<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zdrowie - POLEMIKI.pl</title>
	<atom:link href="https://polemiki.pl/category/ludzie/zdrowie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://polemiki.pl/category/ludzie/zdrowie/</link>
	<description>PUBLICYSTYKA</description>
	<lastBuildDate>Sun, 14 May 2023 19:05:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/cropped-9FAEA284-E04D-45DC-8281-E6FB2D0320D1-32x32.png</url>
	<title>Zdrowie - POLEMIKI.pl</title>
	<link>https://polemiki.pl/category/ludzie/zdrowie/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Czy sportowcy dali się wykorzystać?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 May 2023 19:05:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[sport akademicki]]></category>
		<category><![CDATA[umoczeni sportowcy]]></category>
		<category><![CDATA[zarobki sportowców]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1458</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kto najbardziej efektywnie przyczynił się do rozpropagowania „skutecznych i bezpiecznych eliksirów”?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/">Czy sportowcy dali się wykorzystać?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Kto najbardziej efektywnie przyczynił się do rozpropagowania „skutecznych i bezpiecznych eliksirów”, nie tylko zresztą w naszym nieszczęśliwym kraju? Odpowiedź chyba nikogo nie zaskoczy. Jest prosta, a jednocześnie straszna… Wszak brylowali w tym procederze ulubieńcy mas. Władza w tym przypadku dokładnie wiedziała, co robi. Polityk, przeważnie musi na sympatię zapracować, a łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Artyści, celebryci, a nade wszystko sportowcy, budzą pozytywne skojarzenia w sposób zupełnie naturalny. Przecież na swój wizerunek musieli ciężko zapracować, więc szacunkiem, a czasem wręcz czcią, są obdarzani nawet triumfatorzy rozgrywek lokalnych, czy mistrzostw Polski w czymkolwiek. Tym bardziej, jeśli zdobyli jakiś medal, czy puchar w zawodach międzynarodowych, zwłaszcza wyższej rangi.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie zapomnimy nigdy!</strong></h2>



<p>Olbrzymie bilbordy hańby widzieli wszyscy. Choć może lepiej napisać, &#8222;bilbordy olbrzymiej hańby&#8221;, bo ona zdecydowanie przewyższa nawet największy, wydrukowany wizerunek jakiejkolwiek postaci, na świecie. W każdym mieście czytaliśmy o #ostatniej prostej, co jeszcze dziś przyprawić może nie tylko o wymioty, ale o słuszny gniew. Wielu Polaków straciło swoich bliskich i dla nich marnym pocieszeniem będzie to, że i wśród sportowców nie obyło się bez ofiar. W zasadzie, przynajmniej u każdego normalnego człowieka, powinien budzić zdziwienie fakt, że widząc tragedie kolegów, nadal milczą lekkoatleci, czy piłkarze! Jak to w ogóle jest możliwe? Czy pieniądze i ryzyko zastopowania kariery mogą być jedynym wyznacznikiem działania? A co z artystami i celebrytami, którzy tak chętnie udzielali się w mediach, przekonując w sowicie opłacanych reklamach, że przyjęcie &#8222;eliksiru&#8221; to jedyna rozsądna decyzja, zwłaszcza, że jest gwarancją sukcesu, zdrowia, bezpieczeństwa, oraz wszelkiej pomyślności, także dla bliskich?</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" fetchpriority="high" width="1024" height="432" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-1024x432.jpg" alt="Plakat - Ostatnia prosta! #szczepimysię" class="wp-image-1460" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-1024x432.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-300x127.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-768x324.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-360x152.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie.jpg 1460w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.am.szczecin.pl/pl/uczelnia/aktualnosci/To-juz-ostatnia-prosta-szczepimy-sie-przeciw-covid-19/">Politechnika Morska</a></em></figcaption></figure>



<p>Można zapytać, jak to możliwe, że dali się tak „wkręcić’? Lecz czy naprawdę wszyscy uważali, że to tylko układ biznesowy? Zapewne wielu było przekonanych, że robi coś dobrego, a być może nawet ratuje życie innym. OK, przyjmijmy taką argumentację. Czemu więc nie odcięli się od fałszywej narracji, kiedy już stało się jasne, że to było gigantyczne oszustwo? Ostatni moment na publiczną skruchę, która być może pomniejszałby w jakiś sposób ich winę, stanowiło przyznanie w Parlamencie Europejskim przez panią dyrektor Small, reprezentującą firmę Pfizer, że <strong>preparaty zwane „szczepionkami” NIGDY nie były przebadane na okoliczność zatrzymywania transmisji wirusa Sars-CoV-2!</strong> To wówczas trzeba było zwołać konferencję prasową i złożyć zbiorowy pozew przeciwko bandytom, którzy wykorzystali wizerunki sportowców, celebrytów i aktorów, kłamiąc o rzekomej „ochronie osób bliskich”. Wtedy już przecież nie dało się ukryć w żaden sposób, że to było kłamstwo, choć wciąż jest ono propagowane na stronach rządowych. Jedynie jasna i prosta deklaracja, pozwoliłaby wyjść z twarzą, wprawdzie mocno już zszarganą przez akcję reklamową (bilbordy, filmy stręczące preparaty, etc.), ale wciąż z szansą na uratowanie wielu ludzi, karmionych szkodliwą propagandą. Oni nadal podejmowali decyzje brzemienne w tragiczne skutki. Czynią to zresztą także dziś. Nikt nie usunął z oficjalnych stron KPRM takich filmów, jak ten poniżej. </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><a href="https://youtu.be/czMqItP95K8" data-rel="lightbox-video-0"><img decoding="async" width="1024" height="576" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-1024x576.jpg" alt="" class="wp-image-1462" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-1024x576.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-300x169.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-768x432.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-360x202.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM.jpg 1419w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption><em>Kadr ze <a href="https://youtu.be/czMqItP95K8" data-rel="lightbox-video-1">spotu KPRM</a> z udziałem Cezarego Pazury</em></figcaption></figure>



<p>I niech nikt nie próbuje mi tłumaczyć draństwa hasłami w stylu „bo oni nic nie wiedzieli”, „to zawsze związki sportowe podejmowały decyzje”, „odmawiając straciliby stypendia sportowe” i tym podobne bzdury. Życie wielu ludzi powinno być ważniejsze niż własna kariera. Jeżeli nie, sumienie będzie im to wyrzucać do końca życia, nawet gdyby ludzie wybaczyli. Łatwo stawiać się w roli ofiary i opowiadać, że „skoro kazali&#8230;”, albo „bo inni robili to samo”, próbując usprawiedliwiać coś, czego w żaden sposób po ludzku obronić się nie da.</p>



<p>Jednak ten nieco przydługi wstęp był tylko pretekstem do krótkiej analizy, w której zamierzam pokazać, jak funkcjonuje zawodowy sport i kto rzeczywiście zarabia duże pieniądze oraz czemu tak się dzieje. Ekscytujemy się zarobkami gwiazd popularnych w skali globu dyscyplin. W Polsce również mamy kilka prawdziwych perełek. Pokażę nieco niżej garść statystyk, bynajmniej nie w celu usprawiedliwiania kogokolwiek, choć i taka pokusa istnieje. Wszak znacznie łatwiej przychodzi nam wybaczać tym, których kochamy…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>To tylko biedni studenci…</strong></h2>



<p>Rozpocznę od kilku zdań na temat sportu akademickiego, który w Polsce wydaje się być wyłącznie fajną zabawą i dla wielu młodych ludzi rzeczywiście na tym się kończy. Nie jest jednak prawdą, że promując hasło „sport to zdrowie”, amatorzy robią to wyłącznie dla idei. W wersji nieco rozszerzonej do tego sloganu złośliwcy dodają na końcu słówko „utracone”. Jednak, już na poziomie uczelni, uprawianie niektórych dyscyplin wiąże się często z określonymi profitami. Nie chodzi bynajmniej wyłącznie o indywidualny tok studiów, czy możliwość wyjazdów zagranicznych, finansowanych w całości lub częściowo przez konkretny związek sportowy. Istnieją też stypendia dla sportowców, a możliwość korzystania z coraz lepszej bazy przekłada się w wielu dyscyplinach na większą możliwość osiągania sukcesów w sporcie zawodowym. Pytanie, jak wielu zawodnikom udaje się dotrwać do tego etapu? Mimo wszystko, jakaś pomoc finansowa istnieje.</p>



<p>Na przykład stypendia przyznawane przez Ministra Edukacji i Nauki dotyczą nie tylko znaczących osiągnięć naukowych i artystycznych, ale też sportowych. Łączna pula (dla wszystkich osiągnięć) to niewiele, bo tylko 840 stypendiów. Maksymalna kwota jednorazowego wsparcia w roku akademickim 2022/2023 wynosiła 17.000 zł. </p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Co ministerstwo definiuje jako „znaczące osiągnięcie sportowe”?</strong> </h3>



<p><strong>Kryteria są jasne &#8211; zajęcie w sportach olimpijskich lub paraolimpijskich w rywalizacji indywidualnej lub drużynowej, co najmniej:</strong></p>



<p>&#8211; szesnastego miejsca w igrzyskach olimpijskich, igrzyskach paraolimpijskich lub igrzyskach głuchych,</p>



<p>&#8211; ósmego miejsca w mistrzostwach świata,</p>



<p>&#8211; szóstego miejsca w mistrzostwach Europy,</p>



<p>&#8211; trzeciego miejsca w młodzieżowych mistrzostwach świata lub Europy,</p>



<p>&#8211; pierwszego miejsca w mistrzostwach Polski rozgrywanych w kategorii seniora,</p>



<p>&#8211; miejsca, o którym mowa wyżej, w zawodach organizowanych dla osób niepełnosprawnych;</p>



<p>W przypadku analogicznych imprez akademickich, trzeba zająć co najmniej miejsce na podium. Nie są to więc warunki proste do spełnienia. Jednak istnieją także inne rodzaje wsparcia. Minister Sportu proponuje dofinansowanie na okres od 1 do 24 miesięcy w kwocie, której podstawą jest 2.300 zł / mc. Stypendia specjalne mogą tutaj sięgać 1,5 krotności podstawy i przyznawane są na czas do 12 miesięcy. Czyli, szału nie ma…<br>Zwłaszcza, że warunki są zbliżone, do opisanych wcześniej, a więc generalnie dotyczą miejsc 1-8 na szczeblu międzynarodowym w kategorii seniorów oraz miejsc 1-6 i 1-3, odpowiednio w kategorii młodzieżowców i juniorów. Inaczej pisząc, <strong>najpierw wynik, potem wsparcie</strong>, a jak widać, najmłodsi muszą udowodnić, że „nieźle rokują”, chociaż ewentualny progres powyżej pierwszego miejsca raczej byłby już trudny do osiągnięcia.<img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Szczęśliwie, w całej tej mizerii, są jeszcze stypendia lokalne, a ich kwoty bywają całkiem przyzwoite. Dla przykładu Lublin przewidział nagrody od 5 do 20 tys. złotych. Dotyczą one poważnych osiągnięć sportowych, które promują miasto, zaś stypendia przyznaje się za wyniki w dyscyplinach olimpijskich lub dyscyplinach mających znaczenie dla Miasta Lublin. W tym przypadku są to: motocross, wspinaczka sportowa, sumo, taekwon-do ITF, kick-boxing, karate kyokushin, karate tradycyjne; Wsparcie może wynosić od 4,5 tys. zł do 24,3 tys. zł brutto  i wypłacane jest w 9 transzach. W dalszym ciągu mogą liczyć na nie najlepsi, ale jeśli zsumować potencjalnie możliwe do uzyskania kwoty, z pewnością da się przeżyć i nie będzie to wyłącznie dofinansowanie odżywek, sprzętu i dojazdów na treningi. Tak, czy inaczej, gdy spojrzymy jakie kwoty państwo przeznacza na sport na tym poziomie, trudno doznać oszołomienia. Trzeba też pamiętać, że w dyscyplinach indywidualnych, jak na przykład tenis ziemny, osiągnięcie sukcesu, nawet na miarę Mistrzostw Polski, nie mówiąc o wygrywaniu choćby najmniejszych turniejów poza granicami kraju, wiąże się z poważnymi nakładami, które przez lata ponoszą najbliżsi. Sponsora ze świecą szukać, chociaż  wyjątki się zdarzają.</p>



<p>Obraz tego konstruktu, zwanego szumnie &#8222;sportem akademickim&#8221;, w konkretnych liczbach, pokazuje dość dobrze zestawienie z raportu NIK za 4 lata 2017-2021 (do 31 marca), zamieszczone <a href="https://forumakademickie.pl/sport-akademicki/sport-akademicki-pod-lupa-nik/">na Forum Akademickim</a>.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" width="693" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-693x1024.jpg" alt="" class="wp-image-1465" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-693x1024.jpg 693w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-203x300.jpg 203w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-360x532.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania.jpg 746w" sizes="(max-width: 693px) 100vw, 693px" /></figure>



<p>Spójrzmy zatem, jak to się ma do sportu akademickiego za oceanem. Najpierw takie zestawienie:</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-1024x1024.jpeg" alt="Zestawienie najpopularniejszych sportów w USA.
" class="wp-image-1467" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.statista.com/chart/28107/sports-followed-by-americans/">statista</a></em></figcaption></figure>



<p><br>Warto zobaczyć, które dyscypliny sportowe cieszą się największą popularnością. Dlaczego? W filmie „Rejs”, inżynier Mamoń stwierdził: „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”, podobnie w USA, gdzie myśli się w kategoriach biznesu, preferencje społeczne są oczywistym wyznacznikiem inwestowania dużych pieniędzy. Ale przecież upodobania da się kształtować. Pełna zgoda, tylko nie zawsze tego rodzaju „lokata” da wystarczającą stopę zwrotu. Przy poniższych kwotach nie ma żartów. Wystarczy popatrzeć na grafikę:</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1468" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.statista.com/chart/25236/ncaa-athletic-department-revenue/">statista</a></em></figcaption></figure>



<p><em>Zacytuję fragment komentarza ze strony </em><a href="https://www.statista.com/chart/25236/ncaa-athletic-department-revenue"><em>statista.com</em></a><em>:<br><br>W Stanach Zjednoczonych&nbsp;</em><a href="https://www.statista.com/topics/1436/college-sports-ncaa/" target="_blank" rel="noreferrer noopener"><em>sporty uniwersyteckie</em></a><em>&nbsp;– zwłaszcza futbol amerykański i koszykówka – odgrywają znacznie większą rolę niż w innych krajach, niemal na równi ze sportami zawodowymi.&nbsp;Uniwersytety wspólnie generują miliardy dolarów z umów telewizyjnych, sponsoringu i sprzedaży biletów, a łączne przychody wygenerowane przez wydziały sportowe NCAA w 2019 roku wyniosły 18,9 miliarda dolarów.&nbsp;W wielu przypadkach trenerzy piłki nożnej i koszykówki zarabiają miliony dolarów rocznie, podczas gdy sportowcy są zmuszani do utrzymywania „statusu amatora”.</em></p>



<p>Tak w istocie było jeszcze całkiem niedawno. Ustawa z 1 lipca 2021 roku zmusiła jednak federację sportu akademickiego &#8211; National Collegiate Athletic Association (NCAA) do przyjęcia zmian. Dotąd sportowcy z college&#8217;u mogli przyjmować wyłącznie stypendia pokrywające koszty studiowania na uniwersytecie, wliczając w to pokój, wyżywienie i książki oraz czesne, które zwykle wynosi kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Nowo przyjęta polityka NIL umożliwi najlepszym sportowcom zarobienie wielokrotnie więcej, zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych, kiedy umowy reklamowe często przekraczają pensje sportowców.</p>



<p>Niewiele ponad 1,5 miliarda dolarów wynagrodzeń dla studentów – uprawiających najbardziej ukochane przez Amerykanów dyscypliny, w całej tej układance stanowi kwotę śmieszną, jeżeli roczne przychody NCCA w 2019 roku sięgały prawie 19 miliardów USD.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy jesteśmy ubogim krewnym?</strong></h2>



<p>Ależ skąd! Nie nie możemy sobie aż tak pochlebiać. W porównaniu ze sportem akademickim w USA raczej jesteśmy żebrakami. Na usprawiedliwienie trzeba od razu dodać, że prawie dziewięciokrotnie większy ludnościowo kraj, trudno porównać do Polski nie tylko pod względem ekonomicznym, czy sportowym, lecz przede wszystkim w kwestii podejścia do biznesu. Gdy przyjrzymy się dokładnie, co oglądają na szklanym ekranie Polacy, a ściślej jaką sieczkę są w stanie przyjmować z telewizora przez wiele godzin, zaryzykuję twierdzenie, że przyzwoicie zrobiony show sportowy, mógłby mieć sporą oglądalność. Skąd taka odważna prognoza? Jeśli druga liga piłkarska posiada rzeszę swoich fanów, którzy niezmiennie zasiadają przed ekranem, a kibicują często drużynom także z niższych dywizji, chętnie obejrzeliby swoich ulubieńców. A co z widzami zakochanych w innych, mniej popularnych dyscyplinach? Liczbę kibicujących polskim siatkarzom przecenić trudno. Na żywo śledzi zmagania bardzo wielu rodaków i potrafią zapełnić część obiektów także w Europie, czy gdziekolwiek na świecie, jeśli grają w mistrzostwach Polacy. Czy gdyby pojawiły się regularne relacje, niekoniecznie nawet ze stałych rozgrywek akademickich, ale z turniejów z odpowiednią oprawą i konkursami włączającymi także telewidzów i tych, którzy kibicują na żywo, nie byłoby sporej oglądalności? To wyłącznie kwestia pomysłu. Rzecz jasna, w mniejszej skali, niż ma to miejsce w USA, bo i budżet i liczba telewidzów do „zagospodarowania”, nieco inna. Jednak sukces tak starego programu, jak choćby „Gwiazdy tańczą na lodzie” (trzy edycje), czy podobnych reality show, gdzie konkurencje sportowe łączyły się z muzyką, z pewnością dają do myślenia. „Ale przecież tam występowali celebryci i aktorzy, więc to coś innego”. Przeciwnie! Wszak rywalizację lubimy oglądać na różnych poziomach, a gwiazdy, jak wiemy, kreowane są (nie tylko w Polsce) często zupełnie z niczego. Mamy setki „gwiazdek” znanych raczej ze skandali, niż pozytywnych działań, więc na niwie sportowej, przede wszystkim wśród młodych ludzi, dałoby się wyłowić nowe talenty. Mecze w ramach turniejów, ze znanymi dziennikarzami prowadzącymi relację, połączone z różnymi konkursami sprawnościowymi, jak wsady w koszykówce, albo rzuty za 3 punkty (w każdej dyscyplinie da się coś podobnego znaleźć – proszę obejrzeć choćby program Turbo-Kozak), przy organizacji cyklicznej, na pewno miałyby swoją widownię. I wcale nie chodzi o stworzenie wielkiej ligi, bo to byłoby trudne. Raczej o odpowiednie zagospodarowanie i pokazanie tego, co już posiadamy. Kiedyś można było oglądać transmisje z rozgrywek tenisa stołowego, czy futsalu. Oczywiście, na dość wysokim poziomie. Dziś też się to zdarza, ale rzadziej i zwykle tylko przy okazji imprez międzynarodowych. Czy jednak pierwsza liga nie prezentuje wystarczającej jakości, by chcieć się nią emocjonować? Niektórzy  postawią pytanie: „A któż to będzie oglądał i kto zainwestuje w takie transmisje?” Odpowiedź jest banalnie prosta. Wystarczy zrobić badania rynku dotyczące popularności i chęci obejrzenia relacji z różnych wydarzeń sportowych. W dobie internetu i streamingu, można obniżyć koszty pojedynczego przekazu do około dwóch, maksymalnie trzech tysięcy złotych, nawet przy użyciu 4-5 kamer, więc nie potrzeba „wypasionej” transmisji z wozem i realizatorem z najwyższej półki. Znam ludzi, którzy podobne rzeczy robią na naprawdę wysokim poziomie, w bardzo rozsądnych cenach, a przy umowie cyklicznej można by je jeszcze obniżyć. „Tylko po co to robić, jeżeli nie da się porządnie zarobić?” – padnie kolejne pytanie sceptyka. Właśnie po to, by dać sobie i zawodnikom, szansę na spopularyzowanie zawodów, a sponsorom na wykupienie płatnej reklamy. W Stanach ten biznes także nie wziął się z niczego. Gdyby choć niewielka część wpływów mogła trafiać w przyszłości do zawodników, po pewnym czasie maszyna ruszyłaby z miejsca na dobre. Rynek jest płytki, ale jak widać, udało się przecież wypromować siatkówkę, piłkę ręczną, czy koszykówkę, które wcześniej żadnymi narodowymi sportami nie były. Jasne, że do rozpoczęcia takiego biznesu trzeba dobrej woli i cierpliwości wielu ludzi, zwłaszcza inteligentnego inwestora oraz sprawnego zespołu, bo bez marketingu nie uda się zbyt wiele osiągnąć. Świadomość, że do przyszłej konsumpcji wpływów można będzie przystąpić najwcześniej po roku, a może później, jest bolesna. Jednak profity z popularyzacji dyscypliny, czy samych klubów, a wreszcie też młodych sportowców, których obejrzy kilkaset, albo kilka tysięcy nowych kibiców, a potencjalnie kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy widzów, też trudno przecenić.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zawodowcy zbierają wszystko?</strong></h2>



<p>Czy łatwo jest zmonetyzować niszową dyscyplinę sportu? Dziś wszyscy jednym tchem wymienią szereg tych, które osiągnęły sukces. Ale początki nie zawsze były proste. Przewagę mają, rzecz jasna, konkurencje globalne. W piłkę nożną, albo w tenisa, choć to dwa różne bieguny, gra się przez cały rok na całym świecie. Oczywiście, koszykówka, baseball, czy football amerykański i kilka innych sportów drużynowych również uczestniczy w „podziale tortu”. Jeśli nawet nie w Stanach, to w Europie uzyskały dość mocną pozycję, jak choćby piłka ręczna czy siatkówka, popularna już niemal na każdym kontynencie. Bronią się też całkiem dobrze sporty zimowe, chociaż nie wszystkie. Skoki narciarskie tracą na popularności, więc i nagrody są niższe. Zawodnicy się wycofują i kończą kariery. W mocnym przez dekady Turnieju czterech Skoczni nie można już dziś wygrać samochodu. Cóż, dość trudno porównać dyscyplinę uprawianą w 18 krajach, do tych, wymienionych wyżej. Skoki na igielicie, to tylko namiastka konkurencji zimowych i puchar letni zawsze raził sztucznością. Pomimo wszystkich zastrzeżeń, są jednak kibice, którzy chętnie obejrzą transmisję, czy to latem, czy zimą. Odpowiedź na pytanie, dlaczego w Ameryce się udało, a w wielu innych państwach niekoniecznie, przynajmniej w części, znajdziemy na poniższych grafikach.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1470" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Dominacja sportowców amerykańskich, jeśli zestawimy zarobki liczone łącznie, czyli zarobione na boisku, korcie, czy parkiecie oraz poza nim w ciągu poprzedniego sezonu, licząc od maja 2021 do maja 2022, jest niepodważalna. Na czele listy mamy aż 35 atletów z USA, „aż” 3 przedstawicieli Zjednoczonego Królestwa, a dalej już tylko po jednym zawodniku z kilkunastu krajów. Ciekawsza jest jednak kolejna statystyka, ponieważ pokazuje konkretne gwiazdy wśród sportowców w następnym roku.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiający zawodnicy w 2 sezonie 2022-23" class="wp-image-1471" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Należy zwrócić uwagę na dysproporcje pomiędzy przychodami z samego uprawiania konkretnej dyscypliny, a tymi z innych obszarów (przede wszystkim z reklam). Widać jasno, że z boksu i golfa „da się wyżyć” jedynie pod warunkiem dyspozycji sportowej, a reklama stanowi niewielką część wpływów. Inaczej, niż w przypadku koszykówki, czy piłki nożnej, chociaż Kylian Mbappe jeszcze musi nad kontraktami reklamowymi trochę popracować. <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Za to u pań mamy sytuację jeszcze bardziej kuriozalną. Część zawodniczek wcale nie musiała zarabiać biorąc udział w jakichkolwiek zawodach.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiające zawodniczki w 2022 roku
" class="wp-image-1473" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Wprawdzie amerykańsko-chińska narciarka dowolna, Eileen Gu oraz gimnastyczka Simone Biles wzięły udział w jakiś pojedynczych zawodach, ale widać, że nie musiały tego robić. Podobnie zresztą, jak siostry Williams. Natomiast Naomi Osaka i Emma Raducanu szczególnie nie nagrały się w tenisa w ubiegłym sezonie, bo ponad 95% wpływów pochodziło z reklam. Trapione problemami zdrowotnymi, nie miały w 2022 roku szans na większe sukcesy na korcie, a w tym również się nie uda. Naomi spodziewa się dziecka, a Emma zdecydowała się poddać zabiegom chirurgicznym po nieudanym początku sezonu. Szokować może wielkość przychodów, choć w obu przypadkach jest to w znacznej części zasługa pochodzenia. Naomi, Chinka mieszkająca w USA, jest już po zdobyciu kilku tytułów wielkoszlemowych, swego rodzaju ikoną w obu krajach. Z kolei Raducanu, z racji swoich rumuńsko-chińskich korzeni oraz brytyjskiego obywatelstwa, świetnie radzi sobie na dużych rynkach reklamowych, a można jeszcze dodać, że urodziła się w Toronto…</p>



<p>Nieco więcej musiała się napracować najmłodsza w tym towarzystwie Coco Gauff, choć największym tytanem pracy okazała się nasza Iga Świątek, podnosząc z kortu aż ponad 2/3 swoich przychodów. To niestety nie jest wyłącznie kwestia pracowitości utalentowanej raszynianki. Po prostu konkurowanie w liczbie zarobionych milionów dolarów z przedstawicielkami Chin, czy USA, nie było możliwe nawet przy tak fantastycznych wynikach jak wygranie 37 meczów z rzędu, dwa tytuły wielkoszlemowe i 5 zwycięstw w prestiżowych turniejach oraz pozostawanie numerem jeden od kwietnia 2022.</p>



<p>To doskonale pokazuje, dlaczego w Stanach, czy innym dużym kraju, łatwiej sportowcom zrobić biznes. Sukces sprzedaje się po prostu znacznie lepiej, jeśli to NASZ sukces. Trudno się więc dziwić Amerykanom, że chętniej będą się identyfikowali z własnymi sportowcami, a w konsekwencji kupią reklamowane przez nich produkty. Tak to działa. Jednak bynajmniej nie oznacza, że nie jest możliwe wypromowanie zawodnika w państwie znacznie mniejszym, a nawet lokalnie, w konkretnym regionie. Z pewnością warto próbować. Rzecz jasna z osiągnięciami na arenie międzynarodowej jest znacznie łatwiej, a przypadek Novaka Djokovica jest tu znakomitym przykładem. Serbia nie należy do europejskich potentatów gospodarczych. Nie może też konkurować ludnościowo, a jednak ma sukcesy w sportach drużynowych, a jeśli chodzi o tenis, poniższe zestawienie musi budzić szacunek.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiający tenisiści. Przychody w trakcie kariery zawodniczej." class="wp-image-1480" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Na dowód, że nie tylko inflacja, ale rosnąca popularność konkretnej dyscypliny sportu decyduje o wartości nagród można przytoczyć jeszcze takie zestawienie. Jak rosła wartość premii za zdobycie Pucharu Świata w piłce nożnej.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-1024x1024.jpeg" alt="Jak rosła wartość premii za zdobycie mistrzostwa świata w piłce nożnej." class="wp-image-1482" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Brutalna prawda</strong></h2>



<p>Teza, że liczą się głównie pieniądze, nie jest wyssana z palca, zwłaszcza kiedy spojrzymy na te kilka wcześniejszych grafik. Faktem jest, że pieniądz rządzi światem i ta wyświechtana maksyma ma swoje uzasadnienie. Niektórzy jednak łapią się za głowy, uważając, że w sporcie doszło do patologii. Jak można płacić jakiejś „smarkuli” miliony za to, że nauczyła się przebijać żółtą piłkę na druga stronę siatki? Albo, skąd pomysł, żeby dziewiętnastoletniego piłkarza nabyć za 120 milionów euro? Ale to nie są zwykłe fanaberie zadufanych w sobie właścicieli klubów, chociaż prywatne ambicje mają tu pewne znaczenie. Bilans musi się jednak zgadzać, więc nikt nie płaci olbrzymich kwot tylko dlatego, żeby ustanawiać jakieś rekordy. Zwrot z inwestycji zwykle następuje w określonym czasie, chociaż zdarzają się wyjątki, czy to spowodowane kontuzjami, czy błędami w ocenie przydatności konkretnego zawodnika do zespołu. Wielu, zwłaszcza sfrustrowanych swoim życiem, widzów, czy internautów, zazdrości gigantycznych czeków uwielbianym, a czasem znienawidzonym i hejtowanym sportowcom. Trzeba to przyjąć na chłodno. Nikt nie zabrania nikomu, by spróbował swoich sił i trenował przez kilkanaście lat wybraną dyscyplinę. Trzeba uświadomić sobie, że skoro na świecie tenisa uprawia ponad 87 milionów ludzi, a kilkaset tysięcy poświęca się treningom i rywalizacji sportowej na serio, w wymiarze kilku godzin dziennie, to być może zawodniczka, która przez 60 tygodni potrafi utrzymać się na fotelu pierwszej rakiety globu, zasługuje jednak na szacunek i każdego zarobionego dolara? W moim przekonaniu, na pewno tak! Ale również tenisiści z drugiej, a nawet trzeciej, lub piątej setki rankingu, jak i piłkarze z czwartej ligi, również mają prawo do wynagrodzenia, o ile znajdzie się klub, czy sponsor, który im zapłaci. Jeśli traktują swoją pracę serio, czemu mieliby nie czerpać z niej profitów? Brutalna prawda jest jednak taka, że pieniądze nie przekładają się bezpośrednio na wyniki. Zawodniczka taka, jak Iga Świątek rodzi się raz na kilka lat. Tutaj ma znaczenie cały szereg okoliczności, w których talent i pracowitość muszą się spotkać z odpowiednią konstrukcją psycho-fizyczną oraz właściwym zespołem ludzi. Dopiero wówczas jest pewna szansa na sukces, choć gwarancji nadal nie ma żadnej. To dlatego sponsorzy wolą inwestować najwięcej w osoby już ukształtowane, które osiągnęły określony poziom sportowy i emocjonalny.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Czy dali się wykorzystać?</strong></h3>



<p>W tytule zapytałem, czy sportowcy dali się wykorzystać? Można by nawet pójść dalej, bo wielu w istocie stało się marionetkami w rękach globalistów. To być może nie do końca sprawiedliwa ocena. Z pewnością nie wszyscy. trzeba jednak odnotować ze smutkiem, że w trakcie mniemanej pandemii, nie było chętnych, aby stanąć w świetle jupiterów i powiedzieć, czy to na boisku, korcie, czy konferencji prasowej, że nie godzi się przymuszać najzdrowszej na świecie części populacji, do szprycowania w imię jakiegoś niewyjaśnionego bliżej celu. Zwłaszcza celu kompletnie urojonego, nie mającego z rzeczywistością nic wspólnego. Jak przypomniałem na wstępie, wielu zawodników i zawodniczek splamiło się udziałem w promocji śmiercionośnych zastrzyków, lockdownu ( słynna akcja #zostańwdomu), czy noszenia szmat na twarzy. Wydawać by się mogło, że na pewnym poziomie przychodów, można już sobie pozwolić na niezależność. Dlaczego więc jedynym, który powiedział NIE, był właśnie Novak? Ktoś będzie bronił tezy, że on mógł, bo zarobił najwięcej. Nieprawda! Są znacznie bogatsi sportowcy, nie tylko w USA. Lecz czy konieczne są przychody sięgające dziesiątek milionów dolarów za sezon? Czy nie wystarczy uzyskać dziesiątą część takich wpływów, a nawet niechby i setną, aby uznać zdrowie i życie innych, czy przynajmniej własne, za wystarczający powód do sprzeciwu?</p>



<p>Oczywiście, niektórzy naprawdę uwierzyli, że to wszystko w interesie innych i powinni dawać dobry przykład. Ale musieli przecież widzieć kłamców, którzy w mniejszym gronie zrzucali z twarzy szmaty i świetnie się bawili nie zważając na obostrzenia. Mieli też okazję przekonać się, jak śmieszne i żenujące okazywały się sytuacje z wielokrotnym testowaniem, przynoszącym kompletnie losowe wyniki. Nie dostrzegali, w jaki bandycki sposób krzywdzono ich kolegów zabraniając wyjścia na kort, bo zjedli śniadanie w tym samym hotelu, co kompletnie zdrowy, ale nieszczęśliwie „wytestowany” zawodnik, czy zawodniczka? I co? Zero refleksji? A może jednak obawa, że ich zawieszą, wyrzucą, przerwą karierę, itd.?</p>



<p>To wszystko mogło mieć i chyba miało jakiś wpływ na podejmowanie złych i szkodliwych decyzji. Nie stali się wzorem do naśladowania, za to z pewnością przysłużyli się właśnie globalistom, którzy mogli stosować tresurę bez obaw i ograniczeń. Owszem, organizatorzy płacili zawodnikom sporo mniej, bo wpływy w turniejach, czy rozgrywkach ligowych bez publiczności były ograniczone. Coś jednak można było zarobić… Innymi słowy, pieniądz okazał się silniejszy, niż przekonania, czy przyzwoitość. Wiem. Obrońcy będą krzyczeć, że przecież zawodowcy żyją z uprawiania sportu. Czym więc mieliby się różnić od nauczycieli, czy lekarzy? To prawda, że wielu zawodników czuło presję finansową. Mieli kredyty, jak inni, czasem przerwy z powodu kontuzji, a jeść i utrzymać rodzinę jakoś trzeba. Nie wszyscy zarabiali miliony i to zrozumiałe, choć każdy ma wybór. Wielu lekarzy zaryzykowało nawet życie swoje i bliskich, wcześniej stawiając na szali całą karierę, aby mówić prawdę i leczyć pacjentów. Uprzedzić ich także o zagrożeniach, jeśli poddadzą się &#8222;szczepieniu&#8221;. Pisałem jednak przede wszystkim o tych sportowcach, którzy już swoje zarobili i mogliby całkiem śmiało zrobić sobie przerwę, a jednak strach zwyciężył. Novak Djokovic nie dał się stłamsić. Zyskał szacunek środowiska i jednocześnie stał się zagrożeniem dla bandytów z Australii, czy innych miejsc. Jest niewątpliwie inteligentnym gościem i doskonale wiedział z jakim ryzykiem się to wszystko wiąże oraz jaki wpływ jego decyzja może mieć na innych. I właśnie dlatego powinniśmy być mu wdzięczni.</p>



<p>Na koniec ciekawostka, która pokazuje jakim nonsensem jest dążenie do zrównania stawek kobiet i mężczyzn w niektórych dyscyplinach sportu. Oczywiście, feministki będą krzyczeć, że to skandal, bo przecież mamy równouprawnienie itd. Jakoś trudno przekonać kibiców, żeby oglądali mecze kobiet, najlepiej tak samo często, jak mężczyzn. </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1489" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Naprawdę sądzisz, że dałoby się obronić zrównanie nagród w piłce nożnej? A czy przypadkiem nie ma innych dyscyplin, w których próbuje się wmówić organizatorom, że wypłaty muszą być równe? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/">Czy sportowcy dali się wykorzystać?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Covid zamordował grypę!</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Nov 2020 21:36:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1406</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/">Covid zamordował grypę!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>To był mord ze szczególnym okrucieństwem. Najpierw padały kolejne rekordy 7, 8, 9, 10 tysięcy, potem groźby, że może być nawet 15 i więcej. Mamy 21 tysięcy z ogonem. No, dobrze, ale czego?</p>



<p>Otóż to! Nowy, a już „mój ulubiony” Minister Zdrowia opowiada raz o zakażeniach, innym razem o zachorowaniach, że niby mu się myli, tyle, że to nie żadna pomyłka! To celowe, karalne w polskim prawie, wywoływanie paniki, a ludzie, przede wszystkim osoby starsze, siedząc przed telewizorami są przerażeni. Przeważnie mieszkają sami, do tego właśnie zostali aresztowani przez ulubionego Premiera. Bez żadnych logicznych powodów oraz bez orientacyjnego choćby terminu uwolnienia. To nie popularne „48 godzin”, ale czekanie w takim zawieszeniu na werdykt, którym może okazać się wizyta na OIOM. Przesada?&nbsp;</p>



<p>Wcale nie. Wystarczy sięgnąć do opracowań naukowych, również <a href="http://www.phmd.pl/api/files/view/1721.pdf">polskich autorów</a>, które podkreślają, że strach wywołuje silny stres, osłabiając układ immunologiczny, często dalece bardziej niż jakakolwiek choroba. Polemika w tym zakresie nie ma sensu, bo to wiedza już powszechna. Tymczasem grupa przestępcza, bo jak inaczej określić kogoś, kto doprowadza do bezbronności i śmierci wielu ludzi, szykuje kolejny lockdown. Zrujnowano służbę zdrowia, a w zasadzie jej resztki, niszczone są kolejne branże, a tysiące firm zakończy działalność jeszcze w tym roku. Jaka perspektywa? Bezrobocie, niespłacone kredyty, rozpad więzi społecznych, fala samobójstw itd.</p>



<p>W tej sytuacji warto pochylić się nad tym, co rzeczywiście pokazują „badania”, na których opierają się kolejne doniesienia medialne. Minister z Premierem do spółki, często też wspierani dodatkowo przez różnych „specjalistów” plotą bzdury i straszą, a przecież te „przerażające” dane, to nie żadna liczba zachorowań, ani nawet zakażeń, ale jedynie LICZBA DODATNICH TESTÓW PCR.&nbsp; Dziś wiemy z całą pewnością, że te testy to wielkie oszustwo! Nie wiemy jednak, dlaczego Rząd udaje, że jest inaczej.&nbsp;</p>



<p>Zacznijmy kolejny raz od początku, bo choć starałem się to wytłumaczyć wielokrotnie, należy mówić o faktach bez końca. Kropla drąży skałę, więc może przebije się to do świadomości czytelników:</p>



<p><strong>Kwestia pierwsza</strong> – metoda PCR, czyli reakcji łańcuchowej polimerazy, której twórcą jest Kary Mullis, uhonorowany zresztą za to odkrycie nagrodą Nobla, nigdy i pod żadnym pozorem NIE MOŻE BYĆ WYKORZYSTANA DO CELÓW DIAGNOSTYCZNYCH. Mówił o tym nie tylko sam twórca, ale nawet, (czasem jeszcze do tej pory) wyraźnie napisane było to na opakowaniach samych testów. Co więcej? Pan profesor Christian Drosten z berlińskiej kliniki Charite, który promował test PCR i od którego WHO przyjęła go w styczniu tego roku jedynie na podstawie symulacji komputerowej (wirus Sars-Cov-2 nie był jeszcze wyizolowany), w 2014 roku mówił w jednym z wywiadów prasowych, że <strong>test jest</strong> <strong>nadmiernie czuły</strong> <strong>i jest w stanie wykryć, nawet po kilku dniach, pojedynczą molekułę RNA wirusa, który nie spowodował zakażenia!</strong> Odnosił się wtedy do „pandemii testów PCR”, która wystąpiła w związku z wirusem MERS w Arabii Saudyjskiej w 2003 roku. Nie od dziś naukowcy z Niemiec, Włoch, USA, Polski i Holandii, mówią coraz głośniej: Te testy mogą dawać wyniki fałszywie dodatnie nie tylko w 80%, jak twierdził dr Stefano Montanari w kwietniu, ale w od 89 do 94% badań! Czy tak powinno wyglądać wiarygodne narzędzie diagnostyczne? Trzeba z całą mocą dodać jeszcze, że ten test NIE PRZESZEDŁ WALIDACJI, która jest wymagana, aby można było uznać go za jakkolwiek wiarygodny i dopuścić do szerokiego obrotu. Nic takiego się nie stało. Wystarczyła opinia WHO, nie poparta NICZYM!</p>



<p><strong>Kwestia druga</strong> – PCR, czy jak się obecnie stosuje częściej RT-PCR, nie daje żadnej informacji na przykład o ilości materiału, który wystarczyłby do zakażenia przez nosiciela jakiejkolwiek innej osoby. Jako, że wykrywa on cząstki bez rozróżnienia (co jest elementem kluczowym), czy są one aktywne, czy też nie, <strong>może równie dobrze wykryć fragment RNA, który nie jest w stanie spowodować zakażenia samego nosiciela</strong>, lub jest pozostałością, na przykład po przebytej grypie.</p>



<p><strong>Kwestia trzecia</strong> – zakażenie, a w tym wypadku lepiej napisać &#8211; nosicielstwo, gdyż jak powiedział sam profesor Drosten, do zakażenia nosiciela wcale dojść nie musiało, nie zawsze spowoduje zachorowanie. Dokładniej rzecz ujmując, zachoruje jedynie od 5 do 20% zakażonych. Widzimy różnicę?</p>



<p><strong>Kwestia czwarta</strong> – jeśli już nawet ktoś zachoruje, to w ponad 80% nie będzie miał objawów, na które zwróciłby uwagę, lub będą to objawy tak lekkie, jak np. katar, czy krótkotrwały ból gardła. Ale przecież, co niezwykle istotne, TYLKO osoby z objawami mogą rozsiewać wirusa, o czym <a href="https://www.bitchute.com/video/zhz2IS0fZMkO/">powiedział w tym wywiadzie dr Anthony Fauci</a>, doradca prezydenta Trumpa, wielki admirator WHO i szczepionki na Covid-19.</p>



<p><strong>Kwestia piąta</strong> – jeżeli wystąpią nawet objawy poważniejsze, to tylko kilka procent chorych będzie w ogóle wymagała hospitalizacji, chociaż należy podkreślić, że bardzo wielu lekarzy &#8211; np. fachowcy z pierwszej linii walki z Covid-19 w USA na stronach America’s Frontline Doctors (<a href="https://stowarzyszenierkw.org/spoleczenstwo/zdrowie/film-z-konferencji-americas-frontline-doctors-o-leczeniu-chorych-na-covid-19-usuwany-z-mediow-spolecznosciowych-przez-cenzure-video-polski-lektor/">konferencję prasową z polskim lektorem można zobaczyć tutaj</a>), ale i lekarze włoscy, mówią wprost, że Covid-19, to choroba, którą można leczyć w domu, nawet w zaawansowanych stanach. Sam mechanizm występującej często duszności został rozpoznany już&nbsp; pod koniec marca tego roku i dokładnie wiadomo, że zestaw kilku leków, które są przez medyków wymieniane najczęściej, takich jak &#8211; heparyna, hydroxychlorochina, kortyzol, wodorowęglan sodu oraz kilka innych preparatów, w tym także polski Arechin działa bardzo dobrze i pacjenci, nawet w wieku powyżej 90 lat wychodzą z tego bez szwanku, o ile nie mieli poważnych chorób współistniejących. W cytowanej wyżej konferencji, jedna z lekarek mówi o <strong>ponad swoich 350 „covidowych” pacjentach</strong>, <strong>w większości mocno posuniętych już w latach</strong>, <strong>z których NIKT nie umarł</strong>!</p>



<p>Skąd zatem cała ta histeria? Czemu nagle otwiera się polowe szpitale, jak ten na Narodowym? Z jakiego powodu codziennie umiera coraz więcej ludzi, ostatnio kilkuset pacjentów?&nbsp;</p>



<p>Może najpierw cofnijmy się i zadajmy inne pytanie: Gdzie są sekcje zwłok zmarłych na Covid-19 pacjentów? Gdzie można znaleźć opublikowane, dokładne statystyki, o które pytał już w maju <strong>profesor Ryszard Rutkowski</strong>?! Jaki jest dowód, że stwierdzony został w 100%&nbsp; choćby JEDEN zgon na Covid-19? Czy koronawirusa stwierdzano u pacjentów wyłącznie w noso-gardle, czy także w drzewie oskrzelowym? Podobnych pytań zadał więcej.</p>



<p>Co za herezja! – krzyknie ktoś – Przecież aż taka mistyfikacja nie byłaby możliwa! Czyżby? W takim razie czemu okazała się możliwa w Nowym Jorku, albo w Bergamo? Gdzie są obecnie te ciała „grzebane” pospiesznie na stadionach? No i gdzie te tysiące ofiar z ciężarówek pełnych trumien we Włoszech? Wszystkie zostały spalone? A to ciekawe? Czy wtedy szpitale nie wyglądały podobnie do tych dziś? Czy nie świeciły pustkami, jako że nie wykonywało się i do tej pory nie wykonuje się w nich od miesięcy prawie żadnych planowych zabiegów? Czy nie zastosowano dokładnie takich samych mechanizmów – czyli wszystkich pakujemy na zakaźny, a potem krzyczymy, że miejsc już brakuje i jest tragedia?!&nbsp;</p>



<p>Niektórym, jak się okazało, ten modus operandi uratował życie, bo przecież mogli umrzeć dużo wcześniej, czy to z powodu komplikacji w trakcie zabiegu, czy złapania innej infekcji, o które w szpitalu nie trudno. Jednak wielu zmarło, a kolejne <strong>tysiące oczekujących na litość pacjentów zakończą życie wcześniej, dokładnie z powodu braku diagnostyki i leczenia</strong>. Tego jesteśmy całkiem pewni, bo mówią o tym dane i onkolodzy, ale przecież także kardiolodzy, czy lekarze innych specjalności. Co do fałszywych informacji serwowanych nam w mediach proponuję zobaczyć jak to się robiło w USA, czy we Włoszech. Ten sam obiekt pokazywano raz, jako szpital w Nowym Jorku, a innym razem, jako placówkę służby zdrowia w Italii. Dlaczego?</p>



<p>A po co zastosowano PCR, czy obecnie RT-PCR, jako „przyspieszoną” formę diagnozy? Jeden z czterech niemieckich prawników – Reiner Fuellmitch, którzy weszli w skład pozaparlamentarnego zespołu(ACU) w Niemczech, komisji badającej nadużycia rządu i wszelkich służb w związku z Covid-19, w swym oświadczeniu opartym na już uzyskanych wynikach, podał informacje dotyczącą właśnie rzeczonych „testów” PCR (cudzysłów nie przypadkowy) oraz zaleceń w jaki sposób mają być one przeprowadzane. Ten krótki materiał pokazuje dość dokładnie czemu to ma służyć. To <a href="https://www.bitchute.com/video/65NmJyAifxzn/">nagranie</a> do obowiązkowego obejrzenia.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Mistyfikacja się nie kończy!</strong></h2>



<p>Pójdźmy dalej. Po co otwierany jest szpital na Narodowym, skoro stoi pusty Szpital Południowy, gotowy do przejęcia funkcji dużego oddziału zakaźnego, po ewentualnych adaptacjach i dołożeniu sprzętu? Czy to ambicja, że skoro był tu już basen, tor żużlowy i sala koncertowa, może być też i szpital? W dodatku to obiekt kompletnie nie nadający się do tego celu i wyjątkowo drogi. Starczy powiedzieć, że&nbsp; na przykład roczny wynajem jednej tylko loży stanowi koszt od 130 do 280 tyś. zł. Wynajem całego obiektu na szczyt NATO w 2016 roku kosztował 26 mln złotych. W takim razie ile milionów, bez oczywistych kosztów adaptacji i sprzętu, musiał zapłacić Rząd za ten „dziwny” kaprys? Ależ nie! To nie jakaś fanaberia, lecz element znacznie większej układanki. Zastanów się, co sobie pomyśli ktoś, nie znający kompletnie realiów, kto naprawdę uwierzył w przekazy medialne i przyjął za prawdę komunikaty o liczbie dodatnich testów, uznając, że chodzi o zachorowania? Czyż nie będzie przekonany, że dzieje się coś złego? A gdy usłyszy, że właśnie zmarło ponad 220 osób, czy ma prawo być przerażony? Tyle, że to nie wystarczy! Należy go wystraszyć znacznie mocniej. Zwykły komunikat, że gdzieś tam, jakiś kolejny szpital jest przygotowywany na wszelki wypadek, nikogo nie poruszy. Ale Stadion Narodowy, owszem! Bo, jeśli Rząd sięgnął aż po tak ogromny obiekt, to widać nieszczęście, które nas dotknęło musi być wielkie. I ono jest olbrzymie! Tyle tylko, że owym nieszczęściem okazuje właśnie obecna władza, sprzedajni politycy i ich akolici, ale z całą pewnością nie żaden Covid-19. On akurat ma z tym wspólnego jedynie to, że został wykorzystany instrumentalnie. Podobnie, jak instrumentalnie zostają wykorzystani teraz obywatele, a ściślej kolejne grupy społeczne i branże. To bezsensowne wydawanie publicznych pieniędzy wcale się nie skończy, bo problemem będzie także personel, nie dlatego, że nie można obsadzić jednego szpitala więcej. Gdyby masowo nie wysyłało się medyków na kwarantannę, byłoby to łatwiejsze. Skoro jednak testujemy każdego, kto się pojawi w okolicy, a do 94% wyników tych „testów” z prawdą nic wspólnego nie ma, to wśród wielu, skrzywdzonych pracowników, muszą znaleźć się i lekarze, i pielęgniarki. Sorry, taki mamy klimat – jak powiedziałaby zapewne mistrzyni gatunku…</p>



<p>Popatrzmy na to co nam opowiadają, w świetle faktów. Podobno mamy stały wzrost zakażeń, jak twierdzi pan minister „rosnących wykładniczo”, choć mam wrażenie, że dziwnym trafem w weekendy przyrost jest liniowy, dlaczego? Czyżby mniej testów?&nbsp; Tak, czy inaczej mamy absolutną pewność, już nie tylko ze Słowacji, Czech, czy Francji oraz od kilku dni, z Wielkiej Brytanii, że żadne obostrzenia w postaci obowiązkowych kagańców NIE DZIAŁAJĄ! Wszędzie widać ponoć gwałtowny wzrost zakażeń pomimo dystansu społecznego i zakładania namordników (tam są naprawdę wysokie mandaty). Oczywiście, mnie akurat to w ogóle nie dziwi, bo wiemy już, o czym pisałem wielokrotnie, że one po prostu działać nie mogą z przyczyn elementarnych praw fizyki i matematyki na poziomie pierwszych klas szkoły podstawowej. Do tego dochodzą jeszcze absurdy związane z testami PCR, które niczego tak naprawdę nie mierzą. O maseczkach więcej można znaleźć <a href="https://naodlew.pl/2020/10/17/zamordyzm-i-namordyzm/">tutaj</a> i w <a href="https://naodlew.pl/tag/koronawirus-maseczki-zdrowie/">poprzednich tekstach</a>.&nbsp;</p>



<p>Można by zadać pytanie najprostsze z możliwych: Skoro ten wirus jest aż tak bardzo niebezpieczny, czemu dotąd nie pojawiły się nigdzie pojemniki na odpady medyczne, jak choćby zużyte maseczki, czy rękawiczki? Kto ma uwierzyć, że kogoś zabezpieczy maseczka używana cały dzień, albo kilka tygodni? Czy typowa „procedura” jaką jest położenie maseczki na stole obok talerza w trakcie posiłku, to też jest jakaś forma „zabezpieczenia” przed śmiercionośnym i zjadliwym koronawirusem? A kto zachowuje się inaczej? Sami lekarze oraz ratownicy medyczni w stołówkach robią właśnie w ten sposób. Bardziej „porządni” chowają maseczkę do kieszeni, a potem zakładają ponownie. Zgroza? W takim razie, jak ma zareagować normalny człowiek, jeśli widzi na szklanym ekranie, że sam Naczelnik państwa, znajdujący się przecież w grupie ryzyka, maseczkę zakłada od czasu do czasu, a posłowie generalnie noszą je głównie w świetle kamer? &nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kto zamordował grypę?</strong></h2>



<p>Powiesz, no dobrze, ale przecież liczba zmarłych na covid wciąż&nbsp; wzrasta, czyż nie? Od kiedy? Według danych rządowych, liczonych na podstawie wystawionych aktów zgonu, we wrześniu było ich o 1000 mniej niż w roku ubiegłym. Dane z połowy października pokazują znaczny wzrost, ale nawet jeśli byłyby wyższe o 10 czy 15%, to nie będzie w tym nic zaskakującego. Mniej więcej w połowie września startuje na serio sezon grypowy, w którym co roku umiera od kilku do nawet 10 tysięcy ludzi. Jak to?! – zaprotestujesz, wszak oficjalne dane mówią o kilkudziesięciu osobach. Zgadza się. Popatrz na te dane na stronie Państwowego Zakładu Higieny i pomyśl, jak to możliwe, że bez względu na to ile milionów ludzi zachorowało, liczba ofiar spada? Ano, właśnie! Szczepionki! One uratowały świat i Polaków. Bzdura! Fakty są takie, że nie testuje się masowo ludzi chorych na grypę, a zgony przypisywane są chorobom, na które pacjenci cierpieli wcześniej, albo powikłaniom (najczęściej zapaleniu płuc). Do tego należy w tym sezonie doliczyć ofiary zamknięcia służby zdrowia, których liczba zacznie w końcu dynamicznie wzrastać, bo od ośmiu miesięcy ludzie nie mogą się normalnie leczyć. Przy czym słowo „normalnie” jest eufemizmem, bo przecież służba zdrowia i bez epidemii była w zapaści. Jednak mam tutaj inną interesującą wiadomość. Spójrzcie na poniższy wykres z oficjalnej strony Państwowego Zakładu Higieny.&nbsp;</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="634" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-1024x634.jpeg" alt="" class="wp-image-1409" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-1024x634.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-300x186.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-768x475.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-360x223.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF.jpeg 1280w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Co to się tutaj wyprawia z naszą sezonową grypą? Nie możliwe! Licząc od 16 marca zaczęła znikać?&nbsp; I to jak?! Jest afera. Głównym podejrzanym, niestety, jest Covid! To on zamordował grypę. Z zimną krwią! Biedna, poczciwa stara choroba nie dała rady. Wobec tak strasznego seryjnego zabójcy okazała się bezbronna. W poprzednich latach mogła sobie pohulać nawet do połowy czerwca. Tu skapitulowała wcześniej. Może Szumowski maczał w tym palce? To hipoteza dość uprawniona. Wszak były pan minister miał różne konszachty z wirusami, o czym wiemy, bo nawet kiedy już zakończył swoją misję, to się z nimi przyjaźnił. Szczeglnie z jednym… Ale spójrzmy co się dzieje w tym roku! Grypa, tak się nauczyła wiosną, że z koronawirusem nie ma co zadzierać, że już nie podskakuje. Żeby było ściślej, to w październiku jest o połowę mniej zachorowań niż rok temu, no i oczywiście najmniej od wielu lat. Nic podejrzanego?</p>



<p>Nie! Uczeni – czyli „dyżurni specjaliści”, na wszystko mają gotową odpowiedź. Przecież to oczywiste. Uratowały nas maseczki! Jest dowód i to bardzo mocny! Oj! Mam złą wiadomość dla tych panów. Spójrzmy ponownie na fakty, tylko broń Boże, na te w telewizji. Wirus grypy ma wielkość około 100 nanometrów, a więc bywa czasem nawet o 1/3 mniejszy od koronawirusa Sars-Cov-2 (90-140nm), czyli co? Maseczki są tak inteligentne, że wiedzą kogo przepuszczać, a kogo nie? Czy też może „eksperci” powinni wrócić do podstawówki i zacząć rozwiązywać zadania typu: Ile razy pomiędzy splotem włókien maseczki wielkości dwóch mikronów zmieści się wirus wielkości 100 nm? Za trudne? No, cóż…&nbsp;</p>



<p>Ale może łatwiej za to będzie w końcu zrozumieć, że NIE MA i w tym roku nie było żadnej pandemii, nie licząc słynnej już pandemii testów PCR? Przepraszam, uniosłem się. Była pandemia. Ta sama co w każdym sezonie, czyli największa światowa epidemia kataru.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Komu wierzyć?</strong></h2>



<p>Wolność słowa w Polsce powoli przestaje istnieć. To nie żart. Ściga się lekarzy, na przykład panią doktor <strong>Annę Martynowską</strong>, za kwestionowanie oficjalnej linii Rządu w kwestii koronawirusa. Wcześniej z powodu mówienia prawdy o szczepionkach, dotknęło to doktora Jaśkowskiego, czy <strong>Huberta Czerniaka</strong>. Na razie żadna izba lekarska nie odważyła się jeszcze pozbawić prawa wykonywania zawodu pana profesora <strong>Ryszarda Rutkowskiego</strong> i profesora <strong>Piotra Kuny</strong>, ani też doktorów <strong>Pawła Basiukiewicza, </strong>czy<strong> Zbigniewa Martyki</strong>, za zadawanie niewygodnych pytań. Całkiem możliwe, że haki są właśnie gromadzone, ale panowie wciąż pracują.&nbsp; Na szczęście! Jednak nie jest to fenomen wyłącznie naszego kraju. Od mediów odcina się znanych naukowców w Niemczech i wielu innych państwach. W USA zwolniono z pracy panią doktor <strong>Simone Gold</strong>, która dała swą twarz akcji America’s Frontline Doctors. Posłuchajcie koniecznie <a href="https://www.bitchute.com/video/rV2jTX9Re6Oh/">tego nagrania</a>, żeby zrozumieć, co się stało? Zatem i w kraju, teoretycznie, najlepiej gwarantującym obywatelom wolność słowa, cenzura ma się znakomicie. Jak napisałem wyżej, nie musisz koniecznie wierzyć lekarzom z 20-letnią praktyką. Jeżeli nie chcesz zaufać profesorom z wielu krajów, także z Polski, masz wybór. Decydujesz, że należy dać wiarę mediom i politykom, proszę bardzo! Zapamiętaj tylko, że ostrzeżeń było wiele. Mam znajomych, którzy znaleźli się w kwarantannie, niektórzy z własnej, nieprzymuszonej woli poddali się testowi PCR. Łatwowierność? Ostrożność? Bez komentarza. Tym razem wylosowali wynik dodatni. Brak objawów? A, co tam… Bywa gorzej, bo coraz częściej ktoś trafia z powodu takiego testu do szpitala, a potem już z niego nie wychodzi, choć wcale nie czuł się chory, albo zakładał, że będzie leczony na coś zupełnie innego, niż Covid-19. Zatem, zanim podejmiesz decyzję, czy koniecznie chcesz sobie zrobić test, przeczytaj może choć te dwa teksty <a href="https://naodlew.pl/2020/10/17/zamordyzm-i-namordyzm/">Zamordyzm i namordyzm</a> oraz <a href="https://naodlew.pl/2020/10/24/prosze-zamknac-trumne/">Proszę zamknąć trumnę!</a> Wejdź też na wskazane strony, bo to kopalnia wiedzy. Warto że też obejrzeć krótki film z 10.X.br, gdzie prócz niemieckiego lekarza <strong>Heiko Schoeninga</strong> wypowiadają się <a href="https://banned.video/watch?id=5f89e0dc32cdbe13b341a897">medycy z innych krajów</a> (tutaj tylko po angielsku). Oficjalna strona ACU (pozaparlamentarnej komisji z Niemiec) działa i można na niej znaleźć coraz więcej materiałów ułożonych chronologicznie (część z polskimi napisami).&nbsp; Wystąpienia lekarzy z kilku państw, ale też innych specjalistów i prawników. Debata w Polsce z udziałem sześciu medyków nie tylko z Europy, to również <a href="https://wrealu24.tv/film/pilne-mega-debata-lekarzy-i-ekspertow-ws-pandemii-covid">bardzo interesujący program</a>, który gorąco polecam. Również ten, obowiązkowy film &#8211; świetny dokument o pandemii.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie zostawiaj wiedzy dla siebie</strong></h2>



<p>To bardzo ważne, bo przebijanie się przez ogrom informacji, które do nas docierają, a zweryfikować je, nie zawsze jest łatwo. Często fake newsy znajdziemy również na stronach, gdzie spodziewamy się rzetelnej wiedzy medycznej. Zdrowie wydaje się, zwłaszcza obecnie, czymś z czym raczej nie żartujemy. Okazuje się, że nie wszyscy podzielają to zdanie i bywa, że kłamią w sposób niezwykle perfidny. Trzeba to demaskować i dzielić się wiedzą z innymi.</p>



<p>Czemu to tak ważne? Czytamy i oglądamy bardzo różne programy, po czym wracamy do swoich zajęć. Kiedy coś nas poruszy, zdarza się, że dzielimy się informacją z kimś jeszcze. Sytuacja, niestety, nie pozwala nam teraz nie reagować! Tu nie chodzi o to, że ktoś ubije jakiś mały interes, czy „przekręci” jakieś większe pieniądze na respiratorach, albo innym sprzęcie. Mam wrażenie, że w cieniu różnych marszy i zawirowań, toczy się walka o naszą wolność i&nbsp; życie milionów ludzi, którzy cierpią tracąc swoje firmy, pracę, środki do życia i zdrowie. Służba zdrowia nie działa, a przestawienie wszystkiego, aby ratować wyłącznie pacjentów z pozytywnym testem na Covid-19, jest niewiarygodnym nadużyciem. To także gra o życie pacjentów, którzy zostali skazani poprzez złe leczenie, fatalną organizację itd. Wiemy przecież, że respiratory zabiły przy okazji terapii Covid-19 ponad 80% starszych osób we Włoszech, ale też w innych krajach. Nie sądzę, żeby Polska była wyjątkiem, a kolejne urządzenia, wbrew opinii fachowców, jak choćby <strong>profesor Piotr Kuna</strong>, są sprowadzane nadal. Trzeba o nieprawidłowościach i działaniach, które nie służą (eufemizm) Polakom, mówić jak najszerzej. Media głównego nurtu straszą ludzi, a jeśli ktoś próbuje polemizować z ich główną linią, jest uważany za oszołoma, płaskoziemcę, foliarza etc. To oczywiście łatwe nie jest, ale warto to „wziąć na klatę” i cierpliwie tłumaczyć, bo lepszej okazji możemy już nie mieć. Agresywna cenzura staje się coraz bardziej dolegliwa i nie zdziwię się jeśli wkroczy, pod postacią kolejnych regulacji prawnych, także poza Google, Facebookiem i innymi mediami społecznościowymi. Z tym już chyba polemizować się nie da. Co pozostanie? Może poczciwy telefon? To może mieć też swoje dobre strony, bo należy rozmawiać i mieć relacje głębsze niż wpis na Twitterze. Inaczej niewiele się zmieni…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/">Covid zamordował grypę!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Filip Talaga]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Nov 2020 10:57:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Technologia]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1403</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/">Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Od ostatniej prezentacji najnowszej wersji Neuralinka minęły prawie dwa miesiące. Były świnie, były roboty i sala pełna ludzi. Kolejne, marketingowo specyficzne wydarzenie, miało nie tylko powiadomić świat o tym, czym jest lub jak bardzo zaawansowany jest Neuralink, ale również otworzyć nowy rozdział w historii relatywnie nowej i małej firmy. Wydarzenie to było zasadniczo prezentacją rekrutacyjną: „Inżynierowie, programiści, neurobiolodzy przyjdźcie, jest dla was praca!” My jednak, zwykli konsumenci, powinniśmy zastanowić się nad czymś innym: czy ta nowinka nie zwiastuje nowej ery, a co ważniejsze, czy ta era to zmierzch, czy świt ludzkości? Rozważę tutaj kilka za i przeciw, z osobistego punktu widzenia patrząc.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Moneta, która zbiera myśli</strong></h2>



<p>Najpierw krótki opis, z czym mamy do czynienia. Neuralink to firma Elona Muska, człowieka odpowiedzialnego za Teslę (elektryczne samochody) i SpaceX (komercyjne loty w kosmos), ale również za technologie wchodzące dopiero do obiegu jak Starlink (globalny, satelitarny internet) czy Neuralink właśnie. Ten ostatni to </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>projekt wszczepienia do mózgu małego urządzenia, które będzie w stanie czytać i interpretować impulsy elektryczne pojawiające się w tkankach mózgu, a także stymulować neurony i wchodzić w interakcję z umysłem. </p></blockquote>



<p>Mówiąc prosto, ma to być sposób na podłączenie mózgu do sieci. Projekt jest w fazie rozwoju: na dzień dzisiejszy Neuralink jest urządzeniem wielkości i kształtu monety, z wystającymi kilkoma niteczkami. Tyle nowinek technicznych, przejdźmy do odczuć, skojarzeń i rozważań. Ten malutki krążek we mnie samym wzbudza skrajne emocje, spodziewam się więc, że podobnie spolaryzowane są odczucia globalnej widowni. Spróbuję się nimi tutaj podzielić, subiektywnie przyglądając się niedalekiej przyszłości. </p>



<p>Z jednej strony wyzwanie technologiczno – medyczne jakim jest nie tylko wszczepienie urządzenia do mózgu, ale przede wszystkim splątanie go z gotycką architekturą naszych umysłów, jawi mi się jako coś ekscytującego. Nigdy nie byłem wielkim wyznawcą idei „Wiecznego Postępu” – nieustannego marszu w kierunku nowego, wspaniałego świata. Jednak w momentach, gdy słyszę o nadgryzieniu jakiejś granicy (pozornie nieprzekraczalnej), jest we mnie coś z odkrywców nieznanych lądów. Chcę zobaczyć jak to się rozwinie. Z drugiej jednak strony jest we mnie dużo sceptycyzmu – do głosu dochodzi jakiś wewnętrzny opór, tym głośniejszy, im więcej rozumowych argumentów go popiera.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Rewolucja, która już się dokonała</strong></h2>



<p>Opór więc przed rozpowszechnieniem tego typu technologii jest, ale zaraz pojawia się pytanie: Czym tak naprawdę różni się to od wszelkiej innej technologii, szturmem zdobywającej nasze ciała i życia? Myślę tutaj szczególnie o smartfonach. Choć jakieś 15-20 lat temu to komputery miały być tym czymś najbardziej personalnym (PC) to na dzień dzisiejszy najbliższe naszym umysłom, jeśli nawet nie sercom są telefony komórkowe. Określenie ukute przez Jacka Dukaja – „protezy naszych umysłów” – najlepiej oddaje czym telefony się stają. Czyż małe urządzenie, wciąż noszone blisko ciała, zawsze w zasięgu ręki, nie jest rozszerzeniem starego dobrego mózgu? Wyrosło z czegoś, czego biologicznie nie posiadamy, czyli urządzenia do rozmów na odległość. Ale niedługo później zaczęło wykonywać szereg czynności klasycznie przypisywanych ludzkiemu intelektowi: zapamiętywanie, liczenie, tworzenie list zakupów, przypominanie samemu sobie o konieczności wypicia szklanki wody, budzenie i układanie do snu. Im bardziej wybór w sklepie z aplikacjami się poszerzał, tym bardziej oddaliśmy naszą codzienną rutynę w ręce cyfrowego służącego, nie bacząc jakie skutki to przyniesie dla naszych mózgów, relacji i społeczeństwa, w którym żyjemy. W tej symbiotycznej relacji wciąż istnieje wrzód, który niesamowicie spowalnia efektywność tandemu człowiek-telefon. Jest to bariera interfejsu. Dane wprowadzam za pomocą palca, ewentualnie za pomocą głosu. Dane zwrotne dochodzą do mnie z małego ekraniku, z głośniczków, mogę też poczuć wibracje.</p>



<p>Neuralink, a za nim całe pokolenia urządzeń pochodnych, mają tę barierę przełamać. Tam gdzie powstaje myśl, w mózgu, tam zaraz zostanie rozhuśtana przez mikroprocesor, wysłana na zewnętrzny nośnik, np. telefon, tam też przyjmiemy sygnały zwrotne. Być może będzie można słuchać muzyki wprost do mózgu. Być może obejrzymy coś na dużym ekranie, ale nie przed naszymi oczami, ale gdzieś wewnątrz, w prywatnym kinie duszy. A skoro bariera między człowiekiem a medium zostanie zniesiona, to jednocześnie do lamusa odejdzie archaiczna bariera (i most jednocześnie) jakim jest słowo mówione.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dylemat, który jest na granicy skóry</strong></h2>



<p>Skoro nie mamy oporu przed tak intensywnym związkiem ze swoim smartfonem, dlaczego więc opór (przynajmniej we mnie) rodzi się przed urządzeniem mającym spoczywać <em>wewnątrz</em> mojego ciała? Nie mam problemu z myślą o wszczepieniu we mnie np. respiratora. Oczywiście respirator a Neuralink dzieli stopień skomplikowania, ale być może przyczyna tkwi bardziej w motywacji: jeśli chcę ratować życie, to zgadzam się na ingerencję, lecz jeśli to życie miałbym narazić na zmianę i to zupełnie nieprzewidywalną, to zapala się czerwona lampka. I tę furtkę zdaje się dostrzegać Elon Musk, który mówi jednocześnie o fantastycznych zastosowaniach Neuralinka, ale skupia się na tych medycznych: pomoc osobom z porażeniem mózgowym, leczenie wszelkich dysfunkcji, jak np. brak słuchu, wzroku itp. Czyżby w ten sposób, wzbudzając nadzieję w pokrzywdzonych, koncepcja komputera żyjącego na mózgu przebije barierę sceptycyzmu i wpłynie na szeroki rynek światowy?</p>



<p>Skoro o medycynie mowa, to warto przyjrzeć się w jaki sposób Neuralink ma trafiać do mózgów potencjalnych nosicieli. Na razie wszelkie wszczepy do ciała przebiegają na drodze operacji chirurgicznej. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Firma Elona Muska ma na to gotowe rozwiązanie. Robot zaprojektowany tylko w tym jednym celu: delikatne umieszczenie urządzenia wielkości monety w głowie, a następnie splątanie drobnych niteczek przekaźnikowych z miękką materią mózgu. </p></blockquote>



<p>„Operacja” nie będzie wykonywana w szpitalu, lecz w osobnych placówkach. Kojarzy się z leczeniem? Bardziej wygląda to na fabrykę w skali mikro, w której produkowani będą… ludzie nowego typu.</p>



<p>Jeszcze jedna obiekcja: zabieramy się za rozbudowę ludzkiego mózgu zanim w pełni go poznaliśmy. Mózg to wciąż tajemnica, mętna woda, w której nie wiadomo czy bezpiecznie jest się kąpać. Oczywiście, jak argumentują zwolennicy, dzięki wszczepieniu różnorakich urządzeń pozyskamy terabajty danych na temat procesów zachodzących na neuronowych autostradach. Problem polega na tym, że Neuralink w swoim założeniu ma nie tylko cichy odczyt impulsów neuronowych, ale również, w niedalekiej przyszłości, stymulacje tychże. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencje, nie tylko doraźne, ale też dalekosiężne lub przynajmniej przygotować gaśnicę odpowiedniego kalibru, dla pożarów nadal jeszcze niewyobrażalnych?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Sekretarka, która pisze z szybkością myśli</strong></h2>



<p>Pomyślmy jeszcze o zaletach i wadach. Rozważmy konkretny przykład. Swego czasu, aby dostać posadę sekretarki, trzeba było wykazać się umiejętnością pisania odpowiednio dużej liczby słów na klawiaturze maszyny do pisania, czy później komputera. Dziś umiejętność szybkiego pisania jest powszechna, nie jest więc brana pod uwagę w procesie rekrutacyjnym. Jeśliby jednak projekt Neuralink osiągnął zakładane przez siebie cele, to posiadacz takowego dysponowałby mocą prawie tak szybkiego przekazywania danych do komputera jak szybka jest jego myśl. Mając przed sobą dwóch równie zdolnych programistów, jednego z szybkimi palcami, drugiego z jeszcze szybszym wszczepem w mózgu, nie mamy dylematu, którego bardziej opłaca się zatrudnić. Pryska mit człowieka ciężko pracującego, który jeśli chce i wykorzysta maksymalnie ciało, otrzymane przy poczęciu, osiągnie zadowalające wyniki. Teraz hardware somy będzie można ulepszyć. Zaleta to, czy może wada? Szansa czy zagrożenie?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Osoba, która nie wie gdzie są granice jej bytu</strong></h2>



<p>Wciąż protezy naszego mózgu są poza nami, są elementami od nas rozłącznymi. I to chyba dobrze, z punktu widzenia integralności człowieka, jak i jego bezpieczeństwa. Nawet jeśli zwiążemy się z naszym telefonem w relacji ścisłej, to zawsze możemy ten telefon wymienić, do czego usilnie zachęcają nas co kilkanaście miesięcy operatorzy telefonii. Jeśli zapali nam się lampka w głowie, że coś jest z naszym aparatem nie tak (może mnie szpieguje, może używa paskudnych technik, które chcą mnie uzależnić) wyrzucamy go, a na jego miejsce wybieramy model od innego dostawcy, zapewniającego nas, że akurat jego produkt nic nam nie zrobi. Czy w przypadku wszczepu do głowy sytuacja miałaby się podobnie? Jak szybko bylibyśmy w stanie wyłączyć urządzenie, jeśli stwierdzilibyśmy, że bruździ nam w mózgowych bruzdach? I pytanie kolejne, już z dziedziny transhumanizmu: Czy bylibyśmy w stanie nakreślić granicę, między „Ja” a „Urządzenie”, czy wrosło by w nas ono jak gałązka w szczep winny?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Przyszłość, której trzeba pilnować</strong></h2>



<p>Patrząc na powyższy tekst mierzę poziom sceptycyzmu. Wysoki. Mimo wszystko starałem się być obiektywny. Może, pomimo młodego wieku, mam już zapędy do nostalgii, konserwatyzmu, do bronienia tego co było i jest, a patrzenia nieprzychylnym okiem na to, co będzie? Zapewniam, że z jednakowym zainteresowaniem będę śledził trzy rzeczy: rozwój mózgowszczepów, rozwój mojego do nich podejścia i globalne zmiany, jakie nieuchronnie nadchodzą. I jeszcze jedno intrygujące, osobiste pytanie: <em>Czy moje dzieci będą nosiły to w głowie</em>?</p>



<p>Neuralink to dopiero pierwszy płatek śniegu, który może za jakiś czas wywołać lawinę. Następstwa mogą być kalibru dziejowego, </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>kto wie, czy nie będziemy musieli wprowadzić nowej jednostki klasyfikacyjnej, będącej odpowiednim określeniem na <em>Homo Sapiens 2.0</em>? </p></blockquote>



<p>Człowiek cybernetyczny? Transczłowiek? Czy wszystko pójdzie gładko, po myśli projektantów i wyjdziemy na tym wszyscy na plus? Czy może jakiś element planu się „wyłoży” i nasza najintymniejsza myśl wyląduje na czarnym rynku, czekając, kto da za nią więcej? Sprawę mamy obowiązek śledzić my, być może ostatnie pokolenie przedstawicieli starego dobrego gatunku <em>ludzi myślących </em>wyłącznie swoim własnym mózgiem&#8230;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/">Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Covidowe kłamstwa w natarciu!</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 26 Oct 2020 13:54:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1396</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/">Covidowe kłamstwa w natarciu!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Szkoły są bardzo ważnym elementem utrzymania ciągłości życia gospodarczego, ale one są rozsadnikiem epidemii.” </p></blockquote>



<p>– powiedział pan minister 22 października. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Dzieci przechodzą to bezobjawowo, przynoszą do domów. To nie jest tylko hipoteza” </p></blockquote>



<p>– dodał minister zdrowia Adam Niedzielski w rozmowie z &#8222;Rzeczpospolitą&#8221;.</p>



<p>Kłamali, kłamią i nigdy nie przestaną kłamać? Pan minister plącze się w zeznaniach, a logiki nie ma w tym za grosz. Pewnie nadal wierzą, że tzw. „ciemny lud” to kupi. Stwierdzenie specjalisty od medialnej propagandy okazuje się wyjątkowo trafne. W istocie, akurat w tym zakresie, wcale się nie mylą! Ludzie zaczynają dzień od sprawdzenia wyników, ale nie żadnych gier liczbowych, ale zakażeń. Chociaż to także gra, z tym, że nie da się w nią nic wygrać. Ściślej, nie da się, będąc po stronie przeciętnego czytelnika, czy słuchacza wiadomości. Ci, którzy są organizatorami tej wielkiej hucpy, już swoje zarobili, a niektórzy „kręcą lody” nadal. Przecież maseczkomaty działają, przyłbice sprzedają się nieźle, a psychoza nakręca handel, przynajmniej takimi artykułami. Wypada mieć nadzieję, że za chwilę nie będą to jedyne przedmioty, które będzie można nabyć bez problemu.&nbsp;</p>



<p>Chwila nieuwagi i mamy od soboty całą Polskę znów czerwoną. Zupełnie jak za komuny… Trochę to gorzka ironia, ale czy rzeczywiście? Tabuny ludzi, którzy wierzą w korona-ściemę, gotowi są nawet oskarżać Rząd o zbyt leniwe działania i zbyt mały radykalizm w walce z rzekomą pandemią. Zaraz ktoś, czytając te słowa żachnie się, że kolejny foliarz i płaskoziemca się pojawił, no bo przecież trupy leżą już prawie na każdej ulicy, szpitale pełne, ruszyła budowa polowych, a ten śmie pisać o jakiejś ściemie. Co za brak delikatności?!&nbsp;</p>



<p>Czyżby? Jeżeli już o empatii i delikatności właśnie, to może należałoby zacząć jednak od tych, którym władza zabrała możliwość leczenia i normalnego dostępu do tak zwanych procedur medycznych, co już skutkuje tragediami, ale musi przełożyć się wkrótce na zwiększoną liczbę zgonów. W przyszłym roku, jak alarmują onkolodzy, umrze z tego powodu co najmniej 12,5 tysiąca pacjentów. Szacunki są bardzo ostrożne, bo niektórzy są zdania, że będzie to nawet 25-30 tysięcy chorych i to tylko z powodu nowotworów! Pan dr Paweł Basiukiewicz – kardiolog, zwrócił uwagę w programie Jana Pospieszalskiego, że u niego na oddziale nie wykonano w ciągu ostatniego półrocza ANI JEDNEGO zabiegu ablacji. W poważnych stanach arytmii serca, jest on niezbędny, a dotąd wykonywano ich kilkadziesiąt w miesiącu. Co dalej? Ilu tych pacjentów zostało skazanych na śmierć? A mówimy o jednej placówce medycznej! Przenieśmy to na resztę kraju. Co z pozostałymi schorzeniami kardiologicznymi, pulmonologicznymi i innymi w całej Polsce? Da się z tym jakkolwiek polemizować? Czy rodziny pacjentów, którzy byli wożeni karetką od szpitala do szpitala, bez pomocy przez wiele godzin, gdyż nie mieli testu na koronawirusa i w końcu przypłacili to życiem, jak choćby 28-letnia kobieta w ciąży, czy 11-latka po zachłyśnięciu się wodą, już nie zasługują na współczucie? Bo nie zmarli na covid, tylko przez covid? Czyż to nie jest skandal? Niech mi nikt nie próbuje wmówić, że życie jakichkolwiek ludzi pozbawionych opieki z powodu zamknięcia służby zdrowia jest mniej warte niż to, które się zakończyło w wyniku tak modnego w obecnym sezonie koronawirusa. Zwłaszcza, że wciąż nie wiemy ile zgonów z powodu Covid-19 miało miejsce naprawdę. Ministerstwo Zdrowia podało we wrześniu łączną liczbę ofiar, bez tzw. chorób współistniejących. Ile? 311 osób, obecnie pewnie około 400, a więc średnio 2 zgony dziennie! Czy ktoś kiedyś słyszał o podobnej epidemii? Zapytam inaczej. Czy gdyby nie media i całe to maseczkowe szaleństwo, zauważyłbyś, że jest w kraju jakakolwiek pandemia?&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Pandemia medialna ma się dobrze</strong></h2>



<p>W Polsce każdego dnia umiera ponad 1150 osób. Czy ktoś pochylał się z taką troską nad innymi chorymi i uczestnikami różnych wypadków ze skutkiem śmiertelnym? Nie słyszałem nigdy podobnego komunikatu w mediach:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong><em>„Dziś w naszym kraju zmarło 1140 osób, z czego 315 na nowotwory, 28 na cukrzycę, 511 na choroby układu krążenia, 33 na zapalenie płuc, 41 na grypę, 9 zginęło w wypadkach, a 110 z powodu smogu, 91 zmarło na nerki i 2 na Covid-19”</em></strong></p></blockquote>



<p>Słyszeliście coś takiego? Nie? To co sprawia, że wszyscy na dźwięk słowa Covid nagle drętwieją i przestają racjonalnie myśleć? Informacja jest lepiej „obudowana” propagandowo? Oczywiście! Prezenter z przejęciem i powagą w głosie oznajmia, że oto właśnie padł kolejny rekord i dziś mamy już ponad 10.000 tysięcy zakażonych! Co jakiś czas jeszcze się z lekkością „pomyli”, jak nasz minister Niedzielski, mówiąc „chorych”, zamiast „zakażonych”. To już Armagedon! Zmarło 91 osób. Wow! Faktycznie robi wrażenie… A 170 osób? Straszne!</p>



<p>Warto rozebrać tę manipulację na czynniki pierwsze. Dokąd testowano 10-15 tysięcy osób dziennie, tylko około 3-4% wyników było dodatnich. Test PCR kompletnie nie nadaje się do celów diagnostycznych, co powiedział sam Kary Mullis, twórca metody, a fakt że jest zbyt czuły i daje fałszywie dodatnie rezultaty, podkreślał jeszcze kilka lat temu sam jego niemiecki autor i promotor, prof. Christian Drosten. Co się stało, że teraz nagle zmienił zdanie? No, nie całkiem ”teraz”, bo historia jest taka, że wysłał swój test do WHO w ostatnim dniu grudnia 2019, a Światowa Organizacja Zdrowia, przyjęło metodę PCR w styczniu, jako podstawową, tylko na bazie symulacji komputerowych! Wówczas nie było jeszcze wyizolowanego wirusa, na którym dałoby się test sprawdzić w sposób obiektywny. No, ale jeśli za czymś stoi taki „promotor”, niczego nie trzeba się obawiać, a już najmniej, prawdy! Można kłamać do woli. Podobnie, zresztą, jak sam przewodniczący tej „szacownej” organizacji czynił na przełomie roku, kiedy wielokrotnie wprowadzał w błąd opinię światową na temat, najpierw wybuchu, a potem przebiegu, epidemii w Chinach. &nbsp;</p>



<p>To tylko początek. Przyjmijmy jednak, nawet kompletnie wbrew oczywistym faktom, bo przecież wiemy, że test wykrywa koronawirusa wszędzie, nawet u zwierząt, w warzywach, czy owocach, lecz dla dalszych rozważań wyobraźmy sobie przez moment, że PCR jest wiarygodny. Cóż więc się takiego stało, że mamy nagle kilkakrotnie więcej zakażonych na każde 10 tysięcy przebadanych? Dość jasno zagadnienie przedstawił <strong>Paweł Klimczewski</strong>, współautor książki „Fałszywa pandemia”, który tworzy modele epidemiologiczne (a ten przedstawiony w marcu sprawdził się idealnie). Jeżeli przy zwiększonej liczbie testów, przekraczającej nawet 80 tysięcy dziennie, mamy tak duży wysyp pozytywnych, oznacza, że liczba nosicieli Sars-Cov-2 jest w naszym kraju po prostu wielokrotnie wyższa. Prawdopodobnie przekroczyła co najmniej 6 mln. To niemal pewne, gdyż od czasu wyborów prezydenckich nie było szczególnych restrykcji, nie licząc tych kretyńskich kagańców, które działają na koronawirusa dokładnie tak samo, jak siatka ogrodzeniowa na komary. Ludzie kontaktowali się ze sobą i co jest naturalne, ten, jak i inne wirusy przenosiły się, co również nikogo dziwić nie powinno, bo tak się dzieje od zawsze. Akurat ten koronawirus, co już wiemy na pewno, nie jest bardziej groźny od innych, a śmiertelność z jego powodu, gdyby przyjąć nawet, że powoduje więcej zgonów niż podaje Ministerstwo Zdrowia, nie przekracza 0,3%. Najpewniej jest jeszcze o wiele niższa, gdyż <strong>liczba nosicieli może po 8 miesiącach sięgać nawet 1/3 populacji</strong>. I to akurat, wbrew pozorom, jest świetna informacja! </p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Odporność zbiorowa nadchodzi?</strong></h2>



<p>Jak możesz pisać, że to dobra wiadomość?! – wrzaśnie jakiś namiętny oglądacz programów informacyjnych. &#8211; Przecież zmarło kolejnych 91 osób! I to tylko jednego dnia!&nbsp;</p>



<p>Nieprawda! Zmarło, jak już wspomniałem, znacznie ponad 1100 osób, z czego być może 7 na Covid-19. Aż siedem? Tutaj bym się nie upierał, bo bardzo chciałbym najpierw zobaczyć wyniki autopsji. Póki co, nie wiedzieć czemu, Ministerstwo nie odpowiedziało dotąd na kolejne listy profesora Ryszarda Rutkowskiego, czyli nawet nie wiemy ile sekcji rzeczywiście wykonano w Polsce z tytułu zgonów na Covid-19 na przestrzeni ostatniego półrocza. Problem nie leży w tym ilu mamy zarażonych, jeśli od 80 do nawet 95% z nich przechodzi „chorobę” bezobjawowo. Kłopotem jest wysoka indolencja państwa, być może zamierzona, gdyż <strong>przez ponad 7 miesięcy nie udało się jeszcze wykonać badań przesiewowych</strong>, aby stwierdzić, jaka jest faktyczna skala zagrożenia. Co otrzymaliśmy w zamian? Żółte i czerwone strefy, z naciskiem na czerwone, bo właśnie żółte już od soboty znikają. Kolejne zamrożenie gospodarki, tym razem pod hasłem, że to nie żaden lockdown, tylko „idziemy środkiem”. Można napisać dosadnie, że płyniemy w centralnym ścieku, tyle, że wzorem niedościgłym dla Premiera Morawieckiego są państwa, które ogłosiły stan wyjątkowy, jak Słowacja, czy Czechy. Zresztą zrobiły to z powodów bliżej nie znanych, ponieważ statystyki, nie licząc oczywiście zwiększenia samej liczby testów, żadnego poważniejszego zagrożenia nie pokazywały. Słowacy zrobili to przy 48 ofiarach Covid-19 przez pół roku, z czego prawdopodobnie bez chorób współistniejących było ich ledwie kilka. Czy to jakaś epidemia?! No, ale już po ogłoszeniu obostrzeń liczba zgonów skoczyła na 61, a potem jeszcze wyżej. Samosprawdzająca się prognoza działa, jak widać, świetnie. W Polsce również. Minister Niedzielski, już bez żadnej żenady, mówi nie o zakażeniach, tylko o zachorowaniach! To bezwzględnie trzeba zgłosić do prokuratury, bo straszenie ludzi i próba wywołania paniki, są karalne i górne zagrożenie sięga 8 lat pozbawienia wolności. Tym nie mniej <strong>fakt, że liczba osób, które miały kontakt z wirusem wielokrotnie wzrosła, to</strong>, powtarzam raz jeszcze, <strong>wiadomość fantastyczna!</strong> Za chwilę uzyskamy jako społeczeństwo odporność zbiorową, którą widzimy w Szwecji, gdzie niemal nikt już nie umiera z powodu Covid-19. Oczywiście, wszystko to pod warunkiem, że ten wirus taką odporność daje, co jest mocno wątpliwe, o czym będzie jeszcze niżej. Ale fakt, że uczymy się żyć z nowym koronawirusem, to bezsprzecznie jest pozytyw. Byłby oczywiście o wiele większy, gdyby władze nie chciały wykorzystywać go, w tak cyniczny sposób, dla swych niecnych celów.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Fake newsy i prosty rachunek</strong></h2>



<p>Gdy dziś, po roku od rozpoczęcia całej „pandemii” w Chinach, z Państwa Środka wypływają krótkie filmy pokazujące, jak to „nieboszczycy” pakowani w worki sami pomagają od wewnątrz te worki przy pomocy suwaka zamykać i gdy znamy historię trumien z Bergamo, które w rzeczywistości pochodziły z Lampeduzy, a na jaw wychodzi coraz więcej podobnych manipulacji, chyba nikt przy zdrowych zmysłach już nie wątpi, że cos tu jest „nie halo”. Jeżeli ta argumentacja kompletnie do Ciebie, drogi Czytelniku, nie przemawia, bo to niby jakieś teorie spiskowe itd., może spróbuj odpowiedzieć sobie na proste pytanie: Jak to możliwe, że <strong>ponad 65.000 kasjerek sieci Biedronka, które obsługują od 100 do ponad 200 klientów każdego dnia, jakoś się dotąd nie zaraziło</strong>. Ani jednego przypadku koronawirusa?! W całej Polsce? Nawet jeżeli podzielisz tę liczbę przez 3, bo w sklepach jest jednak system zmianowy, to licząc tylko 150 klientów na kasjerkę, daje przez 7 miesięcy <strong>minimum 650 mln kontaktów! I nic?</strong> Jak to? No, właśnie! A gdyby tak policzyć jeszcze interakcje pomiędzy samymi klientami, których musi być więcej, bo przecież „zderzają się” ze sobą czasem nawet wielokrotnie, nie tylko w kolejce przy kasie? Jaki inteligentny koronawirus? Brawo! Łaskawy niezmiernie był też w trakcie wieców wyborczych. Urzędujący prezydent odbył setki spotkań i uścisnął tysiące dłoni. O Krzysztofie Bosaku, który fotografował się przez wiele godzin z każdym chętnym wyborcą, nawet nie ma co wspominać, bo tam jeszcze należałoby doliczyć co najmniej kilka osób ze sztabu. Inni kandydaci czynili podobnie. Czy komuś coś się stało? Czy słyszeliście o choć jednej zarażonej osobie na nie mniej licznych wiecach, które przetoczyły się ostatnio przez Polskę 10.X, gdzie demonstracje związane z zamykaniem gospodarki i zamordyzmem odbyły się w 50 miastach? A co z protestami z Berlina, w których wzięło udział ponad milion ludzi? Żadnych zakażeń? Nikt się nie dziwi, ponieważ Premier powiedział latem, że wirus już groźny nie jest?&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Liczba absurdów rośnie!</strong></h2>



<p>Absurdy, których nie wymyśliłby raczej nawet sam Stanisław Bareja, jak choćby konieczność noszenia maseczki od wejścia do lokalu do stolika w każdej restauracji, ale po zajęciu miejsca już nie, czy zamykanie pubów o 22-ej, jakby ten wirus nagle zwiększał swoją aktywność wieczorem, a w lokalach gastronomicznych poruszał się wyznaczoną trasą, a dokładniej tylko pomiędzy stołami, lecz w trakcie konsumpcji odpuszczał, bo przecież jak można zakażać klientów, którzy zapłacili za posiłek, czasem nawet całkiem nie mało&#8230; Inna głupota? Proszę bardzo &#8211; noszenie maseczki na pustej ulicy, ale w parku już nie, pomijając sam idiotyzm z zakładaniem kagańca w jakimkolwiek miejscu i czasie przez ludzi zdrowych, chociaż wiadomo, że maseczka przed wirusem uchronić w żaden sposób nie może (o czym niżej). Czy to wszystko za mało, by skierować cały Rząd i projektodawców durnych i szkodliwych przepisów, na jakieś badania psychiatryczne?&nbsp;</p>



<p>A jednak społeczeństwa wielu krajów, w tym Polski, przeważnie nie tylko pokornie stosują się do tak absurdalnych zaleceń, ale obywatele dość chętnie donoszą na innych, albo wręcz atakują ludzi, którzy się do debilizmu stosować nie chcą. Nie ma dotąd nawet cienia dowodu, (a szukałem przez kilka miesięcy), że maseczka bawełniana, czy ze sztucznego tworzywa, w jakikolwiek sposób zatrzymuje koronawirusa, wyłączając po części model N95, o czym pisałem <a href="https://naodlew.pl/2020/05/03/a-jednak-sie-kreci/">tutaj</a>. To jedyny obecnie dostępny w Polsce, wraz ze znacznie mniej skutecznymi europejskimi odpowiednikami &#8211; FFP1, FFP2 i FFP3, typ maski względnie (bo niewielkim stopniu) zabezpieczający przed wirusem. Te chirurgiczne są już wielokrotnie mniej skuteczne, a pozostałe wcale. Można zapytać ile osób stać na maseczkę N95 (około 5 zł) i jej zmienianie w zalecanym trybie&nbsp; (czyli bez aktywności fizycznej, co 3 godziny) i kto to robi? Warto przy okazji zwrócić uwagę, że maseczki FFP zatrzymują dość skutecznie wirusy o wielkości powyżej 300nm, co pokazuje poniższa tabela zaczerpnięta z publikacji na stronie Medicover.pl. <strong>To ilustracja wyników badania, jakie przeprowadził Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy 1950-2020 w marcu br.</strong></p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="510" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1024x510.jpeg" alt="" class="wp-image-1397" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1024x510.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-300x149.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-768x383.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-1536x765.jpeg 1536w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-2048x1020.jpeg 2048w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/5EB240A1-0446-402C-9231-2597A8148310-360x179.jpeg 360w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Jeśli ktoś nie wie, to przypomnę, że wielkość koronawirusa Sars-Cov-2 zawiera się w przedziale 90-140 nanometrów, a więc swobodnie przechodzi przez tego typu maseczki, chociaż jakaś część patogenu może zostać zatrzymana w przypadku kaszlu, gdyż wirus znajdzie się w kroplach, większych niż odstępy pomiędzy włóknami maski. Niestety, w przypadku aerozoli już tak różowo nie jest, a trzeba dodać, że przy kichaniu, powietrze wydostaje się z nosa z prędkością blisko 400 km na godzinę, więc żadna maseczka, prócz wojskowej, tego nie wytrzyma. Trzeba też pamiętać o wilgotności środowiska, w którym namnażają się bakterie, co sprawia, że podobnie jak w przypadku innych nie zmienianych odpowiednio często maseczek, po 4 godzinach będziemy mieli do czynienia z niezłą bombą biologiczną. Czemu lekarze jakoś nie mówią o tym zagrożeniu zbyt często, a nikt przecież nie sprawdza kiedy właściciel maski zmieniał ją ostatnio. Niektórzy robią to raz na 3 tygodnie! &nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dowody dla dyletantów</strong></h2>



<p>Zwolennikom noszenia kagańców, wśród których jest nawet wielu profesorów medycyny, powołujących się na badania Georga Rutheforda, który wraz z Monicą Ghandi starał się wykazać, że istnieje coś takiego jak graniczna skuteczność dawki patogenu i że osoby zakażające, które noszą maseczki, zakażają jakby nieco mniej, bo znakomita część wirusów zostanie przez te maseczki zatrzymana, warto zadedykować właśnie powyższą tabelę. <a href="https://www.medonet.pl/koronawirus/to-musisz-wiedziec,maseczki-pomagaja-wytwarzac-odpornosc-na-koronawirusa,artykul,74676869.html">W artykule z Medonet.pl</a> przywoływano nawet historię argentyńskiego statku, na którym liczba zakażeń bezobjawowych wyniosła 81%, więc w stosunku do innych pływających jednostek, gdzie pasażerowie nie nosili maseczek, było to o ponad 60% więcej. Innymi słowy, na pozostałych statkach, aż 80% zakażeń miało poważniejszy przebieg. Przykłady te są kuriozalne z co najmniej dwóch powodów. Nie trzeba być profesorem medycyny, aby rozumieć, że na taki czy inny przebieg zakażenia ma wpływ szereg innych czynników, wśród których jest m.in. wiek pasażerów poszczególnych jednostek, indywidualna odporność organizmu, czas przebywania w danym środowisku itd. Do tego trzeba dodać, może nawet przede wszystkim to, że test PCR pokazuje dość dowolne dane i nie wiadomo jakie wirusy znajduje. Test, który nie ma żadnej walidacji pokazuje, jak już wspominałem, wyniki fałszywe nawet w 94%, więc do jakichkolwiek tego typu porównań&nbsp; trudno go używać. Jednak najważniejszy dla obalenia całej „misternej teorii” najprostszy wydaje się powód podstawowy, czyli informacja samego producenta maseczek. Jeśli on twierdzi, że splot nie może zatrzymać patogenu mniejszego niż 300nm, bo nawet tak dużych (jak np. wirus ospy) powstrzyma w mniej niż 100%, to chyba on, czy też instytut badawczy, który maseczki dokładnie przetestował, wiedzą lepiej? Opowieści dziwnej treści można wkładać między bajki. Manipulacja „ulubionego” przeze mnie Medonet-u jest jednak szczególna! Na czym polega? Otóż dokonano „drobnego retuszu” i żeby nie operować prawdziwymi rozmiarami patogenów, podano ile „cząsteczek” zatrzymują poszczególne modele maseczek. Jaka to różnica? DECYDUJĄCA! Owszem, kaszel jest okolicznością, w której nawet bawełniany kaganiec może mieć jakieś ochronne znaczenie, ale <strong>nie w przypadku ludzi zdrowych</strong>. Kiedy pisze się, że maska przepuści tylko jedną cząsteczkę, czytelnik może pomyśleć, że chodzi o jakąś procentową liczbę wirusów, albo może wręcz nawet o konkretną liczbę patogenów Sars-Cov-2, bo wynika to z nagłówka. Trzeba przyznać, że małym drukiem podano, że mowa jest o aerozolach o wielkości 2 mikronów, a w przypadku skuteczności domowych masek chodzi o wielkość 10 mikronów, ale autorzy pięknych infografik „zapomnieli dodać”, że 10 mikronów, to 10.000 nanometrów, czyli średnio 83 razy więcej niż rozmiar naszego koronawirusa. To tak, jakby zakładać, że mysz nie wejdzie przez otwarte drzwi do mieszkania, bo się nie zmieści… Czy w tej sytuacji w ogóle jakakolwiek polemika ze „specjalistami” z portalu Onet ma sens? Można tylko wzruszyć ramionami. Wstyd, że również naukowcy próbują w taki sposób manipulować opinią publiczną. A może sami w tę, urągającą podstawowym prawom fizyki, propagandę, uwierzyli? Byłoby to bardzo smutne…&nbsp;</p>



<p>Słyszymy, że Rząd postanowił zadbać o nasze zdrowie. Czy ktoś naprawdę daje temu wiarę? Kiedy zamykane są kluby fitness i siłownie, kiedy dzieciom i młodzieży ponownie zabrania się wychodzenia z domu (wraca właśnie m.in. kretyński przepis, który nie pozwoli pod nieobecność rodziców wyprowadzić psa). Czemu należy mieć wątpliwości co do prawdziwych intencji władzy wykonawczej? Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, spróbuj przypomnieć sobie ile minut w czasie, w sumie wielogodzinnych wystąpień, poświęcili ministrowie zdrowia (były i obecny) kwestiom wzmacniania odporności organizmu? Ktoś to sprawdził? Podpowiadam, około 15 sekund! Kiedy? Przy okazji otwierania lasów i zamkniętych parków. Minister dodał, że należy korzystać z nich „z umiarem”. Zero &#8211; na temat witamin, zdrowego odżywiania, regularnych ćwiczeń, etc. Czy więc zamykanie miejsc o podwyższonym rygorze sanitarnym w stosunku do sklepów, albo komunikacji miejskiej, ma jakikolwiek sens? Owszem, jeżeli przyjmiemy, że resztki zdrowia trzeba społeczeństwu odebrać i przy okazji zlikwidować kolejną branżę. Nie wierzcie w żadne „dobre chęci rządu”! Wiemy, co jest nimi wybrukowane..</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Ministerstwo wybrało model włoski</strong></h2>



<p>Sprawa jest wygląda znacznie bardziej poważnie, niż nawet zamykanie poszczególnych branż, albo kwestia zakładania wszystkim kagańców, które ze zrozumiałych powodów, jak to&nbsp; trafnie ujął 26 lutego tego roku na antenie Radia RMF FM, prof. Łukasz Szumowski, „nie chronią przed zakażeniem i nie wiadomo po co ludzie je noszą”. Jest niemal pewne, że szybkimi krokami zbliżamy się do realizacji modelu włoskiego, jaki znamy z Bergamo. Z tym wyjątkiem, że w Lombardii ćwiczono to po raz pierwszy na jeszcze żywym organizmie służby zdrowia, a przy okazji na organizmach ledwie żywych pacjentów, których wysyłano masowo na tamten świat. Słowo „wysyłano” nie jest, bynajmniej, przypadkowe, gdyż dziś z całą pewnością wiemy już, że to zła organizacja i błędy medyczne spowodowały tragedię. Jasne, że i media dołożyły sporo od siebie, co nie pozostaje już żadną tajemnicą, tym nie mniej, ludzie rzeczywiście umierali i wiadomo czemu tak się działo. Do Włoch pojechała delegacja polskich lekarzy, zatem bardzo trudno będzie dziś bronić tezy, że „nie byliśmy przygotowani”, albo „nie znamy przyczyn zgonów pacjentów w Bergamo”. Przeciwnie! To temat przewałkowany już na wiele sposobów. <a href="https://youtu.be/QMjQ9KlaBno" data-rel="lightbox-video-0">W tej rozmowie</a> – pani Elżbieta Wierzchowska, która była tłumaczką w trakcie wywiadów z włoskimi specjalistami, a sama również przeprowadziła ich sporo, ujawnia szokujące fakty. Pod koniec marca, gdy zaczęto robić sekcje zwłok zmarłych pacjentów, okazało się, że mechanizm śmierci, co potwierdzili też patolodzy niemieccy i amerykańscy, wyglądał zupełnie inaczej niż sądzono. Czynnikiem powodującym utratę oddechu i bardzo silne niedotlenienie, zwłaszcza u starszych pacjentów, które kończyło się zwykle zgonem, spowodowane było sklejaniem się krwinek, czyli zakrzepicą. Mechanizm ten wyjaśnia dość szczegółowo <a href="https://youtu.be/LSx60GtpZxg?t=2602" data-rel="lightbox-video-1">profesor Piotr Kuna w przytoczonym przez Witolda Gadowskiego wywiadzie</a>. Respiratory nie tylko nie pomagały, ale bardzo ostrożne szacunki podają, że przyczyniły się do śmierci 80% pacjentów. Co więcej, są lekarze (m.in. z America’s Frontline Doctors), którzy mówią wprost, że sama choroba jest wyleczalna na poziomie lekarza rodzinnego. Gdyby pacjentom zaordynowano heparynę, hydroksychlorochinę, kortyzol, a czasem też antybiotyk, aby uniknąć towarzyszących infekcji bakteryjnych, nie doszłoby do etapu, w którym chorego kieruje się na głębokie wentylowanie z użyciem respiratora. Znacznie lepsza byłaby wentylacja mechaniczna, do której urządzenie kosztuje nie 100 tyś. zł, jak średniej klasy respirator, ale 3 tysiące. Jest różnica? Ile takich urządzeń można kupić? No, właśnie… Ale nadal nie kupiono! Mało tego! Lekarze włoscy mówili o tym wszystkim już na początku kwietnia. Teraz kończy się październik i słyszymy, że w polskich szpitalach za chwilę zabraknie czego? <strong>Respiratorów!</strong> Czy to nie brzmi znajomo? Z czym mamy do czynienia? Czy właśnie realizujemy scenariusz depopulacji idący jeszcze dalej, niż sam „filantrop” Bill Gates by to sobie wymarzył? Zwany przeze mnie „Kill Bill-em”, „dobroczyńca” zamierza „pomóc” całej biednej (zwłaszcza bardzo biednej) ludzkości zmuszając poszczególne kraje do nabycia szczepionki, ale po co kupować aż tyle szczepionek, jeśli po „jesiennej drugiej fali” część będzie już niepotrzebna, bo są respiratory? Choć z drugiej strony, za jeden dzień pod respiratorem NFZ płaci szpitalowi 1054 zł, a szczepionka w hurcie kosztuje tylko około 4 dolarów, więc może nie trzeba się aż tak śpieszyć? Nie, nie! Eksperyment ze szczepionkami ludzie przeżyją (przynajmniej niektórzy) i to być może nawet, w lepszej lub gorszej formie, przez czas jakiś jeszcze na tym łez padole, zabawią, a po co płacić emeryturkę, skoro mamy już pacjenta w swoich łapkach? Czarny humor? A może nawet czarny PR? Bynajmniej! Jeżeli okaże się, że w wyniku braków, zaczną zabierać respiratory chorym na POChP, efekt może być jeszcze lepszy, bo podwójny. Miejmy nadzieję, że mimo wszystko do tego nie dojdzie, chociaż, kiedy się czyta o wezwaniu do odwoływania zabiegów, na które ludzie czekali często nawet wiele miesięcy, gdy np. w Siedlcach zamyka się szpital onkologiczny i kardiologiczny, to skóra cierpnie, a ręce i nogi opadają.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Test jako paszport do (prze)życia</strong></h2>



<p>Justyna Socha przytoczyła niedawno w jednym z wywiadów w telewizji wRealu24 historię Pawła Szklarza, który spróbował „obejść system”. Żeby się dostać do szpitala, jako że drętwiała mu ręka, przyjął sugestię lekarki z teleporady. Powiedziała mu bez ogródek, że jeśli faktycznie chce trafić do szpitala, powinien wezwać pogotowie i wymienić jako jeden z objawów, który u niego występuje, duszność oraz dodać, że to może mieć jakiś związek z covidem. Rzeczywiście, ten model rozmowy zadziałał. Kiedy karetka zawiozła pacjenta do szpitala okazało się, że musi wypełnić covidową ankietę i podpisać, że jest podejrzany o to, że ma covid, dopiero wtedy zrobiono mu test, chociaż kolejność chyba powinna być odwrotna… W ciągu ponad 6 godzin oczekiwania na wynik nie dano mu jeść, pić, ani też nie pozwolono nawet skorzystać z toalety. Rozumiecie coś z tego, co tam się stało? Człowiek mógł przecież mieć zawał, a NIE ZROBIONO NIC! Nawet prostego EKG! Kiedy mężczyzna uznał, że ma już dosyć służby zdrowia w takim wydaniu i chce na własne żądanie opuścić szpital, skrępowano go pasami! Brawo! Trzeba było jeszcze poszczuć psem i pobić. Czemu nie? To jeden ze szpitali warszawskich, którego reklamować nie będziemy, ale podobnych przykładów jest obecnie znacznie więcej i to w całej Polsce. Pan Paweł salwował się ucieczką, bo udało mu się oswobodzić, a test okazał się akurat negatywny, więc nie będzie go ścigał sanepid i policja, ale mogło się skończyć znacznie gorzej… Doktor Anna Martynowska opowiadała o tym, jak przywiozła na pogotowie człowieka, którego ugryzł jej pies. Co teraz mamy zamiast opatrunku? Zgadliście! Ankietę. To jest najważniejsze, a reszta może poczekać. Nawet gdyby pacjent miał się wykrwawić. Tak wygląda obecnie przestrzeganie praw pacjenta w szpitalach i innych placówkach medycznych. Sam tego doświadczyłem, kiedy odmówiono mi wykonania spirometrii po dwóch miesiącach oczekiwania, tylko dlatego, że nie posiadałem kagańca. Mimo, że od wejścia do gabinetu zabiegowego jest 6 metrów i nie było w tym momencie w pobliżu żadnego innego pacjenta, a do spirometrii maseczkę i tak należałoby zdjąć (chyba, że już teraz również i w tym zakresie obowiązują inne standardy)… Łamanie Konstytucji przez urzędników i lekarzy jest powszechne. Więcej! Odbywa się na masową skalę! Paranoja podsycana przez łże-media trwa w najlepsze.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Obostrzenia – ucieczka do przodu</strong></h2>



<p>Kolejne obostrzenia niekonstytucyjnych dotąd działań i wysyłanie policji, zamiast do walki z przestępcami, do napaści na obywateli, to sytuacja jaką pamiętamy jeszcze z okresu stanu wojennego. Rząd żadnego z trzech stanów nadzwyczajnych (wojenny, klęski żywiołowej, wyjątkowy) przewidzianych Konstytucją, dotąd&nbsp; nie wprowadził, a mimo to mamy w kraju pełzający stan wojny z własnym narodem. Wrogami publicznymi stali się obecnie antymaseczkowcy, napiętnowani tak przez media, jak przez telewizyjnych „profesjonalistów”, zwanych dla zmylenia przeciwnika – „ekspertami”. Tak! To ci sami „specjaliści”, którzy nie potrafią sklecić zdania, kiedy otrzymują konkretne pytania. Te same, na które MZ nie dało rady odpowiedzieć od maja, jak choćby tak banalne:</p>



<ol><li>Ile w Polsce przeprowadzono dotąd sekcji zwłok zmarłych na Covid-19?</li><li>Czy obecność wirusa stwierdzano tylko w noso-gardle, czy w także w płucach?</li><li>Czy zostały przeprowadzone w Polsce badania przesiewowe w kierunku Covid-19?</li><li>W oparciu o jakie fakty naukowe nakazuje się noszenie maseczek zdrowym ludziom?</li></ol>



<p>Nie ma też nadal odpowiedzi na wiele innych ważnych pytań, a można i pewnie należałoby, zadawać je godzinami. Jak choćby, czemuż to właśnie kupiono 465 razy droższy preparat, jakim jest Remdesivir, kiedy mamy u siebie produkowany w naszym kraju, chwalony przez klinicystów Arechin? Co się stało z pieniędzmi wydanymi na respiratory, które do kraju nigdy nie dotarły? Dlaczego nie można leczyć ludzi na covid w normalnych szpitalach, podobnie jak na grypę? Czemu zamyka się branże, które często zachowują większy reżim sanitarny niż sklepy, komunikacja miejska, a w niektórych aspektach nawet i szpitale, jak wspomniane wyżej kluby fitness? Itd. Skandaliczne są w tym kontekście zachowania rządzących, którzy za nic mają kolejne protestujące grupy społeczne, również te, które głosowały w większości na PiS, jak choćby rolnicy. Pełzający lockdown wraz z wprowadzanym, kuchennymi drzwiami, stanem wojennym, nabiera tempa. Miejmy nadzieję, że do czasu! Protesty trwają. Kolejna szansa już 11 listopada, kiedy, świętowanie nie ograniczy się tylko do kwestii historycznych, bo cóż nam po najpiękniejszych wspomnieniach, kiedy wolność odbierana jest ludziom w tak spektakularny sposób przez tych, którzy mieli ją podobno umacniać? Władza postanowiła „uciec do przodu” i wprowadzając kolejne obostrzenia, udawać, że coś robi. Pewnie z badań wyszło im, że opinia publiczna tego właśnie oczekuje. Pojawił się nawet projekt lewicy, która chciałaby karać wszystkich próbujących kwestionować istnienie pandemii. To przecież straszna myślozbrodnia, a kaganiec cenzury świetnie komponowałby się z tymi, które już ludziom nałożono. To nie dziwi, bo u marksistów zawsze w tle „poprawiania ludzkości” są jakieś obozowe druty.</p>



<p>Mam tylko nadzieję, że wkrótce ruszy pozaparlamentarna komisja, podobna do tej u naszych zachodnich sąsiadów, która wypunktuje wszystkie te działania, zaniechania i jawne zbrodnie na narodzie, jakich dopuścili się dotąd rządzący. To może być bardzo długa lista, tym bardziej, że ona się wydłuża teraz codziennie i to coraz szybciej. Paradoksalnie, wciąż mamy mniej zgonów niż w latach ubiegłych, a we wrześniu było ich o 1000 mniej niż w tym samym miesiącu 2019, ale wkrótce zacznie tych śmierci, dodajmy – całkowicie bezsensownych śmierci, przybywać. Bynajmniej, wcale nie z powodu „pandemii” koronawirusa, ale odejścia z tego świata ludzi, którzy dłużej już przekładać zabiegów ratujących życie nie mogą. Można spodziewać się też fali samobójstw, bo nie każdy wytrzyma kolejny lockdown rujnujący już do końca wiele firm, które próbowały się jeszcze jakoś pozbierać po tym, co Rząd zrobił im wiosną. Dlatego też tak pilne było dla formacji rządzącej uchwalenie ustawy „bezkarność plus”, która dałaby nadzieję politykom, urzędnikom i służbom mundurowym, że wywiną się z tej kabały w miarę bezpiecznie. Próby będą ponawiane…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kolejny bubel ustawowy?</strong></h2>



<p>Rząd szumnie zapowiedział „ustawę maseczkową”, zwaną też „covidową”. Nowy akt prawny wprowadza m.in. bezkarność i podwójne wynagrodzenia dla lekarzy zaangażowanych w „pandemię”. Jest szansa, że będzie on podobnie niekonstytucyjny, jak obecne rozporządzenia, ale jako że istnieje w naszym prawodawstwie, a w zasadzie praktyce prawa, domniemanie konstytucyjności ustaw, należ najpierw złożyć wniosek i poczekać na ewentualne orzeczenie Trybunału. To może potrwać kilka lat, znając historię orzekania przez ten organ, więc tutaj raczej nie liczyłbym na jakieś szybkie zmiany.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Smutek i przygnębienie</h2>



<p>Patrzę na twarze ludzi i czasem rozmawiam o tym co się dzieje, choć to nie łatwe, bo nie każdy ma na to ochotę. Widzę w ich oczach zwykle to samo – smutek i przygnębienie. Może nawet nie z powodu złej sytuacji ekonomicznej, bo większość jeszcze sobie jakoś radzi, ale zamordyzm, a w zasadzie namordyzm i opresja państwa, zrobiły już swoje. Noszenie kagańca dla świętego spokoju, głównie z obawy przed mandatem, czy nawet ze szlachetnych pobudek, jak wolą niektórzy, na przykład z miłości do bliźniego, którego, jak im się wydaje, w maseczce zarazić nie mogą, stanowi jednak dyskomfort. Nie tylko zdrowotny, ale głównie psychiczny. Każdy, nawet średnio rozgarnięty człowiek, ma przecież świadomość, że coś się nagle zmieniło i to raczej nie jest kierunek dobry. Nie ma znaczenia, czy ktoś wierzy oficjalnym statystykom i czy zna stanowisko lekarzy myślących inaczej, niż dyżurni „specjaliści” telewizyjni. Opresja jest dojmująca i widoczna gołym okiem. W moim przekonaniu, niektórzy właśnie dlatego atakują antymaseczkowców w komunikacji miejskiej czy sklepach. Czasem dochodzi do bandyckich napadów z udziałem policji. No, bo skoro ja muszę nosić to paskudztwo, czemu ktoś inny ma mieć lepiej? Przecież to niesprawiedliwe! Od takiego myślenia tylko krok do wyzwisk i rękoczynów, a władza zaciera ręce. Policja staje się zbędna, bo od teraz już „obywatelska troska” załatwi sprawę. Kiedyś, za komuny, popularne było hasło: „Obywatelu, pomóż milicji, pobij się sam!” Być może wciąż będzie aktualne…&nbsp;</p>



<p>Ludzie jednak w końcu poznają prawdę. Straszyć można długo, ale nie bez końca. Podobnie, jak to mądrze ujął Abraham Lincoln:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.”</em></p></blockquote>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/26/covidowe-klamstwa-w-natarciu/">Covidowe kłamstwa w natarciu!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przebudzenie potrzebne od zaraz</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 22 Oct 2020 14:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1400</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/">Przebudzenie potrzebne od zaraz</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Ludzie jednak w końcu poznają prawdę. Straszyć można długo, ale nie bez końca. Podobnie, jak to mądrze ujął Abraham Lincoln:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.”</em></p></blockquote>



<p>Jeżeli Rząd, ryzykując kary długoletniego więzienia, zdecyduje się pójść jeszcze o kolejny krok dalej w kierunku, w którym właśnie zmierza coraz szybciej, musi wiedzieć, że co najmniej od kilku tygodni stąpa już po bardzo kruchym lodzie. Owszem, kolejne restrykcje, przy wsparciu mediów i opozycji, wejdą w życie i dadzą mu jeszcze miesiąc, dwa, a może i nieco więcej czasu, lecz to ma krótkie nogi i musi mieć kres. Gniew narodu niektórzy już mieli okazję poznać. Wydaje się, że tym razem na wywożeniu na taczkach się raczej nie skończy. Przychodzi moment, kiedy człowiekowi jest wszystko jedno, czy umrze z głodu, czy z powodu jakiegoś koronawirusa. Wtedy bierze, co ma pod ręką i wychodzi wraz z innymi na ulice. Trudno będzie myśleć o utrzymaniu władzy siłą, a nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek chciał się identyfikować z bandą kłamców, kiedy wszystko zostanie już ujawnione. Chyba, że nie zostanie. Tak, czy inaczej, miejsce dla kryminalistów jest zwykle w więzieniu, a niektórzy będą pewnie żałować, że zniesiono karę śmierci…&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy lekarze się przebudzą?</strong></h2>



<p>Wprawdzie cieszy fakt, że już nie tylko niemieccy, czy amerykańscy i holenderscy medycy dali przykład światu, ale są też odważni lekarze w naszym nieszczęśliwym kraju, jak choćby prof. <strong>Ryszard Rutkowski</strong>, dr <strong>Zbigniew Martyka</strong>, dr <strong>Paweł Basiukiewicz</strong>, czy <strong>Anna Martynowska</strong>. Ostatnio także profesor <strong>Piotr Kuna</strong>. Kilka tygodni temu powstała niezwykle cenna inicjatywa – <a href="https://gbdeclaration.org/great-barrington-declaration-polish/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Deklaracja z Great Barrington</a>. Wyszła z najlepszych uczelni na świecie (Stanford, Oxford i Harward), a dołączyło do niej już ponad 10 tyś. naukowców oraz blisko pół miliona obywateli z różnych krajów. Możesz ją podpisać również i Ty, jeśli uważasz, że lockdown, to nie jest najlepszy sposób na walkę z epidemią, a przynajmniej z <strong>tą epidemią</strong>, o ile w ogóle można tak zdefiniować zjawisko, z którym mamy do czynienia. W Polsce na sezonową grypę umiera rocznie między 5, a 10 tysięcy osób. W zasadzie, w ciągu 3-4 miesięcy. We Włoszech nawet ponad 20 tysięcy. Tutaj mamy przez ponad 7 miesięcy mniej niż 4 tysiące zgonów, z czego 90% osób i tak prawdopodobnie zmarłoby z dowolnym innym wirusem, wystarczającym w ich stanie zdrowia, aby dokończyć dzieła zniszczenia. Zwłaszcza w przypadku współistniejących poważnych chorób, takich jak cukrzyca, choroby układu krążenia, czy nowotwory. Trzeba jednak podkreślić, że grypa dotyka osób z pełnego spektrum wieku, a nie tylko tych powyżej 70-ego roku życia, a przecież średnia zmarłych na Covid-19 jest jeszcze wyższa. Mało kto przechodzi grypę w sposób niezauważalny, o ile to w ogóle możliwe. Nawet jeśli choroba kończy się bez większych powikłań, przeważnie zabiera pacjentowi 10-14 dni, żeby doszedł do siebie. Tutaj mamy od 80 do 95% pacjentów bezobjawowych. Powtórzę pytanie &#8211; <strong>co to za epidemia, jeśli ludzie muszą dowiadywać się o niej z mediów?</strong> Ktoś zaprotestuje, że przecież na grypę oficjalnie umiera zaledwie kilkadziesiąt osób rocznie. Owszem. Oficjalnie tak. Ile testów robi się na grypę? No, właśnie… A do tego przeważnie powikłaniem jest zapalenie płuc i wtedy w karcie zgonu nie zobaczymy grypy. Podobnie, jeśli ktoś cierpiał na nowotwór, chorobę wieńcową itd. A w przypadku Covid-19? Jest akurat zupełnie odwrotnie. Czekam, aż komuś wpiszą covid nawet przy wypadku samochodowym. A może już takie sytuacje miały miejsce? Wcale bym się nie zdziwił. Wystarczy porozmawiać z rodzinami osób zmarłych w ostatnim czasie. Ilość nacisków i nieprawidłowości w tym zakresie, to horror! Zaczyna się od wymuszania na każdym poświadczenia nieprawdy, że jest podejrzany o zachorowanie na covid-19, aby w ogóle mógł rozpocząć leczenie. To od razu wkłada w ręce lekarzy możliwość wymuszania na pacjentach procedur, które w żadnym demokratycznym kraju byłyby nie do pomyślenia, jak choćby wspomniane wyżej krępowanie pasami i próbowanie zatrzymania chorego siłą. Tymczasem szpitale stoją prawie puste, bo normalnych zabiegów planowych praktycznie nie ma. Większość ludzi boi się hospitalizacji, zwłaszcza, że mają miejsce takie historie, jak opisał pan profesor Kuna. Pacjent w każdej chwili może zostać, pod pretekstem pozytywnego testu, przeniesiony do szpitala zakaźnego, z którego często się już nie wraca. Psychoza informacyjna trwa, powodując silny stres i osłabienie układu odpornościowego, zwłaszcza u osób starszych.</p>



<p>Jednak przeciętny człowiek codziennie, często nieświadomie, poddaje się praniu mózgu i manipulacji medialnej prowadzonej na tak szeroką skalę. Zwłaszcza jeśli nie ma (a czasem nie chce mieć) dostępu do innej narracji oraz opinii wielu lekarzy różnych specjalności, może czuć się zagrożony. Wtedy przestaje myśleć racjonalnie i atakuje innych. To mechanizm w psychologii znany. Co innego sami medycy, od których należałoby jednak wymagać znacznie więcej. Przynajmniej elementarnej uczciwości. Jestem, niestety, zniesmaczony postawą większości z nich. Rozumiem, że mają kredyty, liczne zobowiązania, otwarte specjalizacje itd. To nie może jednak tłumaczyć zachowań kryminalnych i zwykłego draństwa. Twarz mamy tylko jedną. Owszem, niezwykle trudno wystąpić przeciwko swojemu pracodawcy ujawniając naciągane fakty, czy wpisywanie w kartę zgonu przyczyny nie mającej wiele wspólnego z prawdziwą. Prawda i przysięga Hipokratesa, dość mocno okrojona w ostatnich latach, nie dają prawa by milczeć! Zatem obudźcie się i podpiszcie przynajmniej tę, wymienioną wyżej, deklarację. Nie bierzcie udziału w hucpie, która prowadzi do realnych śmierci bardzo wielu ludzi. Także tych, którzy przez fałszywie dodatnie testy PCR, czy zamykanie dostępu do świadczeń medycznych, wciąż nie mogą uzyskać pomocy.&nbsp; Przecież należy się im to nie mniej, niż pacjentom z jakimkolwiek wirusem. Nie stawiajcie się w roli sędziów, którzy teraz zdecydują, kto ma prawo żyć, a kto to prawo już utracił, bo akurat nie dotknęła go tak modna choroba bezobjawowa, a nawet niechby i z objawami typowymi dla grypy. Nic Was nie usprawiedliwia! Zostaniecie w przyszłości z każdej niepotrzebnej śmierci, rozliczeni. Pamiętajcie o tym! Przepis nowej ustawy być może uchroni przed karą, ale sumienia nie wyczyści. Podobnie, jak podwójna pensja…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kłamstwo na krótkich nóżkach</strong></h2>



<p>Czytam kolejny już komentarz Onetu, w którym próbuje się wykrzywiać rzeczywistość. Można próbować ośmieszać każdego, nawet wybitnych naukowców. Cóż z tego, że profesor Sucharit Bhakdi jest jednym z najczęściej cytowanych uczonych w Niemczech i wychował kilkanaście tysięcy lekarzy? Albo co ma za znaczenie, że dr Wolfgang Wodarg był przewodniczącym komisji zdrowia przy Parlamencie UE? Co to ma do rzeczy, skoro „dziennikarz” pozwala sobie insynuować w tak bezczelny sposób (cytat poniżej), komentując udział posła Grzegorza Brauna w programie TVP Info z książką „Fałszywa pandemia”. Parlamentarzysta pokazał na wizji publikację Wydawnictwa Osuchowa, co skończyło się awanturą. Co na to Onet?</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Teorie spiskowe, rzekome doniesienia naukowe i linki do internetowych oszustw powiązanych z pandemią koronawirusa &#8211; to niebezpieczna rzeczywistość towarzysząca pandemii na świecie. Opracowania podważające szkodliwość koronawirusa pojawiają się w tradycyjnym druku, ale dominują przede wszystkim w sieci. Dezinformację szerzą zarówno strony motywowane politycznie, jak i te, którym zależy jedynie na generowaniu ruchu.”</em></p></blockquote>



<p>Jeśli ktoś nie wie, to wspomniana wyżej książka zawiera niemal wyłącznie wywiady z wybitnymi naukowcami, bez komentarzy redakcyjnych, a jedynym, zresztą znakomitym, opracowaniem własnym (autorstwa Pawła Klimczewskiego), jest rozdział pokazujący modele statystyczne i fakty w liczbach, które nie pozostawiają cienia wątpliwości, że pandemii żadnej nie ma. Potwierdziły to zresztą również dane GUS oraz wskaźniki średniej śmiertelności z całego świata. W Polsce zmarło o 8% osób mniej niż w latach ubiegłych. <strong>Branża pogrzebowa stanęła na skraju bankructwa. Czy tak się dzieje w trakcie pandemii?</strong> Owszem, to całkiem możliwe, o ile jest to wyłącznie pandemia medialna. Tymczasem Onet sugeruje, że to wszystko to „rzekome doniesienia naukowe”! Cała publikacja pokazująca rzetelnie fakty i liczby rzeczywiste! Oni naprawdę to napisali! Takiej bezczelności trudno szukać chyba nawet w TVP. Tam przynajmniej śladowo, lecz jednak, pojawiają się całkiem intersujące dyskusje, do których zapraszani są również naukowcy i dziennikarze prezentujący odmienne poglądy od obowiązującej narracji „o straszliwym koronawirusie, który zaraz tu wszystkich zabije”. Jakoś w Szwecji, czy na Białorusi, nie zabił, w każdym razie nie w takiej skali, a o drugiej fali nikt tam nie słyszał. Gospodarki nie zamknięto. Ludzie czasem umierają, nawet dość często, choć redaktorów Onetu może to zdziwić. Maseczki u naszych północnych sąsiadów nosi ten, kto chce i takie przypadki się nawet zdarzają, ale jeśli ktoś sam zamierza sobie szkodzić, to jest w wolności. Ma prawo, niech chodzi w czym chce.&nbsp;</p>



<p>Tak, kłamstwo ma bardzo krótkie nogi i fakt, że tutaj nic się, kolokwialnie pisząc, „kupy nie trzyma”, musi w końcu dotrzeć do świadomości ludzi. Przyjrzyjmy się zatem na koniec tych rozważań kilku sprzecznościom:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>1. <strong><em>Jeśli ten wirus daje (po przechorowaniu) odporność, to jak to możliwe, że kilkaset tysięcy ozdrowieńców w Polsce musi nadal nosić maseczki? Przecież nie mogą nikogo zarazić, ani zarazić się sami, prawda?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Były już dość liczne przypadki powtórnych zachorowań, a także zgonów, zarówno w Chinach, jak i Korei Południowej. WHO twierdziła, „że się przygląda” tym doniesieniom, a potem zamieciono te doniesienia pod dywan. Uznane zostały za niepotwierdzone w 100%, mimo, że źródeł było więcej, bo pojedyncze zdarzenia powtórnych zakażeń zgłaszano również w innych krajach. W tej sytuacji trudno się jednak dziwić, że „ozdrowieńcy” także są dyskryminowani. Przyczyna może być też całkiem prozaiczna. Po prostu testy PCR wykrywają fragment RNA, który nie jest charakterystyczny wyłącznie dla tego, konkretnego koronawirusa Sars-Cov-2, ale w ogóle dla różnych wirusów i nie tylko&#8230; Niektórzy naukowcy, jak dr Montanari, czy dr Wodarg, mówili wprost, że nie wiadomo co ten test wykrywa i czemu został zaakceptowany przez WHO. Prywatnie mam jeszcze jedną „teorię spiskową”, chodzi o to, żeby nikt się nie wymknął i wszyscy zostali zaszczepieni, a tak przecież wiele milionów ludzi mogłoby się „wyreklamować” przebytą niedawno chorobą. Nie, nie… Nie z nami te numery, proszę państwa. Tak dobrze nie ma!</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>2. <strong><em>Jeżeli jednak wirus nie daje odporności, na co wskazuje dość wyraźnie tryb postępowania nie tylko naszego Rządu, to w takim razie jest oczywiste, że żadnej szczepionki wyprodukować się nie da!  </em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Testy krwi pokazują jednak, że organizm wytwarza przeciwciała, więc szczepionka powinna wyzwolić podobny mechanizm. Tyle tylko, że jeśli te przeciwciała znikają po 3 tygodniach (zachorowania powtórne pojawiały się mniej więcej już po miesiącu, a czasem wcześniej), to znaczy że trzeba by było przyjmować 12 szczepionek rocznie? A czemu nie? Kto bogatemu zabroni?&nbsp;</p>



<p>„Dość żartów!” – mógłby w tym miejscu zakrzyknąć wkurzony do granic możliwości Kill Bill, dodając że dlatego właśnie zamówił szczepionkę genetyczną. Dzięki takiej formie organizm będzie mógł produkować przeciwciała do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej.&nbsp;</p>



<p>Niestety, najgorsze w tym wszystkim jest to, że taki scenariusz jest naprawdę możliwy! Organizm zacznie produkować przeciwciała, a choroby nie ma. Co się zdarzy wtedy? Pojawią się schorzenia autoagresywne, a więc znów „plus dla Billa”. Czyż nie o to chodziło? Mam nawet podpowiedź dla Rządu. Program może się u nas nazywać „Szczepionka +”<br></p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>3. <strong><em>Jeśli przyjmujemy, że należy chronić przede wszystkim osoby starsze, to dlaczego, zamiast tworzyć wolontariat i próbować aktywizować służby, które dostarczałyby żywność tej grupie osób, zaprasza się ich do sklepów w ramach tzw. „godzin dla seniorów”?</em></strong></p></blockquote>



<p><strong><em>Czy ten wirus jest tak inteligentny, że do 9.59 mieszka sobie w sklepie i atakuje kogo chce, ale nagle od 10.00 przez dwie kolejne godziny, już będzie uprzejmy i seniorów nie ruszy? Skoro podobno może utrzymywać się w powietrzu co najmniej przez 30 minut, a na artykułach spożywczych, zwłaszcza pakowanych w folie i tworzywa sztuczne, nawet przez 72 godziny, to w czasie dla seniorów już przestanie być aktywny? Czy może kolejki przed sklepem i zwiększony poprzez przerwę dla „osób pod szczególną ochroną” ruch, w kolejnych godzinach, będzie zdrowszy i stworzy mniejsze ryzyko zakażeń?</em></strong></p>



<p>Odpowiedź jest prosta. Tutaj nie chodzi o żadną ochronę seniorów, a jedynie o grę pozorów, ponieważ logiki w tym nie ma żadnej.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>4. <strong><em>Skoro nawet Rząd we wrześniu nie wiedział jaka będzie sytuacja epidemiologiczna w połowie października, jak to się stało, że episkopat już wiedział to znacznie wcześniej, bo podpisał z TVP umowę dotyczącą codziennej transmisji Mszy Świętej o godzinie 7 rano, czyli tak, jak to miało miejsce w czasie pierwszego lockdownu? Natchnienie jakieś?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Rząd ten lockdown przygotowywał już kilka miesięcy wcześniej i plan został dokładnie rozpisany na kolejne etapy. Świadczy o tym również kolejny punkt.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>5. <strong><em>Jak to możliwe, że wciąż tworzona jest atmosfera paniki i rośnie gwałtownie liczba zakażonych oraz zwiększa się liczba zgonów, podczas kiedy światowe dane potwierdzają trend dokładnie przeciwny (nawet jeśli wykresy pokazujące liczby narastająco wyglądają groźnie)?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Jak widać to na wykresie z Worldometers.info, sumaryczna liczba zgonów na świecie wciąż spada. W Polsce wykonano szereg operacji medialnych i politycznych, które mają na celu wywołanie paniki. Szpitale stoją w większości puste, prócz zakaźnych, wypełnianych celowo przy pomocy lekarzy rodzinnych. To u nich pojawiają się przecież pacjenci z różnymi schorzeniami. Niektórzy czekali na skierowanie wiele miesięcy. Teraz zaczęli je otrzymywać nawet „chorzy na katar”. W taki sposób można zapełnić dowolną ilość łóżek, nawet w ciągu niespełna 2 tygodni. Do tego kieruje się do szpitala po pozytywnych testach wszystkich, którzy mogliby spokojnie pozostać w domu. Ten element stanowi dopełnienie. Przy dużym obłożeniu śmiertelność musi wzrastać, jako że żaden szpital miejscem bezpiecznym nie jest, jak sądzą być może niektórzy. Ponad 50 tysięcy przypadków sepsy w Polsce, to fakt. Połowa takich osób umiera, a przecież poważnie chorzy ludzie łapią często różne inne bakterie. Do tego mamy sezon grypowy, w którym normalnie rośnie liczba zgonów. Dla statystyk najgorszym miesiącem przeważnie bywa styczeń, a więc możliwy szczyt jest wciąż przed nami. Rząd, oczywiście zna te dane i każdy wzrost będzie wykorzystywał jako argument by zamknąć kolejne branże gospodarki. Poznać prawdę można jedynie ŻĄDAJĄC sekcji zwłok w każdym przypadku określonym, jako zgon z powodu Covid-19 i grożąc szpitalom prokuratorem i procesami cywilnymi z koniecznością wypłaty gigantycznych odszkodowań na wypadek zaniechania sekcji.&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>6. <strong><em>Dlaczego Ministerstwo Zdrowia nie odpowiada na pytania zadane przez profesora Ryszarda Rutkowskiego?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź wydaje się banalna: Ponieważ nie ma żadnego logicznego, a już na pewno&nbsp; medycznego, uzasadnienia, ani w noszeniu maseczek, ani też w podejmowaniu restrykcji wobec dzieci – odsuwania ich od normalnej nauki, czy zmuszania ich do dezynfekcji rąk płynami na bazie alkoholu, podczas kiedy sam profesor Christian Drosten, obecny guru testów PCR i epidemiologii światowej w ogóle, powiedział kilka lat temu (2014) w nagłośnionym ostatnio wywiadzie, że <strong>koronawirusy giną w wyniku mycia rąk ciepłą wodą z mydłem i żaden alkohol do tego nie jest potrzebny</strong>. Ponadto, gdyby MZ podało prawdziwe wyniki autopsji, okazałoby się najpewniej, to co w Niemczech, czy we Włoszech, że po prostu NIE MA żadnego przypadku, w którym dałoby się stwierdzić zgon spowodowany <strong>jedynie</strong> przez Covid-19, w którym byłaby jakaś istotna różnica np. w stosunku do wirusowego zapalenia płuc. Wyjaśniłby się też przy okazji wspomniany już mechanizm śmierci w wyniku zakrzepicy, ale to nie jest przecież w patologii coś niezwykłego i wiadomo, że akurat większość takich chorych można było uratować stosując właściwe leczenie.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>7. <strong><em>Jak długo potrwa epidemia, skoro wiemy już, że decyduje o tym Minister Zdrowia na podstawie opinii sanepidu?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Pracownicy sanepidu otrzymują obecnie, czyli na czas epidemii, specjalny dodatek do pensji sięgający nawet 75% normalnego wynagrodzenia. Choć podobno nie jest on przyznawany automatycznie, ale na wniosek, to raczej trudno sobie wyobrazić, że Wojewódzki Inspektor Sanitarny, będzie go blokował. Czy w tak zarysowanej sytuacji, ktokolwiek w sanepidzie będzie miał motywację, by „pandemia” zakończyła się jak najszybciej? Czy jeśli doda się do tego tysiące lekarzy, którzy otrzymają 200% pensji z racji walki z Covid-19, to przyspieszymy koniec tego szaleństwa? Nie wiem, czy to jest odpowiedź, ale pewnie możecie sobie tutaj odpowiedzieć sami…</p>



<p>Podobne pytania można by mnożyć godzinami, bo sam pan profesor Rutkowski zadał ich znacznie więcej. Brak logiki w działaniach Rządu jest nieprawdopodobny. Zamykane są stadiony, tak, jakby ludzie siedząc co 4 metry od siebie na świeżym powietrzu byli znacznie bardziej narażeni na zakażenie niż w sklepie, gdzie się o siebie zwykle ocierają, czy to przy lodówkach, czy kasach. Przyjmując nawet, że wpuścimy do sklepu kilka osób mniej, to przed wejściem zgromadzi się spory tłum, a nie widziałem jeszcze, żeby ktoś zachował dystans większy niż 1,5 metra, który ponoć jest wystarczający. Okazuje się, że ponad dwa razy więcej na stadionie, już nie?&nbsp;</p>



<p>Widzimy więc dokładnie, że rządy, w tym niestety, także rodzime władze, realizują jakąś międzynarodową agendę. Jaką? Częściową odpowiedź daje ten film, który po prostu zobaczyć trzeba. Gorąco polecam. Proszę sobie zrobić mocną herbatę, albo kawę, bo trwa ponad godzinę, za to jest świetnie zrealizowany i nie będziecie zawiedzeni.</p>



<p>Tak już zupełnie na koniec, coś dla tych wszystkich, którzy gotowi dać się pokroić za noszenie masek również przez osoby zdrowe. Warto posłuchać fachowca, czyli głównego doradcy Prezydenta Donalda Trumpa. Co mówi zatem <a href="https://www.bitchute.com/video/zhz2IS0fZMkO/">dr Anthony Fauci</a> na temat transmisji wirusa? Kto rzeczywiście może zarażać, a kto nie? To przecież zbieżne stanowisko z linią WHO, więc tym bardziej należy wiedzieć. Dedykuję ten krótki film szczególnie Ministrowi Niedzielskiemu. Zaś wszystkim, dużo zdrowia, nie tylko do ministerstwa i całej reszty tych „służb”, życzę. Może być teraz szczególnie potrzebne&#8230;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/">Przebudzenie potrzebne od zaraz</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zawodowi dręczyciele i Covid-19</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Emilia Romanowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Oct 2020 08:48:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1381</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/">Zawodowi dręczyciele i Covid-19</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Zagadka: jest naszą cichą towarzyszką, ale potrafi też nieźle namieszać. Wydaje się być nieśmiała, to znów bywa stanowcza i szokująca. Działa powoli albo pędzi na złamanie karku. Raz jawna, raz w ukryciu? To <strong>zmiana</strong>. Kto ją lubi? Kto czuje się komfortowo gdy następuje?</p>



<p>Stan pandemii ogłoszono 20.03.2020 roku i to była duża zmiana. Minęło kilka miesięcy podczas których doświadczyliśmy niezwykłej mocy globalizacji i jedności (szkoda, że w nieszczęściu). Grafika naszej planety w maseczce chirurgicznej obiegła świat i stała się jednym z symboli pandemii, znakiem, że naprawdę dotyczy to nas wszystkich. Teraz wiemy jak to jest żyć w czasach zarazy, nie tylko czytać o niej w literaturze. Tworzymy historię, o której będzie się mówiło w szkołach, powstanie pewnie niejeden film i książka. Czego się nauczymy jako społeczeństwo? Może już więcej wiemy o sobie?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Obywatele świata</strong></h2>



<p>Faktem jest, że nastąpiła homogenizacja zachowań (ujednolicenie), której celem ma być uchronienie nas przed zarażeniem się Covid 19. Ludzie na całym świecie zaczęli nosić maseczki, rękawiczki, dezynfekować i często myć ręce, zachowywać dystans społeczny. Osobom różnych narodowości i kultur chodzi o to samo – nie zarazić się wirusem. Kowalski w Polsce, Kevin w USA, Elizabeth w Wielkiej Brytanii, Wei-Wo w Chinach&#8230; Można się poczuć jak w globalnej wiosce. To aż dziwne, nienaturalne, że tak się zdarzyło, bo przecież jesteśmy odmienni pod wieloma względami, a jednak coś nas łączy. To, że &#8230;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>&#8230;jesteśmy ludźmi i boimy się śmierci.</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zawodowi dręczyciele</strong></h2>



<p>Bardzo nie lubię wykorzystywania swoistej psychologii strachu jako narzędzia do zarabiania pieniędzy, jak to czasem ma wyraz w świecie marketingu. Uderzyło mnie to głęboko na jednym ze spotkań firmy kosmetycznej działającej na zasadach MLM (Multi Level Marketing, czyli marketing wielopoziomowy, gdzie zarobki są zależne od osobistej sprzedaży bezpośredniej, liczby osób zaproszonych do współpracy oraz ich sprzedaży). Obecne były tam konsultantki oraz kobiety, które potencjalnie mogły nimi zostać (zaproszone wcześniej, przejawiające chęć współpracy lub jej cień). Prowadząca spotkanie dyrektor marki wypowiedziała z grubsza następujące słowa: </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Wyobraź sobie, że tracisz pracę, mąż umiera albo się rozwodzisz, a ty nie pracowałaś, bo zajmowałaś się dziećmi. I co teraz zrobisz? Nie masz źródła dochodu. A możesz już teraz zacząć pracować na swoich zasadach, poświęcać na to tyle czasu ile chcesz, zdobywać klientów, stać się niezależna finansowo od faceta.”</p></blockquote>



<p>No mistrzowska robota! Wiedziała kobieta gdzie uderzyć, żeby zabolało, pobudzić wyobraźnię, rozruszać ambicję. Tylko czy to jest ok? Czy warto mieć pracowników, których pobudką do działania jest strach, a nie pasja?</p>



<p>Taką argumentacją posługują się naturalnie ubezpieczyciele otwierając przed nami wachlarz nieszczęść, jakie mogą nas spotkać. Rynek kosmetyczny zestawia ze sobą obraz skóry ze zmarszczkami, cellulitem i skóry jędrnej, zdrowej, gładkiej. Rynek leków i suplementów diety pokazuje chorobę i stan ulgi &#8211; zdrowia w wyniku zażycia pigułki czy syropu.</p>



<p>Daje się nam wybór ograniczony do dwóch opcji:</p>



<ul><li>dobro (oferowany produkt)</li><li>nieuchronne zło (nie kupienie produktu)</li></ul>



<p>Stawiając sprawę w ten sposób wiele osób uwierzy, że musi podjąć decyzję już w tej chwili (kolejny trick to oferta z ograniczonym czasem, licznik pokazuje upływające sekundy, podświetlone na czerwono dla większej dramaturgii, więc kupujesz teraz albo nigdy – decyduj). Często biedny człowiek nie chce wyjść na kogoś, kto nie dba o swoje zdrowie, życie czy finanse, a prowadzący rozmowę najczęściej stawia sprawę tak, by było nam głupio odmówić. Oczywistym jest, że ludzie boją się o swoje zdrowie i życie, natomiast wykorzystywanie tego lęku by więcej sprzedać jest wysoce nieetycznie (ujmując to w elegancki sposób).</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Będzie Pani zadowolona!</strong></h2>



<p>Czy polemicznie: skoro są sposoby, by zabezpieczyć się przed utratą domu wskutek tornada lub powodzi, zadbać o swoją skórę by nie miała aż tak głębokich zmarszczek, pozbyć się nadmiarowych kilogramów mogących szkodzić zdrowiu, to czemu mam się tym nie podzielić i nie proponować takich rozwiązań innym ludziom? Sprawić by bali się mniej. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.&nbsp;</p>



<p><strong>Pierwszy</strong> szczególik jest prosty: nigdy nie ma 100% pewności, że oferowana rzecz zadziała w twojej sytuacji. Jak ktoś tak mówi, to powinna się włączać czerwona lampka w głowie. Drogi krem może przyprawić o uczulenie, które będzie z tobą tygodniami (mój przypadek). Mogę zupełnie nie mieć talentu do sprzedaży ale ktoś mi wmówi, że każdy może zostać sprzedawcą, więc stosuję dane mi metody na znajomych, a ci potem zaczynają mnie unikać (również mój przypadek).</p>



<p><strong>Drugi</strong> szczególik: sposób rozmowy sprzedawcy. Łatwo wyczuć, czy nasz rozmówca czyta (w rozmowach telefonicznych) lub wygłasza gotowy scenariusz konwersacji. Trudno wtedy wtrącić się ze swoim zdaniem, a jak się uda, to jest kilka możliwości:</p>



<pre class="wp-block-verse">a) konsultant staje się niemiły<br>b) konsultant wybija się ze swojego rytmu i trochę się mota, nie odpowiada na pytanie po czym wraca do scenariusza<br>c) konsultant udaje, że pytania nie było i wraca do scenariusza<br>d) konsultant za wszelką cenę chce udowodnić, że się nie znasz kliencie na niczym a to on ma rację<br>e) rzadziej: konsultant rozwiewa wątpliwości i nawet po odmowie jest miły</pre>



<p>Zdarzyło mi się kiedyś, że po cierpliwym wysłuchaniu oferty spokojnie powiedziałam „nie”, a Pani strasznie się rozzłościła, że tracę jej czas, bo powinnam na samym początku powiedzieć, że nie jestem zainteresowana, po czym się rozłączyła mówiąc coś pod nosem. Gdy rozmawiając ze sprzedawcą czujemy presję, rozmówca jest niemiły, próbuje wzbudzić poczucie winy, niższości, strach czy lęk, to znak, że coś jest bardzo nie tak. Ale nie z nami. Taki konsultant liczy na zmianę naszego myślenia, decyzji, chce nas przekonać do wyboru jego opcji. Szkoda, że zapomina o bardziej ludzkim i empatycznym traktowaniu klienta.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zmiana kulturowa u bram!</strong></h2>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Za klasyczną typologią George’a Petera Murdocka przyjmiemy, że zmiana w przeciwieństwie do innowacji wymaga dwóch dodatkowych czynników, tj. akceptacji i przejścia przez selektywną eliminację. Mówiąc najprościej: zmianę kulturową prowokuje taka tylko innowacja, która nie tylko zostanie przez określoną wspólnotę zaakceptowana, ale następnie będzie też utrzymana w późniejszym procesie selekcji. Jedne innowacje prowokują zmianę, inne – nie.</em></p></blockquote>



<p>Odnieśmy to do sytuacji pandemii coronawirusa. Narzucono nam szereg zmian bezpośrednio wpływających na naszą codzienność. Na początku akcja „zostań w domu”, maseczki, rękawiczki, obostrzenia w przemieszczaniu się, robieniu zakupów, pracy, edukacji. Totalny szok. Jedni się stosują, inni nie. Trwa proces przetwarzania nowych treści, cały świat żyje tym samym, Dzień Świstaka trwa, obserwujemy ilość zachorowań, zgonów, wyzdrowień, jak nosić maseczki, jak prawidłowo myć ręce, jak to wpływa na zachorowalność. Media podały, że dzięki temu higienicznemu reżimowi znacznie spadła ilość zachorowań na np. salmonellę czy biegunkę (tzw. choroby brudnych rąk). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) donosi, że prawidłowe mycie rąk, czyli ciepłą wodą z mydłem przez około minutę, jest najskuteczniejszą metodą na unikanie chorób i zapobieganie ich rozprzestrzenianiu się. 15 października jest Światowym Dniem Mycia rąk. W tej materii wydaje się, że wiemy już wszystko. Zaakceptowaliśmy fakt, że musimy myć ręce częściej niż nam się wydaje.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie</strong></h2>



<p>„Zostań w domu” przekształciło się w wychodzenie z rozsądkiem przy zachowaniu środków bezpieczeństwa. Maseczki i płyny dezynfekcyjne w pełnej gotowości. Zakupy robimy prawie normalnie. „Prawie” bo dezynfekcja rąk i maseczki stały się nową normalnością ale zachowanie dystansu, nie ocieranie się o siebie w alejkach sklepowych, rozsądne odległości w kolejkach, z moich obserwacji nie do końca wszystkich przekonują. Jak w pracy? Zaufanie do współpracowników czy dystans i maseczka cały czas? Zależy od specyfiki zawodu, rozmiarów przestrzeni pracy, ilości osób, relacji. Trochę się boimy, a trochę nie. Przy „swoich” jesteśmy raczej bez maseczki, przy „obcych” i na oficjalnych spotkaniach w maseczkach. Edukacja? Zobaczymy co przyniosą pierwsze miesiące, może wystarczą tygodnie. MEN, MZ i GIS wydało obszerne opracowania nowych zasad i procedur postępowania, oby część z nich udało się zastosować! Pocieszające jest, że nie ma obowiązku zasłaniania ust i nosa przez dzieci podczas lekcji. Kto byłby w stanie zapewnić nową maseczkę co 30 minut dla każdego dziecka, żeby to miało sens?</p>



<p>Pamiętam dobrze strach początkowych tygodni epidemii, tych rosnących liczb. Obecnie mamy więcej zakażeń niż na początku, a nasze strachy zostały oswojone, bo świat musi funkcjonować. Pełna izolacja jest niemożliwa. Musiała nastąpić zmiana nastawienia, pogodzenie się z warunkami, adaptacja do nowej rzeczywistości. Zmieniające się wytyczne MZ są znakiem <em>selektywnej eliminacji innowacji. </em>Nadal jesteśmy w procesie. Co zostanie z nami na stałe? Co sobie wybierzemy?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/">Zawodowi dręczyciele i Covid-19</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak świeże bułeczki i kolorowe żelki. Suplementy diety</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/12/jak-swieze-buleczki-i-kolorowe-zelki-suplementy-diety/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Agata Lewkowicz]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 12 Oct 2020 10:45:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[Suplementy diety]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1358</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/12/jak-swieze-buleczki-i-kolorowe-zelki-suplementy-diety/">Jak świeże bułeczki i kolorowe żelki. Suplementy diety</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>Nie od dziś wiadomo, że Polacy leki łykają jak świeże bułeczki, a suplementy jak kolorowe żelki… Polski rynek <span class="has-inline-color has-vivid-green-cyan-color">suplementów</span> to studnia bez dna i prawdziwe Eldorado dla ich producentów. Niesłabnące zainteresowanie klientów jeszcze mocniej wpływa na budżety reklamowe firm farmaceutycznych, które aż 95% wydatków reklamowych przeznaczają na promocję suplementów i parafarmaceutyków.</strong></p>



<p>Ile jest wart rynek suplementów w Polsce? Bagatela… 4,4 mld w 2017 roku i, jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, w niedługim czasie osiągnie 5 mld złotych.</p>



<p>Kapsułka na porost włosów, regenerację paznokci, plaster wspomagający odchudzanie czy pigułka na poprawę krążenia… Tysiące preparatów na rynku, które nie przeszły żadnej procedury, badań, testów jest dostępnych na wyciągnięcie ręki.&nbsp; Półki w marketach uginają się pod ciężarem coraz większej ilości kolorowych opakowań… Preparaty na każdą dolegliwość, bez recepty. Nic, tylko kupować!&nbsp;</p>



<p>Wyniki badań mam w normie ale kilka kilogramów w nadmiarze, więc niezwykle kusząco brzmi reklama: „skuteczne plastry odchudzające!”:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Nigdy więcej żmudnych treningów i głodówki!”<br>„Spalają tłuszcz w szalonym tempie”<br>„Nie wymagają ćwiczeń i restrykcyjnej diety”<br>I prawie zawsze są w mega promocji.</p></blockquote>



<p>Przez 30 dni będę naklejać plasterki na ciało i zrzucę kilka kilogramów… No jak nie kupić? Ponoć tylko naturalne składniki. Jednak poza informacją, że bezpieczne dla zdrowia, nie ma żadnej szczegółowej informacji co do składu. Kilka trików reklamowych i biznes się kręci…</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>(&#8230;) wydaje nam się, że jesteśmy w bardzo złej kondycji, bo prawdopodobnie usłyszeliśmy to w reklamie i myśli wirują:  „wypadają mi włosy”, „nie mogę spać w nocy”, „chyba ostatnio bardziej się pocę”, „na pewno jest ze mną coś nie tak”. A, że do lekarza w czasie COVID trudno się dostać, to najłatwiej sięgnąć po to, co podane jest na tacy prosto z telewizora.</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy to jest legalne?</strong></h2>



<p>W Polsce nie ma przepisów regulujących sprzedaż suplementów. Na podstawie obowiązujących procedur, na rynek można wprowadzić wszystko, co ładnie wygląda i ma świetne hasło reklamowe. Przyjrzyjmy się zatem jak wygląda procedura rejestracji nowego suplementu, aby można było sprzedawać go na polskim rynku.&nbsp;</p>



<p>Zacznijmy od początku, bo to kwestia kluczowa: czym są suplementy diety? Nie są lekami, a produktami sklasyfikowanymi jako <strong>środki spożywcze!</strong> Podstawą wprowadzenia suplementu na rynek jest dokonanie notyfikacji (to nic innego jak rejestracja) w Głównym Inspektoracie Sanitarnym (GIS).</p>



<p>Notyfikacja (rejestracja) suplementów diety w GIS:</p>



<ul><li>może zostać dokonana jeszcze przed wprowadzeniem produktu na rynek lub w momencie jego wprowadzania,</li><li>jest dokonywana na specjalnym formularzu elektronicznym udostępnianym na stronie GIS – należy go wypełnić online i przesłać drogą elektroniczną,</li><li>notyfikacja nie wymaga oczekiwania na odpowiedź GIS.</li></ul>



<p>Złożenie notyfikacji, czyli de facto rejestracja suplementu, pozwala zgodnie z prawem wprowadzić go do obrotu. I już! Nowy suplement hop na półki! Proste? Proste.&nbsp;</p>



<p>Do koszyków w marketach, sieciówkach, aptekach wrzucamy rocznie 190 mln opakowań suplementów diety, które zdaniem producentów mają cudowne właściwości: pomagają się skoncentrować, chudnąć, wzmagają apetyt, powstrzymują pocenie się. Na sprzedaży suplementów zarabia się krocie, bo w ich skład nie wchodzą innowacyjne i drogie w produkcji substancje chemiczne, a ich reklamy nie są opatrzone informacją o konieczności skonsultowania się z lekarzem lub farmaceutą.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading">Pomagają czy szkodzą?</h2>



<p>Czy suplementy mogą szkodzić? Narodowy Instytut Leków ostrzega, że suplementy wyglądają jak farmaceutyki, ale z prawdziwymi lekami nie mają nic wspólnego, mogą być produkowane w złych warunkach i zawierać zanieczyszczenia. Jak wynika z badań Ewy Widy-Tyszkiewicz z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przyjmowane w dobrej wierze suplementy diety mogą być szkodliwe dla organizmu. Na przykład preparaty wielowitaminowe, zamiast przedłużać życie, mogą zwiększać ryzyko raka gruczołu krokowego czy płuc. W raportach Najwyższej Izba Kontroli z 2017 roku na temat jakości suplementów pojawiły się informacje, które są wyjątkowo szokujące. Kontrolerzy NIK znaleźli w składzie wybranych próbek probiotyków:</p>



<ul><li>chorobotwórcze bakterie kałowe,</li><li>substancje rakotwórcze,</li><li>składniki powodujące zakażenia dróg oddechowych, </li><li>alergeny i grzyby,</li><li>substancje psychoaktywne o działaniu narkotycznym, podobnym do amfetaminy </li><li>środki działające jak pigułka gwałtu, dostępne w sprzedaży internetowej (z powodu których zostało nawet wszczęte śledztwo)</li><li>nie wszystkie preparaty zawierały deklarowaną przez producentów ilość dobroczynnych kultur bakterii (nierzadko nie było ich prawie wcale). </li></ul>



<p>Według ekspertów NIK polskie przepisy dotyczące suplementów diety pozwalają na to, że zanim stosowne służby przebadają nowy środek może minąć nawet 7 lat. Producenci suplementów mogą sprzedawać swoje produkty już od chwili zgłoszenia ich do inspekcji sanitarnej. W Głównym Inspektoracie brakuje zaś inspektorów czuwających nad tym, by nowe preparaty nie zagrażały bezpieczeństwu konsumentów. Mimo, że na polski rynek trafia około <strong>pół tysiąca suplementów diety miesięcznie</strong>, to ich weryfikacją zajmuje się zaledwie 7 pracowników.&nbsp;</p>



<p>Czy jesteśmy w tak bardzo złej kondycji zdrowotnej, że musimy zasilać się taką ilością suplementów? Być może problem polega na tym, że wydaje nam się, że jesteśmy w bardzo złej kondycji, bo prawdopodobnie usłyszeliśmy to w reklamie i myśli wirują:&nbsp; „wypadają mi włosy”, „nie mogę spać w nocy”, „chyba ostatnio bardziej się pocę”, „na pewno jest ze mną coś nie tak”. A, że do lekarza w czasie COVID trudno się dostać, to najłatwiej sięgnąć po to, co podane jest na tacy prosto z telewizora.</p>



<p>Tylko lekarz na podstawie badań zapisze lek na uzupełnienie braków, w odpowiednich ilościach i proporcjach. Leki zawierają substancję lub mieszaninę substancji, posiadającą właściwości zapobiegania chorobom bądź ich leczenia. Natomiast suplementy są klasyfikowane jako środki spożywcze, które stosuje się w celu uzupełnienia diety. Znając różnicę między zasadami kontroli suplementów oraz leków i mając świadomość ich składu, dużo łatwiej będzie podjąć decyzję przy półce. Pozostaje jedynie kwestia rozróżnienia obu produktów. Nie jest to trudne, ponieważ tuż przy nazwie handlowej zamieszczony jest zwrot „suplement diety” lub „lek wydawany bez recepty/produkt leczniczy wydawany bez przepisu lekarza – OTC” (ang. over-the-counter drug). Istotną informacją zawartą na opakowaniu jest również numer pozwolenia na dopuszczenie leku do obrotu, który znajduje się wyłącznie na lekach. Na suplemencie nie jest on obecny, ponieważ prawo nie wymaga rejestracji, ani szczegółowych informacji mogących zagwarantować jakość, skuteczność czy bezpieczeństwo stosowania tego produktu.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Przedawkowanie&nbsp;</h2>



<p>Przykładowe przedawkowanie witaminy D może doprowadzić do osiągnięcia toksycznego stężenia i wystąpienia hiperkalcemii (zwiększone stężenie wapnia we krwi) powodującej zwapnienie serca, nerek, płuc, naczyń krwionośnych. Hiperwitaminoza przejawia się osłabieniem, sennością, depresją, bólami głowy i brzucha, spadkiem apetytu, biegunkami lub zaparciami, wymiotami, kamicą nerkową, wielomoczem.</p>



<p>Magnez to pierwiastek, który dzięki swej budowie, ma ogromny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu. Jego niedobór prowadzi do problemów ze zdrowiem, ale nadmiar także jest szkodliwy. Przedawkowanie magnezu wiąże się z poważnymi konsekwencjami takimi jak zatrzymanie akcji serca lub całkowite porażenie mięśni. Dla uzupełnienia niedoboru magnezu nie zawsze trzeba suplementować się syntetycznym preparatem, czasem wystarczy wzbogacić swój jadłospis o banana, awokado, gorzką czekoladę czy rybę wędzoną.&nbsp;</p>



<p>A jeśli już nie chcemy rezygnować z posiadania i używania suplementów, to warto sprawdzać ich skład pod kątem szkodliwych składników. Do najczęściej stosowanych należą</p>



<p>Stearynian magnezu (lub inaczej sole magnezowe kwasów tłuszczowych) w składzie suplementu może zmylić. W końcu to chyba dobrze, jeśli w preparacie znajduje się magnez? Niestety, nie w tym wypadku. Stearynian magnezu to związek chemiczny, którego nasz organizm nie trawi. Może więc osadzać się na ścianach jelit tworząc nieprzepuszczalną powłokę, kumulować się w organizmie, a przez to hamować wchłanianie substancji odżywczych. „Przytępia” też działanie układu odpornościowego. <strong>Stearynian magnezu</strong> (czasem w składzie znajdziemy go jako „sole magnezowe kwasów tłuszczowych”) dodaje się do tabletek, bo dzięki niemu są gładsze i nie lepią się w opakowaniu lub przy produkcji.</p>



<p>Nabłyszczacze, wypełniacze i „poprawiacze konsystencji” to substancje, które można znaleźć w wielu suplementach. Szczególnie dotyczy to tabletek i drażetek. <strong>Karboksymetyloskrobia sodowa</strong> to wypełniacz, który fermentując w jelitach wywołuje biegunki i gazy (podobnie działa guma ksantanowa i guma guar). W suplementach zwiększa ryzyko chorób jelit i stanów zapalnych.</p>



<p><strong>Difosforany</strong> to dodawane do wielu tabletek emulgatory, które mogą wpływać prawidłowy metabolizm, a do tego zmniejszać przyswajanie wapnia, żelaza i magnezu.</p>



<p>Stosowane w suplementach jako konserwanty i stabilizatory <strong>fosforany</strong>, można znaleźć też w napojach gazowanych, wędlinach i serach, dla zwiększenia ich ilości i poprawy wyglądu. Według badaczy, we współczesnej diecie wraz z przetworzoną żywnością dostarczamy ich sobie zbyt wiele, a zbyt dużo fosforanów może sprzyjać alergiom i niewydolności nerek oraz przedwczesnemu starzeniu się organizmu. A przecież witaminy i minerały powinny pomagać&#8230; Wybieraj więc te bez konserwantów i stabilizatorów.</p>



<p><strong>Utwardzony olej sojowy</strong> to jeden z najpopularniejszych wypełniaczy stosowanych w kapsułkach (np. z witaminą E czy tranem). To dokładnie ten tłuszcz, którego powinniśmy unikać w diecie! Rafinowane, utwardzane oleje są bardzo niekorzystne dla zdrowia: zwiększają szansę zawału, nadciśnienia krwi i chorób serca. Blokują też wchłanianie korzystnych dla zdrowia kwasów tłuszczowych i mogą źle wpływać na układ nerwowy.&nbsp;</p>



<p>Zielone, fioletowe, czerwone i różowe tabletki to w aptece norma. Jak uzyskuje się te piękne kolory? Za pomocą sztucznych barwników i aromatów, takich jak alergizująca <strong>żółcień pomarańczowa</strong>, wywołująca raka wątroby <strong>żółcień chinolinowa</strong>, wytwarzana z owadów koszenila czy podrażniający tlenek żelaza.</p>



<p>Kolejne niepotrzebne w składzie suplementów substancje to <strong>sztuczne aromaty</strong>. Odpowiadają one średnio za 11,5 % wszystkich alergii. Do syntetycznych suplementów producenci są zmuszeni dodawać syntetyczne aromaty nie zważając na to, że u wielu osób podatnych na alergie powodują wysypki, podrażnienia, mdłości, katar czy swędzenie skóry.</p>



<p>Może to być zaskakujące, ale w wielu suplementach można znaleźć <strong>szelak</strong>. To substancja produkowana z odchodów owadów żyjących na drzewach szelakowych. Produkuje się z niego werniks, lakiery do paznokci, kleje, kit do okien, lakiery i&#8230;nabłyszcza się nim otoczkę suplementów, które mają mieć działanie prozdrowotne.</p>



<p>Warto także zastanowić się, jak producenci uzyskują powłokę kapsułek z witaminami? Najczęściej to pozyskiwana ze skór i kości świń żelatyna wieprzowa, co akurat w przypadku wegetarian i wegan może mieć duże znaczenie.</p>



<p>Celem suplementacji jest uzupełnienie niedoborów diety. Szukając w suplementach ratunku dla samodzielnie zdiagnozowanych problemów pamiętajmy, że nadmiar zawsze szkodzi. I nie wszystko złoto, co się świeci. No chyba, że należymy do łasuchów, wtedy na cukierek w kolorowym papierku, a tym bardziej wzbogacony o witaminę C chętnie wydamy nasze pieniądze.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/12/jak-swieze-buleczki-i-kolorowe-zelki-suplementy-diety/">Jak świeże bułeczki i kolorowe żelki. Suplementy diety</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Może mi Pani nie wchodzić na plecy? Słowo o dystansie społecznym</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/21/moze-mi-pani-nie-wchodzic-na-plecy-slowo-o-dystansie-spolecznym/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Emilia Romanowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 21 Sep 2020 16:17:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[dystans]]></category>
		<category><![CDATA[dystans społeczny]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1280</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/21/moze-mi-pani-nie-wchodzic-na-plecy-slowo-o-dystansie-spolecznym/">Może mi Pani nie wchodzić na plecy? Słowo o dystansie społecznym</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Któż nie poznał złowieszczych spojrzeń w Biedronce czy innym Lidlu, gdy zbliżył się zanadto do kogoś – zwłaszcza do matki z dzieckiem? Któż nie strzelał wzrokiem na kogoś w marketowej&nbsp; kolejce, gdy poczuł jego oddech na karku (lub wózek na tylnej części ciała)? Któż nie odsunął się od sąsiada lubiącego mówić prawie że do ucha? Któż nie podał znajomemu ręki z zasmuconym uśmiechem mówiącym “przepraszam”? Któż nie pomyślał brzydko patrząc na ludzi ocierających się o siebie na przystanku, targu, w sklepie?</p>



<p>Pojęcie „dystansu społecznego” jest obecnie tak mocno akcentowane, że wydaje się niemożliwym, by ktoś jeszcze o nim nie słyszał. I chyba nikt nie śmie polemizować z jego wpływem na naszą codzienność. Odgórne “zachowaj bezpieczny dystans” jest niezłą – I to jeszcze oficjalną &#8211; wymówką na odsunięcie od siebie pewnych ludzi. Niekoniecznie chodzi o kieszonkowców.&nbsp;&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Człowiek policzalny</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Od początku pandemii dowiadujemy się o zalecanych odległościach w kontaktach z innymi ludźmi, najpierw były to 2 metry, teraz 1,5 metra. Inną miarą jest liczba osób na metr kwadratowy, kolejną miarą są procenty. Nasze funkcjonowanie w codzienności nagle zostało zmierzone liczbami. Rach ciach i rząd zaczął nam mówić jak mamy się zachowywać, że tak kolokwialnie powiem – wpakował się między Kowalską a Kowalskiego. Polemikom w mediach nie było końca. Jak na to zareagowaliśmy? Różnie. Strachem, gniewem, złością, oburzeniem, kpiną, powoli w kierunku akceptacji i zgody na panujące warunki i wymagania. Widzimy w relacjach medialnych, że droga ta ciągle idzie poprzez wybiórcze ich przestrzeganie aż do obojętności wobec nich. Jedno jest pewne – doświadczyliśmy na własnej skórze jak ważne jest pojęcie przestrzeni, tej najbliższej wokół naszego ciała i czujemy dyskomfort, kiedy ktoś obcy zmniejsza dystans z bezpiecznego 1,5 metra na choćby 1 metr.&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Covid wywołał do tablicy dystans społeczny w fazie bliższej i to nieprzypadkowo. Odległość 1,2-2,1 m jest najbardziej naturalna w kontaktach z obcymi osobami, czujemy się komfortowo mając taką przestrzeń, w którą nikt zbyt pochopnie nie wkracza. Mając założoną maseczkę i stosując złoty środek 1,5 m nie przeniesiemy zarazków na rozmówcę i vice versa.&nbsp;</p></blockquote>



<p>Nie dotyczy to wyłącznie czasu pandemii. Kwestia dystansu między ludźmi, poczucia komfortu i dyskomfortu z nim związanego towarzyszy ludziom od zawsze. Tak! Ale zwykle sobie tego nie uświadamiamy, bo jest to tak zakorzenione w naszej kulturze, iż uważamy za oczywistość, że pewnych rzeczy się nie robi, a inne tak. Na przykład w Polsce, kiedy poznajemy nową osobę, możemy uścisnąć jej dłoń ale całowanie w policzek to już przesada. Mężczyźni raczej nie przytulają się na powitanie (nawet znajomi, chyba że to Arabowie), kobiety mogą. Wszyscy znamy takie zachowania, to coś oczywistego o czym wszyscy wiedzą i nie mówi się o tym. Zaczynamy dyskusję w momencie przekroczenia dozwolonej niewidzialnej granicy. Ciekawe, że najczęściej dzieje się to w kontakcie z obcokrajowcami, czyli z inną kulturą &#8211; a więc z innymi zwyczajami. To wtedy zauważamy, że inni ludzie robią coś inaczej niż my. Wyobraźmy sobie Polkę, która poznaje Włocha, on całuje ją w usta, ona strzela mu “z liścia” i jest konsternacja. Chłopak sam nie wydedukuje, co zrobił źle.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Do rzeczy – co wie o mnie amerykański badacz?</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Dystanse, jakie utrzymujemy między sobą w interakcjach z ludźmi zostały zdefiniowane już w 1966 roku przez amerykańskiego (a jakże!) etnologa Edwarda T. Hall&#8217;a w książce „The Hidden Dimension” (Ukryty wymiar). Autor opierając się na wielu obserwacjach i wywiadach skromnie przyznaje, że jest to zaledwie pewna próbka statystyczna i nie możemy mówić o uogólnieniach dla całej ludzkości, jednak świat uznał go za ojca proksemiki i wszędzie gdzie o niej mowa cytuje się stworzony przez niego podział na 4 strefy dystansu, zmierzone co do centymetra. Każda z nich ma fazę bliższą i dalszą.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dystans intymny </strong>(od skóry do 45 cm)</h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p><strong>Faza bliższa</strong> to bezpośrednia okolica naszego ciała &#8211;&nbsp; a więc czysty kontakt fizyczny, na który pozwalamy sobie wyłącznie z ludźmi nam najbliższymi. To relacje miłosne, ale także przytulanie, pocieszanie, mocowanie się. W kręgu osób, którym na to pozwalamy jest małżonek/ka, partner/ka, własne dzieci, najbliżsi przyjaciele.&nbsp;</p>



<p><strong>Faza dalsza </strong>(15-45 cm) – tworzy się już mała przestrzeń między ludźmi ale ręce nadal mogą dotykać, głaskać, łaskotać czy poklepywać.&nbsp;Będąc w tak bliskiej relacji czujemy zapach, ciepłotę ciała, oddech drugiej osoby i może to być bardzo miłe. Rodzice rozanielają się wąchając świeżo umytą główkę dziecka, dzieci uciekają w bezpieczne ramiona rodziców, zakochani chłoną swój zapach.&nbsp;</p>



<p>Pomyślmy także o sytuacjach na które nie mamy wpływu, np. tłok w autobusie, czasem kolejka w sklepie, koncert. Musimy sobie poradzić z tą niechcianą bliskością. Z asertywnością jest różnie. Badani Amerykanie stosowali pewne techniki defensywne, usuwające element intymności: w komunikacji miejskiej chodzi o odsuwanie się lub odsuwanie tułowia i kończyn jeśli doszło do kontaktu fizycznego; w windzie należy złapać się za uchwyty dla utrzymania równowagi lub trzymać ręce wzdłuż ciała, wzrok musi tkwić gdzieś w przestrzeni &#8211;&nbsp; nigdy na kimś. Brzmi znajomo?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dystans indywidualny (osobniczy) 45-120 cm</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p><strong>Faza bliższa (45-75cm) </strong>to niewielka przestrzeń dzieląca dwie osoby, dająca możliwość złapania się czy objęcia.</p>



<p><strong>Fazę dalsza (75-120 cm) </strong>dobrze określa powiedzenie<strong> </strong>„być od kogoś na wyciągnięcie ręki”; 120 cm to mniej więcej tyle co dwie pary ramion wyciągnięte do siebie i mogące zetknąć się palcami.</p>



<p>Tutaj również mamy na myśli osoby z najbliższego kręgu, rodzinę, przyjaciół. Wybór odległości świadczy o poziomie zażyłości z daną osobą oraz o kontekście sytuacji. Inaczej zachowujemy się sam na sam z mężem czy żoną, inaczej przy osobach trzecich.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dystans społeczny (1,2-3,6 m)</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p><strong>Faza bliższa (1,2-2,1 m) </strong>jest charakterystyczna dla załatwiania spraw nieosobistych (praca, sprawy urzędowe), także dla nieformalnych spotkań towarzyskich. Grzeczność nakazuje zachowywać należytą odległość, by nikogo nie urazić, nie wprowadzać w zakłopotanie czy zażenowanie.&nbsp;</p>



<p><strong>Faza dalsza (2,1-3,6 m) </strong>ma charakter bardzo formalny; biurka w urzędach są ustawione tak, by zachować ten dystans między pracownikiem a interesantem. Przy takiej odległości między ludźmi przenoszenie wzroku w inną stronę zwykle oznacza zaprzestanie rozmowy, brak kontaktu wzrokowego =&nbsp; brak rozmowy.</p>



<p>Bywa wykorzystywany by oddzielić się od innych, np. w pracy sekretarek czy recepcjonistek ta odległość nie zobowiązuje do ciągłej rozmowy, są w gotowości do odpowiadania na pytania a kontynuowanie swojej pracy nie jest uważane za nietakt.</p>



<p>Mężowie, którzy wrócili z pracy, będąc w towarzystwie swoich żon często utrzymują dystans 3 i więcej metrów. Siadają na kanapie, odpoczywają, czytają gazetę, jedzą, oglądają telewizję i jednocześnie są w gotowości do ewentualnej rozmowy. Każdy zajmuje się swoimi sprawami i jest w pewien sposób osobno, by w każdej chwili móc być razem w kontakcie. Można by polemizować, bo co jeśli nie ma się tak dużego pomieszczenia? Wtedy dystans ulega skróceniu ale nadal da się realizować główną myśl osobności z opcją wspólnotowości.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dystans publiczny (powyżej 3,6 m)&nbsp;</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p><strong>Faza bliższa (3,6-7,5 m) </strong>nie zakłada już wzajemnego zaangażowania, mówimy tu o wystąpieniach publicznych, wykładach, konferencjach, gdzie zwykle ktoś mówi, a inni słuchają. Obowiązuje „styl formalny” w mowie, czyli przygotowane wcześniej przemówienia mające swój określony cel.&nbsp;</p>



<p><strong>Faza dalsza (powyżej 7,5 m) </strong>dotyczy szczególnie ważnych osobistości (monarcha, prezydent). Poznamy ją po obecności ochrony i tym, że sami nie możemy skrócić dystansu.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zwierzęce instynkty</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Podsumowując &#8211; opisane wyżej dystanse są wyrazem pewnego typu zachowania charakterystycznego dla ludzi i zwierząt, zwanego terytorialnością. Oznacza to, że wykorzystując wszystkie dostępne zmysły różnicujemy przestrzeń i odległości tak, by dobrać te najwłaściwsze, pasujące i współgrające z więzią, zażyłością czy z układem jaki mamy z daną osobą. Bierzemy pod uwagę emocje, uczucia nas łączące (lub dzielące) oraz miejsce i kontekst sytuacji w której się znajdujemy. Randka, impreza rodzinna, dyskoteka, autobus miejski, rodzinny obiad, impreza firmowa &#8211; to okoliczności co do których mamy podświadomie zakodowane właściwe i niewłaściwe zachowania. Należy jeszcze wziąć pod uwagę, że mieszkając w jednym kraju, w jednym mieście mamy niesamowitą różnorodność mikrokultur, jakimi są poszczególne rodziny. Cudzoziemców także bez liku. Daje nam to wiele okazji do uświadamiania sobie różnic międzykulturowych i istnienia podświadomych granic funkcjonowania w codzienności.&nbsp;</p>



<p>Covid wywołał do tablicy dystans społeczny w fazie bliższej i to nieprzypadkowo. Odległość 1,2-2,1 m jest najbardziej naturalna w kontaktach z obcymi osobami, czujemy się komfortowo mając taką przestrzeń, w którą nikt zbyt pochopnie nie wkracza. Mając założoną maseczkę i stosując złoty środek 1,5 m nie przeniesiemy zarazków na rozmówcę i vice versa.&nbsp;</p>



<p>Co się dzieje, kiedy ktoś nie przestrzega zalecanej odległości? Jak reagujemy na ludzi przechodzących zbyt blisko nas? Czy przyklejamy się do ściany lub barierki mijając się na klatce schodowej? Jest nam niezręcznie zwracając uwagę na przekroczenie granicy? Ile niewybrednych ale “słusznie usprawiedliwionych” komentarzy usłyszymy o sobie i innych? Ile takich wypowiemy?Co nowego dodałby do swojej teorii Hall, gdyby dożył dzisiejszych czasów?&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Może dystans internetowy?</strong></h2>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Dystans społeczny jest potencjałem. Mając tę świadomość możemy wykorzystać go dobrze, szanować swoją przestrzeń i przestrzeń innych ludzi. Możemy wszystko! Ha! Udało nam się nawet przenieść relacje do Internetu, a tam dystanse to istny kosmos&#8230;&nbsp;</p>



<hr class="wp-block-separator is-style-wide"/>



<p>Bibliografia:</p>



<p>Edward T. Hall, Ukryty wymiar, przeł. Teresa Hołówka, PIW, Warszawa 1976, s. 163-180<br>https://www.gov.pl/web/koronawirus/aktualne-zasady-i-ograniczenia</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/21/moze-mi-pani-nie-wchodzic-na-plecy-slowo-o-dystansie-spolecznym/">Może mi Pani nie wchodzić na plecy? Słowo o dystansie społecznym</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Znacznie lepszy od maseczki! Gdzie na pewno nie ma koronawirusa?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/20/znacznie-lepszy-od-maseczki-gdzie-na-pewno-nie-ma-koronawirusa/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Sep 2020 14:35:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Autorytety]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1368</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/20/znacznie-lepszy-od-maseczki-gdzie-na-pewno-nie-ma-koronawirusa/">Znacznie lepszy od maseczki! Gdzie na pewno nie ma koronawirusa?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Ha! Wiele osób dałoby sporo za taką wiedzę. Wszak w dobie pandemii, zwanej przez nieco mniejsze grono Polaków, plandemią, dla bezpieczeństwa można zrobić wiele. Na przykład były minister Łukasz Szumowski, zrobił znacznie więcej niż trzeba. Ubrał wszystkich w namordniki, najpierw z uwzględnieniem wyjątków zdrowotnych potraktowanych dość szeroko, potem już od wspomnianego elementu tresury (bo przecież walorom medycznym maseczek pan profesor sam zaprzeczył już 26 lutego br), usprawiedliwiały tylko odchylenia od normy psychicznej i niepełnosprawność ruchowa. Żeby było ściślej, oczywiście chodzi o odchylenia od normy psychicznej pozostałych obywateli RP, a nie pana ministra. Ten zaś w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku udał się po ciężkiej służbie na zasłużony wypoczynek.</p>



<p>Ale z tym odpoczynkiem, jak wiadomo bywa różnie, bo przecież koronawirus szaleje w różnych częściach świata o wiele bardziej niż w Polsce. Nie wiadomo, czy oszalał od podobnych zarządzeń, czy po prostu taką ma już naturę. Trudno to stwierdzić, bo słynny test RT-PCR – Drostena, wykrywa, jak wiadomo różne rzeczy, które koronawirusem wcale być nie muszą. Za to ujawnia je dość chętnie z nadmiarem nawet ponad 80-cio procentowym. Ostatnio słyszeliśmy o pewnej właścicielce biznesu, która chcąc zaoszczędzić czas i mieć pewność, że firma nagle nie stanie, wykonała testy za swoich pracowników. Ku jej zdumieniu, okazało się że tylko co trzeci, wykonany na sobie test, okazał się negatywny. Ciekawostka taka. Mieć w sobie koronawirusa, a zwłaszcza Sars-Cov-2, to rodzaj nobilitacji. On, jak widać może nagle pójść w nieznane i bez zdania racji opuścić nasz organizm gwałtownie, to znaczy nawet pomiędzy testami wykonywanymi co kilkanaście minut. Taka bestia chytra, a do tego wrażliwiec. Obrażalski wirus, więc dbać trzeba o niego oraz chuchać i dmuchać, bo sobie pójdzie i co wtedy? Jak minister Sasin zamknie kopalnie, kiedy 100% górników będzie miało „negatywa”? Jak się okazuje, są jednak wyjątki, bo lgnie do osób ciepłych, miłych, serdecznych, jak choćby pan senator Libicki. Żadna maseczka, o której parlamentarzysta nigdy nie zapominał, nie dała koronawirusowi rady. Czyli, jeśli chce z nami zostać, to siłą nie przepędzisz, a kiedy nie chce, wynosi się i to bez żadnego Remdesiviru, czy Chlorochiny nawet.</p>



<p>Wróćmy wszak do naszego ulubionego ministra, który ciężko wypoczywa w ciepłych krajach. No, właśnie! Zdziwił nas nieco kierunek podróży pana profesora. Pewnie nikt mu nie powiedział, a on w pośpiechu nie sprawdził, że w Hiszpanii koronawirus szaleje ponownie i zaraz znów wszystkich trzeba będzie w domach pozamykać, żeby ich szalony wirus nie pokąsał. Jednak okazuje się, że taka wiadomość pana ministra nie zaszokowała wcale i nie kazał nawet zawracać samolotu w tej beznadziejnej, wydawałoby się, sytuacji. Może i dobrze, bo wstyd by był i koszta. Z tymi ostatnimi, to bym specjalnie nie przesadzał, bo cóż to za pieniądze, kiedy 70 mln można zmielić bez mrugnięcia okiem. Rząd już nie takie historie pod dywan zamiatał. Poza tym zawszeć to miło móc się pochwalić, że Polska posiadała ministra, który się wirusom nie kłaniał…</p>



<p>Nie jest to jednak jakaś specjalna zasługa, jak się okazuje, bo pan profesor odkrył, że są miejsca absolutnie bezpieczne, gdzie koronawirus nawet nie spróbuje się przedostać. Znacie takie miejsce? Nie? No, właśnie… A pan minister zna! Od czego w końcu jest się profesorem i do tego jeszcze medycyny oraz urzędnikiem państwowym? Tak. Odkryliśmy tajemnicę i teraz już każdy będzie mógł się przed wirusem uchronić. Publikujemy ją zupełnie gratis. Wystarczy nie kraść! O, przepraszam, to hasło nie z tego frontu walki akurat, ale też chwalebne, jak najbardziej. Jednak tym miejscem, czy strefą wolną od L…, znaczy od koronawirusa, ma się rozumieć, jest jacht biznesmena i konsula honorowego Islandii w Polsce Bogusława Szemiotha. Wyspy Kanaryjskie, Teneryfa itd. Tak! Tylko jachty są naprawdę bezpieczne i jeśli chcesz, drogi czytelniku, naprawdę ustrzec się wirusa, to nie żadna maseczka, przyłbica, czy podobny namordnik, ale jacht! Kupujcie jachty! Masowo! Zresztą, jak pamiętamy, sam słynny tenisista, Rafael Nadal, kupił sobie taki środek lokomocji w Polsce, a więc na pewno coś w tym być musi. Wprawdzie, jak słyszymy, jacht pana Szemiotha pływa pod flagą kanadyjską, ale to nie ma znaczenia. Widać wyraźnie, że jachty działają na koronawirusa, jak czerwona płachta na byka, czy to z liściem, czy bez. Stosujmy więc ten środek ochronny jak najszerzej. Wiem, wiem… Usta przykryć trudno, a i do autobusu komunikacji miejskiej się nie zmieści. No, ale kto by tam jeździł komunikacją miejską, kiedy ma jacht? Proszę się zastanowić… Pan minister to zrobił i już autobusów nie używa, prawda? </p>



<p>Pojawił się tylko mały problem, zaraz tam problem, problemik malusieńki, bo ogłoszono, że Polska zamyka granice dla 46 krajów, które są największą obecnie atrakcją wakacyjną dla ulubionego w tym sezonie koronawirusa, ale któż by się przejmował takimi drobiazgami. Wprawdzie Hiszpanka, tzn. Hiszpania znalazła się na jednym z pierwszych miejsc tej listy, bynajmniej nie ze względu na kolejność alfabetyczną, lecz czegóż się nie robi dla bohaterów narodowych… Dopisze się jeden kraj do listy nieco później, kiedy pan minister już bezpiecznie dopłynie do Polski. Że co? Że nie będzie dopływał, tylko przyleci? Aaa, to oczywiście, też nie ma problemu. Może nawet lepiej, bo się zamknie granicę dwa tygodnie wcześniej. Cóż to za różnica, skoro wirus dla Rządu uprzejmy, jak zwykle. Na wybory, to nawet cały Śląsk opuścił i wszystkich starszych ludzi przekonał, wspólnie z panem Premierem, ma się rozumieć, że już go w Polsce wcale nie ma. Trochę tak, jak z szatanem, którego największym, jak dotąd osiągnięciem, było właśnie przekonanie człowieka, że żaden diabeł nie istnieje. Tymczasem nie tylko istnieje, ale nawet tkwi w szczegółach. Kto by się tam jednak przejmował szczegółami….</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/20/znacznie-lepszy-od-maseczki-gdzie-na-pewno-nie-ma-koronawirusa/">Znacznie lepszy od maseczki! Gdzie na pewno nie ma koronawirusa?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy to jest śmierć?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 15 Sep 2020 18:50:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1198</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/">Czy to jest śmierć?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>&#8211; Proszę podpisać. Córka nie żyje. Nie pomoże jej pani, a jest szansa, żeby zrobić coś dobrego dla innych. One na pewno też by tego chciała, prawda?<br>&#8211; Ale, ona jest ciepła. Serce bije, a pan mówi… Jak to nie żyje?<br>&#8211; Tak, proszę pani, ale śmierć mózgu jest nieodwracalna. Nawet jeśli to jeszcze jakiś czas potrwa, to będzie za nią oddychał aparat. Czy pani chce tak żyć? Jej już tu nie ma, tylko aparatura podtrzymuje oddech. To nie ma sensu. Może pani uratować czyjeś życie… Proszę się zastanowić.</strong></p>



<p><br>Ile takich rozmów ma miejsce w ciągu roku? Tysiąc, a może więcej? Całe lata mówiono nam, że jeśli odchodzimy, także w młodym wieku, to mamy jeszcze tę ostatnią szansę pomóc innym. Każdego roku liczba zmarłych dawców organów to od 500, do niecałych 800 przypadków. Jednak w ostatnich latach nie przekroczyła 640. Każdy z nas może złożyć stosowną deklarację na stronie Poltransplant.org. To może być zgoda, ale też sprzeciw wobec pobrania po naszej śmierci narządów. Niby wszystko takie proste i oczywiste. Jasne, że można polemizować czy transplantologia to właściwy kierunek rozwoju medycyny, zwłaszcza w tej części, która budzi tak wiele kontrowersji. Co się jednak zdarzyło 27 sierpnia 2020 roku?</p>



<p>Czy mamy do czynienia z zamachem na kolejnego naukowca? Gigantyczny skandal, który dzieje się na naszych oczach. Oczywiście, jak inne, prawdopodobnie zostanie zamieciony pod dywan. Od ponad 40 lat człowiek walczy o życie swoich pacjentów, a od 15 jest nękany w najbardziej ohydny sposób. Zdołał uratować ponad 1000 osób, nie tylko w Polsce, ale na różnych kontynentach. Te osoby miały przecież nie żyć. Co się stało?<br>Kamila dostała drugie życie.</p>



<p>„Pani córka nie żyje. Uszkodzony został pień mózgu. Może pani pomóc innym chorym, którzy czekają…”<br>Kamila żyje. Dlaczego? Ponieważ matka wyrwała ją ze szpitala. Zajął się nią profesor Jana Talar. Dziś pracuje w Szkocji i cieszy się dobrym zdrowiem. Podobnie, jak Agnieszką, która także została zakwalifikowana do oddania organów. Rodzina nie wyraziła zgody. Dziewczyna została wybudzona ze śpiączki, a rok później zdała maturę. Tego typu przypadków, o których opowiada, było dobrze ponad pięćset, ale uratowanych co najmniej dwa razy tyle. Po co to robi? Bo składał przysięgę Hipokratesa i kocha ludzi? Bo chce im pomagać? Bo właściwie rozumie słowo „etyka lekarska”? Zapewne to wszystko prawda, ale co w takim razie z innymi? Przecież również przysięgali? Niemożliwe, by wobec faktów mogli tylko wzruszyć ramionami i powiedzieć, że to jedynie tysiąc „przypadków”? Czy wobec tego należy w ogóle słuchać opowieści o „śmierci mózgowej”, kiedy ci wszyscy pacjenci żyją? Mało tego! Jakość życia wielu z nich zupełnie nie odbiega od normy, a przecież zostali już skazani na śmierć.<br>SMS Matki: „Bardzo proszę Pana Profesora, żeby Pan odebrał telefon. Syn ma 14 lat, uległ wypadkowi i lekarze go przekreślili. Błagam, niech Pan odbierze telefon”.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„To dziecko umarło z dniem wypadku. Na jego nieszczęście zaczął oddychać, bo już dawno pobralibyśmy organy i by było po sprawie.” – na koniec dodał – „Dajcie mu umrzeć, co wy… jeszcze od niego chcecie?”</p></blockquote>



<p>A co powiedział matce lekarz?<br>&#8211; Szanse na przeżycie – zero. Mózg gnije. Czy pani rozumie, że Paweł nie ma żadnych szans? Cud, jak przeżyje operację. Cud, jak przeżyje godzinę. Pani będzie musiała przyjąć wiadomość. Pani naoglądała się filmów. Lekarz powiedział, że podjął się heroicznej operacji.”<br><strong>Matka: </strong>&#8211; Czy będziecie syna wybudzać?<br><strong>Lekarz</strong>: &#8211; To jest tak, jakbyście poszli na cmentarz i chcieli wybudzić tam leżących.<br><strong>Matka</strong>: &#8211; Jak szłam przez korytarz, tak mi było przykro. Synowi bije serce, jest ciepły. Na cmentarzu serca nie biją i są zimni.<br><strong>Kolejny lekarz</strong>: &#8211; Jest beznadziejnie. Daję sobie ręce obciąć, że z Pawełka nic nie będzie.<br><strong>Matka</strong>: &#8211; Daję sobie uciąć głowę, że Pawełek wyjdzie z tego. (Popatrzył na mnie, jak na wariatkę, ale dał mi już spokój).<br>Pani została w klinice profesora nauczona strategii neuroterapii. Co mówiła dalej?<br>Pawełkowi już powoli wraca oddech. W środę zaczął mrugać powiekami, poza tym jak mu coś opowiadałam, to płynęły mu łzy. Dziś sam oddycha.<br>„Czyli co? – pyta profesor w tej rozmowie przeprowadzonej w TV Trwam – brak samoistnego oddechu, to jest objaw śmierci mózgu? To jest objaw przemijających reakcji wynikających z szoku mózgowego”.</p>



<p>A co jeszcze powiedział matce lekarz?<br>„To dziecko umarło z dniem wypadku. Na jego nieszczęście zaczął oddychać, bo już dawno pobralibyśmy organy i by było po sprawie.” – na koniec dodał – „Dajcie mu umrzeć, co wy… jeszcze od niego chcecie?”<br>Paweł został przeniesiony na zwykły oddział pediatryczny. Żyje. Odwiedził po jakimś czasie Klinikę „Budzik” w Warszawie.<br>Co można powiedzieć po czymś takim? Determinacja bliskich była silniejsza od przemocy słownej? Często walka nie była łatwa i trwała bardzo długo, a jeżeli nawet nie zawsze kończyła się pełnym sukcesem, kto ma prawo o tym decydować? Jak to możliwe, że lekarze pomylili się aż ponad tysiąc razy? Nie wszyscy trafili do tak wybitnego specjalisty, choć są podobne kliniki w kraju, jak choćby wspomniana Klinika „Budzik” Ewy Błaszczyk. Nie dowiemy się jednak nigdy, jak potoczyłyby się losy innych, którzy mieli mniej szczęścia…</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong>Profesor Jan Włodzimierz Talar</strong> – polski lekarz, nauczyciel akademicki i profesor nauk medycznych. Specjalista od rehabilitacji, rehabilitacji medycznej i chirurgii. Znany z dużej skuteczności wybudzania ze śpiączki pourazowej. Pułkownik Wojska Polskiego.</p></blockquote>



<p>To zaledwie krótka notka, którą znajdziemy w okienku wyszukiwarki Google, po wpisaniu nazwiska naukowca. Dziś 74-letni lekarz związany przez długie lata z Bydgoszczą, o którym napisać tylko, że skutecznie wybudza ze śpiączki, to zdecydowanie za mało. Autor i współautor wielu znakomitych publikacji naukowych oraz kilku książek. Ostatnia z nich (2018) nosi tytuł: „Śpiączka mózgowa, a tak zwana „śmierć mózgu“. To nie jedyna pozycja, w której pan profesor wyraża krytyczne uwagi wobec konwencji harwardzkiej – dokumentu, jaki legł u podstaw brzemiennego w skutki naukowego stwierdzania śmierci pacjentów na podstawie właśnie tzw. „śmierci mózgowej”. Obszerna książka (950 stron) jest z pewnością kompendium wiedzy o wybudzaniu pacjentów. To obserwacje z perspektywy ponad 40 letniej praktyki. Jak czytamy w opisie, pozycja ta powinna stanowić nie tylko podręcznik znajdujący się w każdym polskim szpitalu, ale jej treść koniecznie winny poznać wszystkie rodziny chorych znajdujących się w śpiączce mózgowej. To przecież one mają wielkie zadanie do wykonania, zwłaszcza kiedy popatrzymy na stan aktualnej medycyny.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Don Kichot, szczęściarz, a może hochsztapler?</h2>



<p>Czy temat właśnie teraz został wywołany przypadkiem? Nie. Miałem okazję ponad rok temu obejrzeć kilka programów z panem profesorem Janem Talarem, które były niezwykle interesujące. Dwa lata wstecz dyskusja pod egidą KAI, z udziałem zaproszonych gości, na pewno mocno przybliżyła temat, także laikom, chociaż w jej trakcie zarzucano profesorowi niekompetencję, co jest już kompletnym kuriozum. Nie jest dobrze, kiedy polemika przekształca się w napaść. Można zrozumieć, że intencje lekarzy, profesorów z wieloletnim stażem, są dobre, ale trudnie nie zauważyć, że przytaczane historie pokazywały też skalę manipulacji. A jak to wyglądało wcześniej? W 2013 roku na Sympozjum w Poznaniu wykład pana profesora stał się w środowisku medycznym swego rodzaju skandalem. Lekarze poczuli się urażeni, kiedy naukowiec powiedział wprost, że śmierć pnia mózgu nie istnieje, zaś organy pobierane są od żywych osób. Horror, prawda? Tu jest pewien problem, bo o ile, z relacji i wywiadów można wysnuć dokładnie taki wniosek, to wielu lekarzy, także profesorów medycyny, stoi za definicją śmierci mózgu murem. Czyli, że co? Postać profesora jest kontrowersyjna, a poza tym generalnie z tą definicją śmierci mózgowej wszystko jest ok? Bo są procedury, bo kilku specjalistów, bo po dokładnych badaniach, wypełnieniu specjalnej ankiety itd., itp.</p>



<p>Kot posłucha tego wywiadu, zrozumie, że nie tylko nie jest ok., ale od „ok” są tutaj całe lata świetlne. Można też obejrzeć ten program. Krytyka konwencji harwardzkiej jest tu po prostu miażdżąca, choć jeszcze znacznie gorsza od niej wydaje się praktyka. Mimo to, wielu naukowców przekonuje, że błędy może się zdarzały, podobnie jak nieuprawnione rozmowy z rodzinami, podejmowane jeszcze przed orzeczeniem śmierci mózgu. Na dowód tego powołują oni m.in. zdjęcia angio CT, która to metoda ma zostać włączona do pozostałych, jak obligatoryjna i całkowicie obiektywna. Tam na zdjęciach widać, że krążenie krwi w mózgu pacjenta ustało całkowicie. Czy to pomoże?</p>



<p>Tymczasem 27 sierpnia media, oczywiście tylko niektóre, obiegła wiadomość, że pan profesor Jan Talar staje właśnie, kolejny raz, przed komisją Izby Lekarskiej w Warszawie z zarzutami szerzenia informacji sprzecznych z obowiązującą wiedzą medyczną. Naprawdę? Jak to możliwe, by naukowcowi, który dowiódł i to w sposób nie budzący nawet cienia wątpliwości, bo przecież praktycznie, pracując na olbrzymiej grupie pacjentów, że oni żyją, stawia się zarzut „nienaukowości”. Czy to oznacza, że o ile fakty przeczą doktrynie, przyjętej wiele lat temu w sposób dość skandaliczny, to tym gorzej dla faktów?</p>



<p>Postronny obserwator mogłoby odnieść wrażenie, że nic złego naukowcowi stać się przecież nie może. Pokaże wyniki terapii, zdjęcia oraz kilku żywych pacjentów, którzy potwierdzą, że pan profesor miał i ma wciąż, rację. To chyba też najlepszy, bo w końcu najbardziej przekonujący sposób, aby swe racje udowodnić. Pacjent pozbawiony nerek, wątroby, a zwłaszcza serca, raczej nikogo o niczym przekonywać już nie będzie. Licznie uratowani przez profesora, zdiagnozowani wcześniej, jako „umarli”, którzy mieli stać się ewentualnie rezerwuarem części zamiennych, są najlepszym dowodem na systemową paranoję, czyż nie? Nic z tego! Polemika z tego typu organem jest mniej więcej tak samo skuteczna, jak maseczki przeciw koronawirusowi. Izba Lekarska, jako sąd kapturowy, bynajmniej nie zbiera się w celu dociekania prawdy, czy swobodnej wymiany zdań, lecz by ukarać lekarza wezwanego przed tę „wysoką komisję”. Niestety, praktyka jest taka, że właśnie bez względu na fakty, a często również kompletnie wbrew faktom, dokonuje się publicznego i środowiskowego linczu na naukowcach, którzy mają inne zdanie, albo wyszli przed szereg. Jak wyjaśnić w inny sposób to, że Izby nie interesują świadkowie, których „podsądny” chce przedstawić? Owszem! Wyznaczono już dla pana profesora nawet dwa terminy rozpraw, co oznacza, że scenariusz ich przebiegu został starannie przygotowany. Żeby było jeszcze gorzej, ta „aktualnie obowiązująca wiedza medyczna”, na którą się powołują oskarżyciele, a której jakoby nie szanuje krnąbrny profesor, to właśnie nadal rzeczona konwencja harwardzka z 1968 roku. Całkiem „świeża” wiedza medyczna, nieprawdaż? Dogmaty nieco rozszerzone okólnikami Ministra Zdrowia. Skoro uczestnicy zadekretowali kiedyś śmierć mózgową, nie będzie nam tu jakiś profesor „pluł w twarz”. A, że kogoś uratował? Nawet niechby to była prawda, to przecież wbrew nauce, a do tego organy jednego człowieka mogą ocalić, albo przedłużyć życie, kilku pacjentom, więc uratowanie potencjalnego dawcy, to żaden sukces… Czyli?</p>



<h2 class="wp-block-heading">Money, money, money…</h2>



<p>Nie mówi się o tym zbyt głośno, ale przecież każdy przeszczep wiąże się dla pacjenta z koniecznością przyjmowania do końca życia leków immunosupresyjnych, a tu już np. tylko zwykły syrop dla dzieci po przeszczepie potrafi kosztować 859 zł. Oczywiście, wiele z tych leków jest refundowanych, co w praktyce tylko podnosi ich cenę i staje się źródłem korupcji. Zostawmy to jednak na inną okazję. Tutaj istotne jest, by jacyś pacjenci po przeszczepach pojawiali się w większej liczbie, bo tylko wtedy można im sprzedać drogie leki, a gdyby pozostali sami żywi dawcy, którzy zechcieli oddać swojemu dziecku nerkę, czy kawałek wątroby, cały ten pięknie rozwijający się „przemysł” zacznie się zwijać. Stąd w środowisku pojawiają się od dość dawna głosy, że koniecznie należy coś z tym zrobić. Fakt, że jakiś doktor, czy profesor, próbuje wkładać kij w szprychy, zwłaszcza, gdy transplantologia wciąż „pod kreską”, jest dość nieprzyjemny. Miało być przeszczepów z roku na rok coraz więcej. Mówi się o ich potrzebie dość szeroko w mediach. Pamiętamy akcje propagandowe, w których mniej lub bardziej znane osoby opowiadają, że zarejestrowali swoją zgodę na stronie Poltransplant, albo że zawsze noszą ją ze sobą, a rodzina jest o tym poinformowana. Nagle, choć nie do końca, bo przecież to wypowiedzi powtarzane od lat, jakiś gość zachowuje się „tak nieodpowiedzialnie” i opowiada, że śmierci mózgowej nie ma. No, przecież to czysta herezja. Niedouk jakiś, czy co? Tylko co on ma mówić, jeśli to prawda? Oczywiście, jest możliwe doprowadzenie do śmierci mózgu i tego nikt nie kwestionuje, tyle że w większości przypadków do tego momentu droga jest dość długa i jest szereg procedur, które są w stanie ją przerwać. Kiedy profesor tłumaczy to dość dokładnie i cierpliwie, zarzuca mu się, że nie zna stanu „aktualnej wiedzy medycznej”. Paranoja… Może to on powinien raczej spytać, którego z uratowanych pacjentów należało zabić? Dlaczego zmieniano rozpoznania w karcie wypisu ze szpitala, czemu nie podejmowano działań, które wcale nie wymagały wielkich nakładów finansowych i dlaczego nie stosuje się standardów obowiązujących już w wielu krajach? Czy przywiezienie na taką rozprawę 500 uratowanych zrobiłoby na komisji wrażenie? Nie sądzę.<br>Prawdę pisząc, ani trochę nie wierzę w jakąkolwiek sprawiedliwość w orzeczeniach ferowanych przez Izby Lekarskie. To wysoce szkodliwa klika, która dawno już powinna przestać istnieć, a środowisko lekarskie winno mieć wybór oraz możliwość tworzenia własnych organizacji, nie skrępowanych gorsetem Big Pharmy. Coraz częściej, niestety, funkcjonujące gremia nie tylko są nieobiektywne, co jest eufemizmem, ale stają się wręcz „bojówkami” koncernów farmaceutycznych, które płacą i wymagają. Ktoś, kto stał się nieposłuszny i próbuje machać szabelką, przeznaczany jest do odstrzału. Często po cichu i jak najszybciej, aby nie mnożyć strat. Znamy podobne sytuacje i jest ich ostatnio coraz więcej.</p>



<p>Niedawno sąd kapturowy po kolejnych próbach dopadł w końcu dr Huberta Czerniaka, a kilka tygodni temu, dr Annę Martynowską. To już nie są żadne precedensy, tylko stała, odrażająca praktyka. Trzeba obrzydzić życie, opluć lekarza tak, żeby musiał, najlepiej do końca życia, tłumaczyć, że nie jest wielbłądem, a wreszcie zawiesić mu prawa wykonywania zawodu. Niech sobie zapamięta z kim zadarł. Jeśli się pokaja i przeprosi, może damy mu spokój. Tak wyglądają fakty. Panią dr Martynowską Izba Lekarska wyrzuciła nawet z własnej rozprawy… podobno za brak maseczki.<br>Tym razem, jak sądzę, mamy do czynienia z przestępstwem wielkiego kalibru. Przestępstwem, ponieważ jeśli uniemożliwia się obwinionemu przedstawienie dowolnej linii obrony i nie dopuszcza niewygodnych, a jednocześnie też niemożliwych do podważenia dowodów, można taką metodą w praktyce skazać każdego za cokolwiek. To nie ma prawa zdarzać się nagminnie w cywilizowanym kraju. Lekarze nie są, niestety, środowiskiem zintegrowanym i nie wyjdą na ulice, chociaż powinni zrobić to dawno, a w tej sprawie na pewno, jak w żadnej innej, jest to niezwykle ważne. Cenzura staje się wszechobecna, polemika całkowicie wykluczona i nie zdziwię się, jeżeli panu profesorowi nagle odetną możliwość wystąpienia na swojej rozprawie, pod dowolnym pretekstem. Obym się mylił… Na razie wiemy, że odcięto obecność niezależnych dziennikarzy, która spowodowałoby, siłą rzeczy, nagłośnienie procesu, co może nie spodobać się koncernom, a już zwłaszcza tym, znajdującym się pod szczególną ochroną pani Żorżety.</p>



<p>Wiodące media siedzą cicho. Czy po farsie, dla której nazwa „rozprawa”, albo „proces” może być ewentualnie synonimem tego wyjętego żywcem z Kafki, choć wciąż jest nadzieja, że pan profesor nie będzie do końca aż tak uprzejmy, jak bohater książki, dowiemy się, jak to wyglądało? Raczej nie. Pewnie zobaczymy za to jakiś kolejny napastliwy materiał, jak ten z 2013 roku, gdzie TVP dokonało niemal linczu na profesorze, nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą, stosując ohydną manipulację i przedstawiając tylko jedną stronę zagadnienia. Co myśli sobie widz, oglądając ślicznego chłopca, który doczekał się na serduszko, a przeszczep się udał, o czym mówią szczęśliwi rodzice? Jak bardzo musi współczuć skrzywdzonym anestezjologom, opowiadającym, że poczuli się tak straszliwie dotknięci wypowiedzią profesora oraz oczekującym z nadzieją na przeszczep pacjentom? Wszyscy tacy mili, serdeczni i pomocni, a jeden „sukinsyn” się trafił, który chce żeby małe dzieci poumierały i inni pacjenci też, prawda? Dokładnie tak się robi chwytające za serce materiały i przy okazji oczernia niewinnego człowieka. Żadnej, choćby najmniejszej, próby merytorycznej refleksji, zwłaszcza u lekarzy. Czy ktoś z redakcji podjął choćby próbę wyjaśnienia z jakiego powodu pan profesor twierdzi, że śmierć mózgowa nie istnieje? Mówi tak, bo chce być oryginalny, czy może ma dowody? Izba Lekarska nie jest nimi zainteresowana, to już wiemy, ale telewizja? Przecież to hit, który podniósłby oglądalność, może nie do wymiaru finału Ligi Mistrzów, ale z pewnością znacznie. Nikt nie zadał sobie nawet odrobiny trudu, aby pokazać na przykład radość rodziców Agnieszki, od której już mieli pobierać narządy, a wkrótce po tym dziewczyna dała sobie radę na studiach. Mogli pokazać wielu innych chorych, których zaliczono już w poczet potencjalnych dawców. Chyba można było, dla minimum uczciwości, wybrać choć jeden z kilkuset przypadków? Pewnie tak, lecz nie wtedy, gdy ręce wiążą firmy farmaceutyczne, a są też być może jakieś naciski Poltransplant-u. W końcu, jak wiemy, pecunia non olet, zaś reklamodawcy są zawsze potrzebni, a ta branża płaci akurat chętnie i terminowo…</p>



<h2 class="wp-block-heading">Transplantacja tak, ale…</h2>



<p>Sam nie należę do przeciwników transplantacji? Pan profesor, o czym wielokrotnie mówił, także dostrzega w przekazywaniu narządów dużą wartość, co nie zmienia faktu, że nie może się to z pewnością odbywać poprzez mordowanie innych chorych. Zbyt mocne słowa? A jakiego terminu można użyć, gdy pobiera się organy od człowieka, który mógłby żyć jeszcze wiele lat, w większości przypadków, w zadowalającym stanie zdrowia? Czyż stwierdzenie śmierci pnia mózgu jest na pewno wystarczające? A skoro tak, czemu okazuje się odwracalne? Czyż byśmy mieli ponad tysiąc cudów i dziwnym trafem wszystkie u pana profesora Talara? A może to po prostu tysiąc mylnych diagnoz lekarzy. Decyzje są kolegialne (trzech, albo po zmianie, co najmniej dwóch lekarzy musi podpisać się pod protokołem). Czy mylne diagnozy dotyczące tak istotnej kwestii, jaką jest dla bliskich i samego zainteresowanego pacjenta, wybór życia i śmierci, nie jest skandalem, który należy wyjaśnić? Oczywiście, dla wielu spraw mielibyśmy do czynienia z przedawnieniem.</p>



<p>Sam, nieprzytomny pacjent, raczej decyzji nie podejmie. Bliscy są więc nakłaniani, aby zrobili to w jego imieniu i możliwie jak najszybciej. Przecież „zmarły” był dobrym człowiekiem i na pewno sam chciałby pomóc innym… a więc? Odłączmy go od aparatury. Czy ktoś z tych, którzy dziś ośmielają się oskarżać profesora Talara, w ogóle zadał sobie pytanie, jak dziś czują się rodziny ofiar, które zgodziły się w bardzo podobnych sytuacjach, na odłączenie aparatury i pobranie narządów od swojego syna, czy córki, a później dowiedzieli się, że tacy pacjenci mogą przeżyć? Co więcej, mówimy tu o setkach osób, a nie o pojedynczych przypadkach! Jak oni mają dalej żyć ze świadomością, że być może skazali ich na śmierć. Owszem, zapewne nieświadomie i przy okazji pomagając komuś innemu, a może ratując nawet kilka żyć, ale czy mieli prawo to zrobić?<br>Polemika wykluczona?</p>



<p>Na stronie wspomnianego już Poltransplantu znajdziemy między innymi wzory oświadczeń woli, które teoretycznie wystarczy tylko wypełnić, podpisać i odesłać. Ile osób to zrobiło? Kto w ogóle ma świadomość jaki jest obecny stan prawny w tej kwestii i jaka jest praktyka? Pan profesor mówi wprost, bo wie to od bardzo wielu rodzin, na które wywierano silną presję. Jeśli ktoś nie złożył pisemnego sprzeciwu, zarejestrowanego w stworzonym na stronie Poltransplant Centralnym Rejestrze Sprzeciwów, to szanse na ochronę chorego znacznie spadają. Teoretycznie, można bronić bliskiego przed pobraniem narządów mówiąc o jego woli, którą wyrażał za życia, a co mówi na ten temat prawo?<br>Cytat z powyższej strony:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Według polskiego prawa każda osoba zmarła może być uważana za potencjalnego dawcę tkanek i narządów, jeśli za życia nie wyraziła sprzeciwu. Lekarze, pod opieką których był zmarły, informują zwykle rodzinę o śmierci i zamiarze pobrania narządów do przeszczepienia, lekarze pytają rodzinę czy zmarły za życia nie wyraził sprzeciwu ustnie w obecności świadków, lekarze nie muszą prosić rodziny o wyrażenie zgody na pobranie narządów. Jeśli zmarły pozostawił pisemny zapis dotyczący jego woli odnośnie pobrania narządów (np. oświadczenie woli) po śmierci, lekarze respektują jego decyzję. Bliscy mogą jedynie potwierdzić opinię zmarłego na temat pobrania narządów , jeśli ją znają.</p></blockquote>



<p>Zatem, o ile nie ma niczego na piśmie, lekarze mogą, ale nie muszą uwierzyć. Nawet nie muszą też poinformować rodziny w odpowiednim czasie, ponieważ słowo „zwykle” nie oznacza „zawsze”. Drobny szczegół, który potrafi zmienić wszystko, a być może zadecydować też, czy chory przeżyje… Warto zauważyć, że strona, która zawiera formularze (wprawdzie tylko do pobrania) i dotyka bardzo istotnych kwestii medycznych i nie tylko, nie spełnia podstawowych norm bezpieczeństwa, gdyż nie posiada certyfikatu SSL. Efekt, który widzimy na pasku adresu (przekreślona kłódka) może powodować, że niektóre programy antywirusowe w ogóle nie wpuszczą zainteresowanego na stronę, więc nie będzie mógł pobrać żadnego formularza. Czy to jest działanie profesjonalne? Certyfikat kosztuje 123 zł brutto…</p>



<p>Smutne to wszystko, tym bardziej, że pan profesor Jan Talar jest niekwestionowanym autorytetem w swojej dziedzinie, cóż z tego, gdy jego sugestie co do procedur związanych z ratowaniem pacjentów z ranami głowy i innymi urazami, które są już standardem w innych krajach, a wcale nie wymagają poniesienia wysokich kosztów, wciąż są w Polsce lekceważone. Jak uwierzyć w czyste intencje decydentów, jeśli specjalny kask chłodzący wartości około 2 tysięcy złotych, gdyby znalazł się na wyposażeniu każdej specjalistycznej karetki pogotowia, mógłby zwielokrotnić szanse przeżycia wielu ofiar wypadków, a jednak nikt nic z tym nie robi? Tego rodzaju sprzęt mogłaby podarować służbie zdrowia nawet WOŚP i to w mgnieniu oka, ale jakoś nikt na taki pomysł nie wpadł. Zresztą można by zacząć choćby od pojedynczych karetek i w budżecie każdego miasta dałoby się wygospodarować te 8, czy 10 tysięcy. Czemu się tego przez tyle lat nie dało zrobić?</p>



<p>Wszystko zaczyna się od głowy… a ryba się nawet od niej psuje. A może jest tak, że skoro zdarzył się już wypadek, to głowy chronić nie należy jakoś szczególnie? Jasne, że lekarz ratuje pacjenta, najczęściej z pełnym oddaniem, ale jeżeli nie ma właściwego sprzętu, to cudów nie uczyni. Ludzie i tak w końcu umierają, po co więc blokować aparaturę i wybudzać ze śpiączki, kiedy tylu chorych czeka na organy?</p>



<p>Mówimy coraz częściej, że Świat oszalał. Widzimy rzeczy, o których nie śniło się nie tylko filozofom, ale pewnie nikomu. Medycyna rozwinęła się tak bardzo, że potrafi uratować życie w przypadkach naprawdę ekstremalnych, a jedocześnie zabija się przecież zupełnie niewinne dzieci w łonach ich przyszłych matek, tylko z tego powodu, że mogłyby okazać się chore. Czy transplantologia, w której pokładano tak wielkie nadzieje, zamiast w cywilizację życia wpisze się jednak w cywilizację śmierci? Nie chciałbym nikogo skrzywdzić, a już zwłaszcza tych lekarzy, którzy walczą z oddaniem o życie każdego pacjenta bez względu na warunki w jakich przyszło im pracować.</p>



<p>Jeżeli jednak ktoś uważa, że w ogóle można zadawać pytanie o to, czy należy ratować kogoś za wszelką cenę, skoro jego organy mogłyby posłużyć 5-ciu pacjentom, oznacza, że Świat oszalał znacznie bardziej, niż nam się wydaje…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/">Czy to jest śmierć?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
