Talon na balon, czy coś więcej?</strong></h2>



<p>Jednak pomimo, że będę polemizował z admiratorami tego biurokratyczno-socjalistycznego rozwiązania, muszę uczciwie przyznać, że nie jest to do końca przysłowiowy „talon na balon”, bo z pewnością grupa osób, być może wcale nie tak mała, bon turystyczny sobie chwali. Zwłaszcza rodziny wielodzietne, dla których te 1500, albo dwa, czy trzy tysiące złotych, to zastrzyk finansowy umożliwiający w ogóle jakikolwiek wyjazd. Docenią ten „wakacyjny prezent” z pewnością osoby samotnie wychowujące dzieci oraz ci, którzy niedawno stracili pracę w wyniku zamknięcia gospodarki. Lepszy rydz, niż nic. Tyle tylko, że rozwiązania systemowe, jak obniżka podatku VAT, czy zwolnienie z opłacania ZUS dla przedsiębiorców, to znacznie prostsze i tańsze sposoby, by ulżyć tak rodzinom, jak szerzej rozumianej branży turystycznej. Tymczasem Rząd zdecydował się na kolejny ruch marketingowy, bo jak się okazuje niemal połowa, a według niektórych badań nawet znacznie ponad połowa Polaków nie wie, że płaci VAT. Często są przekonani, że to taki podatek, który dotyka wyłącznie przedsiębiorców… Jak więc ich przekonać, że są lepsze rozwiązania, niż ten „pewny wróbel w garści”, którym jawi się Polski Bon Turystyczny? Rząd coś im przecież „dał”, a to nie to samo, jeśli ich z czegoś zwolnił. Wiadomo, że ten kto daje i zabiera to… itd. A przecież, żeby dać musiał najpierw zabrać, bo Rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy, o czym również większość obywateli nie wie. Naprawdę! Widzimy, że łyknęli jak pelikan cegłę te 35 nowych podatków (część pod nazwą „opłat”) wprowadzonych w ciągu 5 lat, no bo przecież dali 500+, 300+, 13, 14-te, a może i kolejne, emerytury, a do tego jeszcze bon. Nie ma już słynnego hasła „wystarczy nie kraść”, bo to się jakoś generalnie „nie przyjęło”. Kraść w tej, czy innej formie widać trzeba. Jak wielokrotnie przypominał Janusz Korwin Mikke, że Rząd bezkarnie robi to, za co przeciętnego człowieka wsadza się do więzienia – na przykład za dodruk pieniędzy. Czym jest inflacja powodowana przez bank centralny, jak nie zwyczajną, ordynarną kradzieżą wykonywaną właśnie w taki sposób, że pozbawia się walutę siły nabywczej? Fiskalizm, tworzenie zbędnych struktur urzędniczych etc., to przecież również kradzież pieniędzy podatnika.&nbsp;</p>



<p>Ok. Niech będzie, że bon turystyczny, podobnie jak 500+, jest formą zwrotu ukradzionych wcześniej środków. Z tym już polemizował nie będę. Pytanie tylko, czemu dotyczy tylko „wybrańców” oraz dlaczego pozbawia się takiej możliwości wielu małych przedsiębiorców, którzy mogliby skorzystać z lepszych rozwiązań, a z bonu nie będą mogli, a jeśli nawet, to w bardzo ograniczonym zakresie?&nbsp;</p>



<p>No, cóż… Nie zawsze wszystko się udaje, Tuwimowi w cytowanym wierszu „Lokomotywa”,&nbsp; też nie wyszło całkiem dobrze, bo przecież napisał m.in. coś takiego:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„I pełno ludzi w każdym wagonie, a w jednym krowy, a w drugim konie…”.&nbsp;</p></blockquote>



<p>Z Tuwimem polemizować się już nie da. Być może wiedział coś, czego my nie wiemy…&nbsp; W sumie, kiedy popatrzy się na rządzących, to i człowieka-krowę i człowieka-konia dałoby się pewnie znaleźć. Ten pierwszy, to taki, co nie zmienia poglądów, no, a koń?&nbsp;</p>



<p>Koń jaki jest, każdy widzi…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/12/talon-na-balon-i-lokomotywa/">Talon na balon i „Lokomotywa”</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
