<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Krzysztof Sowik, Autor w serwisie POLEMIKI.pl</title>
	<atom:link href="https://polemiki.pl/author/chrisso/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://polemiki.pl/author/chrisso/</link>
	<description>PUBLICYSTYKA</description>
	<lastBuildDate>Mon, 02 Sep 2024 22:40:59 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/cropped-9FAEA284-E04D-45DC-8281-E6FB2D0320D1-32x32.png</url>
	<title>Krzysztof Sowik, Autor w serwisie POLEMIKI.pl</title>
	<link>https://polemiki.pl/author/chrisso/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Skandaliści i medaliści</title>
		<link>https://polemiki.pl/2024/09/02/skandalisci-i-medalisci/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Sep 2024 22:37:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1520</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2024/09/02/skandalisci-i-medalisci/">Skandaliści i medaliści</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<figure class="wp-block-image size-large is-resized"><img decoding="async" fetchpriority="high" width="1024" height="683" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2024/09/coach-giving-advice-to-a-focused-boxer-resting-1024x683.jpg" alt="" class="wp-image-1521" style="aspect-ratio:1.499267935578331;width:1170px;height:auto" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2024/09/coach-giving-advice-to-a-focused-boxer-resting-1024x683.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2024/09/coach-giving-advice-to-a-focused-boxer-resting-300x200.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2024/09/coach-giving-advice-to-a-focused-boxer-resting-768x512.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2024/09/coach-giving-advice-to-a-focused-boxer-resting-1536x1024.jpg 1536w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2024/09/coach-giving-advice-to-a-focused-boxer-resting-2048x1366.jpg 2048w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2024/09/coach-giving-advice-to-a-focused-boxer-resting-360x240.jpg 360w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption class="wp-element-caption"><em>Fot. Envato.com</em></figcaption></figure>



<h2 class="wp-block-heading">Jak strzelić sobie w stopę?</h2>



<p>Zakończenie igrzysk (ufff!) nie przyniosło już porównywalnego skandalu, jaki wywołało otwarcie. Nie zmienia to faktu, że opiłowywanie chrześcijan trwa na wszelkich możliwych frontach, lewacka nowomowa i mydlenie oczu naiwnym, nabiera rumieńców. A propos „rumieńców”, to można z pewnością mówić o wstydzie, kiedy w klasyfikacji medalowej wyprzedzają nas nie tylko takie poważne i „olbrzymie” państwa, jak Holandia, Belgia, czy Węgry, zdobywając nawet kilkukrotnie większą liczbę medali, ale jesteśmy za Uzbekistanem, Azerbejdżanem, Tajwanem, Słowacją, czy Bahrajnem. Policzono, że jeden medal kosztował polskiego podatnika ponad 60 mln złotych! Może jakoś szczególnie nie znam się na sporcie, ale idę o zakład, że takie kwoty można było zainwestować znacznie lepiej. Trudno też pominąć fakt, że akurat medale z cennego, srebrnego kruszcu, zdobyły panie, które nie były przesadnie „rozpieszczane” finansowymi dotacjami. Mówiły o tym w wywiadach zarówno Julia Szeremeta, czy Daria Pikulik. Sytuacja tej ostatniej, to absolutne kuriozum. Niewiele brakowało, żeby oprócz wykładania sporych środków w okresie przygotowawczym, musiała jeszcze przywieźć własny rower, żeby w ogóle wystartować. O sytuacji w Polskim Związku Szermierczym mówił, a w zasadzie wykrzyczał, na antenie w trakcie transmisji z planszy, redaktor Jakub Zborowski z Eurosportu. Cytat „…tak kończy się kolesiostwo i układy”, nie wymaga komentarza. Nie słyszałem, żeby PZS pozwał dziennikarza. Oczywiście, to tylko przykład i niekoniecznie najbardziej reprezentatywny, bo przecież bylejakość dotyczy, jak można było naocznie się przekonać, niemal całego „systemu” finansowania sportu w naszym nieszczęśliwym kraju. Ale czego się spodziewać, skoro marnotrawstwo pieniędzy widać na każdym szczeblu polityki, a do sportu chętnie garną się nie tylko zasłużeni zawodnicy, którzy też nie zawsze są akurat dobrymi menedżerami? Przykład Darii Pikulik pokazuje, że można oprzeć się znacznie bardziej przewidywalnie na środkach prywatnych, czy sponsorach, których da się znaleźć, choć nie zawsze jest to łatwe. Widząc realną szansę na promocję swojej marki, mogą zainwestować wcale niemałe pieniądze. Ulga na działalność sportową mogłaby być wyższa, a gdyby stworzyć system, który pozwala na zwolnienie na przykład z 80% należnego podatku, przedsiębiorcę, który dotuje konkretny klub, czy sportowca, chętnych pewnie znalazłoby się więcej. Czemu złoty medalista może otrzymać mieszkanie, czy emeryturę po ukończeniu 40 roku życia, a polskie firmy, które wniosły znaczący wkład w jego sukces, nie mogłyby w nagrodę, w formie premii, zostać zwolnione z płacenia podatku przez jeden rok? Czy potrzeba do tego aż tak wielkiej wyobraźni? Być może tak, skoro lepiej oprzeć się tradycyjnie na spółkach skarbu państwa okradając podatników. Przy okazji zawsze coś tam do takiego sponsoringu można „wkleić”, żeby był i wilk syty i owca w ciąży. Niestety, co widać wyraźnie, to również szczególnie nie pomaga. W każdym razie na pewno nie tym, którym pomagać powinno. Wyglądało to tak, jakby polskim sportowcom wyjęto nagle <a href="https://www.wpdesk.pl?ref=4267">wtyczki</a> i zostali odłączeni od zasilania, choć niekoniecznie wyłącznie finansowego. Wszak pieniądze, to ponoć nie wszystko&#8230;</p>



<p>Przy okazji, igrzyska pokazały i inne patologie. Akurat tym razem tylko pośrednio związane z naszymi sportowcami. Chodzi o kontrowersje dotyczące udziału dwóch zawodniczek w walkach bokserskich. Zarzut, że dziewczyny musiały bić się z facetami, być może nie do końca odpowiada prawdzie, ale MKOl nie stanął na wysokości zadania i nie udowodnił, że dopuszczenie reprezentantki Tajlandii Lin Yu-Ting i Algierki Imane Khelif, było uprawnione. Obie pięściarki zostały wcześniej zdyskwalifikowane w Mistrzostwach Świata z powodu negatywnego „testu płci”, który ponoć wykazał u obu obecność chromosomów XY, czyli posiadanie męskiego fenotypu. Inne doniesienia mówiły o przekroczeniu dopuszczalnego poziomu testosteronu. Można zadać sobie pytanie, z jakiego powodu tak poważne zarzuty MKOl odrzucił? Otóż, szefem federacji IBA, która była organizatorem imprezy, jest Umar Kremlow, znany jako „poplecznik Putina”. Innymi słowy, podjęto decyzję stricte polityczną, bo pewnie gdyby prezesem był ktoś inny, to zarzucanie organizatorom mistrzostw tak wysokiej rangi, że nie posiadali właściwych kompetencji, czy narzędzi do wykonania badań, byłoby po prostu śmieszne. Tutaj liczono chyba na to, że skoro po Putinie można jeździć, niczym „po burej suce”, przepraszam za kolokwializm, to wszyscy chętnie tak kretyński argument „łykną” i będzie OK. Niestety, ze szkodą i dla zawodniczek i tych pań, czy panów, już nie wnikając w szczegóły, była to przysługa niedźwiedzia. Skala hejtu, który się wylał na, być może nie całkiem winne, pięściarki z Tajwanu i Algierii, była spora. Ojciec Imane pokazywał w mediach dokumenty potwierdzające, że urodziła się jako dziewczynka. Tranzycja jest w Algierii zakazana, więc nie mogła zmienić płci. Ostro reagowały też władze Tajwańskiego Komitetu Olimpijskiego, pokazując, że Komitet Medyczny Olimpijskiej Rady Azji (OCA) przeprowadził dokładne badania Lin Yu-Ting podczas Igrzysk Azjatyckich w Hangzhou i potwierdził, że nie ma żadnych problemów z jej uprawnieniami do startu. Faktem jest, że pięściarki startowały w Tokio oraz wcześniej w różnych zawodach wysokiej rangi, także w mistrzostwach świata i nikt nie sugerował ich dyskwalifikacji, czy braku możliwości dopuszczenia do turnieju.</p>



<p>Rzecz jasna, takie badania powinny zostać wykonane rzetelnie i nie wiem, czy samo stwierdzenie właściwego poziomu testosteronu, jest czynnikiem, który miałby być wystarczający. Wszak mężczyźni i kobiety różnią się nie tylko budową ciała, więc myślę, że jednak stwierdzenie fenotypu męskiego MUSI skutkować wykluczeniem zawodniczki z rywalizacji z kobietami NA ZAWSZE. I tyle w temacie? Włożę jednak kij w mrowisko…  Trudno tutaj stosować analogię, że jeśli coś wygląda jak koń i zachowuje się, jak koń, to z pewnością jest to koń. Sam fakt, że ktoś wygląda jak mężczyzna i bije, jak mężczyzna, więc to musi być facet, to za mało! Czy w drugą stronę też by to tak miało działać? A co ze zniewieściałymi mężczyznami? Mam wrażenie, (może należałoby spytać panią Julię), że Lin nie biła (albo nie bił)  zbyt mocno. Owszem, posiadała dłuższy zasięg ramion, ale przecież zawodnicy często różnią się wzrostem i to o wiele bardziej. Wcale nie jestem przekonany, czy gdyby ten jeden element wyeliminować, to Tajwanka wygrałaby tę walkę. W każdym razie do nokautu było bardzo daleko, a Polka twierdziła po zejściu z ringu, że była zmęczona i zbyt wolna i kolejny taki pojedynek z tą samą zawodniczką by wygrała. Nie chcę przez to napisać, że w jakimkolwiek stopniu popieram dopuszczanie mężczyzn do rywalizacji z kobietami. Tutaj chodzi o prawdę, bo może się okazać, że Lin jednak posiada właściwy fenotyp. Miałem okazję rozmawiać z dziewczynami, które o wiele bardziej przypominały mężczyzn, niż Tajwanka. Ostre rysy twarzy i krótko ścięte włosy, to jednak nieco za mało, żeby stawiać tak stanowcze tezy.  <strong>Czemu nikt nie zainteresował się wcześniej faktem, że jakiś facet bije na zawodach kobiety?</strong> Przecież turniejów z udziałem Lin było wiele. Ano, temu, że nie było wystarczających sukcesów sportowych! Cytat z Wikipedii:</p>



<p><strong><em>Lin Yu-ting</em></strong><em>&nbsp;– tajwańska bokserka, mistrzyni olimpijska, złota medalistka mistrzostw świata oraz igrzysk azjatyckich, dwukrotna mistrzyni Azji. Występowała w kategoriach od 48 kg do 57 kg. Boks zaczęła uprawiać w 2008. W 2012 wystąpiła na mistrzostwach świata w Qinhuangdao w kategorii do 48 kg.&nbsp;<strong>Przegrała w pierwszej rundzie</strong>&nbsp;z Tajką Chuthamatą Raksatą 8:13. W następnym roku na młodzieżowych mistrzostwach świata w Albenie zdobyła złoty medal w kategorii do 51 kg, pokonując w finale Turczynkę Nerimanę Istık 3:0. Podczas igrzysk azjatyckich w 2014 w Inczonie&nbsp;<strong>uległa w pierwszej walce</strong>&nbsp;Filipince Josie Gabuco 0:2. Na mistrzostwach świata następnego roku&nbsp;<strong>zdołała awansować do drugiej rundy, lecz tam przegrała</strong>&nbsp;z Kanadyjką Mandą Bujold. W 2016 podczas mistrzostw świata w Astanie&nbsp;<strong>przegrała w ćwierćfinale</strong>&nbsp;z Angielką Nicolą Adams. &nbsp;</em></p>



<p>Celowo podkreśliłem porażki. A więc pytam, jak to jest? Mężczyzna walczy z kobietami od 16 lat i nikt tego nie kontestował?! Czyli, jeśli kobitki go okładały, to mógł tam sobie mieć w majtkach, co tylko chciał, lecz gdy zaczął wygrywać, podnosi się klangor? O matko! Facet mnie bije, co za skandal! Bądźmy poważni. Nie strzelajmy sobie sami w stopę. Wystarczy, że robią to lewacy… </p>



<p>Skandale na igrzyskach, to wdzięczny temat, ale mamy ich znacznie więcej w polityce. Niestety, zawody sportowe, nawet, a może <strong>zwłaszcza</strong>, tej rangi, nie są od niej wolne. Jakoś dziwnie cicho o tym, że dopuszczono do rywalizacji ekipę z kraju położonego w Palestynie. Czyżby zabicie kilkudziesięciu tysięcy dzieci nie robiło na nikim wrażenia? Naprawdę?  </p>



<p>&#8212;</p>



<p>Felieton w szerszej formie został opublikowany na blogu autora, &#8222;<a href="https://naodlew.pl/2024/08/17/strzelanie-w-stope/">Na odlew</a>&#8222;, na którym można znaleźć też szereg artykułów związanych z polityką, medycyną i zmianami zachodzącymi na świecie. Jeśli uważasz tekst za wartościowy, możesz to wyrazić w różny sposób, na przykład kupując zbiór jego opowiadań „<a href="https://www.amazon.pl/dp/B0D1LP3845/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">SPLOT – opowiadania parakryminalne</a>”. Możesz też <a href="https://buycoffee.to/chrisso">postawić autorowi kawę</a>, albo zasilić jego konto 44 1140 2017 0000 4502 0148 3714 jednorazowo, bądź cyklicznie.</p>



<figure class="wp-block-image is-resized"><img decoding="async" src="https://naodlew.pl/wp-content/uploads/2024/05/cover3d-SPLOT-2-2.png" alt="Książka &quot;splot&quot; - Krzysztof Sowik" class="wp-image-5011" style="aspect-ratio:0.76;width:175px;height:auto"/></figure>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2024/09/02/skandalisci-i-medalisci/">Skandaliści i medaliści</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy sportowcy dali się wykorzystać?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 May 2023 19:05:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[sport akademicki]]></category>
		<category><![CDATA[umoczeni sportowcy]]></category>
		<category><![CDATA[zarobki sportowców]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1458</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kto najbardziej efektywnie przyczynił się do rozpropagowania „skutecznych i bezpiecznych eliksirów”?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/">Czy sportowcy dali się wykorzystać?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Kto najbardziej efektywnie przyczynił się do rozpropagowania „skutecznych i bezpiecznych eliksirów”, nie tylko zresztą w naszym nieszczęśliwym kraju? Odpowiedź chyba nikogo nie zaskoczy. Jest prosta, a jednocześnie straszna… Wszak brylowali w tym procederze ulubieńcy mas. Władza w tym przypadku dokładnie wiedziała, co robi. Polityk, przeważnie musi na sympatię zapracować, a łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Artyści, celebryci, a nade wszystko sportowcy, budzą pozytywne skojarzenia w sposób zupełnie naturalny. Przecież na swój wizerunek musieli ciężko zapracować, więc szacunkiem, a czasem wręcz czcią, są obdarzani nawet triumfatorzy rozgrywek lokalnych, czy mistrzostw Polski w czymkolwiek. Tym bardziej, jeśli zdobyli jakiś medal, czy puchar w zawodach międzynarodowych, zwłaszcza wyższej rangi.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie zapomnimy nigdy!</strong></h2>



<p>Olbrzymie bilbordy hańby widzieli wszyscy. Choć może lepiej napisać, &#8222;bilbordy olbrzymiej hańby&#8221;, bo ona zdecydowanie przewyższa nawet największy, wydrukowany wizerunek jakiejkolwiek postaci, na świecie. W każdym mieście czytaliśmy o #ostatniej prostej, co jeszcze dziś przyprawić może nie tylko o wymioty, ale o słuszny gniew. Wielu Polaków straciło swoich bliskich i dla nich marnym pocieszeniem będzie to, że i wśród sportowców nie obyło się bez ofiar. W zasadzie, przynajmniej u każdego normalnego człowieka, powinien budzić zdziwienie fakt, że widząc tragedie kolegów, nadal milczą lekkoatleci, czy piłkarze! Jak to w ogóle jest możliwe? Czy pieniądze i ryzyko zastopowania kariery mogą być jedynym wyznacznikiem działania? A co z artystami i celebrytami, którzy tak chętnie udzielali się w mediach, przekonując w sowicie opłacanych reklamach, że przyjęcie &#8222;eliksiru&#8221; to jedyna rozsądna decyzja, zwłaszcza, że jest gwarancją sukcesu, zdrowia, bezpieczeństwa, oraz wszelkiej pomyślności, także dla bliskich?</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" width="1024" height="432" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-1024x432.jpg" alt="Plakat - Ostatnia prosta! #szczepimysię" class="wp-image-1460" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-1024x432.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-300x127.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-768x324.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-360x152.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie.jpg 1460w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.am.szczecin.pl/pl/uczelnia/aktualnosci/To-juz-ostatnia-prosta-szczepimy-sie-przeciw-covid-19/">Politechnika Morska</a></em></figcaption></figure>



<p>Można zapytać, jak to możliwe, że dali się tak „wkręcić’? Lecz czy naprawdę wszyscy uważali, że to tylko układ biznesowy? Zapewne wielu było przekonanych, że robi coś dobrego, a być może nawet ratuje życie innym. OK, przyjmijmy taką argumentację. Czemu więc nie odcięli się od fałszywej narracji, kiedy już stało się jasne, że to było gigantyczne oszustwo? Ostatni moment na publiczną skruchę, która być może pomniejszałby w jakiś sposób ich winę, stanowiło przyznanie w Parlamencie Europejskim przez panią dyrektor Small, reprezentującą firmę Pfizer, że <strong>preparaty zwane „szczepionkami” NIGDY nie były przebadane na okoliczność zatrzymywania transmisji wirusa Sars-CoV-2!</strong> To wówczas trzeba było zwołać konferencję prasową i złożyć zbiorowy pozew przeciwko bandytom, którzy wykorzystali wizerunki sportowców, celebrytów i aktorów, kłamiąc o rzekomej „ochronie osób bliskich”. Wtedy już przecież nie dało się ukryć w żaden sposób, że to było kłamstwo, choć wciąż jest ono propagowane na stronach rządowych. Jedynie jasna i prosta deklaracja, pozwoliłaby wyjść z twarzą, wprawdzie mocno już zszarganą przez akcję reklamową (bilbordy, filmy stręczące preparaty, etc.), ale wciąż z szansą na uratowanie wielu ludzi, karmionych szkodliwą propagandą. Oni nadal podejmowali decyzje brzemienne w tragiczne skutki. Czynią to zresztą także dziś. Nikt nie usunął z oficjalnych stron KPRM takich filmów, jak ten poniżej. </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><a href="https://youtu.be/czMqItP95K8" data-rel="lightbox-video-0"><img decoding="async" width="1024" height="576" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-1024x576.jpg" alt="" class="wp-image-1462" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-1024x576.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-300x169.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-768x432.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-360x202.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM.jpg 1419w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption><em>Kadr ze <a href="https://youtu.be/czMqItP95K8" data-rel="lightbox-video-1">spotu KPRM</a> z udziałem Cezarego Pazury</em></figcaption></figure>



<p>I niech nikt nie próbuje mi tłumaczyć draństwa hasłami w stylu „bo oni nic nie wiedzieli”, „to zawsze związki sportowe podejmowały decyzje”, „odmawiając straciliby stypendia sportowe” i tym podobne bzdury. Życie wielu ludzi powinno być ważniejsze niż własna kariera. Jeżeli nie, sumienie będzie im to wyrzucać do końca życia, nawet gdyby ludzie wybaczyli. Łatwo stawiać się w roli ofiary i opowiadać, że „skoro kazali&#8230;”, albo „bo inni robili to samo”, próbując usprawiedliwiać coś, czego w żaden sposób po ludzku obronić się nie da.</p>



<p>Jednak ten nieco przydługi wstęp był tylko pretekstem do krótkiej analizy, w której zamierzam pokazać, jak funkcjonuje zawodowy sport i kto rzeczywiście zarabia duże pieniądze oraz czemu tak się dzieje. Ekscytujemy się zarobkami gwiazd popularnych w skali globu dyscyplin. W Polsce również mamy kilka prawdziwych perełek. Pokażę nieco niżej garść statystyk, bynajmniej nie w celu usprawiedliwiania kogokolwiek, choć i taka pokusa istnieje. Wszak znacznie łatwiej przychodzi nam wybaczać tym, których kochamy…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>To tylko biedni studenci…</strong></h2>



<p>Rozpocznę od kilku zdań na temat sportu akademickiego, który w Polsce wydaje się być wyłącznie fajną zabawą i dla wielu młodych ludzi rzeczywiście na tym się kończy. Nie jest jednak prawdą, że promując hasło „sport to zdrowie”, amatorzy robią to wyłącznie dla idei. W wersji nieco rozszerzonej do tego sloganu złośliwcy dodają na końcu słówko „utracone”. Jednak, już na poziomie uczelni, uprawianie niektórych dyscyplin wiąże się często z określonymi profitami. Nie chodzi bynajmniej wyłącznie o indywidualny tok studiów, czy możliwość wyjazdów zagranicznych, finansowanych w całości lub częściowo przez konkretny związek sportowy. Istnieją też stypendia dla sportowców, a możliwość korzystania z coraz lepszej bazy przekłada się w wielu dyscyplinach na większą możliwość osiągania sukcesów w sporcie zawodowym. Pytanie, jak wielu zawodnikom udaje się dotrwać do tego etapu? Mimo wszystko, jakaś pomoc finansowa istnieje.</p>



<p>Na przykład stypendia przyznawane przez Ministra Edukacji i Nauki dotyczą nie tylko znaczących osiągnięć naukowych i artystycznych, ale też sportowych. Łączna pula (dla wszystkich osiągnięć) to niewiele, bo tylko 840 stypendiów. Maksymalna kwota jednorazowego wsparcia w roku akademickim 2022/2023 wynosiła 17.000 zł. </p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Co ministerstwo definiuje jako „znaczące osiągnięcie sportowe”?</strong> </h3>



<p><strong>Kryteria są jasne &#8211; zajęcie w sportach olimpijskich lub paraolimpijskich w rywalizacji indywidualnej lub drużynowej, co najmniej:</strong></p>



<p>&#8211; szesnastego miejsca w igrzyskach olimpijskich, igrzyskach paraolimpijskich lub igrzyskach głuchych,</p>



<p>&#8211; ósmego miejsca w mistrzostwach świata,</p>



<p>&#8211; szóstego miejsca w mistrzostwach Europy,</p>



<p>&#8211; trzeciego miejsca w młodzieżowych mistrzostwach świata lub Europy,</p>



<p>&#8211; pierwszego miejsca w mistrzostwach Polski rozgrywanych w kategorii seniora,</p>



<p>&#8211; miejsca, o którym mowa wyżej, w zawodach organizowanych dla osób niepełnosprawnych;</p>



<p>W przypadku analogicznych imprez akademickich, trzeba zająć co najmniej miejsce na podium. Nie są to więc warunki proste do spełnienia. Jednak istnieją także inne rodzaje wsparcia. Minister Sportu proponuje dofinansowanie na okres od 1 do 24 miesięcy w kwocie, której podstawą jest 2.300 zł / mc. Stypendia specjalne mogą tutaj sięgać 1,5 krotności podstawy i przyznawane są na czas do 12 miesięcy. Czyli, szału nie ma…<br>Zwłaszcza, że warunki są zbliżone, do opisanych wcześniej, a więc generalnie dotyczą miejsc 1-8 na szczeblu międzynarodowym w kategorii seniorów oraz miejsc 1-6 i 1-3, odpowiednio w kategorii młodzieżowców i juniorów. Inaczej pisząc, <strong>najpierw wynik, potem wsparcie</strong>, a jak widać, najmłodsi muszą udowodnić, że „nieźle rokują”, chociaż ewentualny progres powyżej pierwszego miejsca raczej byłby już trudny do osiągnięcia.<img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Szczęśliwie, w całej tej mizerii, są jeszcze stypendia lokalne, a ich kwoty bywają całkiem przyzwoite. Dla przykładu Lublin przewidział nagrody od 5 do 20 tys. złotych. Dotyczą one poważnych osiągnięć sportowych, które promują miasto, zaś stypendia przyznaje się za wyniki w dyscyplinach olimpijskich lub dyscyplinach mających znaczenie dla Miasta Lublin. W tym przypadku są to: motocross, wspinaczka sportowa, sumo, taekwon-do ITF, kick-boxing, karate kyokushin, karate tradycyjne; Wsparcie może wynosić od 4,5 tys. zł do 24,3 tys. zł brutto  i wypłacane jest w 9 transzach. W dalszym ciągu mogą liczyć na nie najlepsi, ale jeśli zsumować potencjalnie możliwe do uzyskania kwoty, z pewnością da się przeżyć i nie będzie to wyłącznie dofinansowanie odżywek, sprzętu i dojazdów na treningi. Tak, czy inaczej, gdy spojrzymy jakie kwoty państwo przeznacza na sport na tym poziomie, trudno doznać oszołomienia. Trzeba też pamiętać, że w dyscyplinach indywidualnych, jak na przykład tenis ziemny, osiągnięcie sukcesu, nawet na miarę Mistrzostw Polski, nie mówiąc o wygrywaniu choćby najmniejszych turniejów poza granicami kraju, wiąże się z poważnymi nakładami, które przez lata ponoszą najbliżsi. Sponsora ze świecą szukać, chociaż  wyjątki się zdarzają.</p>



<p>Obraz tego konstruktu, zwanego szumnie &#8222;sportem akademickim&#8221;, w konkretnych liczbach, pokazuje dość dobrze zestawienie z raportu NIK za 4 lata 2017-2021 (do 31 marca), zamieszczone <a href="https://forumakademickie.pl/sport-akademicki/sport-akademicki-pod-lupa-nik/">na Forum Akademickim</a>.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="693" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-693x1024.jpg" alt="" class="wp-image-1465" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-693x1024.jpg 693w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-203x300.jpg 203w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-360x532.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania.jpg 746w" sizes="(max-width: 693px) 100vw, 693px" /></figure>



<p>Spójrzmy zatem, jak to się ma do sportu akademickiego za oceanem. Najpierw takie zestawienie:</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-1024x1024.jpeg" alt="Zestawienie najpopularniejszych sportów w USA.
" class="wp-image-1467" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.statista.com/chart/28107/sports-followed-by-americans/">statista</a></em></figcaption></figure>



<p><br>Warto zobaczyć, które dyscypliny sportowe cieszą się największą popularnością. Dlaczego? W filmie „Rejs”, inżynier Mamoń stwierdził: „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”, podobnie w USA, gdzie myśli się w kategoriach biznesu, preferencje społeczne są oczywistym wyznacznikiem inwestowania dużych pieniędzy. Ale przecież upodobania da się kształtować. Pełna zgoda, tylko nie zawsze tego rodzaju „lokata” da wystarczającą stopę zwrotu. Przy poniższych kwotach nie ma żartów. Wystarczy popatrzeć na grafikę:</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1468" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.statista.com/chart/25236/ncaa-athletic-department-revenue/">statista</a></em></figcaption></figure>



<p><em>Zacytuję fragment komentarza ze strony </em><a href="https://www.statista.com/chart/25236/ncaa-athletic-department-revenue"><em>statista.com</em></a><em>:<br><br>W Stanach Zjednoczonych&nbsp;</em><a href="https://www.statista.com/topics/1436/college-sports-ncaa/" target="_blank" rel="noreferrer noopener"><em>sporty uniwersyteckie</em></a><em>&nbsp;– zwłaszcza futbol amerykański i koszykówka – odgrywają znacznie większą rolę niż w innych krajach, niemal na równi ze sportami zawodowymi.&nbsp;Uniwersytety wspólnie generują miliardy dolarów z umów telewizyjnych, sponsoringu i sprzedaży biletów, a łączne przychody wygenerowane przez wydziały sportowe NCAA w 2019 roku wyniosły 18,9 miliarda dolarów.&nbsp;W wielu przypadkach trenerzy piłki nożnej i koszykówki zarabiają miliony dolarów rocznie, podczas gdy sportowcy są zmuszani do utrzymywania „statusu amatora”.</em></p>



<p>Tak w istocie było jeszcze całkiem niedawno. Ustawa z 1 lipca 2021 roku zmusiła jednak federację sportu akademickiego &#8211; National Collegiate Athletic Association (NCAA) do przyjęcia zmian. Dotąd sportowcy z college&#8217;u mogli przyjmować wyłącznie stypendia pokrywające koszty studiowania na uniwersytecie, wliczając w to pokój, wyżywienie i książki oraz czesne, które zwykle wynosi kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Nowo przyjęta polityka NIL umożliwi najlepszym sportowcom zarobienie wielokrotnie więcej, zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych, kiedy umowy reklamowe często przekraczają pensje sportowców.</p>



<p>Niewiele ponad 1,5 miliarda dolarów wynagrodzeń dla studentów – uprawiających najbardziej ukochane przez Amerykanów dyscypliny, w całej tej układance stanowi kwotę śmieszną, jeżeli roczne przychody NCCA w 2019 roku sięgały prawie 19 miliardów USD.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy jesteśmy ubogim krewnym?</strong></h2>



<p>Ależ skąd! Nie nie możemy sobie aż tak pochlebiać. W porównaniu ze sportem akademickim w USA raczej jesteśmy żebrakami. Na usprawiedliwienie trzeba od razu dodać, że prawie dziewięciokrotnie większy ludnościowo kraj, trudno porównać do Polski nie tylko pod względem ekonomicznym, czy sportowym, lecz przede wszystkim w kwestii podejścia do biznesu. Gdy przyjrzymy się dokładnie, co oglądają na szklanym ekranie Polacy, a ściślej jaką sieczkę są w stanie przyjmować z telewizora przez wiele godzin, zaryzykuję twierdzenie, że przyzwoicie zrobiony show sportowy, mógłby mieć sporą oglądalność. Skąd taka odważna prognoza? Jeśli druga liga piłkarska posiada rzeszę swoich fanów, którzy niezmiennie zasiadają przed ekranem, a kibicują często drużynom także z niższych dywizji, chętnie obejrzeliby swoich ulubieńców. A co z widzami zakochanych w innych, mniej popularnych dyscyplinach? Liczbę kibicujących polskim siatkarzom przecenić trudno. Na żywo śledzi zmagania bardzo wielu rodaków i potrafią zapełnić część obiektów także w Europie, czy gdziekolwiek na świecie, jeśli grają w mistrzostwach Polacy. Czy gdyby pojawiły się regularne relacje, niekoniecznie nawet ze stałych rozgrywek akademickich, ale z turniejów z odpowiednią oprawą i konkursami włączającymi także telewidzów i tych, którzy kibicują na żywo, nie byłoby sporej oglądalności? To wyłącznie kwestia pomysłu. Rzecz jasna, w mniejszej skali, niż ma to miejsce w USA, bo i budżet i liczba telewidzów do „zagospodarowania”, nieco inna. Jednak sukces tak starego programu, jak choćby „Gwiazdy tańczą na lodzie” (trzy edycje), czy podobnych reality show, gdzie konkurencje sportowe łączyły się z muzyką, z pewnością dają do myślenia. „Ale przecież tam występowali celebryci i aktorzy, więc to coś innego”. Przeciwnie! Wszak rywalizację lubimy oglądać na różnych poziomach, a gwiazdy, jak wiemy, kreowane są (nie tylko w Polsce) często zupełnie z niczego. Mamy setki „gwiazdek” znanych raczej ze skandali, niż pozytywnych działań, więc na niwie sportowej, przede wszystkim wśród młodych ludzi, dałoby się wyłowić nowe talenty. Mecze w ramach turniejów, ze znanymi dziennikarzami prowadzącymi relację, połączone z różnymi konkursami sprawnościowymi, jak wsady w koszykówce, albo rzuty za 3 punkty (w każdej dyscyplinie da się coś podobnego znaleźć – proszę obejrzeć choćby program Turbo-Kozak), przy organizacji cyklicznej, na pewno miałyby swoją widownię. I wcale nie chodzi o stworzenie wielkiej ligi, bo to byłoby trudne. Raczej o odpowiednie zagospodarowanie i pokazanie tego, co już posiadamy. Kiedyś można było oglądać transmisje z rozgrywek tenisa stołowego, czy futsalu. Oczywiście, na dość wysokim poziomie. Dziś też się to zdarza, ale rzadziej i zwykle tylko przy okazji imprez międzynarodowych. Czy jednak pierwsza liga nie prezentuje wystarczającej jakości, by chcieć się nią emocjonować? Niektórzy  postawią pytanie: „A któż to będzie oglądał i kto zainwestuje w takie transmisje?” Odpowiedź jest banalnie prosta. Wystarczy zrobić badania rynku dotyczące popularności i chęci obejrzenia relacji z różnych wydarzeń sportowych. W dobie internetu i streamingu, można obniżyć koszty pojedynczego przekazu do około dwóch, maksymalnie trzech tysięcy złotych, nawet przy użyciu 4-5 kamer, więc nie potrzeba „wypasionej” transmisji z wozem i realizatorem z najwyższej półki. Znam ludzi, którzy podobne rzeczy robią na naprawdę wysokim poziomie, w bardzo rozsądnych cenach, a przy umowie cyklicznej można by je jeszcze obniżyć. „Tylko po co to robić, jeżeli nie da się porządnie zarobić?” – padnie kolejne pytanie sceptyka. Właśnie po to, by dać sobie i zawodnikom, szansę na spopularyzowanie zawodów, a sponsorom na wykupienie płatnej reklamy. W Stanach ten biznes także nie wziął się z niczego. Gdyby choć niewielka część wpływów mogła trafiać w przyszłości do zawodników, po pewnym czasie maszyna ruszyłaby z miejsca na dobre. Rynek jest płytki, ale jak widać, udało się przecież wypromować siatkówkę, piłkę ręczną, czy koszykówkę, które wcześniej żadnymi narodowymi sportami nie były. Jasne, że do rozpoczęcia takiego biznesu trzeba dobrej woli i cierpliwości wielu ludzi, zwłaszcza inteligentnego inwestora oraz sprawnego zespołu, bo bez marketingu nie uda się zbyt wiele osiągnąć. Świadomość, że do przyszłej konsumpcji wpływów można będzie przystąpić najwcześniej po roku, a może później, jest bolesna. Jednak profity z popularyzacji dyscypliny, czy samych klubów, a wreszcie też młodych sportowców, których obejrzy kilkaset, albo kilka tysięcy nowych kibiców, a potencjalnie kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy widzów, też trudno przecenić.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zawodowcy zbierają wszystko?</strong></h2>



<p>Czy łatwo jest zmonetyzować niszową dyscyplinę sportu? Dziś wszyscy jednym tchem wymienią szereg tych, które osiągnęły sukces. Ale początki nie zawsze były proste. Przewagę mają, rzecz jasna, konkurencje globalne. W piłkę nożną, albo w tenisa, choć to dwa różne bieguny, gra się przez cały rok na całym świecie. Oczywiście, koszykówka, baseball, czy football amerykański i kilka innych sportów drużynowych również uczestniczy w „podziale tortu”. Jeśli nawet nie w Stanach, to w Europie uzyskały dość mocną pozycję, jak choćby piłka ręczna czy siatkówka, popularna już niemal na każdym kontynencie. Bronią się też całkiem dobrze sporty zimowe, chociaż nie wszystkie. Skoki narciarskie tracą na popularności, więc i nagrody są niższe. Zawodnicy się wycofują i kończą kariery. W mocnym przez dekady Turnieju czterech Skoczni nie można już dziś wygrać samochodu. Cóż, dość trudno porównać dyscyplinę uprawianą w 18 krajach, do tych, wymienionych wyżej. Skoki na igielicie, to tylko namiastka konkurencji zimowych i puchar letni zawsze raził sztucznością. Pomimo wszystkich zastrzeżeń, są jednak kibice, którzy chętnie obejrzą transmisję, czy to latem, czy zimą. Odpowiedź na pytanie, dlaczego w Ameryce się udało, a w wielu innych państwach niekoniecznie, przynajmniej w części, znajdziemy na poniższych grafikach.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1470" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Dominacja sportowców amerykańskich, jeśli zestawimy zarobki liczone łącznie, czyli zarobione na boisku, korcie, czy parkiecie oraz poza nim w ciągu poprzedniego sezonu, licząc od maja 2021 do maja 2022, jest niepodważalna. Na czele listy mamy aż 35 atletów z USA, „aż” 3 przedstawicieli Zjednoczonego Królestwa, a dalej już tylko po jednym zawodniku z kilkunastu krajów. Ciekawsza jest jednak kolejna statystyka, ponieważ pokazuje konkretne gwiazdy wśród sportowców w następnym roku.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiający zawodnicy w 2 sezonie 2022-23" class="wp-image-1471" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Należy zwrócić uwagę na dysproporcje pomiędzy przychodami z samego uprawiania konkretnej dyscypliny, a tymi z innych obszarów (przede wszystkim z reklam). Widać jasno, że z boksu i golfa „da się wyżyć” jedynie pod warunkiem dyspozycji sportowej, a reklama stanowi niewielką część wpływów. Inaczej, niż w przypadku koszykówki, czy piłki nożnej, chociaż Kylian Mbappe jeszcze musi nad kontraktami reklamowymi trochę popracować. <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Za to u pań mamy sytuację jeszcze bardziej kuriozalną. Część zawodniczek wcale nie musiała zarabiać biorąc udział w jakichkolwiek zawodach.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiające zawodniczki w 2022 roku
" class="wp-image-1473" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Wprawdzie amerykańsko-chińska narciarka dowolna, Eileen Gu oraz gimnastyczka Simone Biles wzięły udział w jakiś pojedynczych zawodach, ale widać, że nie musiały tego robić. Podobnie zresztą, jak siostry Williams. Natomiast Naomi Osaka i Emma Raducanu szczególnie nie nagrały się w tenisa w ubiegłym sezonie, bo ponad 95% wpływów pochodziło z reklam. Trapione problemami zdrowotnymi, nie miały w 2022 roku szans na większe sukcesy na korcie, a w tym również się nie uda. Naomi spodziewa się dziecka, a Emma zdecydowała się poddać zabiegom chirurgicznym po nieudanym początku sezonu. Szokować może wielkość przychodów, choć w obu przypadkach jest to w znacznej części zasługa pochodzenia. Naomi, Chinka mieszkająca w USA, jest już po zdobyciu kilku tytułów wielkoszlemowych, swego rodzaju ikoną w obu krajach. Z kolei Raducanu, z racji swoich rumuńsko-chińskich korzeni oraz brytyjskiego obywatelstwa, świetnie radzi sobie na dużych rynkach reklamowych, a można jeszcze dodać, że urodziła się w Toronto…</p>



<p>Nieco więcej musiała się napracować najmłodsza w tym towarzystwie Coco Gauff, choć największym tytanem pracy okazała się nasza Iga Świątek, podnosząc z kortu aż ponad 2/3 swoich przychodów. To niestety nie jest wyłącznie kwestia pracowitości utalentowanej raszynianki. Po prostu konkurowanie w liczbie zarobionych milionów dolarów z przedstawicielkami Chin, czy USA, nie było możliwe nawet przy tak fantastycznych wynikach jak wygranie 37 meczów z rzędu, dwa tytuły wielkoszlemowe i 5 zwycięstw w prestiżowych turniejach oraz pozostawanie numerem jeden od kwietnia 2022.</p>



<p>To doskonale pokazuje, dlaczego w Stanach, czy innym dużym kraju, łatwiej sportowcom zrobić biznes. Sukces sprzedaje się po prostu znacznie lepiej, jeśli to NASZ sukces. Trudno się więc dziwić Amerykanom, że chętniej będą się identyfikowali z własnymi sportowcami, a w konsekwencji kupią reklamowane przez nich produkty. Tak to działa. Jednak bynajmniej nie oznacza, że nie jest możliwe wypromowanie zawodnika w państwie znacznie mniejszym, a nawet lokalnie, w konkretnym regionie. Z pewnością warto próbować. Rzecz jasna z osiągnięciami na arenie międzynarodowej jest znacznie łatwiej, a przypadek Novaka Djokovica jest tu znakomitym przykładem. Serbia nie należy do europejskich potentatów gospodarczych. Nie może też konkurować ludnościowo, a jednak ma sukcesy w sportach drużynowych, a jeśli chodzi o tenis, poniższe zestawienie musi budzić szacunek.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiający tenisiści. Przychody w trakcie kariery zawodniczej." class="wp-image-1480" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Na dowód, że nie tylko inflacja, ale rosnąca popularność konkretnej dyscypliny sportu decyduje o wartości nagród można przytoczyć jeszcze takie zestawienie. Jak rosła wartość premii za zdobycie Pucharu Świata w piłce nożnej.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-1024x1024.jpeg" alt="Jak rosła wartość premii za zdobycie mistrzostwa świata w piłce nożnej." class="wp-image-1482" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Brutalna prawda</strong></h2>



<p>Teza, że liczą się głównie pieniądze, nie jest wyssana z palca, zwłaszcza kiedy spojrzymy na te kilka wcześniejszych grafik. Faktem jest, że pieniądz rządzi światem i ta wyświechtana maksyma ma swoje uzasadnienie. Niektórzy jednak łapią się za głowy, uważając, że w sporcie doszło do patologii. Jak można płacić jakiejś „smarkuli” miliony za to, że nauczyła się przebijać żółtą piłkę na druga stronę siatki? Albo, skąd pomysł, żeby dziewiętnastoletniego piłkarza nabyć za 120 milionów euro? Ale to nie są zwykłe fanaberie zadufanych w sobie właścicieli klubów, chociaż prywatne ambicje mają tu pewne znaczenie. Bilans musi się jednak zgadzać, więc nikt nie płaci olbrzymich kwot tylko dlatego, żeby ustanawiać jakieś rekordy. Zwrot z inwestycji zwykle następuje w określonym czasie, chociaż zdarzają się wyjątki, czy to spowodowane kontuzjami, czy błędami w ocenie przydatności konkretnego zawodnika do zespołu. Wielu, zwłaszcza sfrustrowanych swoim życiem, widzów, czy internautów, zazdrości gigantycznych czeków uwielbianym, a czasem znienawidzonym i hejtowanym sportowcom. Trzeba to przyjąć na chłodno. Nikt nie zabrania nikomu, by spróbował swoich sił i trenował przez kilkanaście lat wybraną dyscyplinę. Trzeba uświadomić sobie, że skoro na świecie tenisa uprawia ponad 87 milionów ludzi, a kilkaset tysięcy poświęca się treningom i rywalizacji sportowej na serio, w wymiarze kilku godzin dziennie, to być może zawodniczka, która przez 60 tygodni potrafi utrzymać się na fotelu pierwszej rakiety globu, zasługuje jednak na szacunek i każdego zarobionego dolara? W moim przekonaniu, na pewno tak! Ale również tenisiści z drugiej, a nawet trzeciej, lub piątej setki rankingu, jak i piłkarze z czwartej ligi, również mają prawo do wynagrodzenia, o ile znajdzie się klub, czy sponsor, który im zapłaci. Jeśli traktują swoją pracę serio, czemu mieliby nie czerpać z niej profitów? Brutalna prawda jest jednak taka, że pieniądze nie przekładają się bezpośrednio na wyniki. Zawodniczka taka, jak Iga Świątek rodzi się raz na kilka lat. Tutaj ma znaczenie cały szereg okoliczności, w których talent i pracowitość muszą się spotkać z odpowiednią konstrukcją psycho-fizyczną oraz właściwym zespołem ludzi. Dopiero wówczas jest pewna szansa na sukces, choć gwarancji nadal nie ma żadnej. To dlatego sponsorzy wolą inwestować najwięcej w osoby już ukształtowane, które osiągnęły określony poziom sportowy i emocjonalny.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Czy dali się wykorzystać?</strong></h3>



<p>W tytule zapytałem, czy sportowcy dali się wykorzystać? Można by nawet pójść dalej, bo wielu w istocie stało się marionetkami w rękach globalistów. To być może nie do końca sprawiedliwa ocena. Z pewnością nie wszyscy. trzeba jednak odnotować ze smutkiem, że w trakcie mniemanej pandemii, nie było chętnych, aby stanąć w świetle jupiterów i powiedzieć, czy to na boisku, korcie, czy konferencji prasowej, że nie godzi się przymuszać najzdrowszej na świecie części populacji, do szprycowania w imię jakiegoś niewyjaśnionego bliżej celu. Zwłaszcza celu kompletnie urojonego, nie mającego z rzeczywistością nic wspólnego. Jak przypomniałem na wstępie, wielu zawodników i zawodniczek splamiło się udziałem w promocji śmiercionośnych zastrzyków, lockdownu ( słynna akcja #zostańwdomu), czy noszenia szmat na twarzy. Wydawać by się mogło, że na pewnym poziomie przychodów, można już sobie pozwolić na niezależność. Dlaczego więc jedynym, który powiedział NIE, był właśnie Novak? Ktoś będzie bronił tezy, że on mógł, bo zarobił najwięcej. Nieprawda! Są znacznie bogatsi sportowcy, nie tylko w USA. Lecz czy konieczne są przychody sięgające dziesiątek milionów dolarów za sezon? Czy nie wystarczy uzyskać dziesiątą część takich wpływów, a nawet niechby i setną, aby uznać zdrowie i życie innych, czy przynajmniej własne, za wystarczający powód do sprzeciwu?</p>



<p>Oczywiście, niektórzy naprawdę uwierzyli, że to wszystko w interesie innych i powinni dawać dobry przykład. Ale musieli przecież widzieć kłamców, którzy w mniejszym gronie zrzucali z twarzy szmaty i świetnie się bawili nie zważając na obostrzenia. Mieli też okazję przekonać się, jak śmieszne i żenujące okazywały się sytuacje z wielokrotnym testowaniem, przynoszącym kompletnie losowe wyniki. Nie dostrzegali, w jaki bandycki sposób krzywdzono ich kolegów zabraniając wyjścia na kort, bo zjedli śniadanie w tym samym hotelu, co kompletnie zdrowy, ale nieszczęśliwie „wytestowany” zawodnik, czy zawodniczka? I co? Zero refleksji? A może jednak obawa, że ich zawieszą, wyrzucą, przerwą karierę, itd.?</p>



<p>To wszystko mogło mieć i chyba miało jakiś wpływ na podejmowanie złych i szkodliwych decyzji. Nie stali się wzorem do naśladowania, za to z pewnością przysłużyli się właśnie globalistom, którzy mogli stosować tresurę bez obaw i ograniczeń. Owszem, organizatorzy płacili zawodnikom sporo mniej, bo wpływy w turniejach, czy rozgrywkach ligowych bez publiczności były ograniczone. Coś jednak można było zarobić… Innymi słowy, pieniądz okazał się silniejszy, niż przekonania, czy przyzwoitość. Wiem. Obrońcy będą krzyczeć, że przecież zawodowcy żyją z uprawiania sportu. Czym więc mieliby się różnić od nauczycieli, czy lekarzy? To prawda, że wielu zawodników czuło presję finansową. Mieli kredyty, jak inni, czasem przerwy z powodu kontuzji, a jeść i utrzymać rodzinę jakoś trzeba. Nie wszyscy zarabiali miliony i to zrozumiałe, choć każdy ma wybór. Wielu lekarzy zaryzykowało nawet życie swoje i bliskich, wcześniej stawiając na szali całą karierę, aby mówić prawdę i leczyć pacjentów. Uprzedzić ich także o zagrożeniach, jeśli poddadzą się &#8222;szczepieniu&#8221;. Pisałem jednak przede wszystkim o tych sportowcach, którzy już swoje zarobili i mogliby całkiem śmiało zrobić sobie przerwę, a jednak strach zwyciężył. Novak Djokovic nie dał się stłamsić. Zyskał szacunek środowiska i jednocześnie stał się zagrożeniem dla bandytów z Australii, czy innych miejsc. Jest niewątpliwie inteligentnym gościem i doskonale wiedział z jakim ryzykiem się to wszystko wiąże oraz jaki wpływ jego decyzja może mieć na innych. I właśnie dlatego powinniśmy być mu wdzięczni.</p>



<p>Na koniec ciekawostka, która pokazuje jakim nonsensem jest dążenie do zrównania stawek kobiet i mężczyzn w niektórych dyscyplinach sportu. Oczywiście, feministki będą krzyczeć, że to skandal, bo przecież mamy równouprawnienie itd. Jakoś trudno przekonać kibiców, żeby oglądali mecze kobiet, najlepiej tak samo często, jak mężczyzn. </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1489" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Naprawdę sądzisz, że dałoby się obronić zrównanie nagród w piłce nożnej? A czy przypadkiem nie ma innych dyscyplin, w których próbuje się wmówić organizatorom, że wypłaty muszą być równe? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/">Czy sportowcy dali się wykorzystać?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Powrót z tarczą i co dalej?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2021/08/11/powrot-z-tarcza-i-co-dalej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 11 Aug 2021 13:25:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<category><![CDATA[igrzyska]]></category>
		<category><![CDATA[sukcesy]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1450</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/08/11/powrot-z-tarcza-i-co-dalej/">Powrót z tarczą i co dalej?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="683" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-1024x683.jpg" alt="" class="wp-image-1451" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-1024x683.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-300x200.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-768x512.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-360x240.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice.jpg 1500w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Fot. Envato.com &#8211; Kibice</figcaption></figure>



<p>Nigdy nie cierpiałem ćwiczeń na drążku, podobnie jak stania na rękach przy ścianie, a próba stójki na głowie skończyła się prawie zawałem serca naszego wuefisty. Ktoś, kto próbował wykonywać prawidłowo takie ćwiczenie, wie o trójkącie, jaki powinien być zachowany pomiędzy punktami podparcia dłoni i głowy. Niestety, mnie się udało oderwać ręce od podłoża, a wówczas kark nie wytrzymał, co mogło mieć konsekwencje, delikatnie rzecz ujmując, niekorzystne, z paraliżem włącznie. Czemu przypominam sobie akurat to, dość traumatyczne przeżycie, po którym nasz ulubiony nauczyciel poprosił mnie, abym już więcej prób nie podejmował, bo on chciałby pozostać na wolności?</p>



<p>Właśnie skończyły się igrzyska. Cóż, dla imprezy ze śladową liczbą widzów w postaci członków ekip poszczególnych krajów, sama nazwa „igrzyska” brzmi dość kuriozalnie. Jednak mamy powody do radości. Grad medali, w tym cztery złote, a do tego rekord sztafety mieszanej i trzeci tytuł naszej Anity Włodarczyk, robią wrażenie. Tym bardziej, że nie zapowiadało się najlepiej. Najpierw szereg kontuzji, a po „wyszczepieniu” kadry zadziałała statystyka i NOP-y wyeliminowały bezpośrednio, bądź pośrednio kilka postaci z poważnymi szansami na medale. Cóż, nie można mieć wszystkiego… Siatkarze i tenisiści, na których kilka osób postawiło pewnie spore pieniądze, wrócili z niczym, zaś sensacyjny Dawid Tomala przywiózł złoto po przejściu 50 km w mistrzowskim stylu, kiedy temperatura pokonała głównych faworytów. Tak bywa…</p>



<p>Wracając do przyczyn, dla których przypomniałem na początku swoje „gimnastyczne przygody”, to zderzenie ich z rzeczywistością przeżywaną obecnie przez młodzież szkolną w różnym wieku, ale i przez studentów. Dla nas, wiele lat temu, te najmniej lubiane elementy wychowania fizycznego, przeplatały się jednak z tym, co „tygrysy lubią najbardziej”, czyli grami zespołowymi. Była koszykówka, trochę siatkówki, choć już bardziej w ramach SKS-u, sporo biegania na różnych dystansach i innych zajęć lekkoatletycznych. Nawet kiedy, czy to celowo, czy ze względu na zastępstwo, pojawiały się tak zwane „zajęcia na macie”, czyli „macie piłkę i grajcie”, byliśmy zadowoleni. Ba! Być może w większości wręcz szczęśliwi. Jednak gra „w nogę”, to coś na co niemal każdy czekał i liczył, że chociaż jakiś fragment zajęć da się spędzić w taki sposób. A dziś? Co szkoła ma do zaoferowania dzieciakom na zdalnym nauczaniu? Jakie zajęcia poprawiające kondycję fizyczną można przeprowadzić przez internet? Może dla dziewcząt prosty fitness w rytm dobrej muzyki, ale to chyba niezbyt wiele… Trening nadgarstka w grach komputerowych? Żarty na bok! Mamy zapaść jeśli chodzi o ten, zresztą nie tylko o ten akurat, element „edukacji”. Cudzysłów nie jest żadną przesadą, bo przecież NIKT nie wymyśliłby sobie gorszej możliwości nauki, a już z całą pewnością trudno by było znaleźć kogoś, kto przewidział, że taki „model” można kontynuować przez kolejne lata. Wszystko wskazuje na to, że władze, nie specjalnie ukrywając przed opinią publiczną swoje zamiary, do takiej kontynuacji z premedytacją dążą.</p>



<p>O co tutaj chodzi? – mógłby spytać ktoś, kto nagle przebudził się z letargu, albo wrócił ze Szwecji. Czy naprawdę należy dręczyć młodych ludzi w tak przemyślny sposób? Do czego to doprowadzi? Zagadnienie jest szersze i zapewne nie ma zbyt wiele wspólnego (o ile w ogóle cokolwiek) z sytuacją epidemiologiczną w kraju obecnie, czy w przeszłości. Dane są przerażające i nie pozostawiają złudzeń. Gwałtowny wzrost liczby depresji i samobójstw wśród młodzieży (25% licząc rok do roku), pogorszenie kondycji fizycznej i ogólnie zdrowotnej, to fakty nie tylko statystyczne. To dramaty wielu rodzin i nie specjalnie mogły poprawić to krótkie wakacje, bo nie każdego rodzica stać na zapewnienie choćby minimum aktywnego wypoczynku poza domem, swoim pociechom. Niektórzy stracili pracę, stabilizację ekonomiczną itd. Były też dramaty związane z brakiem dostępu do służby zdrowia, co nie pomogło, a wiemy, że tylko z tego powodu życie straciło ponad 150.000 osób, chociaż liczba 165.000 wydaje się bardziej adekwatna. Dodajmy, to tzw. „nadmiarowe zgony” bez związku z zachorowaniem na najmodniejszą w tym sezonie chorobę!&nbsp; No, dobrze, ale co to ma wspólnego z igrzyskami?</p>



<p>To akurat jest bardzo proste i oczywiste. O ile dziś, patrząc na wyniki naszych reprezentantów nie musimy się obawiać, że w Paryżu za trzy lata będzie dużo gorzej, bo kadra w większości jeszcze dość młoda, o tyle już perspektywa siedmiu, czy jedenastu lat (jeśli będą jeszcze wówczas jakiekolwiek igrzyska w znanej formie), jawi się raczej w ciemnych barwach. To, co dziś zrobiono młodym ludziom MUSI znaleźć odbicie w przyszłości. Nie chodzi zresztą tylko o brak dostępu do normalnych zajęć wychowania fizycznego, czy kontaktu ze sportem na żywo, jak choćby oglądanie zawodów na stadionach. Bardziej o to, że ZABITO w wielu uczniach pragnienie rozwoju w tym kierunku. I niech nikt mi nie próbuje wmówić, że ci najbardziej zdeterminowani i tak trenowali (być może, jak to ujął kiedyś Jerzy Janowicz „po szopach”), a miłość do sportu jest silniejsza itd. Podobne dyrdymały nie mogą być usprawiedliwieniem zbrodni, jaką się obecnie wykonuje na kolejnym pokoleniu Polaków.  Tutaj działa STATYSTYKA! Szansa znalezienia talentu wśród miliona dzieciaków jest większa, niż wśród 10 tysięcy, to chyba oczywiste, prawda? Nie trzeba tłumaczyć, że popularność tenisa wzrosła najpierw po sukcesach Wojciecha Fibaka, a potem Agnieszki Radwańskiej. Że młodych adeptów piłkarstwa nakręca teraz Robert Lewandowski itd. Wcale nie było aż tak cudownie, bo przy obiektywnie niezłym występie, wyprzedziło nas jednak w klasyfikacji medalowej wiele mniej liczebnych nacji (co mogłoby przeczyć postawionej wyżej tezie), lecz wynika to po prostu z większego usportowienia i LEPSZEJ ORGANIZACJI. Samo wybudowanie orlików nie wystarczy… Potrzeba ciągłego wsparcia i właściwej selekcji od początku. A jak jest, powiedziała „niechcący” wspomniana „srebrna Maria”. Nie może być tak, że bezsprzecznie utalentowana zawodniczka, która na poprzednich igrzyskach przegrała medal o 3 centymetry, nie ma prawa do fizjoterapeuty, bo takowy jest na stałe dostępny <strong>wyłącznie</strong> dla VIP-ów. Idąc tym tropem, NAJPIERW trzeba zdobyć medal, a dopiero potem uzyskać wsparcie, a przecież powinno być dokładnie odwrotnie! Ci, którzy odnieśli sukces mają już łatwość w pozyskaniu sponsorów, a co z resztą? W jakich warunkach musiała trenować sama Anita Włodarczyk? Co przeżywali skoczkowie, jak Adam Małysz, czy Piotr Żyła? Przecież znamy ich historie. Gdyby nie pomoc rodzin i wyjątkowa wiara we własne możliwości, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, jaki potencjał w nich drzemał. Ktoś powie, że wiele się zmieniło, bo w skokach jesteśmy obecnie potęgą, a więc droga była słuszna. No, właśnie NIE! Do profesjonalizacji kolejnych dyscyplin dochodziło i wciąż dochodzi bardzo powoli. A gdy już coś się uda osiągnąć, to „rozgrzebana inwestycja” zostaje porzucona. Co się stało z naszym łyżwiarstwem szybkim? Czemu takie tenisistki jak Magda Linette, Katarzyna Kawa, czy Magdalena Fręch muszą sobie „jakoś radzić”? Przecież także miały i nadal mają potencjał, który nie został wykorzystany, a lata lecą… Oczywiście, talent na miarę Igi Świątek zdarza się raz na kilkanaście lat, a może i rzadziej, ale widzimy, że Tunezyjka Ons Jabeur dochodzi jednak do ścisłej czołówki. Czy odstawała od reszty? Nie! Jednak dopiero po ośmiu latach ciężkiej pracy przyszły oczekiwane wyniki! Ale ona jest w swoim kraju ewenementem. U nas „podobno” nastąpił „skokowy” rozwój dyscypliny. I co? Mamy w 38 milionowym kraju dwie zawodniczki i jednego zawodnika w pierwszej setce rankingu! I to ma być sukces? Ktoś powie, że sport indywidualny rządzi się swoimi prawami, a przy tym jest bardzo drogi itd. Zgadza się. Czemu więc w Czechach „jakoś” sobie poradzili? Ale tylko u kobiet, będzie polemizował jakiś sceptyk. Oczywiście, tenis kobiecy u naszych południowych sąsiadów przeżywa rozkwit. Sześć zawodniczek w pierwszej setce, z czego dwie w TOP10 i Petra Kvitova na miejscu 11-tym, a jeszcze kolejnych pięć znajdziemy w drugiej i trzeciej setce. Na tym tle, mężczyźni wypadają słabo, bo Jiri Vesely dopiero na 88 miejscu, ale w TOP 200 jest pięciu Czechów, a tylko trzech Polaków… Przypomnę, że nasz kraj zamieszkuje 3,5 x więcej ludzi. Komentarz zbyteczny. Obawa, że za jakiś czas pozostanie nam wyłącznie taka aktywność, jak tych angielskich kibiców na zdjęciu, wydaje się uzasadniona. Tylko komu będziemy kibicować? Ooo! Na pewno ktoś się znajdzie. Dopingujemy czasem sportowców innych krajów, prawda? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> </p>



<p>Tak! Z Igrzysk w Tokio, jakkolwiek by ich nie oceniać, wróciliśmy z tarczą. Obyśmy nie musieli z kolejnych poważnych imprez pod koniec bieżącej dekady przywozić naszych na tarczy, a nie mam w tej kwestii zbyt dobrych przeczuć…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/08/11/powrot-z-tarcza-i-co-dalej/">Powrót z tarczą i co dalej?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Feb 2021 12:35:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Ubezpieczenia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1425</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/">Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Być może na uważnym czytelniku hasło „Skandal w PZU” nie robi już szczególnego wrażenia, bo przecież takich skandali było co najmniej kilka. Jednak ten, o którym chcę Wam opowiedzieć, jest inny, ponieważ nie dotyczy jakiejś olbrzymiej skali nadużyć związanej z finansami, czy podobnych wybryków, ale szacunku dla rozsądku, polskiego prawa, wyroków sądów powszechnych oraz do klienta i innych towarzystw ubezpieczeniowych.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Wynik równania 2 – 1 = 0 ?</strong></h2>



<p>Oczywiście! Nie wiedzieliście o tym? Wyobraź sobie, że przyjaciółka zaprosiła dzieci na urodziny swojego synka, Jasia. Miały przyjść dwie dziewczynki i koledzy, ale z przyczyn pandemii przybył tylko Piotruś. To nic, pomyślała mama, we dwóch chłopcy też się pobawią. Kiedy tak właśnie się stało, po godzinie weszła do pokoju z torcikiem, mówiąc:</p>



<p>&#8211; Przyniosę zaraz zapałki i zapalimy świeczki, żeby jubilat mógł je zdmuchnąć. – na co Jaś powiedział:</p>



<p>&#8211; To za chwilkę, bo muszę do toalety – i wybiegł z pokoju, zostawiając gościa.</p>



<p>Mama w tym czasie poszła znaleźć zapałki, a po chwili wróciła sprawdzić, czy chłopcy są w komplecie. Okazało się, że Jaś jeszcze nie dotarł, a przy stole siedział sam Piotruś, który dostał właśnie czkawki. Zamiast tortu pozostał pusty talerz i świeczki.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Pytanie: Który z chłopców zjadł tort?</p></blockquote>



<p>Powiesz pewnie, no co za bzdura, przecież wiadomo, że Piotruś, bo Jasia nie było w pokoju. Otóż, prawdopodobnie, stosując logikę wielce czcigodnej pani <strong>Magdaleny Kaczmarskiej</strong> – Specjalistki ds. obsługi szkód, wspieranej autorytetem eksperta, nie mniej czcigodnego pana <strong>Artura Parygi</strong>, okazałoby się, że TORT ZJADŁ SIĘ SAM!&nbsp;</p>



<p>Zatem przejdę do meritum, żeby pokazać w jaki sposób znany, a być może w niektórych kręgach, nawet ceniony, ubezpieczyciel jakim jest PZU próbuje ludzi, kolokwialnie pisząc, „ZROBIĆ W TRĄBĘ”.</p>



<p>A było tak. W kwietniu 2019 roku próbując włączyć się do ruchu, jak to czyniłem od 18 lat, wyjeżdżając z posesji, zostałem najechany przez pędzącego pod prąd współpracownika, a może nawet pracownika, (bo tak zeznał w rozmowie) PZU, który się bardzo spieszył i chciał w związku z tym podpisać oświadczenie o swojej winie. Nie wyraziłem na to zgody, ponieważ na hasło „PZU”, co niektórzy tłumaczą „Pamiętaj Zawsze Unikają (wypłaty)”, dostałem lekkich dreszczy, jako że sam miałem już naście lat wcześniej niezłą przeprawę, a i tak nie odzyskałem całości pieniędzy. Oczywiście, zawsze daję pewien kredyt zaufania, bo minęła dekada, więc i tam mogło się coś zmienić na plus. „Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle …” – śpiewał nieodżałowany Jan Kaczmarek. Wróćmy do zdarzenia. Zatem po jakimś czasie przyjechał radiowóz, a ja wykonałem serię zdjęć z miejsca kolizji, bo, oczywiście, panowie policjanci nie mieli ze sobą nic, prócz bloczka do wystawiania mandatów. Nie przyjmując do wiadomości rzeczywistego przebiegu zdarzenia, jeden z funkcjonariuszy zaproponował mi mandat wysokości 500 zł, ponieważ włączałem się do ruchu, a jego zdaniem, bez względu na okoliczności wtedy wina leży po mojej stronie. Zapytałem w jaki sposób można włączyć się do ruchu inaczej, na co uzyskałem odpowiedź, że jeśli nie ma pełnej widoczności, to trzeba kogoś poprosić, albo wysiąść z auta i sprawdzić, czy przypadkiem ktoś nie nadjeżdża. Tłumaczenie dość kuriozalne, bo przyjmując taki wariant (pomijam fakt, że nie można opuścić auta nie wyłączając silnika, o czym policjant powinien chyba wiedzieć, a czas przejazdu od ulicy, z której skręcił uczestnik zdarzenia, do mojej posesji wynosił około 10 sekund, więc sami rozumiecie…), prawie nikt nigdy by nie wyjechał z żadnej posesji już w mieście średniej wielkości, o większych nie wspominając. Drugiemu uczestnikowi kolizji funkcjonariusz zaproponował mandat 300 zł, który został natychmiast przyjęty (co zrozumiałe, bo przecież pan wcześniej zadeklarował, że to On jest winien). Ja z tego samego powodu mandatu, rzecz jasna nie przyjąłem, co wiązało się z koniecznością ustalenia ewentualnej mojej winy w sądzie.</p>



<p>Już po niespełna 10 miesiącach, hasło: „Wolne sądy!” zrealizowało się w praktyce, bo w istocie są coraz wolniejsze. No, ale przecież drzewiej mówiono „sąd nierychliwy, ale sprawiedliwy”, a może to jednak odnosiło się wyłącznie do Pana Boga. Zapadł więc w końcu wyrok, w którym Sąd I instancji opisał przebieg zdarzenia, z którego wynikało, że kierujący samochodem marki Opel (ja prowadziłem Renault), nie zastosował się do znaku B-2, czyli zakazu wjazdu, ale to ja jestem winien, gdyż nie zachowałem szczególnej ostrożności przy włączaniu się do ruchu. Natychmiast zaskarżyłem orzeczenie, jako że <strong>po pierwsze:</strong> nie było, w moim przekonaniu, wątpliwości (załączone fotografie), że ze swej strony zrobiłem wszystko, co było można, prócz zrezygnowania z jazdy samochodem tego dnia w ogóle. <strong>Po drugie</strong>, moja leciwa renówka, którą bardzo lubiłem, poszła do kogoś, kto mógł ją sobie sam naprawić, bo niestety, dla mnie było to nieopłacalne. Wprawdzie po oględzinach, otrzymałem pismo, z którego jednak wynikało (prócz kosztorysu i zaproponowanej do wypłaty kwoty), że do czasu zakończenia sprawy prawomocnym wyrokiem, nie dostanę nic.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Do końca procesu szlaban na pieniądze!&nbsp;</strong></h2>



<p>I tutaj uwaga, która, jak sądzę jest istotna. Jeżeli zakład ubezpieczeń oszacował koszty, a jego pracownik, jako uczestnik ruchu przyjął mandat, a wiadomo, że procesy ciągną się latami, czemu nie dokonano wypłaty, a w przypadku mojej przegranej, nie zażądano jej zwrotu wraz z odsetkami? To wydawałoby się uczciwe, bo wówczas oba auta mogłyby zostać naprawione i zdaje się, że właśnie po to są ubezpieczenia… No, ale może się mylę.&nbsp;</p>



<p>Idźmy dalej. W drugiej połowie 2020 roku odbyło się posiedzenie Sądu Okręgowego i zapadł prawomocny wyrok w II instancji, w którym sąd uniewinnił mnie od postawionego przez Policję zarzutu. W ustnym uzasadnieniu, Sędzia powiedział: „Miał Pan rację, zachował Pan należytą ostrożność, natomiast nie należy jeździć pod prąd, bo to jest przyczyną wypadków.” (parafrazuję, bo wypowiedź była nieco dłuższa).</p>



<p>Powstał pewien problem, aby ten wyrok w trakcie pandemii do mnie ostatecznie dotarł, ale w końcu przesłałem go do PZU i wymieniona wyżej pani Magdalena Kaczmarska, zapytała mnie drogą mailową o numer konta do przelewu. Potem nastąpiła cisza, a po kilku dniach otrzymałem pismo następującej treści:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Na dzień dzisiejszy nie mogę przyjąć odpowiedzialności za szkodę, ponieważ w aktach szkody nie ma dowodu winy drugiego uczestnika zdarzenia.</em></p><p><em>Podczas rozmowy z Sadem otrzymałam informację, że po apelacji Sąd uznał, że nie jest Pan winny temu zdarzeniu ale jednocześnie nie zasądził winy drugiemu uczestnikowi ruchu.” </em>(pisownia oryginalna).</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Winny się nagle zdematerializował<br></strong></h2>



<p>Czy Państwo sobie to wyobrażacie? Oczywiście, pani Magdalena sobie robi z klienta żarty, bo podstawowa wiedza, którą jednak, może nie każdy, ale pracownik zakładu ubezpieczeń, mieć powinien, to że Sąd nie może orzekać czegokolwiek, ale powinien odnosić się do aktu oskarżenia! A to ja odmówiłem przyjęcia mandatu, więc to mnie wytoczyła Policja sprawę, a nie komuś innemu, zatem Sąd mógł orzec <strong>jedynie moją</strong> winę, bądź niewinność. To jest dość oczywiste. Zresztą nawet gdyby Sąd był upoważniony do oceny zachowania drugiego uczestnika zdarzenia, to nie byłoby takiej potrzeby, ponieważ On już PRZYZNAŁ SIĘ DO WYKROCZENIA, przyjmując mandat karny, a jeszcze wcześniej chciał podpisać stosowne oświadczenie, co nawet przyznał w Sądzie I instancji.</p>



<p>Napisałem do pani Magdaleny Kaczmarskiej odwołanie, uprzedzając zresztą, że to kuriozalne tłumaczenie powinno trafić do annałów historii ubezpieczeń, a na pewno na czołówki gazet i portali. W odpowiedzi uzyskałem opinię wymienionego wyżej eksperta pana Artura PARYGA, choć nie jestem przekonany, czy słowo „ekspert” nie powinno wyglądać właśnie tak, jak obok. Dlaczego? Ponieważ wielce czcigodny „pan ekspert” W OGÓLE nie zauważył wyroku Sądu II instancji, który przesłałem wcześniej i w swoich dywagacjach, nie odniósł się do niego WCALE. Ciekawe ile kosztowała ta „ekspertyza”?&nbsp;</p>



<p>Innymi słowy, PZU odmawia wypłaty z tytułu szkody, której to wypłaty powinno dokonać blisko dwa lata temu, NIE AKCEPTUJE PRAWOMOCNEGO WYROKU SĄDU OKRĘGOWEGO i łaskawie pozostawia mi kolejną drogę sądową, abym udowodnił, że 2-1=1, a nie „0”. Tak właśnie dzisiaj wygląda logika Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Spółka Akcyjna.&nbsp;</p>



<p>Myliłby się ten, kto by uznał, że tutaj chodzi tylko o jakieś „głupie” kilka tysięcy złotych. Nie, nie! Sprawa ma drugie oraz trzecie dno, a może i czwarte, jeśli przyjąć, że sposób załatwienia sprawy jest niewątpliwie denny. Chociaż tutaj bym się sprzeczał, że to nawet nie jest dno, ale coś znacznie poniżej („myśleliśmy, że to już dno, a tymczasem ktoś puka od spodu”).&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Oszczędzamy znacznie większą kasę!</strong></h2>



<p>A jakże! Przecież nie chodzi tylko o moją szkodę, ale o naprawę Opla, który miał przerysowany cały prawy bok i zapewne do wymiany szereg elementów. To nie mogło być tanie, więc zostało wykonane na koszt mojego ubezpieczyciela, którym, bynajmniej nie był Powszechny Zakład Ubezpieczeń. W obecnej sytuacji, rzecz jasna trzeba by było te pieniądze zwrócić, prawda? No, to nie zwracamy, idziemy w zaparte i udajemy, że wszystko jest ok, a może klient da sobie spokój? Właśnie na to liczą. Od wielu, wielu lat! Podobną sytuację miałem dwie dekady temu z moim białym Volvo 740, kiedy wypłacono mi świadczenie w minimalnej wysokości, a po resztę kazali iść do sądu. Chodziło o blisko 3 tysiące złotych, ale wiedząc, że będzie to trwało latami i będę musiał powoływać biegłych na swój koszt, odpuściłem. Ile osób korzysta z sądów, a ile zachowuje się podobnie? Pewnie są w zasobach firmy takie dane statystyczne. Warto by je poznać, bo to pokaże skalę bezprawia.</p>



<p>Idźmy jednak dalej.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Chronimy pracownika, który jechał pod prąd</strong></h2>



<p>I co Państwo na to? Powszechny Zakład Ubezpieczeń, tak, tak, ten sam, który organizuje akcje typu „Bądź bezpieczny!” albo „Odblaski – Dziecko bezpieczne na drodze” itp., PRZYZNAJE, że jak najbardziej popiera jazdę bez patrzenia na znaki zakazu, a co! Są równi i równiejsi. Jeśli to NASZ pracownik, czy współpracownik, będziemy go bronić, nawet gdy się przyzna, że jechał pod prąd. No i co z tego, że jechał? Przecież sąd powiedział, że to wina drugiego uczestnika. HALO! Był jeszcze prawomocny wyrok, w którym jest coś innego! Aaa! Nie, nie, nie! To takich wyroków już nie szanujemy. One są nieważne! &nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong>CZY WIERZYCIE W TE ICH AKCJE? CZY KTOŚ PO TAK KURIOZALNEJ ODPOWIEDZI EKSPERTA JESZCZE KIEDYKOLWIEK UWIERZY, ŻE ONE NIE SŁUŻĄ TYLKO I WYŁĄCZNIE REKLAMIE!?&nbsp;</strong></p></blockquote>



<p>Zamierzam to sprawdzić. Wprawdzie na forach opisywane są różne kurioza z udziałem tego ubezpieczyciela w roli głównej. Powinna powstać strona STOP BEZPRAWIU PZU gdzie można by było zgłaszać swoje, oczywiście udokumentowane, przypadki kontaktu z wymienionym wyżej „towarzystwem”. Mówią, że towarzystwo można sobie wybrać, rodziny nie. No, akurat tym razem znalazłem się w złym towarzystwie, którego nie wybierałem, więc to nie do końca prawda <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Efekt jest taki, że nie odtworzyłem już samochodu, co naraziło mnie na koszty, bo w oczekiwaniu na zakończenie procesu nie mogłem również korzystać z niezbędnego czasem auta w firmie. Być może skończy się tak, że po kolejnych kilku latach odzyskam należność znacznie powiększoną, bo jest oczywiste, że takie praktyki należy karać z całą surowością. Z pewnością te dwa lata nie będą stracone, bo dzięki nowej stronie swoje pieniądze odzyskają setki, a może i tysiące klientów. Dobrze byłoby też zorganizować zbiórkę na pomoc prawną, aby podobne sytuacje, jak ta moja sprzed lat, nie kończyły się podobnie. Mam nadzieję, że nam w tym pomożecie. Zatem do dzieła! Przesyłajcie link do tego tekstu swoim znajomym. Powinniśmy zadbać też o to, aby otrzymał go każdy pracownik i współpracownik PZU. Mają prawo wiedzieć z kim naprawdę przyszło im pracować. Niektórzy wiedzą, ale sądzę, że takie podejście do ubezpieczonych, będzie dla wielu potencjalnych klientów i osób związanych z tym towarzystwem, szokiem i może w końcu zmienią firmę.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Na zakończenie</strong></h2>



<p>Podsumowując ten kuriozalny przypadek, innymi słowy, co właściwie chce powiedzieć Wam Wszystkim Powszechny Zakład Ubezpieczeń? W skrócie wyglądałoby to chyba tak:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„<strong>Możesz jeździć pod prąd, jeśli jesteś pracownikiem PZU, pod warunkiem, że nie zostaniesz skazany. Mandaty przyjmuj spokojnie, bo to nie znaczy, że jesteś czemuś winien! Nie przejmuj się, w razie czego naprawimy Twoje auto na koszt innej firmy i będzie super!<br>I zawsze pamiętaj, że 2 – 1 = 0”&nbsp;</strong></p></blockquote>



<p>A co zdaniem PZU powiedziała mama? Pamiętacie pechowe urodziny z początku tekstu?<br>&#8211; Piotrusiu, czy zjadłeś tort urodzinowy sam?<br>&#8211; Tak, proszę pani. Ale przecież Jaś może sobie go odkupić, prawda?<br>&#8211; Nic nie szkodzi chłopcze, przecież tak naprawdę, nikt nie jest winien. Zresztą, w ogóle nie było żadnego tortu…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/02/13/skandal-w-pzu/">Kolejny skandal w PZU! Kto zjadł tort?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Covid zamordował grypę!</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Nov 2020 21:36:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1406</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/">Covid zamordował grypę!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>To był mord ze szczególnym okrucieństwem. Najpierw padały kolejne rekordy 7, 8, 9, 10 tysięcy, potem groźby, że może być nawet 15 i więcej. Mamy 21 tysięcy z ogonem. No, dobrze, ale czego?</p>



<p>Otóż to! Nowy, a już „mój ulubiony” Minister Zdrowia opowiada raz o zakażeniach, innym razem o zachorowaniach, że niby mu się myli, tyle, że to nie żadna pomyłka! To celowe, karalne w polskim prawie, wywoływanie paniki, a ludzie, przede wszystkim osoby starsze, siedząc przed telewizorami są przerażeni. Przeważnie mieszkają sami, do tego właśnie zostali aresztowani przez ulubionego Premiera. Bez żadnych logicznych powodów oraz bez orientacyjnego choćby terminu uwolnienia. To nie popularne „48 godzin”, ale czekanie w takim zawieszeniu na werdykt, którym może okazać się wizyta na OIOM. Przesada?&nbsp;</p>



<p>Wcale nie. Wystarczy sięgnąć do opracowań naukowych, również <a href="http://www.phmd.pl/api/files/view/1721.pdf">polskich autorów</a>, które podkreślają, że strach wywołuje silny stres, osłabiając układ immunologiczny, często dalece bardziej niż jakakolwiek choroba. Polemika w tym zakresie nie ma sensu, bo to wiedza już powszechna. Tymczasem grupa przestępcza, bo jak inaczej określić kogoś, kto doprowadza do bezbronności i śmierci wielu ludzi, szykuje kolejny lockdown. Zrujnowano służbę zdrowia, a w zasadzie jej resztki, niszczone są kolejne branże, a tysiące firm zakończy działalność jeszcze w tym roku. Jaka perspektywa? Bezrobocie, niespłacone kredyty, rozpad więzi społecznych, fala samobójstw itd.</p>



<p>W tej sytuacji warto pochylić się nad tym, co rzeczywiście pokazują „badania”, na których opierają się kolejne doniesienia medialne. Minister z Premierem do spółki, często też wspierani dodatkowo przez różnych „specjalistów” plotą bzdury i straszą, a przecież te „przerażające” dane, to nie żadna liczba zachorowań, ani nawet zakażeń, ale jedynie LICZBA DODATNICH TESTÓW PCR.&nbsp; Dziś wiemy z całą pewnością, że te testy to wielkie oszustwo! Nie wiemy jednak, dlaczego Rząd udaje, że jest inaczej.&nbsp;</p>



<p>Zacznijmy kolejny raz od początku, bo choć starałem się to wytłumaczyć wielokrotnie, należy mówić o faktach bez końca. Kropla drąży skałę, więc może przebije się to do świadomości czytelników:</p>



<p><strong>Kwestia pierwsza</strong> – metoda PCR, czyli reakcji łańcuchowej polimerazy, której twórcą jest Kary Mullis, uhonorowany zresztą za to odkrycie nagrodą Nobla, nigdy i pod żadnym pozorem NIE MOŻE BYĆ WYKORZYSTANA DO CELÓW DIAGNOSTYCZNYCH. Mówił o tym nie tylko sam twórca, ale nawet, (czasem jeszcze do tej pory) wyraźnie napisane było to na opakowaniach samych testów. Co więcej? Pan profesor Christian Drosten z berlińskiej kliniki Charite, który promował test PCR i od którego WHO przyjęła go w styczniu tego roku jedynie na podstawie symulacji komputerowej (wirus Sars-Cov-2 nie był jeszcze wyizolowany), w 2014 roku mówił w jednym z wywiadów prasowych, że <strong>test jest</strong> <strong>nadmiernie czuły</strong> <strong>i jest w stanie wykryć, nawet po kilku dniach, pojedynczą molekułę RNA wirusa, który nie spowodował zakażenia!</strong> Odnosił się wtedy do „pandemii testów PCR”, która wystąpiła w związku z wirusem MERS w Arabii Saudyjskiej w 2003 roku. Nie od dziś naukowcy z Niemiec, Włoch, USA, Polski i Holandii, mówią coraz głośniej: Te testy mogą dawać wyniki fałszywie dodatnie nie tylko w 80%, jak twierdził dr Stefano Montanari w kwietniu, ale w od 89 do 94% badań! Czy tak powinno wyglądać wiarygodne narzędzie diagnostyczne? Trzeba z całą mocą dodać jeszcze, że ten test NIE PRZESZEDŁ WALIDACJI, która jest wymagana, aby można było uznać go za jakkolwiek wiarygodny i dopuścić do szerokiego obrotu. Nic takiego się nie stało. Wystarczyła opinia WHO, nie poparta NICZYM!</p>



<p><strong>Kwestia druga</strong> – PCR, czy jak się obecnie stosuje częściej RT-PCR, nie daje żadnej informacji na przykład o ilości materiału, który wystarczyłby do zakażenia przez nosiciela jakiejkolwiek innej osoby. Jako, że wykrywa on cząstki bez rozróżnienia (co jest elementem kluczowym), czy są one aktywne, czy też nie, <strong>może równie dobrze wykryć fragment RNA, który nie jest w stanie spowodować zakażenia samego nosiciela</strong>, lub jest pozostałością, na przykład po przebytej grypie.</p>



<p><strong>Kwestia trzecia</strong> – zakażenie, a w tym wypadku lepiej napisać &#8211; nosicielstwo, gdyż jak powiedział sam profesor Drosten, do zakażenia nosiciela wcale dojść nie musiało, nie zawsze spowoduje zachorowanie. Dokładniej rzecz ujmując, zachoruje jedynie od 5 do 20% zakażonych. Widzimy różnicę?</p>



<p><strong>Kwestia czwarta</strong> – jeśli już nawet ktoś zachoruje, to w ponad 80% nie będzie miał objawów, na które zwróciłby uwagę, lub będą to objawy tak lekkie, jak np. katar, czy krótkotrwały ból gardła. Ale przecież, co niezwykle istotne, TYLKO osoby z objawami mogą rozsiewać wirusa, o czym <a href="https://www.bitchute.com/video/zhz2IS0fZMkO/">powiedział w tym wywiadzie dr Anthony Fauci</a>, doradca prezydenta Trumpa, wielki admirator WHO i szczepionki na Covid-19.</p>



<p><strong>Kwestia piąta</strong> – jeżeli wystąpią nawet objawy poważniejsze, to tylko kilka procent chorych będzie w ogóle wymagała hospitalizacji, chociaż należy podkreślić, że bardzo wielu lekarzy &#8211; np. fachowcy z pierwszej linii walki z Covid-19 w USA na stronach America’s Frontline Doctors (<a href="https://stowarzyszenierkw.org/spoleczenstwo/zdrowie/film-z-konferencji-americas-frontline-doctors-o-leczeniu-chorych-na-covid-19-usuwany-z-mediow-spolecznosciowych-przez-cenzure-video-polski-lektor/">konferencję prasową z polskim lektorem można zobaczyć tutaj</a>), ale i lekarze włoscy, mówią wprost, że Covid-19, to choroba, którą można leczyć w domu, nawet w zaawansowanych stanach. Sam mechanizm występującej często duszności został rozpoznany już&nbsp; pod koniec marca tego roku i dokładnie wiadomo, że zestaw kilku leków, które są przez medyków wymieniane najczęściej, takich jak &#8211; heparyna, hydroxychlorochina, kortyzol, wodorowęglan sodu oraz kilka innych preparatów, w tym także polski Arechin działa bardzo dobrze i pacjenci, nawet w wieku powyżej 90 lat wychodzą z tego bez szwanku, o ile nie mieli poważnych chorób współistniejących. W cytowanej wyżej konferencji, jedna z lekarek mówi o <strong>ponad swoich 350 „covidowych” pacjentach</strong>, <strong>w większości mocno posuniętych już w latach</strong>, <strong>z których NIKT nie umarł</strong>!</p>



<p>Skąd zatem cała ta histeria? Czemu nagle otwiera się polowe szpitale, jak ten na Narodowym? Z jakiego powodu codziennie umiera coraz więcej ludzi, ostatnio kilkuset pacjentów?&nbsp;</p>



<p>Może najpierw cofnijmy się i zadajmy inne pytanie: Gdzie są sekcje zwłok zmarłych na Covid-19 pacjentów? Gdzie można znaleźć opublikowane, dokładne statystyki, o które pytał już w maju <strong>profesor Ryszard Rutkowski</strong>?! Jaki jest dowód, że stwierdzony został w 100%&nbsp; choćby JEDEN zgon na Covid-19? Czy koronawirusa stwierdzano u pacjentów wyłącznie w noso-gardle, czy także w drzewie oskrzelowym? Podobnych pytań zadał więcej.</p>



<p>Co za herezja! – krzyknie ktoś – Przecież aż taka mistyfikacja nie byłaby możliwa! Czyżby? W takim razie czemu okazała się możliwa w Nowym Jorku, albo w Bergamo? Gdzie są obecnie te ciała „grzebane” pospiesznie na stadionach? No i gdzie te tysiące ofiar z ciężarówek pełnych trumien we Włoszech? Wszystkie zostały spalone? A to ciekawe? Czy wtedy szpitale nie wyglądały podobnie do tych dziś? Czy nie świeciły pustkami, jako że nie wykonywało się i do tej pory nie wykonuje się w nich od miesięcy prawie żadnych planowych zabiegów? Czy nie zastosowano dokładnie takich samych mechanizmów – czyli wszystkich pakujemy na zakaźny, a potem krzyczymy, że miejsc już brakuje i jest tragedia?!&nbsp;</p>



<p>Niektórym, jak się okazało, ten modus operandi uratował życie, bo przecież mogli umrzeć dużo wcześniej, czy to z powodu komplikacji w trakcie zabiegu, czy złapania innej infekcji, o które w szpitalu nie trudno. Jednak wielu zmarło, a kolejne <strong>tysiące oczekujących na litość pacjentów zakończą życie wcześniej, dokładnie z powodu braku diagnostyki i leczenia</strong>. Tego jesteśmy całkiem pewni, bo mówią o tym dane i onkolodzy, ale przecież także kardiolodzy, czy lekarze innych specjalności. Co do fałszywych informacji serwowanych nam w mediach proponuję zobaczyć jak to się robiło w USA, czy we Włoszech. Ten sam obiekt pokazywano raz, jako szpital w Nowym Jorku, a innym razem, jako placówkę służby zdrowia w Italii. Dlaczego?</p>



<p>A po co zastosowano PCR, czy obecnie RT-PCR, jako „przyspieszoną” formę diagnozy? Jeden z czterech niemieckich prawników – Reiner Fuellmitch, którzy weszli w skład pozaparlamentarnego zespołu(ACU) w Niemczech, komisji badającej nadużycia rządu i wszelkich służb w związku z Covid-19, w swym oświadczeniu opartym na już uzyskanych wynikach, podał informacje dotyczącą właśnie rzeczonych „testów” PCR (cudzysłów nie przypadkowy) oraz zaleceń w jaki sposób mają być one przeprowadzane. Ten krótki materiał pokazuje dość dokładnie czemu to ma służyć. To <a href="https://www.bitchute.com/video/65NmJyAifxzn/">nagranie</a> do obowiązkowego obejrzenia.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Mistyfikacja się nie kończy!</strong></h2>



<p>Pójdźmy dalej. Po co otwierany jest szpital na Narodowym, skoro stoi pusty Szpital Południowy, gotowy do przejęcia funkcji dużego oddziału zakaźnego, po ewentualnych adaptacjach i dołożeniu sprzętu? Czy to ambicja, że skoro był tu już basen, tor żużlowy i sala koncertowa, może być też i szpital? W dodatku to obiekt kompletnie nie nadający się do tego celu i wyjątkowo drogi. Starczy powiedzieć, że&nbsp; na przykład roczny wynajem jednej tylko loży stanowi koszt od 130 do 280 tyś. zł. Wynajem całego obiektu na szczyt NATO w 2016 roku kosztował 26 mln złotych. W takim razie ile milionów, bez oczywistych kosztów adaptacji i sprzętu, musiał zapłacić Rząd za ten „dziwny” kaprys? Ależ nie! To nie jakaś fanaberia, lecz element znacznie większej układanki. Zastanów się, co sobie pomyśli ktoś, nie znający kompletnie realiów, kto naprawdę uwierzył w przekazy medialne i przyjął za prawdę komunikaty o liczbie dodatnich testów, uznając, że chodzi o zachorowania? Czyż nie będzie przekonany, że dzieje się coś złego? A gdy usłyszy, że właśnie zmarło ponad 220 osób, czy ma prawo być przerażony? Tyle, że to nie wystarczy! Należy go wystraszyć znacznie mocniej. Zwykły komunikat, że gdzieś tam, jakiś kolejny szpital jest przygotowywany na wszelki wypadek, nikogo nie poruszy. Ale Stadion Narodowy, owszem! Bo, jeśli Rząd sięgnął aż po tak ogromny obiekt, to widać nieszczęście, które nas dotknęło musi być wielkie. I ono jest olbrzymie! Tyle tylko, że owym nieszczęściem okazuje właśnie obecna władza, sprzedajni politycy i ich akolici, ale z całą pewnością nie żaden Covid-19. On akurat ma z tym wspólnego jedynie to, że został wykorzystany instrumentalnie. Podobnie, jak instrumentalnie zostają wykorzystani teraz obywatele, a ściślej kolejne grupy społeczne i branże. To bezsensowne wydawanie publicznych pieniędzy wcale się nie skończy, bo problemem będzie także personel, nie dlatego, że nie można obsadzić jednego szpitala więcej. Gdyby masowo nie wysyłało się medyków na kwarantannę, byłoby to łatwiejsze. Skoro jednak testujemy każdego, kto się pojawi w okolicy, a do 94% wyników tych „testów” z prawdą nic wspólnego nie ma, to wśród wielu, skrzywdzonych pracowników, muszą znaleźć się i lekarze, i pielęgniarki. Sorry, taki mamy klimat – jak powiedziałaby zapewne mistrzyni gatunku…</p>



<p>Popatrzmy na to co nam opowiadają, w świetle faktów. Podobno mamy stały wzrost zakażeń, jak twierdzi pan minister „rosnących wykładniczo”, choć mam wrażenie, że dziwnym trafem w weekendy przyrost jest liniowy, dlaczego? Czyżby mniej testów?&nbsp; Tak, czy inaczej mamy absolutną pewność, już nie tylko ze Słowacji, Czech, czy Francji oraz od kilku dni, z Wielkiej Brytanii, że żadne obostrzenia w postaci obowiązkowych kagańców NIE DZIAŁAJĄ! Wszędzie widać ponoć gwałtowny wzrost zakażeń pomimo dystansu społecznego i zakładania namordników (tam są naprawdę wysokie mandaty). Oczywiście, mnie akurat to w ogóle nie dziwi, bo wiemy już, o czym pisałem wielokrotnie, że one po prostu działać nie mogą z przyczyn elementarnych praw fizyki i matematyki na poziomie pierwszych klas szkoły podstawowej. Do tego dochodzą jeszcze absurdy związane z testami PCR, które niczego tak naprawdę nie mierzą. O maseczkach więcej można znaleźć <a href="https://naodlew.pl/2020/10/17/zamordyzm-i-namordyzm/">tutaj</a> i w <a href="https://naodlew.pl/tag/koronawirus-maseczki-zdrowie/">poprzednich tekstach</a>.&nbsp;</p>



<p>Można by zadać pytanie najprostsze z możliwych: Skoro ten wirus jest aż tak bardzo niebezpieczny, czemu dotąd nie pojawiły się nigdzie pojemniki na odpady medyczne, jak choćby zużyte maseczki, czy rękawiczki? Kto ma uwierzyć, że kogoś zabezpieczy maseczka używana cały dzień, albo kilka tygodni? Czy typowa „procedura” jaką jest położenie maseczki na stole obok talerza w trakcie posiłku, to też jest jakaś forma „zabezpieczenia” przed śmiercionośnym i zjadliwym koronawirusem? A kto zachowuje się inaczej? Sami lekarze oraz ratownicy medyczni w stołówkach robią właśnie w ten sposób. Bardziej „porządni” chowają maseczkę do kieszeni, a potem zakładają ponownie. Zgroza? W takim razie, jak ma zareagować normalny człowiek, jeśli widzi na szklanym ekranie, że sam Naczelnik państwa, znajdujący się przecież w grupie ryzyka, maseczkę zakłada od czasu do czasu, a posłowie generalnie noszą je głównie w świetle kamer? &nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kto zamordował grypę?</strong></h2>



<p>Powiesz, no dobrze, ale przecież liczba zmarłych na covid wciąż&nbsp; wzrasta, czyż nie? Od kiedy? Według danych rządowych, liczonych na podstawie wystawionych aktów zgonu, we wrześniu było ich o 1000 mniej niż w roku ubiegłym. Dane z połowy października pokazują znaczny wzrost, ale nawet jeśli byłyby wyższe o 10 czy 15%, to nie będzie w tym nic zaskakującego. Mniej więcej w połowie września startuje na serio sezon grypowy, w którym co roku umiera od kilku do nawet 10 tysięcy ludzi. Jak to?! – zaprotestujesz, wszak oficjalne dane mówią o kilkudziesięciu osobach. Zgadza się. Popatrz na te dane na stronie Państwowego Zakładu Higieny i pomyśl, jak to możliwe, że bez względu na to ile milionów ludzi zachorowało, liczba ofiar spada? Ano, właśnie! Szczepionki! One uratowały świat i Polaków. Bzdura! Fakty są takie, że nie testuje się masowo ludzi chorych na grypę, a zgony przypisywane są chorobom, na które pacjenci cierpieli wcześniej, albo powikłaniom (najczęściej zapaleniu płuc). Do tego należy w tym sezonie doliczyć ofiary zamknięcia służby zdrowia, których liczba zacznie w końcu dynamicznie wzrastać, bo od ośmiu miesięcy ludzie nie mogą się normalnie leczyć. Przy czym słowo „normalnie” jest eufemizmem, bo przecież służba zdrowia i bez epidemii była w zapaści. Jednak mam tutaj inną interesującą wiadomość. Spójrzcie na poniższy wykres z oficjalnej strony Państwowego Zakładu Higieny.&nbsp;</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="634" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-1024x634.jpeg" alt="" class="wp-image-1409" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-1024x634.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-300x186.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-768x475.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-360x223.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF.jpeg 1280w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Co to się tutaj wyprawia z naszą sezonową grypą? Nie możliwe! Licząc od 16 marca zaczęła znikać?&nbsp; I to jak?! Jest afera. Głównym podejrzanym, niestety, jest Covid! To on zamordował grypę. Z zimną krwią! Biedna, poczciwa stara choroba nie dała rady. Wobec tak strasznego seryjnego zabójcy okazała się bezbronna. W poprzednich latach mogła sobie pohulać nawet do połowy czerwca. Tu skapitulowała wcześniej. Może Szumowski maczał w tym palce? To hipoteza dość uprawniona. Wszak były pan minister miał różne konszachty z wirusami, o czym wiemy, bo nawet kiedy już zakończył swoją misję, to się z nimi przyjaźnił. Szczeglnie z jednym… Ale spójrzmy co się dzieje w tym roku! Grypa, tak się nauczyła wiosną, że z koronawirusem nie ma co zadzierać, że już nie podskakuje. Żeby było ściślej, to w październiku jest o połowę mniej zachorowań niż rok temu, no i oczywiście najmniej od wielu lat. Nic podejrzanego?</p>



<p>Nie! Uczeni – czyli „dyżurni specjaliści”, na wszystko mają gotową odpowiedź. Przecież to oczywiste. Uratowały nas maseczki! Jest dowód i to bardzo mocny! Oj! Mam złą wiadomość dla tych panów. Spójrzmy ponownie na fakty, tylko broń Boże, na te w telewizji. Wirus grypy ma wielkość około 100 nanometrów, a więc bywa czasem nawet o 1/3 mniejszy od koronawirusa Sars-Cov-2 (90-140nm), czyli co? Maseczki są tak inteligentne, że wiedzą kogo przepuszczać, a kogo nie? Czy też może „eksperci” powinni wrócić do podstawówki i zacząć rozwiązywać zadania typu: Ile razy pomiędzy splotem włókien maseczki wielkości dwóch mikronów zmieści się wirus wielkości 100 nm? Za trudne? No, cóż…&nbsp;</p>



<p>Ale może łatwiej za to będzie w końcu zrozumieć, że NIE MA i w tym roku nie było żadnej pandemii, nie licząc słynnej już pandemii testów PCR? Przepraszam, uniosłem się. Była pandemia. Ta sama co w każdym sezonie, czyli największa światowa epidemia kataru.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Komu wierzyć?</strong></h2>



<p>Wolność słowa w Polsce powoli przestaje istnieć. To nie żart. Ściga się lekarzy, na przykład panią doktor <strong>Annę Martynowską</strong>, za kwestionowanie oficjalnej linii Rządu w kwestii koronawirusa. Wcześniej z powodu mówienia prawdy o szczepionkach, dotknęło to doktora Jaśkowskiego, czy <strong>Huberta Czerniaka</strong>. Na razie żadna izba lekarska nie odważyła się jeszcze pozbawić prawa wykonywania zawodu pana profesora <strong>Ryszarda Rutkowskiego</strong> i profesora <strong>Piotra Kuny</strong>, ani też doktorów <strong>Pawła Basiukiewicza, </strong>czy<strong> Zbigniewa Martyki</strong>, za zadawanie niewygodnych pytań. Całkiem możliwe, że haki są właśnie gromadzone, ale panowie wciąż pracują.&nbsp; Na szczęście! Jednak nie jest to fenomen wyłącznie naszego kraju. Od mediów odcina się znanych naukowców w Niemczech i wielu innych państwach. W USA zwolniono z pracy panią doktor <strong>Simone Gold</strong>, która dała swą twarz akcji America’s Frontline Doctors. Posłuchajcie koniecznie <a href="https://www.bitchute.com/video/rV2jTX9Re6Oh/">tego nagrania</a>, żeby zrozumieć, co się stało? Zatem i w kraju, teoretycznie, najlepiej gwarantującym obywatelom wolność słowa, cenzura ma się znakomicie. Jak napisałem wyżej, nie musisz koniecznie wierzyć lekarzom z 20-letnią praktyką. Jeżeli nie chcesz zaufać profesorom z wielu krajów, także z Polski, masz wybór. Decydujesz, że należy dać wiarę mediom i politykom, proszę bardzo! Zapamiętaj tylko, że ostrzeżeń było wiele. Mam znajomych, którzy znaleźli się w kwarantannie, niektórzy z własnej, nieprzymuszonej woli poddali się testowi PCR. Łatwowierność? Ostrożność? Bez komentarza. Tym razem wylosowali wynik dodatni. Brak objawów? A, co tam… Bywa gorzej, bo coraz częściej ktoś trafia z powodu takiego testu do szpitala, a potem już z niego nie wychodzi, choć wcale nie czuł się chory, albo zakładał, że będzie leczony na coś zupełnie innego, niż Covid-19. Zatem, zanim podejmiesz decyzję, czy koniecznie chcesz sobie zrobić test, przeczytaj może choć te dwa teksty <a href="https://naodlew.pl/2020/10/17/zamordyzm-i-namordyzm/">Zamordyzm i namordyzm</a> oraz <a href="https://naodlew.pl/2020/10/24/prosze-zamknac-trumne/">Proszę zamknąć trumnę!</a> Wejdź też na wskazane strony, bo to kopalnia wiedzy. Warto że też obejrzeć krótki film z 10.X.br, gdzie prócz niemieckiego lekarza <strong>Heiko Schoeninga</strong> wypowiadają się <a href="https://banned.video/watch?id=5f89e0dc32cdbe13b341a897">medycy z innych krajów</a> (tutaj tylko po angielsku). Oficjalna strona ACU (pozaparlamentarnej komisji z Niemiec) działa i można na niej znaleźć coraz więcej materiałów ułożonych chronologicznie (część z polskimi napisami).&nbsp; Wystąpienia lekarzy z kilku państw, ale też innych specjalistów i prawników. Debata w Polsce z udziałem sześciu medyków nie tylko z Europy, to również <a href="https://wrealu24.tv/film/pilne-mega-debata-lekarzy-i-ekspertow-ws-pandemii-covid">bardzo interesujący program</a>, który gorąco polecam. Również ten, obowiązkowy film &#8211; świetny dokument o pandemii.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie zostawiaj wiedzy dla siebie</strong></h2>



<p>To bardzo ważne, bo przebijanie się przez ogrom informacji, które do nas docierają, a zweryfikować je, nie zawsze jest łatwo. Często fake newsy znajdziemy również na stronach, gdzie spodziewamy się rzetelnej wiedzy medycznej. Zdrowie wydaje się, zwłaszcza obecnie, czymś z czym raczej nie żartujemy. Okazuje się, że nie wszyscy podzielają to zdanie i bywa, że kłamią w sposób niezwykle perfidny. Trzeba to demaskować i dzielić się wiedzą z innymi.</p>



<p>Czemu to tak ważne? Czytamy i oglądamy bardzo różne programy, po czym wracamy do swoich zajęć. Kiedy coś nas poruszy, zdarza się, że dzielimy się informacją z kimś jeszcze. Sytuacja, niestety, nie pozwala nam teraz nie reagować! Tu nie chodzi o to, że ktoś ubije jakiś mały interes, czy „przekręci” jakieś większe pieniądze na respiratorach, albo innym sprzęcie. Mam wrażenie, że w cieniu różnych marszy i zawirowań, toczy się walka o naszą wolność i&nbsp; życie milionów ludzi, którzy cierpią tracąc swoje firmy, pracę, środki do życia i zdrowie. Służba zdrowia nie działa, a przestawienie wszystkiego, aby ratować wyłącznie pacjentów z pozytywnym testem na Covid-19, jest niewiarygodnym nadużyciem. To także gra o życie pacjentów, którzy zostali skazani poprzez złe leczenie, fatalną organizację itd. Wiemy przecież, że respiratory zabiły przy okazji terapii Covid-19 ponad 80% starszych osób we Włoszech, ale też w innych krajach. Nie sądzę, żeby Polska była wyjątkiem, a kolejne urządzenia, wbrew opinii fachowców, jak choćby <strong>profesor Piotr Kuna</strong>, są sprowadzane nadal. Trzeba o nieprawidłowościach i działaniach, które nie służą (eufemizm) Polakom, mówić jak najszerzej. Media głównego nurtu straszą ludzi, a jeśli ktoś próbuje polemizować z ich główną linią, jest uważany za oszołoma, płaskoziemcę, foliarza etc. To oczywiście łatwe nie jest, ale warto to „wziąć na klatę” i cierpliwie tłumaczyć, bo lepszej okazji możemy już nie mieć. Agresywna cenzura staje się coraz bardziej dolegliwa i nie zdziwię się jeśli wkroczy, pod postacią kolejnych regulacji prawnych, także poza Google, Facebookiem i innymi mediami społecznościowymi. Z tym już chyba polemizować się nie da. Co pozostanie? Może poczciwy telefon? To może mieć też swoje dobre strony, bo należy rozmawiać i mieć relacje głębsze niż wpis na Twitterze. Inaczej niewiele się zmieni…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/">Covid zamordował grypę!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Covidowe kłamstwa w natarciu!</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 26 Oct 2020 13:54:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1396</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/">Covidowe kłamstwa w natarciu!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Szkoły są bardzo ważnym elementem utrzymania ciągłości życia gospodarczego, ale one są rozsadnikiem epidemii.” </p></blockquote>



<p>– powiedział pan minister 22 października. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Dzieci przechodzą to bezobjawowo, przynoszą do domów. To nie jest tylko hipoteza” </p></blockquote>



<p>– dodał minister zdrowia Adam Niedzielski w rozmowie z &#8222;Rzeczpospolitą&#8221;.</p>



<p>Kłamali, kłamią i nigdy nie przestaną kłamać? Pan minister plącze się w zeznaniach, a logiki nie ma w tym za grosz. Pewnie nadal wierzą, że tzw. „ciemny lud” to kupi. Stwierdzenie specjalisty od medialnej propagandy okazuje się wyjątkowo trafne. W istocie, akurat w tym zakresie, wcale się nie mylą! Ludzie zaczynają dzień od sprawdzenia wyników, ale nie żadnych gier liczbowych, ale zakażeń. Chociaż to także gra, z tym, że nie da się w nią nic wygrać. Ściślej, nie da się, będąc po stronie przeciętnego czytelnika, czy słuchacza wiadomości. Ci, którzy są organizatorami tej wielkiej hucpy, już swoje zarobili, a niektórzy „kręcą lody” nadal. Przecież maseczkomaty działają, przyłbice sprzedają się nieźle, a psychoza nakręca handel, przynajmniej takimi artykułami. Wypada mieć nadzieję, że za chwilę nie będą to jedyne przedmioty, które będzie można nabyć bez problemu.&nbsp;</p>



<p>Chwila nieuwagi i mamy od soboty całą Polskę znów czerwoną. Zupełnie jak za komuny… Trochę to gorzka ironia, ale czy rzeczywiście? Tabuny ludzi, którzy wierzą w korona-ściemę, gotowi są nawet oskarżać Rząd o zbyt leniwe działania i zbyt mały radykalizm w walce z rzekomą pandemią. Zaraz ktoś, czytając te słowa żachnie się, że kolejny foliarz i płaskoziemca się pojawił, no bo przecież trupy leżą już prawie na każdej ulicy, szpitale pełne, ruszyła budowa polowych, a ten śmie pisać o jakiejś ściemie. Co za brak delikatności?!&nbsp;</p>



<p>Czyżby? Jeżeli już o empatii i delikatności właśnie, to może należałoby zacząć jednak od tych, którym władza zabrała możliwość leczenia i normalnego dostępu do tak zwanych procedur medycznych, co już skutkuje tragediami, ale musi przełożyć się wkrótce na zwiększoną liczbę zgonów. W przyszłym roku, jak alarmują onkolodzy, umrze z tego powodu co najmniej 12,5 tysiąca pacjentów. Szacunki są bardzo ostrożne, bo niektórzy są zdania, że będzie to nawet 25-30 tysięcy chorych i to tylko z powodu nowotworów! Pan dr Paweł Basiukiewicz – kardiolog, zwrócił uwagę w programie Jana Pospieszalskiego, że u niego na oddziale nie wykonano w ciągu ostatniego półrocza ANI JEDNEGO zabiegu ablacji. W poważnych stanach arytmii serca, jest on niezbędny, a dotąd wykonywano ich kilkadziesiąt w miesiącu. Co dalej? Ilu tych pacjentów zostało skazanych na śmierć? A mówimy o jednej placówce medycznej! Przenieśmy to na resztę kraju. Co z pozostałymi schorzeniami kardiologicznymi, pulmonologicznymi i innymi w całej Polsce? Da się z tym jakkolwiek polemizować? Czy rodziny pacjentów, którzy byli wożeni karetką od szpitala do szpitala, bez pomocy przez wiele godzin, gdyż nie mieli testu na koronawirusa i w końcu przypłacili to życiem, jak choćby 28-letnia kobieta w ciąży, czy 11-latka po zachłyśnięciu się wodą, już nie zasługują na współczucie? Bo nie zmarli na covid, tylko przez covid? Czyż to nie jest skandal? Niech mi nikt nie próbuje wmówić, że życie jakichkolwiek ludzi pozbawionych opieki z powodu zamknięcia służby zdrowia jest mniej warte niż to, które się zakończyło w wyniku tak modnego w obecnym sezonie koronawirusa. Zwłaszcza, że wciąż nie wiemy ile zgonów z powodu Covid-19 miało miejsce naprawdę. Ministerstwo Zdrowia podało we wrześniu łączną liczbę ofiar, bez tzw. chorób współistniejących. Ile? 311 osób, obecnie pewnie około 400, a więc średnio 2 zgony dziennie! Czy ktoś kiedyś słyszał o podobnej epidemii? Zapytam inaczej. Czy gdyby nie media i całe to maseczkowe szaleństwo, zauważyłbyś, że jest w kraju jakakolwiek pandemia?&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Pandemia medialna ma się dobrze</strong></h2>



<p>W Polsce każdego dnia umiera ponad 1150 osób. Czy ktoś pochylał się z taką troską nad innymi chorymi i uczestnikami różnych wypadków ze skutkiem śmiertelnym? Nie słyszałem nigdy podobnego komunikatu w mediach:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong><em>„Dziś w naszym kraju zmarło 1140 osób, z czego 315 na nowotwory, 28 na cukrzycę, 511 na choroby układu krążenia, 33 na zapalenie płuc, 41 na grypę, 9 zginęło w wypadkach, a 110 z powodu smogu, 91 zmarło na nerki i 2 na Covid-19”</em></strong></p></blockquote>



<p>Słyszeliście coś takiego? Nie? To co sprawia, że wszyscy na dźwięk słowa Covid nagle drętwieją i przestają racjonalnie myśleć? Informacja jest lepiej „obudowana” propagandowo? Oczywiście! Prezenter z przejęciem i powagą w głosie oznajmia, że oto właśnie padł kolejny rekord i dziś mamy już ponad 10.000 tysięcy zakażonych! Co jakiś czas jeszcze się z lekkością „pomyli”, jak nasz minister Niedzielski, mówiąc „chorych”, zamiast „zakażonych”. To już Armagedon! Zmarło 91 osób. Wow! Faktycznie robi wrażenie… A 170 osób? Straszne!</p>



<p>Warto rozebrać tę manipulację na czynniki pierwsze. Dokąd testowano 10-15 tysięcy osób dziennie, tylko około 3-4% wyników było dodatnich. Test PCR kompletnie nie nadaje się do celów diagnostycznych, co powiedział sam Kary Mullis, twórca metody, a fakt że jest zbyt czuły i daje fałszywie dodatnie rezultaty, podkreślał jeszcze kilka lat temu sam jego niemiecki autor i promotor, prof. Christian Drosten. Co się stało, że teraz nagle zmienił zdanie? No, nie całkiem ”teraz”, bo historia jest taka, że wysłał swój test do WHO w ostatnim dniu grudnia 2019, a Światowa Organizacja Zdrowia, przyjęło metodę PCR w styczniu, jako podstawową, tylko na bazie symulacji komputerowych! Wówczas nie było jeszcze wyizolowanego wirusa, na którym dałoby się test sprawdzić w sposób obiektywny. No, ale jeśli za czymś stoi taki „promotor”, niczego nie trzeba się obawiać, a już najmniej, prawdy! Można kłamać do woli. Podobnie, zresztą, jak sam przewodniczący tej „szacownej” organizacji czynił na przełomie roku, kiedy wielokrotnie wprowadzał w błąd opinię światową na temat, najpierw wybuchu, a potem przebiegu, epidemii w Chinach. &nbsp;</p>



<p>To tylko początek. Przyjmijmy jednak, nawet kompletnie wbrew oczywistym faktom, bo przecież wiemy, że test wykrywa koronawirusa wszędzie, nawet u zwierząt, w warzywach, czy owocach, lecz dla dalszych rozważań wyobraźmy sobie przez moment, że PCR jest wiarygodny. Cóż więc się takiego stało, że mamy nagle kilkakrotnie więcej zakażonych na każde 10 tysięcy przebadanych? Dość jasno zagadnienie przedstawił <strong>Paweł Klimczewski</strong>, współautor książki „Fałszywa pandemia”, który tworzy modele epidemiologiczne (a ten przedstawiony w marcu sprawdził się idealnie). Jeżeli przy zwiększonej liczbie testów, przekraczającej nawet 80 tysięcy dziennie, mamy tak duży wysyp pozytywnych, oznacza, że liczba nosicieli Sars-Cov-2 jest w naszym kraju po prostu wielokrotnie wyższa. Prawdopodobnie przekroczyła co najmniej 6 mln. To niemal pewne, gdyż od czasu wyborów prezydenckich nie było szczególnych restrykcji, nie licząc tych kretyńskich kagańców, które działają na koronawirusa dokładnie tak samo, jak siatka ogrodzeniowa na komary. Ludzie kontaktowali się ze sobą i co jest naturalne, ten, jak i inne wirusy przenosiły się, co również nikogo dziwić nie powinno, bo tak się dzieje od zawsze. Akurat ten koronawirus, co już wiemy na pewno, nie jest bardziej groźny od innych, a śmiertelność z jego powodu, gdyby przyjąć nawet, że powoduje więcej zgonów niż podaje Ministerstwo Zdrowia, nie przekracza 0,3%. Najpewniej jest jeszcze o wiele niższa, gdyż <strong>liczba nosicieli może po 8 miesiącach sięgać nawet 1/3 populacji</strong>. I to akurat, wbrew pozorom, jest świetna informacja! </p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Odporność zbiorowa nadchodzi?</strong></h2>



<p>Jak możesz pisać, że to dobra wiadomość?! – wrzaśnie jakiś namiętny oglądacz programów informacyjnych. &#8211; Przecież zmarło kolejnych 91 osób! I to tylko jednego dnia!&nbsp;</p>



<p>Nieprawda! Zmarło, jak już wspomniałem, znacznie ponad 1100 osób, z czego być może 7 na Covid-19. Aż siedem? Tutaj bym się nie upierał, bo bardzo chciałbym najpierw zobaczyć wyniki autopsji. Póki co, nie wiedzieć czemu, Ministerstwo nie odpowiedziało dotąd na kolejne listy profesora Ryszarda Rutkowskiego, czyli nawet nie wiemy ile sekcji rzeczywiście wykonano w Polsce z tytułu zgonów na Covid-19 na przestrzeni ostatniego półrocza. Problem nie leży w tym ilu mamy zarażonych, jeśli od 80 do nawet 95% z nich przechodzi „chorobę” bezobjawowo. Kłopotem jest wysoka indolencja państwa, być może zamierzona, gdyż <strong>przez ponad 7 miesięcy nie udało się jeszcze wykonać badań przesiewowych</strong>, aby stwierdzić, jaka jest faktyczna skala zagrożenia. Co otrzymaliśmy w zamian? Żółte i czerwone strefy, z naciskiem na czerwone, bo właśnie żółte już od soboty znikają. Kolejne zamrożenie gospodarki, tym razem pod hasłem, że to nie żaden lockdown, tylko „idziemy środkiem”. Można napisać dosadnie, że płyniemy w centralnym ścieku, tyle, że wzorem niedościgłym dla Premiera Morawieckiego są państwa, które ogłosiły stan wyjątkowy, jak Słowacja, czy Czechy. Zresztą zrobiły to z powodów bliżej nie znanych, ponieważ statystyki, nie licząc oczywiście zwiększenia samej liczby testów, żadnego poważniejszego zagrożenia nie pokazywały. Słowacy zrobili to przy 48 ofiarach Covid-19 przez pół roku, z czego prawdopodobnie bez chorób współistniejących było ich ledwie kilka. Czy to jakaś epidemia?! No, ale już po ogłoszeniu obostrzeń liczba zgonów skoczyła na 61, a potem jeszcze wyżej. Samosprawdzająca się prognoza działa, jak widać, świetnie. W Polsce również. Minister Niedzielski, już bez żadnej żenady, mówi nie o zakażeniach, tylko o zachorowaniach! To bezwzględnie trzeba zgłosić do prokuratury, bo straszenie ludzi i próba wywołania paniki, są karalne i górne zagrożenie sięga 8 lat pozbawienia wolności. Tym nie mniej <strong>fakt, że liczba osób, które miały kontakt z wirusem wielokrotnie wzrosła, to</strong>, powtarzam raz jeszcze, <strong>wiadomość fantastyczna!</strong> Za chwilę uzyskamy jako społeczeństwo odporność zbiorową, którą widzimy w Szwecji, gdzie niemal nikt już nie umiera z powodu Covid-19. Oczywiście, wszystko to pod warunkiem, że ten wirus taką odporność daje, co jest mocno wątpliwe, o czym będzie jeszcze niżej. Ale fakt, że uczymy się żyć z nowym koronawirusem, to bezsprzecznie jest pozytyw. Byłby oczywiście o wiele większy, gdyby władze nie chciały wykorzystywać go, w tak cyniczny sposób, dla swych niecnych celów.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Fake newsy i prosty rachunek</strong></h2>



<p>Gdy dziś, po roku od rozpoczęcia całej „pandemii” w Chinach, z Państwa Środka wypływają krótkie filmy pokazujące, jak to „nieboszczycy” pakowani w worki sami pomagają od wewnątrz te worki przy pomocy suwaka zamykać i gdy znamy historię trumien z Bergamo, które w rzeczywistości pochodziły z Lampeduzy, a na jaw wychodzi coraz więcej podobnych manipulacji, chyba nikt przy zdrowych zmysłach już nie wątpi, że cos tu jest „nie halo”. Jeżeli ta argumentacja kompletnie do Ciebie, drogi Czytelniku, nie przemawia, bo to niby jakieś teorie spiskowe itd., może spróbuj odpowiedzieć sobie na proste pytanie: Jak to możliwe, że <strong>ponad 65.000 kasjerek sieci Biedronka, które obsługują od 100 do ponad 200 klientów każdego dnia, jakoś się dotąd nie zaraziło</strong>. Ani jednego przypadku koronawirusa?! W całej Polsce? Nawet jeżeli podzielisz tę liczbę przez 3, bo w sklepach jest jednak system zmianowy, to licząc tylko 150 klientów na kasjerkę, daje przez 7 miesięcy <strong>minimum 650 mln kontaktów! I nic?</strong> Jak to? No, właśnie! A gdyby tak policzyć jeszcze interakcje pomiędzy samymi klientami, których musi być więcej, bo przecież „zderzają się” ze sobą czasem nawet wielokrotnie, nie tylko w kolejce przy kasie? Jaki inteligentny koronawirus? Brawo! Łaskawy niezmiernie był też w trakcie wieców wyborczych. Urzędujący prezydent odbył setki spotkań i uścisnął tysiące dłoni. O Krzysztofie Bosaku, który fotografował się przez wiele godzin z każdym chętnym wyborcą, nawet nie ma co wspominać, bo tam jeszcze należałoby doliczyć co najmniej kilka osób ze sztabu. Inni kandydaci czynili podobnie. Czy komuś coś się stało? Czy słyszeliście o choć jednej zarażonej osobie na nie mniej licznych wiecach, które przetoczyły się ostatnio przez Polskę 10.X, gdzie demonstracje związane z zamykaniem gospodarki i zamordyzmem odbyły się w 50 miastach? A co z protestami z Berlina, w których wzięło udział ponad milion ludzi? Żadnych zakażeń? Nikt się nie dziwi, ponieważ Premier powiedział latem, że wirus już groźny nie jest?&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Liczba absurdów rośnie!</strong></h2>



<p>Absurdy, których nie wymyśliłby raczej nawet sam Stanisław Bareja, jak choćby konieczność noszenia maseczki od wejścia do lokalu do stolika w każdej restauracji, ale po zajęciu miejsca już nie, czy zamykanie pubów o 22-ej, jakby ten wirus nagle zwiększał swoją aktywność wieczorem, a w lokalach gastronomicznych poruszał się wyznaczoną trasą, a dokładniej tylko pomiędzy stołami, lecz w trakcie konsumpcji odpuszczał, bo przecież jak można zakażać klientów, którzy zapłacili za posiłek, czasem nawet całkiem nie mało&#8230; Inna głupota? Proszę bardzo &#8211; noszenie maseczki na pustej ulicy, ale w parku już nie, pomijając sam idiotyzm z zakładaniem kagańca w jakimkolwiek miejscu i czasie przez ludzi zdrowych, chociaż wiadomo, że maseczka przed wirusem uchronić w żaden sposób nie może (o czym niżej). Czy to wszystko za mało, by skierować cały Rząd i projektodawców durnych i szkodliwych przepisów, na jakieś badania psychiatryczne?&nbsp;</p>



<p>A jednak społeczeństwa wielu krajów, w tym Polski, przeważnie nie tylko pokornie stosują się do tak absurdalnych zaleceń, ale obywatele dość chętnie donoszą na innych, albo wręcz atakują ludzi, którzy się do debilizmu stosować nie chcą. Nie ma dotąd nawet cienia dowodu, (a szukałem przez kilka miesięcy), że maseczka bawełniana, czy ze sztucznego tworzywa, w jakikolwiek sposób zatrzymuje koronawirusa, wyłączając po części model N95, o czym pisałem <a href="https://naodlew.pl/2020/05/03/a-jednak-sie-kreci/">tutaj</a>. To jedyny obecnie dostępny w Polsce, wraz ze znacznie mniej skutecznymi europejskimi odpowiednikami &#8211; FFP1, FFP2 i FFP3, typ maski względnie (bo niewielkim stopniu) zabezpieczający przed wirusem. Te chirurgiczne są już wielokrotnie mniej skuteczne, a pozostałe wcale. Można zapytać ile osób stać na maseczkę N95 (około 5 zł) i jej zmienianie w zalecanym trybie&nbsp; (czyli bez aktywności fizycznej, co 3 godziny) i kto to robi? Warto przy okazji zwrócić uwagę, że maseczki FFP zatrzymują dość skutecznie wirusy o wielkości powyżej 300nm, co pokazuje poniższa tabela zaczerpnięta z publikacji na stronie Medicover.pl. <strong>To ilustracja wyników badania, jakie przeprowadził Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy 1950-2020 w marcu br.</strong></p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="510" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1024x510.jpeg" alt="" class="wp-image-1397" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1024x510.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-300x149.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-768x383.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1536x765.jpeg 1536w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-2048x1020.jpeg 2048w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-360x179.jpeg 360w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Jeśli ktoś nie wie, to przypomnę, że wielkość koronawirusa Sars-Cov-2 zawiera się w przedziale 90-140 nanometrów, a więc swobodnie przechodzi przez tego typu maseczki, chociaż jakaś część patogenu może zostać zatrzymana w przypadku kaszlu, gdyż wirus znajdzie się w kroplach, większych niż odstępy pomiędzy włóknami maski. Niestety, w przypadku aerozoli już tak różowo nie jest, a trzeba dodać, że przy kichaniu, powietrze wydostaje się z nosa z prędkością blisko 400 km na godzinę, więc żadna maseczka, prócz wojskowej, tego nie wytrzyma. Trzeba też pamiętać o wilgotności środowiska, w którym namnażają się bakterie, co sprawia, że podobnie jak w przypadku innych nie zmienianych odpowiednio często maseczek, po 4 godzinach będziemy mieli do czynienia z niezłą bombą biologiczną. Czemu lekarze jakoś nie mówią o tym zagrożeniu zbyt często, a nikt przecież nie sprawdza kiedy właściciel maski zmieniał ją ostatnio. Niektórzy robią to raz na 3 tygodnie! &nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dowody dla dyletantów</strong></h2>



<p>Zwolennikom noszenia kagańców, wśród których jest nawet wielu profesorów medycyny, powołujących się na badania Georga Rutheforda, który wraz z Monicą Ghandi starał się wykazać, że istnieje coś takiego jak graniczna skuteczność dawki patogenu i że osoby zakażające, które noszą maseczki, zakażają jakby nieco mniej, bo znakomita część wirusów zostanie przez te maseczki zatrzymana, warto zadedykować właśnie powyższą tabelę. <a href="https://www.medonet.pl/koronawirus/to-musisz-wiedziec,maseczki-pomagaja-wytwarzac-odpornosc-na-koronawirusa,artykul,74676869.html">W artykule z Medonet.pl</a> przywoływano nawet historię argentyńskiego statku, na którym liczba zakażeń bezobjawowych wyniosła 81%, więc w stosunku do innych pływających jednostek, gdzie pasażerowie nie nosili maseczek, było to o ponad 60% więcej. Innymi słowy, na pozostałych statkach, aż 80% zakażeń miało poważniejszy przebieg. Przykłady te są kuriozalne z co najmniej dwóch powodów. Nie trzeba być profesorem medycyny, aby rozumieć, że na taki czy inny przebieg zakażenia ma wpływ szereg innych czynników, wśród których jest m.in. wiek pasażerów poszczególnych jednostek, indywidualna odporność organizmu, czas przebywania w danym środowisku itd. Do tego trzeba dodać, może nawet przede wszystkim to, że test PCR pokazuje dość dowolne dane i nie wiadomo jakie wirusy znajduje. Test, który nie ma żadnej walidacji pokazuje, jak już wspominałem, wyniki fałszywe nawet w 94%, więc do jakichkolwiek tego typu porównań&nbsp; trudno go używać. Jednak najważniejszy dla obalenia całej „misternej teorii” najprostszy wydaje się powód podstawowy, czyli informacja samego producenta maseczek. Jeśli on twierdzi, że splot nie może zatrzymać patogenu mniejszego niż 300nm, bo nawet tak dużych (jak np. wirus ospy) powstrzyma w mniej niż 100%, to chyba on, czy też instytut badawczy, który maseczki dokładnie przetestował, wiedzą lepiej? Opowieści dziwnej treści można wkładać między bajki. Manipulacja „ulubionego” przeze mnie Medonet-u jest jednak szczególna! Na czym polega? Otóż dokonano „drobnego retuszu” i żeby nie operować prawdziwymi rozmiarami patogenów, podano ile „cząsteczek” zatrzymują poszczególne modele maseczek. Jaka to różnica? DECYDUJĄCA! Owszem, kaszel jest okolicznością, w której nawet bawełniany kaganiec może mieć jakieś ochronne znaczenie, ale <strong>nie w przypadku ludzi zdrowych</strong>. Kiedy pisze się, że maska przepuści tylko jedną cząsteczkę, czytelnik może pomyśleć, że chodzi o jakąś procentową liczbę wirusów, albo może wręcz nawet o konkretną liczbę patogenów Sars-Cov-2, bo wynika to z nagłówka. Trzeba przyznać, że małym drukiem podano, że mowa jest o aerozolach o wielkości 2 mikronów, a w przypadku skuteczności domowych masek chodzi o wielkość 10 mikronów, ale autorzy pięknych infografik „zapomnieli dodać”, że 10 mikronów, to 10.000 nanometrów, czyli średnio 83 razy więcej niż rozmiar naszego koronawirusa. To tak, jakby zakładać, że mysz nie wejdzie przez otwarte drzwi do mieszkania, bo się nie zmieści… Czy w tej sytuacji w ogóle jakakolwiek polemika ze „specjalistami” z portalu Onet ma sens? Można tylko wzruszyć ramionami. Wstyd, że również naukowcy próbują w taki sposób manipulować opinią publiczną. A może sami w tę, urągającą podstawowym prawom fizyki, propagandę, uwierzyli? Byłoby to bardzo smutne…&nbsp;</p>



<p>Słyszymy, że Rząd postanowił zadbać o nasze zdrowie. Czy ktoś naprawdę daje temu wiarę? Kiedy zamykane są kluby fitness i siłownie, kiedy dzieciom i młodzieży ponownie zabrania się wychodzenia z domu (wraca właśnie m.in. kretyński przepis, który nie pozwoli pod nieobecność rodziców wyprowadzić psa). Czemu należy mieć wątpliwości co do prawdziwych intencji władzy wykonawczej? Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, spróbuj przypomnieć sobie ile minut w czasie, w sumie wielogodzinnych wystąpień, poświęcili ministrowie zdrowia (były i obecny) kwestiom wzmacniania odporności organizmu? Ktoś to sprawdził? Podpowiadam, około 15 sekund! Kiedy? Przy okazji otwierania lasów i zamkniętych parków. Minister dodał, że należy korzystać z nich „z umiarem”. Zero &#8211; na temat witamin, zdrowego odżywiania, regularnych ćwiczeń, etc. Czy więc zamykanie miejsc o podwyższonym rygorze sanitarnym w stosunku do sklepów, albo komunikacji miejskiej, ma jakikolwiek sens? Owszem, jeżeli przyjmiemy, że resztki zdrowia trzeba społeczeństwu odebrać i przy okazji zlikwidować kolejną branżę. Nie wierzcie w żadne „dobre chęci rządu”! Wiemy, co jest nimi wybrukowane..</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Ministerstwo wybrało model włoski</strong></h2>



<p>Sprawa jest wygląda znacznie bardziej poważnie, niż nawet zamykanie poszczególnych branż, albo kwestia zakładania wszystkim kagańców, które ze zrozumiałych powodów, jak to&nbsp; trafnie ujął 26 lutego tego roku na antenie Radia RMF FM, prof. Łukasz Szumowski, „nie chronią przed zakażeniem i nie wiadomo po co ludzie je noszą”. Jest niemal pewne, że szybkimi krokami zbliżamy się do realizacji modelu włoskiego, jaki znamy z Bergamo. Z tym wyjątkiem, że w Lombardii ćwiczono to po raz pierwszy na jeszcze żywym organizmie służby zdrowia, a przy okazji na organizmach ledwie żywych pacjentów, których wysyłano masowo na tamten świat. Słowo „wysyłano” nie jest, bynajmniej, przypadkowe, gdyż dziś z całą pewnością wiemy już, że to zła organizacja i błędy medyczne spowodowały tragedię. Jasne, że i media dołożyły sporo od siebie, co nie pozostaje już żadną tajemnicą, tym nie mniej, ludzie rzeczywiście umierali i wiadomo czemu tak się działo. Do Włoch pojechała delegacja polskich lekarzy, zatem bardzo trudno będzie dziś bronić tezy, że „nie byliśmy przygotowani”, albo „nie znamy przyczyn zgonów pacjentów w Bergamo”. Przeciwnie! To temat przewałkowany już na wiele sposobów. <a href="https://youtu.be/QMjQ9KlaBno" data-rel="lightbox-video-0">W tej rozmowie</a> – pani Elżbieta Wierzchowska, która była tłumaczką w trakcie wywiadów z włoskimi specjalistami, a sama również przeprowadziła ich sporo, ujawnia szokujące fakty. Pod koniec marca, gdy zaczęto robić sekcje zwłok zmarłych pacjentów, okazało się, że mechanizm śmierci, co potwierdzili też patolodzy niemieccy i amerykańscy, wyglądał zupełnie inaczej niż sądzono. Czynnikiem powodującym utratę oddechu i bardzo silne niedotlenienie, zwłaszcza u starszych pacjentów, które kończyło się zwykle zgonem, spowodowane było sklejaniem się krwinek, czyli zakrzepicą. Mechanizm ten wyjaśnia dość szczegółowo <a href="https://youtu.be/LSx60GtpZxg?t=2602" data-rel="lightbox-video-1">profesor Piotr Kuna w przytoczonym przez Witolda Gadowskiego wywiadzie</a>. Respiratory nie tylko nie pomagały, ale bardzo ostrożne szacunki podają, że przyczyniły się do śmierci 80% pacjentów. Co więcej, są lekarze (m.in. z America’s Frontline Doctors), którzy mówią wprost, że sama choroba jest wyleczalna na poziomie lekarza rodzinnego. Gdyby pacjentom zaordynowano heparynę, hydroksychlorochinę, kortyzol, a czasem też antybiotyk, aby uniknąć towarzyszących infekcji bakteryjnych, nie doszłoby do etapu, w którym chorego kieruje się na głębokie wentylowanie z użyciem respiratora. Znacznie lepsza byłaby wentylacja mechaniczna, do której urządzenie kosztuje nie 100 tyś. zł, jak średniej klasy respirator, ale 3 tysiące. Jest różnica? Ile takich urządzeń można kupić? No, właśnie… Ale nadal nie kupiono! Mało tego! Lekarze włoscy mówili o tym wszystkim już na początku kwietnia. Teraz kończy się październik i słyszymy, że w polskich szpitalach za chwilę zabraknie czego? <strong>Respiratorów!</strong> Czy to nie brzmi znajomo? Z czym mamy do czynienia? Czy właśnie realizujemy scenariusz depopulacji idący jeszcze dalej, niż sam „filantrop” Bill Gates by to sobie wymarzył? Zwany przeze mnie „Kill Bill-em”, „dobroczyńca” zamierza „pomóc” całej biednej (zwłaszcza bardzo biednej) ludzkości zmuszając poszczególne kraje do nabycia szczepionki, ale po co kupować aż tyle szczepionek, jeśli po „jesiennej drugiej fali” część będzie już niepotrzebna, bo są respiratory? Choć z drugiej strony, za jeden dzień pod respiratorem NFZ płaci szpitalowi 1054 zł, a szczepionka w hurcie kosztuje tylko około 4 dolarów, więc może nie trzeba się aż tak śpieszyć? Nie, nie! Eksperyment ze szczepionkami ludzie przeżyją (przynajmniej niektórzy) i to być może nawet, w lepszej lub gorszej formie, przez czas jakiś jeszcze na tym łez padole, zabawią, a po co płacić emeryturkę, skoro mamy już pacjenta w swoich łapkach? Czarny humor? A może nawet czarny PR? Bynajmniej! Jeżeli okaże się, że w wyniku braków, zaczną zabierać respiratory chorym na POChP, efekt może być jeszcze lepszy, bo podwójny. Miejmy nadzieję, że mimo wszystko do tego nie dojdzie, chociaż, kiedy się czyta o wezwaniu do odwoływania zabiegów, na które ludzie czekali często nawet wiele miesięcy, gdy np. w Siedlcach zamyka się szpital onkologiczny i kardiologiczny, to skóra cierpnie, a ręce i nogi opadają.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Test jako paszport do (prze)życia</strong></h2>



<p>Justyna Socha przytoczyła niedawno w jednym z wywiadów w telewizji wRealu24 historię Pawła Szklarza, który spróbował „obejść system”. Żeby się dostać do szpitala, jako że drętwiała mu ręka, przyjął sugestię lekarki z teleporady. Powiedziała mu bez ogródek, że jeśli faktycznie chce trafić do szpitala, powinien wezwać pogotowie i wymienić jako jeden z objawów, który u niego występuje, duszność oraz dodać, że to może mieć jakiś związek z covidem. Rzeczywiście, ten model rozmowy zadziałał. Kiedy karetka zawiozła pacjenta do szpitala okazało się, że musi wypełnić covidową ankietę i podpisać, że jest podejrzany o to, że ma covid, dopiero wtedy zrobiono mu test, chociaż kolejność chyba powinna być odwrotna… W ciągu ponad 6 godzin oczekiwania na wynik nie dano mu jeść, pić, ani też nie pozwolono nawet skorzystać z toalety. Rozumiecie coś z tego, co tam się stało? Człowiek mógł przecież mieć zawał, a NIE ZROBIONO NIC! Nawet prostego EKG! Kiedy mężczyzna uznał, że ma już dosyć służby zdrowia w takim wydaniu i chce na własne żądanie opuścić szpital, skrępowano go pasami! Brawo! Trzeba było jeszcze poszczuć psem i pobić. Czemu nie? To jeden ze szpitali warszawskich, którego reklamować nie będziemy, ale podobnych przykładów jest obecnie znacznie więcej i to w całej Polsce. Pan Paweł salwował się ucieczką, bo udało mu się oswobodzić, a test okazał się akurat negatywny, więc nie będzie go ścigał sanepid i policja, ale mogło się skończyć znacznie gorzej… Doktor Anna Martynowska opowiadała o tym, jak przywiozła na pogotowie człowieka, którego ugryzł jej pies. Co teraz mamy zamiast opatrunku? Zgadliście! Ankietę. To jest najważniejsze, a reszta może poczekać. Nawet gdyby pacjent miał się wykrwawić. Tak wygląda obecnie przestrzeganie praw pacjenta w szpitalach i innych placówkach medycznych. Sam tego doświadczyłem, kiedy odmówiono mi wykonania spirometrii po dwóch miesiącach oczekiwania, tylko dlatego, że nie posiadałem kagańca. Mimo, że od wejścia do gabinetu zabiegowego jest 6 metrów i nie było w tym momencie w pobliżu żadnego innego pacjenta, a do spirometrii maseczkę i tak należałoby zdjąć (chyba, że już teraz również i w tym zakresie obowiązują inne standardy)… Łamanie Konstytucji przez urzędników i lekarzy jest powszechne. Więcej! Odbywa się na masową skalę! Paranoja podsycana przez łże-media trwa w najlepsze.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Obostrzenia – ucieczka do przodu</strong></h2>



<p>Kolejne obostrzenia niekonstytucyjnych dotąd działań i wysyłanie policji, zamiast do walki z przestępcami, do napaści na obywateli, to sytuacja jaką pamiętamy jeszcze z okresu stanu wojennego. Rząd żadnego z trzech stanów nadzwyczajnych (wojenny, klęski żywiołowej, wyjątkowy) przewidzianych Konstytucją, dotąd&nbsp; nie wprowadził, a mimo to mamy w kraju pełzający stan wojny z własnym narodem. Wrogami publicznymi stali się obecnie antymaseczkowcy, napiętnowani tak przez media, jak przez telewizyjnych „profesjonalistów”, zwanych dla zmylenia przeciwnika – „ekspertami”. Tak! To ci sami „specjaliści”, którzy nie potrafią sklecić zdania, kiedy otrzymują konkretne pytania. Te same, na które MZ nie dało rady odpowiedzieć od maja, jak choćby tak banalne:</p>



<ol><li>Ile w Polsce przeprowadzono dotąd sekcji zwłok zmarłych na Covid-19?</li><li>Czy obecność wirusa stwierdzano tylko w noso-gardle, czy w także w płucach?</li><li>Czy zostały przeprowadzone w Polsce badania przesiewowe w kierunku Covid-19?</li><li>W oparciu o jakie fakty naukowe nakazuje się noszenie maseczek zdrowym ludziom?</li></ol>



<p>Nie ma też nadal odpowiedzi na wiele innych ważnych pytań, a można i pewnie należałoby, zadawać je godzinami. Jak choćby, czemuż to właśnie kupiono 465 razy droższy preparat, jakim jest Remdesivir, kiedy mamy u siebie produkowany w naszym kraju, chwalony przez klinicystów Arechin? Co się stało z pieniędzmi wydanymi na respiratory, które do kraju nigdy nie dotarły? Dlaczego nie można leczyć ludzi na covid w normalnych szpitalach, podobnie jak na grypę? Czemu zamyka się branże, które często zachowują większy reżim sanitarny niż sklepy, komunikacja miejska, a w niektórych aspektach nawet i szpitale, jak wspomniane wyżej kluby fitness? Itd. Skandaliczne są w tym kontekście zachowania rządzących, którzy za nic mają kolejne protestujące grupy społeczne, również te, które głosowały w większości na PiS, jak choćby rolnicy. Pełzający lockdown wraz z wprowadzanym, kuchennymi drzwiami, stanem wojennym, nabiera tempa. Miejmy nadzieję, że do czasu! Protesty trwają. Kolejna szansa już 11 listopada, kiedy, świętowanie nie ograniczy się tylko do kwestii historycznych, bo cóż nam po najpiękniejszych wspomnieniach, kiedy wolność odbierana jest ludziom w tak spektakularny sposób przez tych, którzy mieli ją podobno umacniać? Władza postanowiła „uciec do przodu” i wprowadzając kolejne obostrzenia, udawać, że coś robi. Pewnie z badań wyszło im, że opinia publiczna tego właśnie oczekuje. Pojawił się nawet projekt lewicy, która chciałaby karać wszystkich próbujących kwestionować istnienie pandemii. To przecież straszna myślozbrodnia, a kaganiec cenzury świetnie komponowałby się z tymi, które już ludziom nałożono. To nie dziwi, bo u marksistów zawsze w tle „poprawiania ludzkości” są jakieś obozowe druty.</p>



<p>Mam tylko nadzieję, że wkrótce ruszy pozaparlamentarna komisja, podobna do tej u naszych zachodnich sąsiadów, która wypunktuje wszystkie te działania, zaniechania i jawne zbrodnie na narodzie, jakich dopuścili się dotąd rządzący. To może być bardzo długa lista, tym bardziej, że ona się wydłuża teraz codziennie i to coraz szybciej. Paradoksalnie, wciąż mamy mniej zgonów niż w latach ubiegłych, a we wrześniu było ich o 1000 mniej niż w tym samym miesiącu 2019, ale wkrótce zacznie tych śmierci, dodajmy – całkowicie bezsensownych śmierci, przybywać. Bynajmniej, wcale nie z powodu „pandemii” koronawirusa, ale odejścia z tego świata ludzi, którzy dłużej już przekładać zabiegów ratujących życie nie mogą. Można spodziewać się też fali samobójstw, bo nie każdy wytrzyma kolejny lockdown rujnujący już do końca wiele firm, które próbowały się jeszcze jakoś pozbierać po tym, co Rząd zrobił im wiosną. Dlatego też tak pilne było dla formacji rządzącej uchwalenie ustawy „bezkarność plus”, która dałaby nadzieję politykom, urzędnikom i służbom mundurowym, że wywiną się z tej kabały w miarę bezpiecznie. Próby będą ponawiane…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kolejny bubel ustawowy?</strong></h2>



<p>Rząd szumnie zapowiedział „ustawę maseczkową”, zwaną też „covidową”. Nowy akt prawny wprowadza m.in. bezkarność i podwójne wynagrodzenia dla lekarzy zaangażowanych w „pandemię”. Jest szansa, że będzie on podobnie niekonstytucyjny, jak obecne rozporządzenia, ale jako że istnieje w naszym prawodawstwie, a w zasadzie praktyce prawa, domniemanie konstytucyjności ustaw, należ najpierw złożyć wniosek i poczekać na ewentualne orzeczenie Trybunału. To może potrwać kilka lat, znając historię orzekania przez ten organ, więc tutaj raczej nie liczyłbym na jakieś szybkie zmiany.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Smutek i przygnębienie</h2>



<p>Patrzę na twarze ludzi i czasem rozmawiam o tym co się dzieje, choć to nie łatwe, bo nie każdy ma na to ochotę. Widzę w ich oczach zwykle to samo – smutek i przygnębienie. Może nawet nie z powodu złej sytuacji ekonomicznej, bo większość jeszcze sobie jakoś radzi, ale zamordyzm, a w zasadzie namordyzm i opresja państwa, zrobiły już swoje. Noszenie kagańca dla świętego spokoju, głównie z obawy przed mandatem, czy nawet ze szlachetnych pobudek, jak wolą niektórzy, na przykład z miłości do bliźniego, którego, jak im się wydaje, w maseczce zarazić nie mogą, stanowi jednak dyskomfort. Nie tylko zdrowotny, ale głównie psychiczny. Każdy, nawet średnio rozgarnięty człowiek, ma przecież świadomość, że coś się nagle zmieniło i to raczej nie jest kierunek dobry. Nie ma znaczenia, czy ktoś wierzy oficjalnym statystykom i czy zna stanowisko lekarzy myślących inaczej, niż dyżurni „specjaliści” telewizyjni. Opresja jest dojmująca i widoczna gołym okiem. W moim przekonaniu, niektórzy właśnie dlatego atakują antymaseczkowców w komunikacji miejskiej czy sklepach. Czasem dochodzi do bandyckich napadów z udziałem policji. No, bo skoro ja muszę nosić to paskudztwo, czemu ktoś inny ma mieć lepiej? Przecież to niesprawiedliwe! Od takiego myślenia tylko krok do wyzwisk i rękoczynów, a władza zaciera ręce. Policja staje się zbędna, bo od teraz już „obywatelska troska” załatwi sprawę. Kiedyś, za komuny, popularne było hasło: „Obywatelu, pomóż milicji, pobij się sam!” Być może wciąż będzie aktualne…&nbsp;</p>



<p>Ludzie jednak w końcu poznają prawdę. Straszyć można długo, ale nie bez końca. Podobnie, jak to mądrze ujął Abraham Lincoln:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.”</em></p></blockquote>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/">Covidowe kłamstwa w natarciu!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przebudzenie potrzebne od zaraz</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 22 Oct 2020 14:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1400</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/">Przebudzenie potrzebne od zaraz</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Ludzie jednak w końcu poznają prawdę. Straszyć można długo, ale nie bez końca. Podobnie, jak to mądrze ujął Abraham Lincoln:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.”</em></p></blockquote>



<p>Jeżeli Rząd, ryzykując kary długoletniego więzienia, zdecyduje się pójść jeszcze o kolejny krok dalej w kierunku, w którym właśnie zmierza coraz szybciej, musi wiedzieć, że co najmniej od kilku tygodni stąpa już po bardzo kruchym lodzie. Owszem, kolejne restrykcje, przy wsparciu mediów i opozycji, wejdą w życie i dadzą mu jeszcze miesiąc, dwa, a może i nieco więcej czasu, lecz to ma krótkie nogi i musi mieć kres. Gniew narodu niektórzy już mieli okazję poznać. Wydaje się, że tym razem na wywożeniu na taczkach się raczej nie skończy. Przychodzi moment, kiedy człowiekowi jest wszystko jedno, czy umrze z głodu, czy z powodu jakiegoś koronawirusa. Wtedy bierze, co ma pod ręką i wychodzi wraz z innymi na ulice. Trudno będzie myśleć o utrzymaniu władzy siłą, a nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek chciał się identyfikować z bandą kłamców, kiedy wszystko zostanie już ujawnione. Chyba, że nie zostanie. Tak, czy inaczej, miejsce dla kryminalistów jest zwykle w więzieniu, a niektórzy będą pewnie żałować, że zniesiono karę śmierci…&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy lekarze się przebudzą?</strong></h2>



<p>Wprawdzie cieszy fakt, że już nie tylko niemieccy, czy amerykańscy i holenderscy medycy dali przykład światu, ale są też odważni lekarze w naszym nieszczęśliwym kraju, jak choćby prof. <strong>Ryszard Rutkowski</strong>, dr <strong>Zbigniew Martyka</strong>, dr <strong>Paweł Basiukiewicz</strong>, czy <strong>Anna Martynowska</strong>. Ostatnio także profesor <strong>Piotr Kuna</strong>. Kilka tygodni temu powstała niezwykle cenna inicjatywa – <a href="https://gbdeclaration.org/great-barrington-declaration-polish/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Deklaracja z Great Barrington</a>. Wyszła z najlepszych uczelni na świecie (Stanford, Oxford i Harward), a dołączyło do niej już ponad 10 tyś. naukowców oraz blisko pół miliona obywateli z różnych krajów. Możesz ją podpisać również i Ty, jeśli uważasz, że lockdown, to nie jest najlepszy sposób na walkę z epidemią, a przynajmniej z <strong>tą epidemią</strong>, o ile w ogóle można tak zdefiniować zjawisko, z którym mamy do czynienia. W Polsce na sezonową grypę umiera rocznie między 5, a 10 tysięcy osób. W zasadzie, w ciągu 3-4 miesięcy. We Włoszech nawet ponad 20 tysięcy. Tutaj mamy przez ponad 7 miesięcy mniej niż 4 tysiące zgonów, z czego 90% osób i tak prawdopodobnie zmarłoby z dowolnym innym wirusem, wystarczającym w ich stanie zdrowia, aby dokończyć dzieła zniszczenia. Zwłaszcza w przypadku współistniejących poważnych chorób, takich jak cukrzyca, choroby układu krążenia, czy nowotwory. Trzeba jednak podkreślić, że grypa dotyka osób z pełnego spektrum wieku, a nie tylko tych powyżej 70-ego roku życia, a przecież średnia zmarłych na Covid-19 jest jeszcze wyższa. Mało kto przechodzi grypę w sposób niezauważalny, o ile to w ogóle możliwe. Nawet jeśli choroba kończy się bez większych powikłań, przeważnie zabiera pacjentowi 10-14 dni, żeby doszedł do siebie. Tutaj mamy od 80 do 95% pacjentów bezobjawowych. Powtórzę pytanie &#8211; <strong>co to za epidemia, jeśli ludzie muszą dowiadywać się o niej z mediów?</strong> Ktoś zaprotestuje, że przecież na grypę oficjalnie umiera zaledwie kilkadziesiąt osób rocznie. Owszem. Oficjalnie tak. Ile testów robi się na grypę? No, właśnie… A do tego przeważnie powikłaniem jest zapalenie płuc i wtedy w karcie zgonu nie zobaczymy grypy. Podobnie, jeśli ktoś cierpiał na nowotwór, chorobę wieńcową itd. A w przypadku Covid-19? Jest akurat zupełnie odwrotnie. Czekam, aż komuś wpiszą covid nawet przy wypadku samochodowym. A może już takie sytuacje miały miejsce? Wcale bym się nie zdziwił. Wystarczy porozmawiać z rodzinami osób zmarłych w ostatnim czasie. Ilość nacisków i nieprawidłowości w tym zakresie, to horror! Zaczyna się od wymuszania na każdym poświadczenia nieprawdy, że jest podejrzany o zachorowanie na covid-19, aby w ogóle mógł rozpocząć leczenie. To od razu wkłada w ręce lekarzy możliwość wymuszania na pacjentach procedur, które w żadnym demokratycznym kraju byłyby nie do pomyślenia, jak choćby wspomniane wyżej krępowanie pasami i próbowanie zatrzymania chorego siłą. Tymczasem szpitale stoją prawie puste, bo normalnych zabiegów planowych praktycznie nie ma. Większość ludzi boi się hospitalizacji, zwłaszcza, że mają miejsce takie historie, jak opisał pan profesor Kuna. Pacjent w każdej chwili może zostać, pod pretekstem pozytywnego testu, przeniesiony do szpitala zakaźnego, z którego często się już nie wraca. Psychoza informacyjna trwa, powodując silny stres i osłabienie układu odpornościowego, zwłaszcza u osób starszych.</p>



<p>Jednak przeciętny człowiek codziennie, często nieświadomie, poddaje się praniu mózgu i manipulacji medialnej prowadzonej na tak szeroką skalę. Zwłaszcza jeśli nie ma (a czasem nie chce mieć) dostępu do innej narracji oraz opinii wielu lekarzy różnych specjalności, może czuć się zagrożony. Wtedy przestaje myśleć racjonalnie i atakuje innych. To mechanizm w psychologii znany. Co innego sami medycy, od których należałoby jednak wymagać znacznie więcej. Przynajmniej elementarnej uczciwości. Jestem, niestety, zniesmaczony postawą większości z nich. Rozumiem, że mają kredyty, liczne zobowiązania, otwarte specjalizacje itd. To nie może jednak tłumaczyć zachowań kryminalnych i zwykłego draństwa. Twarz mamy tylko jedną. Owszem, niezwykle trudno wystąpić przeciwko swojemu pracodawcy ujawniając naciągane fakty, czy wpisywanie w kartę zgonu przyczyny nie mającej wiele wspólnego z prawdziwą. Prawda i przysięga Hipokratesa, dość mocno okrojona w ostatnich latach, nie dają prawa by milczeć! Zatem obudźcie się i podpiszcie przynajmniej tę, wymienioną wyżej, deklarację. Nie bierzcie udziału w hucpie, która prowadzi do realnych śmierci bardzo wielu ludzi. Także tych, którzy przez fałszywie dodatnie testy PCR, czy zamykanie dostępu do świadczeń medycznych, wciąż nie mogą uzyskać pomocy.&nbsp; Przecież należy się im to nie mniej, niż pacjentom z jakimkolwiek wirusem. Nie stawiajcie się w roli sędziów, którzy teraz zdecydują, kto ma prawo żyć, a kto to prawo już utracił, bo akurat nie dotknęła go tak modna choroba bezobjawowa, a nawet niechby i z objawami typowymi dla grypy. Nic Was nie usprawiedliwia! Zostaniecie w przyszłości z każdej niepotrzebnej śmierci, rozliczeni. Pamiętajcie o tym! Przepis nowej ustawy być może uchroni przed karą, ale sumienia nie wyczyści. Podobnie, jak podwójna pensja…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kłamstwo na krótkich nóżkach</strong></h2>



<p>Czytam kolejny już komentarz Onetu, w którym próbuje się wykrzywiać rzeczywistość. Można próbować ośmieszać każdego, nawet wybitnych naukowców. Cóż z tego, że profesor Sucharit Bhakdi jest jednym z najczęściej cytowanych uczonych w Niemczech i wychował kilkanaście tysięcy lekarzy? Albo co ma za znaczenie, że dr Wolfgang Wodarg był przewodniczącym komisji zdrowia przy Parlamencie UE? Co to ma do rzeczy, skoro „dziennikarz” pozwala sobie insynuować w tak bezczelny sposób (cytat poniżej), komentując udział posła Grzegorza Brauna w programie TVP Info z książką „Fałszywa pandemia”. Parlamentarzysta pokazał na wizji publikację Wydawnictwa Osuchowa, co skończyło się awanturą. Co na to Onet?</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Teorie spiskowe, rzekome doniesienia naukowe i linki do internetowych oszustw powiązanych z pandemią koronawirusa &#8211; to niebezpieczna rzeczywistość towarzysząca pandemii na świecie. Opracowania podważające szkodliwość koronawirusa pojawiają się w tradycyjnym druku, ale dominują przede wszystkim w sieci. Dezinformację szerzą zarówno strony motywowane politycznie, jak i te, którym zależy jedynie na generowaniu ruchu.”</em></p></blockquote>



<p>Jeśli ktoś nie wie, to wspomniana wyżej książka zawiera niemal wyłącznie wywiady z wybitnymi naukowcami, bez komentarzy redakcyjnych, a jedynym, zresztą znakomitym, opracowaniem własnym (autorstwa Pawła Klimczewskiego), jest rozdział pokazujący modele statystyczne i fakty w liczbach, które nie pozostawiają cienia wątpliwości, że pandemii żadnej nie ma. Potwierdziły to zresztą również dane GUS oraz wskaźniki średniej śmiertelności z całego świata. W Polsce zmarło o 8% osób mniej niż w latach ubiegłych. <strong>Branża pogrzebowa stanęła na skraju bankructwa. Czy tak się dzieje w trakcie pandemii?</strong> Owszem, to całkiem możliwe, o ile jest to wyłącznie pandemia medialna. Tymczasem Onet sugeruje, że to wszystko to „rzekome doniesienia naukowe”! Cała publikacja pokazująca rzetelnie fakty i liczby rzeczywiste! Oni naprawdę to napisali! Takiej bezczelności trudno szukać chyba nawet w TVP. Tam przynajmniej śladowo, lecz jednak, pojawiają się całkiem intersujące dyskusje, do których zapraszani są również naukowcy i dziennikarze prezentujący odmienne poglądy od obowiązującej narracji „o straszliwym koronawirusie, który zaraz tu wszystkich zabije”. Jakoś w Szwecji, czy na Białorusi, nie zabił, w każdym razie nie w takiej skali, a o drugiej fali nikt tam nie słyszał. Gospodarki nie zamknięto. Ludzie czasem umierają, nawet dość często, choć redaktorów Onetu może to zdziwić. Maseczki u naszych północnych sąsiadów nosi ten, kto chce i takie przypadki się nawet zdarzają, ale jeśli ktoś sam zamierza sobie szkodzić, to jest w wolności. Ma prawo, niech chodzi w czym chce.&nbsp;</p>



<p>Tak, kłamstwo ma bardzo krótkie nogi i fakt, że tutaj nic się, kolokwialnie pisząc, „kupy nie trzyma”, musi w końcu dotrzeć do świadomości ludzi. Przyjrzyjmy się zatem na koniec tych rozważań kilku sprzecznościom:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>1. <strong><em>Jeśli ten wirus daje (po przechorowaniu) odporność, to jak to możliwe, że kilkaset tysięcy ozdrowieńców w Polsce musi nadal nosić maseczki? Przecież nie mogą nikogo zarazić, ani zarazić się sami, prawda?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Były już dość liczne przypadki powtórnych zachorowań, a także zgonów, zarówno w Chinach, jak i Korei Południowej. WHO twierdziła, „że się przygląda” tym doniesieniom, a potem zamieciono te doniesienia pod dywan. Uznane zostały za niepotwierdzone w 100%, mimo, że źródeł było więcej, bo pojedyncze zdarzenia powtórnych zakażeń zgłaszano również w innych krajach. W tej sytuacji trudno się jednak dziwić, że „ozdrowieńcy” także są dyskryminowani. Przyczyna może być też całkiem prozaiczna. Po prostu testy PCR wykrywają fragment RNA, który nie jest charakterystyczny wyłącznie dla tego, konkretnego koronawirusa Sars-Cov-2, ale w ogóle dla różnych wirusów i nie tylko&#8230; Niektórzy naukowcy, jak dr Montanari, czy dr Wodarg, mówili wprost, że nie wiadomo co ten test wykrywa i czemu został zaakceptowany przez WHO. Prywatnie mam jeszcze jedną „teorię spiskową”, chodzi o to, żeby nikt się nie wymknął i wszyscy zostali zaszczepieni, a tak przecież wiele milionów ludzi mogłoby się „wyreklamować” przebytą niedawno chorobą. Nie, nie… Nie z nami te numery, proszę państwa. Tak dobrze nie ma!</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>2. <strong><em>Jeżeli jednak wirus nie daje odporności, na co wskazuje dość wyraźnie tryb postępowania nie tylko naszego Rządu, to w takim razie jest oczywiste, że żadnej szczepionki wyprodukować się nie da!  </em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Testy krwi pokazują jednak, że organizm wytwarza przeciwciała, więc szczepionka powinna wyzwolić podobny mechanizm. Tyle tylko, że jeśli te przeciwciała znikają po 3 tygodniach (zachorowania powtórne pojawiały się mniej więcej już po miesiącu, a czasem wcześniej), to znaczy że trzeba by było przyjmować 12 szczepionek rocznie? A czemu nie? Kto bogatemu zabroni?&nbsp;</p>



<p>„Dość żartów!” – mógłby w tym miejscu zakrzyknąć wkurzony do granic możliwości Kill Bill, dodając że dlatego właśnie zamówił szczepionkę genetyczną. Dzięki takiej formie organizm będzie mógł produkować przeciwciała do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej.&nbsp;</p>



<p>Niestety, najgorsze w tym wszystkim jest to, że taki scenariusz jest naprawdę możliwy! Organizm zacznie produkować przeciwciała, a choroby nie ma. Co się zdarzy wtedy? Pojawią się schorzenia autoagresywne, a więc znów „plus dla Billa”. Czyż nie o to chodziło? Mam nawet podpowiedź dla Rządu. Program może się u nas nazywać „Szczepionka +”<br></p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>3. <strong><em>Jeśli przyjmujemy, że należy chronić przede wszystkim osoby starsze, to dlaczego, zamiast tworzyć wolontariat i próbować aktywizować służby, które dostarczałyby żywność tej grupie osób, zaprasza się ich do sklepów w ramach tzw. „godzin dla seniorów”?</em></strong></p></blockquote>



<p><strong><em>Czy ten wirus jest tak inteligentny, że do 9.59 mieszka sobie w sklepie i atakuje kogo chce, ale nagle od 10.00 przez dwie kolejne godziny, już będzie uprzejmy i seniorów nie ruszy? Skoro podobno może utrzymywać się w powietrzu co najmniej przez 30 minut, a na artykułach spożywczych, zwłaszcza pakowanych w folie i tworzywa sztuczne, nawet przez 72 godziny, to w czasie dla seniorów już przestanie być aktywny? Czy może kolejki przed sklepem i zwiększony poprzez przerwę dla „osób pod szczególną ochroną” ruch, w kolejnych godzinach, będzie zdrowszy i stworzy mniejsze ryzyko zakażeń?</em></strong></p>



<p>Odpowiedź jest prosta. Tutaj nie chodzi o żadną ochronę seniorów, a jedynie o grę pozorów, ponieważ logiki w tym nie ma żadnej.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>4. <strong><em>Skoro nawet Rząd we wrześniu nie wiedział jaka będzie sytuacja epidemiologiczna w połowie października, jak to się stało, że episkopat już wiedział to znacznie wcześniej, bo podpisał z TVP umowę dotyczącą codziennej transmisji Mszy Świętej o godzinie 7 rano, czyli tak, jak to miało miejsce w czasie pierwszego lockdownu? Natchnienie jakieś?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Rząd ten lockdown przygotowywał już kilka miesięcy wcześniej i plan został dokładnie rozpisany na kolejne etapy. Świadczy o tym również kolejny punkt.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>5. <strong><em>Jak to możliwe, że wciąż tworzona jest atmosfera paniki i rośnie gwałtownie liczba zakażonych oraz zwiększa się liczba zgonów, podczas kiedy światowe dane potwierdzają trend dokładnie przeciwny (nawet jeśli wykresy pokazujące liczby narastająco wyglądają groźnie)?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Jak widać to na wykresie z Worldometers.info, sumaryczna liczba zgonów na świecie wciąż spada. W Polsce wykonano szereg operacji medialnych i politycznych, które mają na celu wywołanie paniki. Szpitale stoją w większości puste, prócz zakaźnych, wypełnianych celowo przy pomocy lekarzy rodzinnych. To u nich pojawiają się przecież pacjenci z różnymi schorzeniami. Niektórzy czekali na skierowanie wiele miesięcy. Teraz zaczęli je otrzymywać nawet „chorzy na katar”. W taki sposób można zapełnić dowolną ilość łóżek, nawet w ciągu niespełna 2 tygodni. Do tego kieruje się do szpitala po pozytywnych testach wszystkich, którzy mogliby spokojnie pozostać w domu. Ten element stanowi dopełnienie. Przy dużym obłożeniu śmiertelność musi wzrastać, jako że żaden szpital miejscem bezpiecznym nie jest, jak sądzą być może niektórzy. Ponad 50 tysięcy przypadków sepsy w Polsce, to fakt. Połowa takich osób umiera, a przecież poważnie chorzy ludzie łapią często różne inne bakterie. Do tego mamy sezon grypowy, w którym normalnie rośnie liczba zgonów. Dla statystyk najgorszym miesiącem przeważnie bywa styczeń, a więc możliwy szczyt jest wciąż przed nami. Rząd, oczywiście zna te dane i każdy wzrost będzie wykorzystywał jako argument by zamknąć kolejne branże gospodarki. Poznać prawdę można jedynie ŻĄDAJĄC sekcji zwłok w każdym przypadku określonym, jako zgon z powodu Covid-19 i grożąc szpitalom prokuratorem i procesami cywilnymi z koniecznością wypłaty gigantycznych odszkodowań na wypadek zaniechania sekcji.&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>6. <strong><em>Dlaczego Ministerstwo Zdrowia nie odpowiada na pytania zadane przez profesora Ryszarda Rutkowskiego?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź wydaje się banalna: Ponieważ nie ma żadnego logicznego, a już na pewno&nbsp; medycznego, uzasadnienia, ani w noszeniu maseczek, ani też w podejmowaniu restrykcji wobec dzieci – odsuwania ich od normalnej nauki, czy zmuszania ich do dezynfekcji rąk płynami na bazie alkoholu, podczas kiedy sam profesor Christian Drosten, obecny guru testów PCR i epidemiologii światowej w ogóle, powiedział kilka lat temu (2014) w nagłośnionym ostatnio wywiadzie, że <strong>koronawirusy giną w wyniku mycia rąk ciepłą wodą z mydłem i żaden alkohol do tego nie jest potrzebny</strong>. Ponadto, gdyby MZ podało prawdziwe wyniki autopsji, okazałoby się najpewniej, to co w Niemczech, czy we Włoszech, że po prostu NIE MA żadnego przypadku, w którym dałoby się stwierdzić zgon spowodowany <strong>jedynie</strong> przez Covid-19, w którym byłaby jakaś istotna różnica np. w stosunku do wirusowego zapalenia płuc. Wyjaśniłby się też przy okazji wspomniany już mechanizm śmierci w wyniku zakrzepicy, ale to nie jest przecież w patologii coś niezwykłego i wiadomo, że akurat większość takich chorych można było uratować stosując właściwe leczenie.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>7. <strong><em>Jak długo potrwa epidemia, skoro wiemy już, że decyduje o tym Minister Zdrowia na podstawie opinii sanepidu?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Pracownicy sanepidu otrzymują obecnie, czyli na czas epidemii, specjalny dodatek do pensji sięgający nawet 75% normalnego wynagrodzenia. Choć podobno nie jest on przyznawany automatycznie, ale na wniosek, to raczej trudno sobie wyobrazić, że Wojewódzki Inspektor Sanitarny, będzie go blokował. Czy w tak zarysowanej sytuacji, ktokolwiek w sanepidzie będzie miał motywację, by „pandemia” zakończyła się jak najszybciej? Czy jeśli doda się do tego tysiące lekarzy, którzy otrzymają 200% pensji z racji walki z Covid-19, to przyspieszymy koniec tego szaleństwa? Nie wiem, czy to jest odpowiedź, ale pewnie możecie sobie tutaj odpowiedzieć sami…</p>



<p>Podobne pytania można by mnożyć godzinami, bo sam pan profesor Rutkowski zadał ich znacznie więcej. Brak logiki w działaniach Rządu jest nieprawdopodobny. Zamykane są stadiony, tak, jakby ludzie siedząc co 4 metry od siebie na świeżym powietrzu byli znacznie bardziej narażeni na zakażenie niż w sklepie, gdzie się o siebie zwykle ocierają, czy to przy lodówkach, czy kasach. Przyjmując nawet, że wpuścimy do sklepu kilka osób mniej, to przed wejściem zgromadzi się spory tłum, a nie widziałem jeszcze, żeby ktoś zachował dystans większy niż 1,5 metra, który ponoć jest wystarczający. Okazuje się, że ponad dwa razy więcej na stadionie, już nie?&nbsp;</p>



<p>Widzimy więc dokładnie, że rządy, w tym niestety, także rodzime władze, realizują jakąś międzynarodową agendę. Jaką? Częściową odpowiedź daje ten film, który po prostu zobaczyć trzeba. Gorąco polecam. Proszę sobie zrobić mocną herbatę, albo kawę, bo trwa ponad godzinę, za to jest świetnie zrealizowany i nie będziecie zawiedzeni.</p>



<p>Tak już zupełnie na koniec, coś dla tych wszystkich, którzy gotowi dać się pokroić za noszenie masek również przez osoby zdrowe. Warto posłuchać fachowca, czyli głównego doradcy Prezydenta Donalda Trumpa. Co mówi zatem <a href="https://www.bitchute.com/video/zhz2IS0fZMkO/">dr Anthony Fauci</a> na temat transmisji wirusa? Kto rzeczywiście może zarażać, a kto nie? To przecież zbieżne stanowisko z linią WHO, więc tym bardziej należy wiedzieć. Dedykuję ten krótki film szczególnie Ministrowi Niedzielskiemu. Zaś wszystkim, dużo zdrowia, nie tylko do ministerstwa i całej reszty tych „służb”, życzę. Może być teraz szczególnie potrzebne&#8230;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/">Przebudzenie potrzebne od zaraz</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Znacznie lepszy od maseczki! Gdzie na pewno nie ma koronawirusa?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/20/znacznie-lepszy-od-maseczki-gdzie-na-pewno-nie-ma-koronawirusa/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Sep 2020 14:35:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Autorytety]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1368</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/20/znacznie-lepszy-od-maseczki-gdzie-na-pewno-nie-ma-koronawirusa/">Znacznie lepszy od maseczki! Gdzie na pewno nie ma koronawirusa?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Ha! Wiele osób dałoby sporo za taką wiedzę. Wszak w dobie pandemii, zwanej przez nieco mniejsze grono Polaków, plandemią, dla bezpieczeństwa można zrobić wiele. Na przykład były minister Łukasz Szumowski, zrobił znacznie więcej niż trzeba. Ubrał wszystkich w namordniki, najpierw z uwzględnieniem wyjątków zdrowotnych potraktowanych dość szeroko, potem już od wspomnianego elementu tresury (bo przecież walorom medycznym maseczek pan profesor sam zaprzeczył już 26 lutego br), usprawiedliwiały tylko odchylenia od normy psychicznej i niepełnosprawność ruchowa. Żeby było ściślej, oczywiście chodzi o odchylenia od normy psychicznej pozostałych obywateli RP, a nie pana ministra. Ten zaś w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku udał się po ciężkiej służbie na zasłużony wypoczynek.</p>



<p>Ale z tym odpoczynkiem, jak wiadomo bywa różnie, bo przecież koronawirus szaleje w różnych częściach świata o wiele bardziej niż w Polsce. Nie wiadomo, czy oszalał od podobnych zarządzeń, czy po prostu taką ma już naturę. Trudno to stwierdzić, bo słynny test RT-PCR – Drostena, wykrywa, jak wiadomo różne rzeczy, które koronawirusem wcale być nie muszą. Za to ujawnia je dość chętnie z nadmiarem nawet ponad 80-cio procentowym. Ostatnio słyszeliśmy o pewnej właścicielce biznesu, która chcąc zaoszczędzić czas i mieć pewność, że firma nagle nie stanie, wykonała testy za swoich pracowników. Ku jej zdumieniu, okazało się że tylko co trzeci, wykonany na sobie test, okazał się negatywny. Ciekawostka taka. Mieć w sobie koronawirusa, a zwłaszcza Sars-Cov-2, to rodzaj nobilitacji. On, jak widać może nagle pójść w nieznane i bez zdania racji opuścić nasz organizm gwałtownie, to znaczy nawet pomiędzy testami wykonywanymi co kilkanaście minut. Taka bestia chytra, a do tego wrażliwiec. Obrażalski wirus, więc dbać trzeba o niego oraz chuchać i dmuchać, bo sobie pójdzie i co wtedy? Jak minister Sasin zamknie kopalnie, kiedy 100% górników będzie miało „negatywa”? Jak się okazuje, są jednak wyjątki, bo lgnie do osób ciepłych, miłych, serdecznych, jak choćby pan senator Libicki. Żadna maseczka, o której parlamentarzysta nigdy nie zapominał, nie dała koronawirusowi rady. Czyli, jeśli chce z nami zostać, to siłą nie przepędzisz, a kiedy nie chce, wynosi się i to bez żadnego Remdesiviru, czy Chlorochiny nawet.</p>



<p>Wróćmy wszak do naszego ulubionego ministra, który ciężko wypoczywa w ciepłych krajach. No, właśnie! Zdziwił nas nieco kierunek podróży pana profesora. Pewnie nikt mu nie powiedział, a on w pośpiechu nie sprawdził, że w Hiszpanii koronawirus szaleje ponownie i zaraz znów wszystkich trzeba będzie w domach pozamykać, żeby ich szalony wirus nie pokąsał. Jednak okazuje się, że taka wiadomość pana ministra nie zaszokowała wcale i nie kazał nawet zawracać samolotu w tej beznadziejnej, wydawałoby się, sytuacji. Może i dobrze, bo wstyd by był i koszta. Z tymi ostatnimi, to bym specjalnie nie przesadzał, bo cóż to za pieniądze, kiedy 70 mln można zmielić bez mrugnięcia okiem. Rząd już nie takie historie pod dywan zamiatał. Poza tym zawszeć to miło móc się pochwalić, że Polska posiadała ministra, który się wirusom nie kłaniał…</p>



<p>Nie jest to jednak jakaś specjalna zasługa, jak się okazuje, bo pan profesor odkrył, że są miejsca absolutnie bezpieczne, gdzie koronawirus nawet nie spróbuje się przedostać. Znacie takie miejsce? Nie? No, właśnie… A pan minister zna! Od czego w końcu jest się profesorem i do tego jeszcze medycyny oraz urzędnikiem państwowym? Tak. Odkryliśmy tajemnicę i teraz już każdy będzie mógł się przed wirusem uchronić. Publikujemy ją zupełnie gratis. Wystarczy nie kraść! O, przepraszam, to hasło nie z tego frontu walki akurat, ale też chwalebne, jak najbardziej. Jednak tym miejscem, czy strefą wolną od L…, znaczy od koronawirusa, ma się rozumieć, jest jacht biznesmena i konsula honorowego Islandii w Polsce Bogusława Szemiotha. Wyspy Kanaryjskie, Teneryfa itd. Tak! Tylko jachty są naprawdę bezpieczne i jeśli chcesz, drogi czytelniku, naprawdę ustrzec się wirusa, to nie żadna maseczka, przyłbica, czy podobny namordnik, ale jacht! Kupujcie jachty! Masowo! Zresztą, jak pamiętamy, sam słynny tenisista, Rafael Nadal, kupił sobie taki środek lokomocji w Polsce, a więc na pewno coś w tym być musi. Wprawdzie, jak słyszymy, jacht pana Szemiotha pływa pod flagą kanadyjską, ale to nie ma znaczenia. Widać wyraźnie, że jachty działają na koronawirusa, jak czerwona płachta na byka, czy to z liściem, czy bez. Stosujmy więc ten środek ochronny jak najszerzej. Wiem, wiem… Usta przykryć trudno, a i do autobusu komunikacji miejskiej się nie zmieści. No, ale kto by tam jeździł komunikacją miejską, kiedy ma jacht? Proszę się zastanowić… Pan minister to zrobił i już autobusów nie używa, prawda? </p>



<p>Pojawił się tylko mały problem, zaraz tam problem, problemik malusieńki, bo ogłoszono, że Polska zamyka granice dla 46 krajów, które są największą obecnie atrakcją wakacyjną dla ulubionego w tym sezonie koronawirusa, ale któż by się przejmował takimi drobiazgami. Wprawdzie Hiszpanka, tzn. Hiszpania znalazła się na jednym z pierwszych miejsc tej listy, bynajmniej nie ze względu na kolejność alfabetyczną, lecz czegóż się nie robi dla bohaterów narodowych… Dopisze się jeden kraj do listy nieco później, kiedy pan minister już bezpiecznie dopłynie do Polski. Że co? Że nie będzie dopływał, tylko przyleci? Aaa, to oczywiście, też nie ma problemu. Może nawet lepiej, bo się zamknie granicę dwa tygodnie wcześniej. Cóż to za różnica, skoro wirus dla Rządu uprzejmy, jak zwykle. Na wybory, to nawet cały Śląsk opuścił i wszystkich starszych ludzi przekonał, wspólnie z panem Premierem, ma się rozumieć, że już go w Polsce wcale nie ma. Trochę tak, jak z szatanem, którego największym, jak dotąd osiągnięciem, było właśnie przekonanie człowieka, że żaden diabeł nie istnieje. Tymczasem nie tylko istnieje, ale nawet tkwi w szczegółach. Kto by się tam jednak przejmował szczegółami….</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/20/znacznie-lepszy-od-maseczki-gdzie-na-pewno-nie-ma-koronawirusa/">Znacznie lepszy od maseczki! Gdzie na pewno nie ma koronawirusa?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Sep 2020 08:08:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktymizacja]]></category>
		<category><![CDATA[wiktymologia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1374</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/">Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Przeczytałem niedawno tekst pani Katarzyny Dobrzyńskiej, który ukazał się w dziale Kobieta – portalu WP.pl. Artykuł zaczyna się tak:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Patrycja ma dość bezczelnych komentarzy dotyczących jej wyglądu. Nie może swobodnie sięgać po letnie ubrania z dekoltem, bo od razu budzi to niepotrzebne emocje. &#8222;O, Kowalska, jak zwykle cycki na wierzchu&#8221; &#8211; słyszy najczęściej. Nie ona jedna jest ofiarą stereotypowego myślenia, że krótka spódnica i top na ramiączka &#8211; to zachęta do zaczepek.”</p></blockquote>



<p>Przyznam, że koncepcja autorki jest w gruncie rzeczy być może nawet większą prowokacją, niż sam strój Kowalskiej. Nie chodzi o to, żeby polemizować z gustami, bo przecież znana łacińska maksyma mówi de gustibus non est disputandum, co się przekłada, że o gustach dyskutować nie należy. Maksyma nieco wykoślawiona, bo w oryginalnej wersji brzmi: „de gustibus et coloribus non est disputandum”, czyli o smakach i kolorach się nie dyskutuje. W tej formie nieco łatwiej ją zrozumieć i chyba jest łatwiejsza do zaakceptowania.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Wiktymizacja nieświadoma?</h2>



<p>Tak się złożyło, że swoją pracę magisterską, wprawdzie dość dawno już, ale wciąż pamiętam, popełniłem z wiktymologii, pisząc o ofiarach oszustwa. Co to ma wspólnego z artykułem pani Katarzyny? Bez obaw! Nie zarzucam żadnego oszustwa autorce, czy też wspomnianej, przykładowej, albo całkiem prawdziwej, „Kowalskiej”, chcę tylko zwrócić uwagę, że wiktymologia, to część kryminologii, która zajmuje się właśnie ofiarami przestępstw w różnych aspektach. Jednym z nich jest także tzw. przyczynienie się ofiary do popełnienia konkretnego czynu zabronionego przez sprawcę, bądź grupę sprawców. Czytając akta, ale też liczne publikacje, nie tylko polskiego, wybitnego specjalisty w tej dziedzinie, zmarłego niestety w 2003 roku śp. Prof. Lecha Falandysza, przekonałem się, że owo przyczynienie się bywa często wręcz prowokacją i można nawet rzec „axis” konkretnego czynu przestępczego. Tak jest nie tylko w przypadku przestępstwa oszustwa, którego istota polega na doprowadzeniu ofiary do niekorzystnego rozporządzenia swoim mieniem, poprzez, czy to wprowadzeniu jej w błąd, czy to wyzyskaniu błędu, w którym ona tkwi. Mechanizm może dotyczyć wielu czynów zabronionych. </p>



<p>Nie bez przyczyny mawia się „okazja czyni złodzieja”, czyż więc pozostawienie drogocennego mienia, np. zegarka z kolekcji, dajmy na to, pewnego pana „Nowaka”, na stoliku baru przy plaży, nie będzie zachętą do próby „zarobienia szybkich pieniędzy” przez miejscowego menela, albo kloszarda – turystę, który akurat miał słabszy dzień, a pić się chce?…</p>



<p>Ktoś się być może oburzy, że jak to? Przecież cudzego nie należy ruszać, a w Szwecji za to rękę obcinali. Zgadza się. Obcinali, dlatego tam do dziś jakakolwiek kradzież (w tym także oszustwo podatkowe, czyli okradanie państwa) jest objęta szczególnym ostracyzmem społecznym. Nie ma to jednak kompletnie nic wspólnego z kwestią przyczynienia się, bądź nie, do samego aktu przestępczego. To, że będzie gdzieś postrzegany i karany bardziej surowo, nie zmienia faktu, że przestępca może działać z różnych pobudek. Czasem również dlatego, że nadarzyła się okazja.<br>No, to teraz by mi się dostało! Co? Chcesz polemizować ze stwierdzeniem, że kradzież jest zła? Ależ, skąd! Kompletnie nie o to chodzi. Kiedy opisywałem w swojej pracy kilka dość kuriozalnych przypadków w tym, wydawałoby się, pospolitych oszustw, najczęściej w tle pojawiał się zawsze podobny zarys scenariusza i to bez względu na szczegółowy przebieg przestępstwa, czy sam sposób działania sprawcy.</p>



<p>Otóż, u źródła leżało przekonanie ofiary, że robi wspaniały interes, albo, że właśnie udało jej się kogoś przechytrzyć, albo wykorzystać wspaniałą okazję do zarobku. Powtarzam często, że są trzy rodzaje oszustw: małe oszustwa, wielkie oszustwa i „wyjątkowa okazja”. Pierwszy przykład z brzegu. Do stojącej na postoju taksówki podchodzi mężczyzna w średnim wieku. Jest już dobrze po 23-ej, a rzecz ma miejsce w czasach, kiedy nie istnieją jeszcze telefony komórkowe, a i w budkach telefonicznych częściej można znaleźć urwaną słuchawkę, niż sprawny aparat (mniej więcej połowa lat 70-tych). Taksówkarz opuszcza szybę, a mężczyzna pyta go, czy nie pożyczyłby mu dwóch tysięcy złotych, a odda nieco więcej, bo gra tutaj obok w bloku w pokera i zabrakło mu do puli. Może zostawić swój dowód, albo coś… Kierowca odpowiada, że nie będzie go potem szukał, a dowód może być przecież sfałszowany, czy ukradziony, już słyszał różne takie rzeczy. Mężczyzna wydaje się zdesperowany i ściągając na oczach taksówkarza złotą ślubną obrączkę z palca, mówi. OK, doskonale pana rozumiem. Może więc weźmie pan to w zastaw, a jak się nie zgłoszę do jutra po południu, będzie mógł pan ją sprzedać. Tylko żona mnie wtedy zabije… Taksówkarz ogląda przedmiot, szybko przelicza i wychodzi mu, że obrączka, nawet jeśli złoto słabszej próby, jest warta ponad 3 razy tyle, bo waży sporo. Transakcja zostaje zawarta, mężczyzna bierze od taksówkarza numer telefonu domowego i rozstają się zadowoleni. Oczywiście, nikt do kierowcy nie dzwoni, a złoto okazuje się tylko stopem tombaku z wygrawerowaną próbą, wartym niewiele więcej niż odpustowy pierścionek.</p>



<p>Nieco bardziej wyrafinowany modus operandi, stosowała pewna kobieta podająca się za byłą pracownicę służb specjalnych, która miała mieć dzięki swym kontaktom „łatwy dostęp” do deficytowych towarów w bardzo dobrej cenie. Trzeba pamiętać, że nie było wówczas w sklepie telewizorów kolorowych, pralek, czy lodówek. Były na nie zapisy, ale generalnie większość tego rodzaju sprzętów, zwłaszcza dobrej jakości, pozostawało nieosiągalnych. Pani jednak deklarowała, że może załatwić lodówkę w ciągu 2-3 tygodni, tylko potrzebuje zaliczkę. I takich zaliczek nabrała od klientów ponad pół miliona złotych (średnia pensja wynosiła wówczas około 55 tysięcy). Może nie było to oszustwo olbrzymie, ale wytrwała w nim kilka ładnych lat, bo zwracała pieniądze niektórym, bardziej „niecierpliwym” klientom, którzy straszyli prokuratorem, przepraszając ich, że się nie udało. W międzyczasie oszukiwała kolejnych i tak sobie żyła, wychowując samotnie córeczkę, na koszt naiwniaków. Czy oszukiwani nie przyczynili się do przestępstwa? Ależ tak! Uwierzyli, że zdobędą towar wysokiej jakości poza kolejką i do tego taniej. Wyjątkowa okazja… pamiętacie? </p>



<p>Nieco inny motyw towarzyszył oszustwom matrymonialnym, bo tam z kolei kobiety licząc na względy i szybki ślub, bardzo chętnie finansowały różne dziwne „interesy” swoich „przyszłych mężów”. Tylko naiwność, albo zakochanie? Być może czasem też, ale w większości przypadków pewność, że chwyciły Pana Boga za nogi. No, bo taki przystojny, a do tego oficer LWP, czy wysoko wynagradzany urzędnik ministerialny, etc., a więc będą „ustawione” do końca życia. W tle, znów niezwykła i „wyjątkowa okazja”. I takich „nietypowych” spraw, a przeczytałem około setki akt, była większość. Trudno się dziwić, że akurat w przypadku oszustwa mamy do czynienia z wyjątkowo dużą tzw. „ciemną liczbą przestępstw”. Dlaczego? Po prostu, ofiary wstydzą się zgłaszać na policję (wówczas jeszcze milicję). Jednak wstydzą się nie dlatego, że jest coś złego w byciu ofiarą, ale właśnie z powodu konieczności ujawnienia rzeczywistych motywów swojego działania, które najczęściej nie były specjalnie chwalebne, pisząc bardzo eufemistycznie. Na koniec tego, mocno przydługiego wstępu, warto przytoczyć definicję słowa „wiktymizacja”, która często może być kluczem do zrozumienia niektórych zachowań.:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Wiktymizacja – to proces stawania się ofiarą, a nieco szerzej, także – traktowania siebie, jako ofiary. Dziedziną, która bada proces, wskaźniki, częstotliwość występowania, skutki i rozpowszechnienie wiktymizacji jest wiktymologia.</p></blockquote>



<p>No, dobrze, ale co mają wspólnego ofiary oszustwa z cytowanym na wstępie tekstem? Wróćmy do artykułu, bo przecież miało być o ubiorze, prawda? Przeczytajmy zatem kolejny fragment:</p>



<p><em>– Kilka dni temu na naszym profilu na Instagramie dostałyśmy wiadomość od dziewczyny, która wracała sama wieczorem do domu w sukience. Pewien mężczyzna zwrócił jej uwagę, że w &#8222;takim stroju&#8221; nie powinna wracać w pojedynkę. Dziewczyna była bardzo wstrząśnięta, że ktoś ją zaczepiał w ten sposób. Myślę, że takich sytuacji, kiedy ktoś komentuje nasze stroje, wygląd czy makijaż, jest dużo więcej, ale kobiety rzadko o tym mówią. Dlaczego? Bo takie sytuacje spowszedniały, więc kobiety często nie reagują. Uczy się nas bycia uprzejmymi, miłymi i potulnymi, a nie uczy się asertywności. Dodatkowo nie ma też zbyt wielu narzędzi prawnych, żeby takim zachowaniom przeciwdziałać, ciężko również zdobyć tutaj dowody. Myślę, że jest to problem o niezbadanej skali, ale każda kobieta, taka jak ja, moje koleżanki, czy każda czytelniczka Wirtualnej Polski, doświadczyła takich zaczepek – </em>mówi w rozmowie z WP Kobieta.<em><br>– Takie zachowania dużo mówią o tym, jaki jest stosunek społeczeństwa do ciała kobiety. Osoba, która w ogóle dopuszcza się takiego komentarza czy fizycznej zaczepki czuje się upoważniona, aby to zrobić. I już ten fakt powinien zmusić nas do myślenia. Co to znaczy, że ktoś może podejść do dziewczyny na ulicy i zwrócić jej uwagę na to, jak wygląda albo ją złapać za jakąś część ciała? Kobiece ciało to nie jest &#8222;towar powszechnie dostępny&#8221;. Panuje również przekonanie, że jeśli &#8222;kobieta czegoś nie chce, to powie&#8221;. A przecież to usprawiedliwianie sprawców naruszenia naszej nietykalności – </em>alarmuje specjalistka.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Jak odróżnić napaść od troski?</h2>



<p>Tutaj muszę się zatrzymać, bo widzę w tekście pewną manipulację. Oczywiście, można polemizować, czy ktokolwiek ma prawo komukolwiek zwracać uwagę na jego wygląd, strój, etc. Jest jednak dość wyraźna granica pomiędzy dotykaniem, czy łapaniem za jakieś części ciała, a zwróceniem uwagi, które wcale nie musiało wynikać z jakiegoś podtekstu seksualnego, czy być formą zaczepki. Wyobrażam sobie, że starszy mężczyzna mógł, mając na przykład córkę w podobnym wieku, zwrócić nastolatce uwagę w jej dobrze pojętym interesie, bo to samo powiedziałby komuś bliskiemu, na kim mu zależy. Nie wydaje mi się, o ile nie zrobił tego publicznie, ani w formie napastliwej, by było w tym coś strasznie nagannego, a być może mogło ochronić przed przykrymi konsekwencjami. Zdarza się, niestety bardzo często, że dziewczyny nie dostrzegają absolutnie żadnego związku, pomiędzy swoim prowokacyjnym zachowaniem, czy strojem, a reakcją mężczyzn, którzy znajdują się w ich bliskim otoczeniu.</p>



<p>Naruszenie nietykalności, to zupełnie inna kwestia i należy tego mieszać. Zachowanie dresscodu, czy to w pracy, czy w świątyni, to kwestie oczywiste. Nie zwalnia jednak z myślenia w innych sytuacjach. Jeśli dziewczyna wybiera się do nocnego klubu z przyjaciółmi, których dobrze zna i jest w pewnym sensie „chroniona”, może ubrać się nieco bardziej swobodnie. Jeśli jednak uda się „na miasto” sama, albo tylko z koleżanką i założy spódniczkę, o długości przykrywającej z trudem biodra oraz przezroczystą bluzkę i dołoży do tego ostry makijaż, trudno się dziwić, gdy stanie się obiektem nie tylko powłóczystych spojrzeń. Ktoś, kto tego nie rozumie, może powinien porozmawiać z jakimś specjalistą. Mówi się, że wszystkiemu winni są mężczyźni, bo są agresywni, zaczepiają, źle interpretują „sygnały” itd. Czy rzeczywiście?</p>



<p>&#8222;Atrakcyjny strój &#8221; – nie to, co myślisz – pisze dalej w śródtytule autorka &#8211; I choć wydawałoby się, że dziesiątki kampanii społecznych w tej sprawie i ciężka praca redakcji zwłaszcza prokobiecych przynosi efekty, to jednak nadal zdarzają się komunikaty skierowane do młodych, które bazują na promocji stereotypów. Śląska policja opublikowała na swojej stronie szereg porad dla młodzieży, między innymi, jak ustrzec się przed napadem. Wśród takich cennych wskazówek jak: unikanie bezludnych skrótów; ostrożne podchodzenie do nowych znajomości; unikanie autostopu; niepodchodzenie za blisko do auta z nieznajomym, znalazł się punkt szósty, który brzmi: &#8222;rozważcie, czy atrakcyjny strój nie będzie prowokował do napadu&#8221;.</p>



<p>Skontaktowaliśmy się z oficerem prasowym Komendy Powiatowej Policji w Będzinie, kom. Pawłem Łotockim, aby wyjaśnić, co autor tego wpisu miał na myśli, bowiem większość osób miała skojarzenia dość jednoznaczne. Według nich chodziło o ostrzeżenie młodych dziewczyn, by swoim ubiorem nie prowokowały napastników.</p>



<p>Przeczytałem ten fragment dwukrotnie, bo przecież jest rzeczą dość oczywistą, że słowo „atrakcyjny” ma znaczenie dość szerokie i może być rozumiane w różny sposób. Policjant wyjaśnił, że wcale nie musi chodzić o podtekst wyłącznie seksualny, ale np. także o drogą biżuterię, czy markową odzież, która może prowokować do napaści na tle rabunkowym. Nie wiem, co jest złego w takim ostrzeżeniu i dokładnie zacytowanych sformułowaniach? Autorka jednak chciałaby tutaj wyraźnie z policją polemizować, ponieważ pisze dalej:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Tylko, czy to nie oznacza właśnie, że ludzie mają uważać na strój, bo może on jednak &#8222;sprowokować&#8221; do aktu przemocy, czy to na tle finansowym, czy seksualnym? To powielanie stereotypów w pełnej krasie.”</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Skutek, czy przyczyna?</h2>



<p>Mam wrażenie, że to nie żadne powielanie stereotypów, ale typowe, feministyczne podejście autorki do problemu. Mylenie skutków z przyczyną oraz ignorowanie tych drugich, to zresztą dojmujący i stały problem feministek. Od kilkunastu lat znane są na przykład statystyki brytyjskie, które pokazują, że permisywne podejście do płciowości i seksualizacja dzieci od najmłodszych lat, pod postacią obowiązkowej edukacji seksualnej w szkołach w zwiększonym wymiarze godzin, nie tylko nie rozwiązały problemu licznych ciąż u nastolatek, ale go zwielokrotniły. Mimo to, feministki nie widzą żadnego związku tych kwestii, a wszystko jawi im się, jako przypadkowa koincydencja zdarzeń. Podobnie wydają się (choć aż trudno w to uwierzyć) nie dostrzegać, że częściej ofiarami napaści stają się dziewczyny, które prowadzą, oględnie pisząc, dość rozwiązły tryb życia, zwłaszcza kiedy swym zachowaniem, często słabo kontrolowanym po spożyciu różnych środków rozweselających, w sposób absolutnie ewidentny prowokują zdarzenia, do których w innej sytuacji najpewniej by nie doszło. Czy nazwiemy to przyczynieniem nieświadomym, czy prowokacją, to inny problem, ale chodzi o to, że feministki w ogóle zdają się go nie dostrzegać. Jasne, zdarzają się gwałty na kobietach, które nie uczyniły nic, co miałoby pozór przyzwolenia, czy nawet cienia prowokacji. Statystyki pokazują też, że w zdecydowanej większości ofiary znały sprawcę (75%), którym okazał się były chłopak, narzeczony, czy kolega. W pewnej liczbie zdarzeń, nie koniecznie zakończonych aż tak dramatycznie, ofiarami stają się, bardziej, lub mniej świadome swoich działań, dziewczyny nieprzypadkowo „wybrane” przez sprawcę. Specjalnie używam cudzysłowu, bo bywa i tak, że inicjatorkami „dobrej zabawy” są same dziewczyny i to one wybierają, prowokując swym strojem i zachowaniem, a na końcu są zdziwione…</p>



<p>W ostatnich latach wystąpiła gwałtowna dysproporcja w statystykach pomiędzy prowadzoną liczbą postępowań, a skazaniem sprawców zgwałcenia. Różnica w latach 2014-17 wynosiła aż 48%, wcześniej nie przekraczała nigdy 30%. Czy to tylko brak skuteczności policji, czy też inne przyczyny, trudno jednoznacznie ocenić. Dziś orzecznictwo europejskie poszło z kolei już tak daleko w kierunku skazywania wszystkich wskazanych przez domniemane ofiary, że byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie krzywdziło wielu niesłusznie podejrzanych. Można o tym przeczytać tutaj. W Szwecji skazano ostatnio 27-latka za „gwałt z nieostrożności”. To jeden z elementów feministycznego szaleństwa, w którym najpierw mówi się dziewczynom, że wszystko im wolno, a potem, gdy coś poszło nie tak, wystarczy, że cofną zgodę post factum i „sprawca” idzie za kraty.</p>



<p>Oczywiście, w żaden sposób nie próbuję usprawiedliwiać przestępców. Trudno nie podzielić zdania wyrażonego w 1984 roku przez Sąd Najwyższy w wyroku z 12 marca 1984 r.:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„<em>Dla pełnej ochrony prawnej wyrażającej się w odpowiednim wymiarze kary mają jednakowe prawo wszyscy obywatele, w tym osoby nietrzeźwe, jak i o nienajlepszej reputacji (prostytutki) i sąd nie powinien takich przymiotów osoby pokrzywdzonej traktować jako przesłanek do nadzwyczajnego złagodzenia kary”</em>.</p></blockquote>



<p>Jednak autorka artykułu, z którą próbuję polemizować, odnosi się bardziej do napaści słownych, niż poważniejszych przestępstw, przywołując na końcu tekstu autorytet w postaci psychologa (Moniki Predjon):</p>



<p>„<em>Jak reagować w sytuacjach, gdy ktoś uznał, że ma prawo skomentować nasz wygląd? Zdaniem psycholog Moniki Predjon stanowczo, ale nie agresywnie. – Zawsze zachęcam pacjentki do bycia asertywnymi. Do mówienia stanowczo, ale bez agresji o swoich uczuciach i potrzebach, czyli np. jest mi przykro, albo czuję się zakłopotana, kiedy komentujesz mój ubiór. Proszę, żebyś więcej tego nie robił. Są jednak sytuacje, jak np. wspomniany wieczorny spacer, kiedy zwyczajnie dla własnego bezpieczeństwa nie wdawałabym się w dyskusję”</em> – radzi pani psycholog.</p>



<p>Jasne. Kobiety (mężczyźni zresztą także) mają prawo mówić o swoich uczuciach i potrzebach i jeśli ktoś uzna za stosowne, może komentować wszelkie uwagi. Z drugiej strony, nie każda uwaga musi mieć jakiś podtekst i stanowić napaść słowną, której należy koniecznie dać odpór. Być może jest to dobra rada, nawet jeśli nikt o nią nie prosił?</p>



<p>Cały artykuł, z którym polemizują chętnie jego czytelnicy, przywołując możliwe konsekwencje różnych działań związanych także z ubiorem, skomentowała, chyba dość trafnie, czytelniczka występująca jako Hellen. Zacytuję ją tytułem podsumowania:<br>Hellen20-08-2020</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Co za głupi artykuł! Takie są prawa biologii i nic tego nie zmieni. Jeśli wychodzimy bez stanika z dyndającym biustem i w krótkiej spódnicy nie oczekujmy, że ktoś będzie nas traktował jak pensjonarkę. Jeśli ktoś tak się ubiera to albo zda sobie sprawę, że nie żyje na bezludnej wyspie i zacznie ubierać się mniej prowokacyjne albo niech się przyzwyczai do komentarzy.”</p></blockquote>



<p>Przy takim sposobie rozumowania panienka powinna wyjść w samych stringach i mieć pretensję do ludzi, że to komentują! Jak daleko można przesuwać granice prowokacji?<br>No, właśnie… Jak daleko?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/">Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy to jest śmierć?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 15 Sep 2020 18:50:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1198</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/">Czy to jest śmierć?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>&#8211; Proszę podpisać. Córka nie żyje. Nie pomoże jej pani, a jest szansa, żeby zrobić coś dobrego dla innych. One na pewno też by tego chciała, prawda?<br>&#8211; Ale, ona jest ciepła. Serce bije, a pan mówi… Jak to nie żyje?<br>&#8211; Tak, proszę pani, ale śmierć mózgu jest nieodwracalna. Nawet jeśli to jeszcze jakiś czas potrwa, to będzie za nią oddychał aparat. Czy pani chce tak żyć? Jej już tu nie ma, tylko aparatura podtrzymuje oddech. To nie ma sensu. Może pani uratować czyjeś życie… Proszę się zastanowić.</strong></p>



<p><br>Ile takich rozmów ma miejsce w ciągu roku? Tysiąc, a może więcej? Całe lata mówiono nam, że jeśli odchodzimy, także w młodym wieku, to mamy jeszcze tę ostatnią szansę pomóc innym. Każdego roku liczba zmarłych dawców organów to od 500, do niecałych 800 przypadków. Jednak w ostatnich latach nie przekroczyła 640. Każdy z nas może złożyć stosowną deklarację na stronie Poltransplant.org. To może być zgoda, ale też sprzeciw wobec pobrania po naszej śmierci narządów. Niby wszystko takie proste i oczywiste. Jasne, że można polemizować czy transplantologia to właściwy kierunek rozwoju medycyny, zwłaszcza w tej części, która budzi tak wiele kontrowersji. Co się jednak zdarzyło 27 sierpnia 2020 roku?</p>



<p>Czy mamy do czynienia z zamachem na kolejnego naukowca? Gigantyczny skandal, który dzieje się na naszych oczach. Oczywiście, jak inne, prawdopodobnie zostanie zamieciony pod dywan. Od ponad 40 lat człowiek walczy o życie swoich pacjentów, a od 15 jest nękany w najbardziej ohydny sposób. Zdołał uratować ponad 1000 osób, nie tylko w Polsce, ale na różnych kontynentach. Te osoby miały przecież nie żyć. Co się stało?<br>Kamila dostała drugie życie.</p>



<p>„Pani córka nie żyje. Uszkodzony został pień mózgu. Może pani pomóc innym chorym, którzy czekają…”<br>Kamila żyje. Dlaczego? Ponieważ matka wyrwała ją ze szpitala. Zajął się nią profesor Jana Talar. Dziś pracuje w Szkocji i cieszy się dobrym zdrowiem. Podobnie, jak Agnieszką, która także została zakwalifikowana do oddania organów. Rodzina nie wyraziła zgody. Dziewczyna została wybudzona ze śpiączki, a rok później zdała maturę. Tego typu przypadków, o których opowiada, było dobrze ponad pięćset, ale uratowanych co najmniej dwa razy tyle. Po co to robi? Bo składał przysięgę Hipokratesa i kocha ludzi? Bo chce im pomagać? Bo właściwie rozumie słowo „etyka lekarska”? Zapewne to wszystko prawda, ale co w takim razie z innymi? Przecież również przysięgali? Niemożliwe, by wobec faktów mogli tylko wzruszyć ramionami i powiedzieć, że to jedynie tysiąc „przypadków”? Czy wobec tego należy w ogóle słuchać opowieści o „śmierci mózgowej”, kiedy ci wszyscy pacjenci żyją? Mało tego! Jakość życia wielu z nich zupełnie nie odbiega od normy, a przecież zostali już skazani na śmierć.<br>SMS Matki: „Bardzo proszę Pana Profesora, żeby Pan odebrał telefon. Syn ma 14 lat, uległ wypadkowi i lekarze go przekreślili. Błagam, niech Pan odbierze telefon”.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„To dziecko umarło z dniem wypadku. Na jego nieszczęście zaczął oddychać, bo już dawno pobralibyśmy organy i by było po sprawie.” – na koniec dodał – „Dajcie mu umrzeć, co wy… jeszcze od niego chcecie?”</p></blockquote>



<p>A co powiedział matce lekarz?<br>&#8211; Szanse na przeżycie – zero. Mózg gnije. Czy pani rozumie, że Paweł nie ma żadnych szans? Cud, jak przeżyje operację. Cud, jak przeżyje godzinę. Pani będzie musiała przyjąć wiadomość. Pani naoglądała się filmów. Lekarz powiedział, że podjął się heroicznej operacji.”<br><strong>Matka: </strong>&#8211; Czy będziecie syna wybudzać?<br><strong>Lekarz</strong>: &#8211; To jest tak, jakbyście poszli na cmentarz i chcieli wybudzić tam leżących.<br><strong>Matka</strong>: &#8211; Jak szłam przez korytarz, tak mi było przykro. Synowi bije serce, jest ciepły. Na cmentarzu serca nie biją i są zimni.<br><strong>Kolejny lekarz</strong>: &#8211; Jest beznadziejnie. Daję sobie ręce obciąć, że z Pawełka nic nie będzie.<br><strong>Matka</strong>: &#8211; Daję sobie uciąć głowę, że Pawełek wyjdzie z tego. (Popatrzył na mnie, jak na wariatkę, ale dał mi już spokój).<br>Pani została w klinice profesora nauczona strategii neuroterapii. Co mówiła dalej?<br>Pawełkowi już powoli wraca oddech. W środę zaczął mrugać powiekami, poza tym jak mu coś opowiadałam, to płynęły mu łzy. Dziś sam oddycha.<br>„Czyli co? – pyta profesor w tej rozmowie przeprowadzonej w TV Trwam – brak samoistnego oddechu, to jest objaw śmierci mózgu? To jest objaw przemijających reakcji wynikających z szoku mózgowego”.</p>



<p>A co jeszcze powiedział matce lekarz?<br>„To dziecko umarło z dniem wypadku. Na jego nieszczęście zaczął oddychać, bo już dawno pobralibyśmy organy i by było po sprawie.” – na koniec dodał – „Dajcie mu umrzeć, co wy… jeszcze od niego chcecie?”<br>Paweł został przeniesiony na zwykły oddział pediatryczny. Żyje. Odwiedził po jakimś czasie Klinikę „Budzik” w Warszawie.<br>Co można powiedzieć po czymś takim? Determinacja bliskich była silniejsza od przemocy słownej? Często walka nie była łatwa i trwała bardzo długo, a jeżeli nawet nie zawsze kończyła się pełnym sukcesem, kto ma prawo o tym decydować? Jak to możliwe, że lekarze pomylili się aż ponad tysiąc razy? Nie wszyscy trafili do tak wybitnego specjalisty, choć są podobne kliniki w kraju, jak choćby wspomniana Klinika „Budzik” Ewy Błaszczyk. Nie dowiemy się jednak nigdy, jak potoczyłyby się losy innych, którzy mieli mniej szczęścia…</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong>Profesor Jan Włodzimierz Talar</strong> – polski lekarz, nauczyciel akademicki i profesor nauk medycznych. Specjalista od rehabilitacji, rehabilitacji medycznej i chirurgii. Znany z dużej skuteczności wybudzania ze śpiączki pourazowej. Pułkownik Wojska Polskiego.</p></blockquote>



<p>To zaledwie krótka notka, którą znajdziemy w okienku wyszukiwarki Google, po wpisaniu nazwiska naukowca. Dziś 74-letni lekarz związany przez długie lata z Bydgoszczą, o którym napisać tylko, że skutecznie wybudza ze śpiączki, to zdecydowanie za mało. Autor i współautor wielu znakomitych publikacji naukowych oraz kilku książek. Ostatnia z nich (2018) nosi tytuł: „Śpiączka mózgowa, a tak zwana „śmierć mózgu“. To nie jedyna pozycja, w której pan profesor wyraża krytyczne uwagi wobec konwencji harwardzkiej – dokumentu, jaki legł u podstaw brzemiennego w skutki naukowego stwierdzania śmierci pacjentów na podstawie właśnie tzw. „śmierci mózgowej”. Obszerna książka (950 stron) jest z pewnością kompendium wiedzy o wybudzaniu pacjentów. To obserwacje z perspektywy ponad 40 letniej praktyki. Jak czytamy w opisie, pozycja ta powinna stanowić nie tylko podręcznik znajdujący się w każdym polskim szpitalu, ale jej treść koniecznie winny poznać wszystkie rodziny chorych znajdujących się w śpiączce mózgowej. To przecież one mają wielkie zadanie do wykonania, zwłaszcza kiedy popatrzymy na stan aktualnej medycyny.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Don Kichot, szczęściarz, a może hochsztapler?</h2>



<p>Czy temat właśnie teraz został wywołany przypadkiem? Nie. Miałem okazję ponad rok temu obejrzeć kilka programów z panem profesorem Janem Talarem, które były niezwykle interesujące. Dwa lata wstecz dyskusja pod egidą KAI, z udziałem zaproszonych gości, na pewno mocno przybliżyła temat, także laikom, chociaż w jej trakcie zarzucano profesorowi niekompetencję, co jest już kompletnym kuriozum. Nie jest dobrze, kiedy polemika przekształca się w napaść. Można zrozumieć, że intencje lekarzy, profesorów z wieloletnim stażem, są dobre, ale trudnie nie zauważyć, że przytaczane historie pokazywały też skalę manipulacji. A jak to wyglądało wcześniej? W 2013 roku na Sympozjum w Poznaniu wykład pana profesora stał się w środowisku medycznym swego rodzaju skandalem. Lekarze poczuli się urażeni, kiedy naukowiec powiedział wprost, że śmierć pnia mózgu nie istnieje, zaś organy pobierane są od żywych osób. Horror, prawda? Tu jest pewien problem, bo o ile, z relacji i wywiadów można wysnuć dokładnie taki wniosek, to wielu lekarzy, także profesorów medycyny, stoi za definicją śmierci mózgu murem. Czyli, że co? Postać profesora jest kontrowersyjna, a poza tym generalnie z tą definicją śmierci mózgowej wszystko jest ok? Bo są procedury, bo kilku specjalistów, bo po dokładnych badaniach, wypełnieniu specjalnej ankiety itd., itp.</p>



<p>Kot posłucha tego wywiadu, zrozumie, że nie tylko nie jest ok., ale od „ok” są tutaj całe lata świetlne. Można też obejrzeć ten program. Krytyka konwencji harwardzkiej jest tu po prostu miażdżąca, choć jeszcze znacznie gorsza od niej wydaje się praktyka. Mimo to, wielu naukowców przekonuje, że błędy może się zdarzały, podobnie jak nieuprawnione rozmowy z rodzinami, podejmowane jeszcze przed orzeczeniem śmierci mózgu. Na dowód tego powołują oni m.in. zdjęcia angio CT, która to metoda ma zostać włączona do pozostałych, jak obligatoryjna i całkowicie obiektywna. Tam na zdjęciach widać, że krążenie krwi w mózgu pacjenta ustało całkowicie. Czy to pomoże?</p>



<p>Tymczasem 27 sierpnia media, oczywiście tylko niektóre, obiegła wiadomość, że pan profesor Jan Talar staje właśnie, kolejny raz, przed komisją Izby Lekarskiej w Warszawie z zarzutami szerzenia informacji sprzecznych z obowiązującą wiedzą medyczną. Naprawdę? Jak to możliwe, by naukowcowi, który dowiódł i to w sposób nie budzący nawet cienia wątpliwości, bo przecież praktycznie, pracując na olbrzymiej grupie pacjentów, że oni żyją, stawia się zarzut „nienaukowości”. Czy to oznacza, że o ile fakty przeczą doktrynie, przyjętej wiele lat temu w sposób dość skandaliczny, to tym gorzej dla faktów?</p>



<p>Postronny obserwator mogłoby odnieść wrażenie, że nic złego naukowcowi stać się przecież nie może. Pokaże wyniki terapii, zdjęcia oraz kilku żywych pacjentów, którzy potwierdzą, że pan profesor miał i ma wciąż, rację. To chyba też najlepszy, bo w końcu najbardziej przekonujący sposób, aby swe racje udowodnić. Pacjent pozbawiony nerek, wątroby, a zwłaszcza serca, raczej nikogo o niczym przekonywać już nie będzie. Licznie uratowani przez profesora, zdiagnozowani wcześniej, jako „umarli”, którzy mieli stać się ewentualnie rezerwuarem części zamiennych, są najlepszym dowodem na systemową paranoję, czyż nie? Nic z tego! Polemika z tego typu organem jest mniej więcej tak samo skuteczna, jak maseczki przeciw koronawirusowi. Izba Lekarska, jako sąd kapturowy, bynajmniej nie zbiera się w celu dociekania prawdy, czy swobodnej wymiany zdań, lecz by ukarać lekarza wezwanego przed tę „wysoką komisję”. Niestety, praktyka jest taka, że właśnie bez względu na fakty, a często również kompletnie wbrew faktom, dokonuje się publicznego i środowiskowego linczu na naukowcach, którzy mają inne zdanie, albo wyszli przed szereg. Jak wyjaśnić w inny sposób to, że Izby nie interesują świadkowie, których „podsądny” chce przedstawić? Owszem! Wyznaczono już dla pana profesora nawet dwa terminy rozpraw, co oznacza, że scenariusz ich przebiegu został starannie przygotowany. Żeby było jeszcze gorzej, ta „aktualnie obowiązująca wiedza medyczna”, na którą się powołują oskarżyciele, a której jakoby nie szanuje krnąbrny profesor, to właśnie nadal rzeczona konwencja harwardzka z 1968 roku. Całkiem „świeża” wiedza medyczna, nieprawdaż? Dogmaty nieco rozszerzone okólnikami Ministra Zdrowia. Skoro uczestnicy zadekretowali kiedyś śmierć mózgową, nie będzie nam tu jakiś profesor „pluł w twarz”. A, że kogoś uratował? Nawet niechby to była prawda, to przecież wbrew nauce, a do tego organy jednego człowieka mogą ocalić, albo przedłużyć życie, kilku pacjentom, więc uratowanie potencjalnego dawcy, to żaden sukces… Czyli?</p>



<h2 class="wp-block-heading">Money, money, money…</h2>



<p>Nie mówi się o tym zbyt głośno, ale przecież każdy przeszczep wiąże się dla pacjenta z koniecznością przyjmowania do końca życia leków immunosupresyjnych, a tu już np. tylko zwykły syrop dla dzieci po przeszczepie potrafi kosztować 859 zł. Oczywiście, wiele z tych leków jest refundowanych, co w praktyce tylko podnosi ich cenę i staje się źródłem korupcji. Zostawmy to jednak na inną okazję. Tutaj istotne jest, by jacyś pacjenci po przeszczepach pojawiali się w większej liczbie, bo tylko wtedy można im sprzedać drogie leki, a gdyby pozostali sami żywi dawcy, którzy zechcieli oddać swojemu dziecku nerkę, czy kawałek wątroby, cały ten pięknie rozwijający się „przemysł” zacznie się zwijać. Stąd w środowisku pojawiają się od dość dawna głosy, że koniecznie należy coś z tym zrobić. Fakt, że jakiś doktor, czy profesor, próbuje wkładać kij w szprychy, zwłaszcza, gdy transplantologia wciąż „pod kreską”, jest dość nieprzyjemny. Miało być przeszczepów z roku na rok coraz więcej. Mówi się o ich potrzebie dość szeroko w mediach. Pamiętamy akcje propagandowe, w których mniej lub bardziej znane osoby opowiadają, że zarejestrowali swoją zgodę na stronie Poltransplant, albo że zawsze noszą ją ze sobą, a rodzina jest o tym poinformowana. Nagle, choć nie do końca, bo przecież to wypowiedzi powtarzane od lat, jakiś gość zachowuje się „tak nieodpowiedzialnie” i opowiada, że śmierci mózgowej nie ma. No, przecież to czysta herezja. Niedouk jakiś, czy co? Tylko co on ma mówić, jeśli to prawda? Oczywiście, jest możliwe doprowadzenie do śmierci mózgu i tego nikt nie kwestionuje, tyle że w większości przypadków do tego momentu droga jest dość długa i jest szereg procedur, które są w stanie ją przerwać. Kiedy profesor tłumaczy to dość dokładnie i cierpliwie, zarzuca mu się, że nie zna stanu „aktualnej wiedzy medycznej”. Paranoja… Może to on powinien raczej spytać, którego z uratowanych pacjentów należało zabić? Dlaczego zmieniano rozpoznania w karcie wypisu ze szpitala, czemu nie podejmowano działań, które wcale nie wymagały wielkich nakładów finansowych i dlaczego nie stosuje się standardów obowiązujących już w wielu krajach? Czy przywiezienie na taką rozprawę 500 uratowanych zrobiłoby na komisji wrażenie? Nie sądzę.<br>Prawdę pisząc, ani trochę nie wierzę w jakąkolwiek sprawiedliwość w orzeczeniach ferowanych przez Izby Lekarskie. To wysoce szkodliwa klika, która dawno już powinna przestać istnieć, a środowisko lekarskie winno mieć wybór oraz możliwość tworzenia własnych organizacji, nie skrępowanych gorsetem Big Pharmy. Coraz częściej, niestety, funkcjonujące gremia nie tylko są nieobiektywne, co jest eufemizmem, ale stają się wręcz „bojówkami” koncernów farmaceutycznych, które płacą i wymagają. Ktoś, kto stał się nieposłuszny i próbuje machać szabelką, przeznaczany jest do odstrzału. Często po cichu i jak najszybciej, aby nie mnożyć strat. Znamy podobne sytuacje i jest ich ostatnio coraz więcej.</p>



<p>Niedawno sąd kapturowy po kolejnych próbach dopadł w końcu dr Huberta Czerniaka, a kilka tygodni temu, dr Annę Martynowską. To już nie są żadne precedensy, tylko stała, odrażająca praktyka. Trzeba obrzydzić życie, opluć lekarza tak, żeby musiał, najlepiej do końca życia, tłumaczyć, że nie jest wielbłądem, a wreszcie zawiesić mu prawa wykonywania zawodu. Niech sobie zapamięta z kim zadarł. Jeśli się pokaja i przeprosi, może damy mu spokój. Tak wyglądają fakty. Panią dr Martynowską Izba Lekarska wyrzuciła nawet z własnej rozprawy… podobno za brak maseczki.<br>Tym razem, jak sądzę, mamy do czynienia z przestępstwem wielkiego kalibru. Przestępstwem, ponieważ jeśli uniemożliwia się obwinionemu przedstawienie dowolnej linii obrony i nie dopuszcza niewygodnych, a jednocześnie też niemożliwych do podważenia dowodów, można taką metodą w praktyce skazać każdego za cokolwiek. To nie ma prawa zdarzać się nagminnie w cywilizowanym kraju. Lekarze nie są, niestety, środowiskiem zintegrowanym i nie wyjdą na ulice, chociaż powinni zrobić to dawno, a w tej sprawie na pewno, jak w żadnej innej, jest to niezwykle ważne. Cenzura staje się wszechobecna, polemika całkowicie wykluczona i nie zdziwię się, jeżeli panu profesorowi nagle odetną możliwość wystąpienia na swojej rozprawie, pod dowolnym pretekstem. Obym się mylił… Na razie wiemy, że odcięto obecność niezależnych dziennikarzy, która spowodowałoby, siłą rzeczy, nagłośnienie procesu, co może nie spodobać się koncernom, a już zwłaszcza tym, znajdującym się pod szczególną ochroną pani Żorżety.</p>



<p>Wiodące media siedzą cicho. Czy po farsie, dla której nazwa „rozprawa”, albo „proces” może być ewentualnie synonimem tego wyjętego żywcem z Kafki, choć wciąż jest nadzieja, że pan profesor nie będzie do końca aż tak uprzejmy, jak bohater książki, dowiemy się, jak to wyglądało? Raczej nie. Pewnie zobaczymy za to jakiś kolejny napastliwy materiał, jak ten z 2013 roku, gdzie TVP dokonało niemal linczu na profesorze, nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą, stosując ohydną manipulację i przedstawiając tylko jedną stronę zagadnienia. Co myśli sobie widz, oglądając ślicznego chłopca, który doczekał się na serduszko, a przeszczep się udał, o czym mówią szczęśliwi rodzice? Jak bardzo musi współczuć skrzywdzonym anestezjologom, opowiadającym, że poczuli się tak straszliwie dotknięci wypowiedzią profesora oraz oczekującym z nadzieją na przeszczep pacjentom? Wszyscy tacy mili, serdeczni i pomocni, a jeden „sukinsyn” się trafił, który chce żeby małe dzieci poumierały i inni pacjenci też, prawda? Dokładnie tak się robi chwytające za serce materiały i przy okazji oczernia niewinnego człowieka. Żadnej, choćby najmniejszej, próby merytorycznej refleksji, zwłaszcza u lekarzy. Czy ktoś z redakcji podjął choćby próbę wyjaśnienia z jakiego powodu pan profesor twierdzi, że śmierć mózgowa nie istnieje? Mówi tak, bo chce być oryginalny, czy może ma dowody? Izba Lekarska nie jest nimi zainteresowana, to już wiemy, ale telewizja? Przecież to hit, który podniósłby oglądalność, może nie do wymiaru finału Ligi Mistrzów, ale z pewnością znacznie. Nikt nie zadał sobie nawet odrobiny trudu, aby pokazać na przykład radość rodziców Agnieszki, od której już mieli pobierać narządy, a wkrótce po tym dziewczyna dała sobie radę na studiach. Mogli pokazać wielu innych chorych, których zaliczono już w poczet potencjalnych dawców. Chyba można było, dla minimum uczciwości, wybrać choć jeden z kilkuset przypadków? Pewnie tak, lecz nie wtedy, gdy ręce wiążą firmy farmaceutyczne, a są też być może jakieś naciski Poltransplant-u. W końcu, jak wiemy, pecunia non olet, zaś reklamodawcy są zawsze potrzebni, a ta branża płaci akurat chętnie i terminowo…</p>



<h2 class="wp-block-heading">Transplantacja tak, ale…</h2>



<p>Sam nie należę do przeciwników transplantacji? Pan profesor, o czym wielokrotnie mówił, także dostrzega w przekazywaniu narządów dużą wartość, co nie zmienia faktu, że nie może się to z pewnością odbywać poprzez mordowanie innych chorych. Zbyt mocne słowa? A jakiego terminu można użyć, gdy pobiera się organy od człowieka, który mógłby żyć jeszcze wiele lat, w większości przypadków, w zadowalającym stanie zdrowia? Czyż stwierdzenie śmierci pnia mózgu jest na pewno wystarczające? A skoro tak, czemu okazuje się odwracalne? Czyż byśmy mieli ponad tysiąc cudów i dziwnym trafem wszystkie u pana profesora Talara? A może to po prostu tysiąc mylnych diagnoz lekarzy. Decyzje są kolegialne (trzech, albo po zmianie, co najmniej dwóch lekarzy musi podpisać się pod protokołem). Czy mylne diagnozy dotyczące tak istotnej kwestii, jaką jest dla bliskich i samego zainteresowanego pacjenta, wybór życia i śmierci, nie jest skandalem, który należy wyjaśnić? Oczywiście, dla wielu spraw mielibyśmy do czynienia z przedawnieniem.</p>



<p>Sam, nieprzytomny pacjent, raczej decyzji nie podejmie. Bliscy są więc nakłaniani, aby zrobili to w jego imieniu i możliwie jak najszybciej. Przecież „zmarły” był dobrym człowiekiem i na pewno sam chciałby pomóc innym… a więc? Odłączmy go od aparatury. Czy ktoś z tych, którzy dziś ośmielają się oskarżać profesora Talara, w ogóle zadał sobie pytanie, jak dziś czują się rodziny ofiar, które zgodziły się w bardzo podobnych sytuacjach, na odłączenie aparatury i pobranie narządów od swojego syna, czy córki, a później dowiedzieli się, że tacy pacjenci mogą przeżyć? Co więcej, mówimy tu o setkach osób, a nie o pojedynczych przypadkach! Jak oni mają dalej żyć ze świadomością, że być może skazali ich na śmierć. Owszem, zapewne nieświadomie i przy okazji pomagając komuś innemu, a może ratując nawet kilka żyć, ale czy mieli prawo to zrobić?<br>Polemika wykluczona?</p>



<p>Na stronie wspomnianego już Poltransplantu znajdziemy między innymi wzory oświadczeń woli, które teoretycznie wystarczy tylko wypełnić, podpisać i odesłać. Ile osób to zrobiło? Kto w ogóle ma świadomość jaki jest obecny stan prawny w tej kwestii i jaka jest praktyka? Pan profesor mówi wprost, bo wie to od bardzo wielu rodzin, na które wywierano silną presję. Jeśli ktoś nie złożył pisemnego sprzeciwu, zarejestrowanego w stworzonym na stronie Poltransplant Centralnym Rejestrze Sprzeciwów, to szanse na ochronę chorego znacznie spadają. Teoretycznie, można bronić bliskiego przed pobraniem narządów mówiąc o jego woli, którą wyrażał za życia, a co mówi na ten temat prawo?<br>Cytat z powyższej strony:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Według polskiego prawa każda osoba zmarła może być uważana za potencjalnego dawcę tkanek i narządów, jeśli za życia nie wyraziła sprzeciwu. Lekarze, pod opieką których był zmarły, informują zwykle rodzinę o śmierci i zamiarze pobrania narządów do przeszczepienia, lekarze pytają rodzinę czy zmarły za życia nie wyraził sprzeciwu ustnie w obecności świadków, lekarze nie muszą prosić rodziny o wyrażenie zgody na pobranie narządów. Jeśli zmarły pozostawił pisemny zapis dotyczący jego woli odnośnie pobrania narządów (np. oświadczenie woli) po śmierci, lekarze respektują jego decyzję. Bliscy mogą jedynie potwierdzić opinię zmarłego na temat pobrania narządów , jeśli ją znają.</p></blockquote>



<p>Zatem, o ile nie ma niczego na piśmie, lekarze mogą, ale nie muszą uwierzyć. Nawet nie muszą też poinformować rodziny w odpowiednim czasie, ponieważ słowo „zwykle” nie oznacza „zawsze”. Drobny szczegół, który potrafi zmienić wszystko, a być może zadecydować też, czy chory przeżyje… Warto zauważyć, że strona, która zawiera formularze (wprawdzie tylko do pobrania) i dotyka bardzo istotnych kwestii medycznych i nie tylko, nie spełnia podstawowych norm bezpieczeństwa, gdyż nie posiada certyfikatu SSL. Efekt, który widzimy na pasku adresu (przekreślona kłódka) może powodować, że niektóre programy antywirusowe w ogóle nie wpuszczą zainteresowanego na stronę, więc nie będzie mógł pobrać żadnego formularza. Czy to jest działanie profesjonalne? Certyfikat kosztuje 123 zł brutto…</p>



<p>Smutne to wszystko, tym bardziej, że pan profesor Jan Talar jest niekwestionowanym autorytetem w swojej dziedzinie, cóż z tego, gdy jego sugestie co do procedur związanych z ratowaniem pacjentów z ranami głowy i innymi urazami, które są już standardem w innych krajach, a wcale nie wymagają poniesienia wysokich kosztów, wciąż są w Polsce lekceważone. Jak uwierzyć w czyste intencje decydentów, jeśli specjalny kask chłodzący wartości około 2 tysięcy złotych, gdyby znalazł się na wyposażeniu każdej specjalistycznej karetki pogotowia, mógłby zwielokrotnić szanse przeżycia wielu ofiar wypadków, a jednak nikt nic z tym nie robi? Tego rodzaju sprzęt mogłaby podarować służbie zdrowia nawet WOŚP i to w mgnieniu oka, ale jakoś nikt na taki pomysł nie wpadł. Zresztą można by zacząć choćby od pojedynczych karetek i w budżecie każdego miasta dałoby się wygospodarować te 8, czy 10 tysięcy. Czemu się tego przez tyle lat nie dało zrobić?</p>



<p>Wszystko zaczyna się od głowy… a ryba się nawet od niej psuje. A może jest tak, że skoro zdarzył się już wypadek, to głowy chronić nie należy jakoś szczególnie? Jasne, że lekarz ratuje pacjenta, najczęściej z pełnym oddaniem, ale jeżeli nie ma właściwego sprzętu, to cudów nie uczyni. Ludzie i tak w końcu umierają, po co więc blokować aparaturę i wybudzać ze śpiączki, kiedy tylu chorych czeka na organy?</p>



<p>Mówimy coraz częściej, że Świat oszalał. Widzimy rzeczy, o których nie śniło się nie tylko filozofom, ale pewnie nikomu. Medycyna rozwinęła się tak bardzo, że potrafi uratować życie w przypadkach naprawdę ekstremalnych, a jedocześnie zabija się przecież zupełnie niewinne dzieci w łonach ich przyszłych matek, tylko z tego powodu, że mogłyby okazać się chore. Czy transplantologia, w której pokładano tak wielkie nadzieje, zamiast w cywilizację życia wpisze się jednak w cywilizację śmierci? Nie chciałbym nikogo skrzywdzić, a już zwłaszcza tych lekarzy, którzy walczą z oddaniem o życie każdego pacjenta bez względu na warunki w jakich przyszło im pracować.</p>



<p>Jeżeli jednak ktoś uważa, że w ogóle można zadawać pytanie o to, czy należy ratować kogoś za wszelką cenę, skoro jego organy mogłyby posłużyć 5-ciu pacjentom, oznacza, że Świat oszalał znacznie bardziej, niż nam się wydaje…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/">Czy to jest śmierć?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
