<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Polemiki - POLEMIKI.pl</title>
	<atom:link href="https://polemiki.pl/category/polemiki/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://polemiki.pl/category/polemiki/</link>
	<description>PUBLICYSTYKA</description>
	<lastBuildDate>Sun, 14 May 2023 19:05:49 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/10/cropped-9FAEA284-E04D-45DC-8281-E6FB2D0320D1-32x32.png</url>
	<title>Polemiki - POLEMIKI.pl</title>
	<link>https://polemiki.pl/category/polemiki/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Czy sportowcy dali się wykorzystać?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 May 2023 19:05:48 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[sport akademicki]]></category>
		<category><![CDATA[umoczeni sportowcy]]></category>
		<category><![CDATA[zarobki sportowców]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1458</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kto najbardziej efektywnie przyczynił się do rozpropagowania „skutecznych i bezpiecznych eliksirów”?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/">Czy sportowcy dali się wykorzystać?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Kto najbardziej efektywnie przyczynił się do rozpropagowania „skutecznych i bezpiecznych eliksirów”, nie tylko zresztą w naszym nieszczęśliwym kraju? Odpowiedź chyba nikogo nie zaskoczy. Jest prosta, a jednocześnie straszna… Wszak brylowali w tym procederze ulubieńcy mas. Władza w tym przypadku dokładnie wiedziała, co robi. Polityk, przeważnie musi na sympatię zapracować, a łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Artyści, celebryci, a nade wszystko sportowcy, budzą pozytywne skojarzenia w sposób zupełnie naturalny. Przecież na swój wizerunek musieli ciężko zapracować, więc szacunkiem, a czasem wręcz czcią, są obdarzani nawet triumfatorzy rozgrywek lokalnych, czy mistrzostw Polski w czymkolwiek. Tym bardziej, jeśli zdobyli jakiś medal, czy puchar w zawodach międzynarodowych, zwłaszcza wyższej rangi.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie zapomnimy nigdy!</strong></h2>



<p>Olbrzymie bilbordy hańby widzieli wszyscy. Choć może lepiej napisać, &#8222;bilbordy olbrzymiej hańby&#8221;, bo ona zdecydowanie przewyższa nawet największy, wydrukowany wizerunek jakiejkolwiek postaci, na świecie. W każdym mieście czytaliśmy o #ostatniej prostej, co jeszcze dziś przyprawić może nie tylko o wymioty, ale o słuszny gniew. Wielu Polaków straciło swoich bliskich i dla nich marnym pocieszeniem będzie to, że i wśród sportowców nie obyło się bez ofiar. W zasadzie, przynajmniej u każdego normalnego człowieka, powinien budzić zdziwienie fakt, że widząc tragedie kolegów, nadal milczą lekkoatleci, czy piłkarze! Jak to w ogóle jest możliwe? Czy pieniądze i ryzyko zastopowania kariery mogą być jedynym wyznacznikiem działania? A co z artystami i celebrytami, którzy tak chętnie udzielali się w mediach, przekonując w sowicie opłacanych reklamach, że przyjęcie &#8222;eliksiru&#8221; to jedyna rozsądna decyzja, zwłaszcza, że jest gwarancją sukcesu, zdrowia, bezpieczeństwa, oraz wszelkiej pomyślności, także dla bliskich?</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" fetchpriority="high" width="1024" height="432" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-1024x432.jpg" alt="Plakat - Ostatnia prosta! #szczepimysię" class="wp-image-1460" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-1024x432.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-300x127.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-768x324.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie-360x152.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/szczepimy-sie.jpg 1460w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.am.szczecin.pl/pl/uczelnia/aktualnosci/To-juz-ostatnia-prosta-szczepimy-sie-przeciw-covid-19/">Politechnika Morska</a></em></figcaption></figure>



<p>Można zapytać, jak to możliwe, że dali się tak „wkręcić’? Lecz czy naprawdę wszyscy uważali, że to tylko układ biznesowy? Zapewne wielu było przekonanych, że robi coś dobrego, a być może nawet ratuje życie innym. OK, przyjmijmy taką argumentację. Czemu więc nie odcięli się od fałszywej narracji, kiedy już stało się jasne, że to było gigantyczne oszustwo? Ostatni moment na publiczną skruchę, która być może pomniejszałby w jakiś sposób ich winę, stanowiło przyznanie w Parlamencie Europejskim przez panią dyrektor Small, reprezentującą firmę Pfizer, że <strong>preparaty zwane „szczepionkami” NIGDY nie były przebadane na okoliczność zatrzymywania transmisji wirusa Sars-CoV-2!</strong> To wówczas trzeba było zwołać konferencję prasową i złożyć zbiorowy pozew przeciwko bandytom, którzy wykorzystali wizerunki sportowców, celebrytów i aktorów, kłamiąc o rzekomej „ochronie osób bliskich”. Wtedy już przecież nie dało się ukryć w żaden sposób, że to było kłamstwo, choć wciąż jest ono propagowane na stronach rządowych. Jedynie jasna i prosta deklaracja, pozwoliłaby wyjść z twarzą, wprawdzie mocno już zszarganą przez akcję reklamową (bilbordy, filmy stręczące preparaty, etc.), ale wciąż z szansą na uratowanie wielu ludzi, karmionych szkodliwą propagandą. Oni nadal podejmowali decyzje brzemienne w tragiczne skutki. Czynią to zresztą także dziś. Nikt nie usunął z oficjalnych stron KPRM takich filmów, jak ten poniżej. </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><a href="https://youtu.be/czMqItP95K8" data-rel="lightbox-video-0"><img decoding="async" width="1024" height="576" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-1024x576.jpg" alt="" class="wp-image-1462" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-1024x576.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-300x169.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-768x432.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM-360x202.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/kadr-z-filmu-KPRM.jpg 1419w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a><figcaption><em>Kadr ze <a href="https://youtu.be/czMqItP95K8" data-rel="lightbox-video-1">spotu KPRM</a> z udziałem Cezarego Pazury</em></figcaption></figure>



<p>I niech nikt nie próbuje mi tłumaczyć draństwa hasłami w stylu „bo oni nic nie wiedzieli”, „to zawsze związki sportowe podejmowały decyzje”, „odmawiając straciliby stypendia sportowe” i tym podobne bzdury. Życie wielu ludzi powinno być ważniejsze niż własna kariera. Jeżeli nie, sumienie będzie im to wyrzucać do końca życia, nawet gdyby ludzie wybaczyli. Łatwo stawiać się w roli ofiary i opowiadać, że „skoro kazali&#8230;”, albo „bo inni robili to samo”, próbując usprawiedliwiać coś, czego w żaden sposób po ludzku obronić się nie da.</p>



<p>Jednak ten nieco przydługi wstęp był tylko pretekstem do krótkiej analizy, w której zamierzam pokazać, jak funkcjonuje zawodowy sport i kto rzeczywiście zarabia duże pieniądze oraz czemu tak się dzieje. Ekscytujemy się zarobkami gwiazd popularnych w skali globu dyscyplin. W Polsce również mamy kilka prawdziwych perełek. Pokażę nieco niżej garść statystyk, bynajmniej nie w celu usprawiedliwiania kogokolwiek, choć i taka pokusa istnieje. Wszak znacznie łatwiej przychodzi nam wybaczać tym, których kochamy…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>To tylko biedni studenci…</strong></h2>



<p>Rozpocznę od kilku zdań na temat sportu akademickiego, który w Polsce wydaje się być wyłącznie fajną zabawą i dla wielu młodych ludzi rzeczywiście na tym się kończy. Nie jest jednak prawdą, że promując hasło „sport to zdrowie”, amatorzy robią to wyłącznie dla idei. W wersji nieco rozszerzonej do tego sloganu złośliwcy dodają na końcu słówko „utracone”. Jednak, już na poziomie uczelni, uprawianie niektórych dyscyplin wiąże się często z określonymi profitami. Nie chodzi bynajmniej wyłącznie o indywidualny tok studiów, czy możliwość wyjazdów zagranicznych, finansowanych w całości lub częściowo przez konkretny związek sportowy. Istnieją też stypendia dla sportowców, a możliwość korzystania z coraz lepszej bazy przekłada się w wielu dyscyplinach na większą możliwość osiągania sukcesów w sporcie zawodowym. Pytanie, jak wielu zawodnikom udaje się dotrwać do tego etapu? Mimo wszystko, jakaś pomoc finansowa istnieje.</p>



<p>Na przykład stypendia przyznawane przez Ministra Edukacji i Nauki dotyczą nie tylko znaczących osiągnięć naukowych i artystycznych, ale też sportowych. Łączna pula (dla wszystkich osiągnięć) to niewiele, bo tylko 840 stypendiów. Maksymalna kwota jednorazowego wsparcia w roku akademickim 2022/2023 wynosiła 17.000 zł. </p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Co ministerstwo definiuje jako „znaczące osiągnięcie sportowe”?</strong> </h3>



<p><strong>Kryteria są jasne &#8211; zajęcie w sportach olimpijskich lub paraolimpijskich w rywalizacji indywidualnej lub drużynowej, co najmniej:</strong></p>



<p>&#8211; szesnastego miejsca w igrzyskach olimpijskich, igrzyskach paraolimpijskich lub igrzyskach głuchych,</p>



<p>&#8211; ósmego miejsca w mistrzostwach świata,</p>



<p>&#8211; szóstego miejsca w mistrzostwach Europy,</p>



<p>&#8211; trzeciego miejsca w młodzieżowych mistrzostwach świata lub Europy,</p>



<p>&#8211; pierwszego miejsca w mistrzostwach Polski rozgrywanych w kategorii seniora,</p>



<p>&#8211; miejsca, o którym mowa wyżej, w zawodach organizowanych dla osób niepełnosprawnych;</p>



<p>W przypadku analogicznych imprez akademickich, trzeba zająć co najmniej miejsce na podium. Nie są to więc warunki proste do spełnienia. Jednak istnieją także inne rodzaje wsparcia. Minister Sportu proponuje dofinansowanie na okres od 1 do 24 miesięcy w kwocie, której podstawą jest 2.300 zł / mc. Stypendia specjalne mogą tutaj sięgać 1,5 krotności podstawy i przyznawane są na czas do 12 miesięcy. Czyli, szału nie ma…<br>Zwłaszcza, że warunki są zbliżone, do opisanych wcześniej, a więc generalnie dotyczą miejsc 1-8 na szczeblu międzynarodowym w kategorii seniorów oraz miejsc 1-6 i 1-3, odpowiednio w kategorii młodzieżowców i juniorów. Inaczej pisząc, <strong>najpierw wynik, potem wsparcie</strong>, a jak widać, najmłodsi muszą udowodnić, że „nieźle rokują”, chociaż ewentualny progres powyżej pierwszego miejsca raczej byłby już trudny do osiągnięcia.<img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Szczęśliwie, w całej tej mizerii, są jeszcze stypendia lokalne, a ich kwoty bywają całkiem przyzwoite. Dla przykładu Lublin przewidział nagrody od 5 do 20 tys. złotych. Dotyczą one poważnych osiągnięć sportowych, które promują miasto, zaś stypendia przyznaje się za wyniki w dyscyplinach olimpijskich lub dyscyplinach mających znaczenie dla Miasta Lublin. W tym przypadku są to: motocross, wspinaczka sportowa, sumo, taekwon-do ITF, kick-boxing, karate kyokushin, karate tradycyjne; Wsparcie może wynosić od 4,5 tys. zł do 24,3 tys. zł brutto  i wypłacane jest w 9 transzach. W dalszym ciągu mogą liczyć na nie najlepsi, ale jeśli zsumować potencjalnie możliwe do uzyskania kwoty, z pewnością da się przeżyć i nie będzie to wyłącznie dofinansowanie odżywek, sprzętu i dojazdów na treningi. Tak, czy inaczej, gdy spojrzymy jakie kwoty państwo przeznacza na sport na tym poziomie, trudno doznać oszołomienia. Trzeba też pamiętać, że w dyscyplinach indywidualnych, jak na przykład tenis ziemny, osiągnięcie sukcesu, nawet na miarę Mistrzostw Polski, nie mówiąc o wygrywaniu choćby najmniejszych turniejów poza granicami kraju, wiąże się z poważnymi nakładami, które przez lata ponoszą najbliżsi. Sponsora ze świecą szukać, chociaż  wyjątki się zdarzają.</p>



<p>Obraz tego konstruktu, zwanego szumnie &#8222;sportem akademickim&#8221;, w konkretnych liczbach, pokazuje dość dobrze zestawienie z raportu NIK za 4 lata 2017-2021 (do 31 marca), zamieszczone <a href="https://forumakademickie.pl/sport-akademicki/sport-akademicki-pod-lupa-nik/">na Forum Akademickim</a>.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" width="693" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-693x1024.jpg" alt="" class="wp-image-1465" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-693x1024.jpg 693w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-203x300.jpg 203w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania-360x532.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/NIK-sport-akademicki-1-programy-i-zadania.jpg 746w" sizes="(max-width: 693px) 100vw, 693px" /></figure>



<p>Spójrzmy zatem, jak to się ma do sportu akademickiego za oceanem. Najpierw takie zestawienie:</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-1024x1024.jpeg" alt="Zestawienie najpopularniejszych sportów w USA.
" class="wp-image-1467" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sporty-USA-1.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.statista.com/chart/28107/sports-followed-by-americans/">statista</a></em></figcaption></figure>



<p><br>Warto zobaczyć, które dyscypliny sportowe cieszą się największą popularnością. Dlaczego? W filmie „Rejs”, inżynier Mamoń stwierdził: „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”, podobnie w USA, gdzie myśli się w kategoriach biznesu, preferencje społeczne są oczywistym wyznacznikiem inwestowania dużych pieniędzy. Ale przecież upodobania da się kształtować. Pełna zgoda, tylko nie zawsze tego rodzaju „lokata” da wystarczającą stopę zwrotu. Przy poniższych kwotach nie ma żartów. Wystarczy popatrzeć na grafikę:</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1468" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Sport-uniwersytecki-USA-value.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption><em>Źródło: <a href="https://www.statista.com/chart/25236/ncaa-athletic-department-revenue/">statista</a></em></figcaption></figure>



<p><em>Zacytuję fragment komentarza ze strony </em><a href="https://www.statista.com/chart/25236/ncaa-athletic-department-revenue"><em>statista.com</em></a><em>:<br><br>W Stanach Zjednoczonych&nbsp;</em><a href="https://www.statista.com/topics/1436/college-sports-ncaa/" target="_blank" rel="noreferrer noopener"><em>sporty uniwersyteckie</em></a><em>&nbsp;– zwłaszcza futbol amerykański i koszykówka – odgrywają znacznie większą rolę niż w innych krajach, niemal na równi ze sportami zawodowymi.&nbsp;Uniwersytety wspólnie generują miliardy dolarów z umów telewizyjnych, sponsoringu i sprzedaży biletów, a łączne przychody wygenerowane przez wydziały sportowe NCAA w 2019 roku wyniosły 18,9 miliarda dolarów.&nbsp;W wielu przypadkach trenerzy piłki nożnej i koszykówki zarabiają miliony dolarów rocznie, podczas gdy sportowcy są zmuszani do utrzymywania „statusu amatora”.</em></p>



<p>Tak w istocie było jeszcze całkiem niedawno. Ustawa z 1 lipca 2021 roku zmusiła jednak federację sportu akademickiego &#8211; National Collegiate Athletic Association (NCAA) do przyjęcia zmian. Dotąd sportowcy z college&#8217;u mogli przyjmować wyłącznie stypendia pokrywające koszty studiowania na uniwersytecie, wliczając w to pokój, wyżywienie i książki oraz czesne, które zwykle wynosi kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Nowo przyjęta polityka NIL umożliwi najlepszym sportowcom zarobienie wielokrotnie więcej, zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych, kiedy umowy reklamowe często przekraczają pensje sportowców.</p>



<p>Niewiele ponad 1,5 miliarda dolarów wynagrodzeń dla studentów – uprawiających najbardziej ukochane przez Amerykanów dyscypliny, w całej tej układance stanowi kwotę śmieszną, jeżeli roczne przychody NCCA w 2019 roku sięgały prawie 19 miliardów USD.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy jesteśmy ubogim krewnym?</strong></h2>



<p>Ależ skąd! Nie nie możemy sobie aż tak pochlebiać. W porównaniu ze sportem akademickim w USA raczej jesteśmy żebrakami. Na usprawiedliwienie trzeba od razu dodać, że prawie dziewięciokrotnie większy ludnościowo kraj, trudno porównać do Polski nie tylko pod względem ekonomicznym, czy sportowym, lecz przede wszystkim w kwestii podejścia do biznesu. Gdy przyjrzymy się dokładnie, co oglądają na szklanym ekranie Polacy, a ściślej jaką sieczkę są w stanie przyjmować z telewizora przez wiele godzin, zaryzykuję twierdzenie, że przyzwoicie zrobiony show sportowy, mógłby mieć sporą oglądalność. Skąd taka odważna prognoza? Jeśli druga liga piłkarska posiada rzeszę swoich fanów, którzy niezmiennie zasiadają przed ekranem, a kibicują często drużynom także z niższych dywizji, chętnie obejrzeliby swoich ulubieńców. A co z widzami zakochanych w innych, mniej popularnych dyscyplinach? Liczbę kibicujących polskim siatkarzom przecenić trudno. Na żywo śledzi zmagania bardzo wielu rodaków i potrafią zapełnić część obiektów także w Europie, czy gdziekolwiek na świecie, jeśli grają w mistrzostwach Polacy. Czy gdyby pojawiły się regularne relacje, niekoniecznie nawet ze stałych rozgrywek akademickich, ale z turniejów z odpowiednią oprawą i konkursami włączającymi także telewidzów i tych, którzy kibicują na żywo, nie byłoby sporej oglądalności? To wyłącznie kwestia pomysłu. Rzecz jasna, w mniejszej skali, niż ma to miejsce w USA, bo i budżet i liczba telewidzów do „zagospodarowania”, nieco inna. Jednak sukces tak starego programu, jak choćby „Gwiazdy tańczą na lodzie” (trzy edycje), czy podobnych reality show, gdzie konkurencje sportowe łączyły się z muzyką, z pewnością dają do myślenia. „Ale przecież tam występowali celebryci i aktorzy, więc to coś innego”. Przeciwnie! Wszak rywalizację lubimy oglądać na różnych poziomach, a gwiazdy, jak wiemy, kreowane są (nie tylko w Polsce) często zupełnie z niczego. Mamy setki „gwiazdek” znanych raczej ze skandali, niż pozytywnych działań, więc na niwie sportowej, przede wszystkim wśród młodych ludzi, dałoby się wyłowić nowe talenty. Mecze w ramach turniejów, ze znanymi dziennikarzami prowadzącymi relację, połączone z różnymi konkursami sprawnościowymi, jak wsady w koszykówce, albo rzuty za 3 punkty (w każdej dyscyplinie da się coś podobnego znaleźć – proszę obejrzeć choćby program Turbo-Kozak), przy organizacji cyklicznej, na pewno miałyby swoją widownię. I wcale nie chodzi o stworzenie wielkiej ligi, bo to byłoby trudne. Raczej o odpowiednie zagospodarowanie i pokazanie tego, co już posiadamy. Kiedyś można było oglądać transmisje z rozgrywek tenisa stołowego, czy futsalu. Oczywiście, na dość wysokim poziomie. Dziś też się to zdarza, ale rzadziej i zwykle tylko przy okazji imprez międzynarodowych. Czy jednak pierwsza liga nie prezentuje wystarczającej jakości, by chcieć się nią emocjonować? Niektórzy  postawią pytanie: „A któż to będzie oglądał i kto zainwestuje w takie transmisje?” Odpowiedź jest banalnie prosta. Wystarczy zrobić badania rynku dotyczące popularności i chęci obejrzenia relacji z różnych wydarzeń sportowych. W dobie internetu i streamingu, można obniżyć koszty pojedynczego przekazu do około dwóch, maksymalnie trzech tysięcy złotych, nawet przy użyciu 4-5 kamer, więc nie potrzeba „wypasionej” transmisji z wozem i realizatorem z najwyższej półki. Znam ludzi, którzy podobne rzeczy robią na naprawdę wysokim poziomie, w bardzo rozsądnych cenach, a przy umowie cyklicznej można by je jeszcze obniżyć. „Tylko po co to robić, jeżeli nie da się porządnie zarobić?” – padnie kolejne pytanie sceptyka. Właśnie po to, by dać sobie i zawodnikom, szansę na spopularyzowanie zawodów, a sponsorom na wykupienie płatnej reklamy. W Stanach ten biznes także nie wziął się z niczego. Gdyby choć niewielka część wpływów mogła trafiać w przyszłości do zawodników, po pewnym czasie maszyna ruszyłaby z miejsca na dobre. Rynek jest płytki, ale jak widać, udało się przecież wypromować siatkówkę, piłkę ręczną, czy koszykówkę, które wcześniej żadnymi narodowymi sportami nie były. Jasne, że do rozpoczęcia takiego biznesu trzeba dobrej woli i cierpliwości wielu ludzi, zwłaszcza inteligentnego inwestora oraz sprawnego zespołu, bo bez marketingu nie uda się zbyt wiele osiągnąć. Świadomość, że do przyszłej konsumpcji wpływów można będzie przystąpić najwcześniej po roku, a może później, jest bolesna. Jednak profity z popularyzacji dyscypliny, czy samych klubów, a wreszcie też młodych sportowców, których obejrzy kilkaset, albo kilka tysięcy nowych kibiców, a potencjalnie kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy widzów, też trudno przecenić.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zawodowcy zbierają wszystko?</strong></h2>



<p>Czy łatwo jest zmonetyzować niszową dyscyplinę sportu? Dziś wszyscy jednym tchem wymienią szereg tych, które osiągnęły sukces. Ale początki nie zawsze były proste. Przewagę mają, rzecz jasna, konkurencje globalne. W piłkę nożną, albo w tenisa, choć to dwa różne bieguny, gra się przez cały rok na całym świecie. Oczywiście, koszykówka, baseball, czy football amerykański i kilka innych sportów drużynowych również uczestniczy w „podziale tortu”. Jeśli nawet nie w Stanach, to w Europie uzyskały dość mocną pozycję, jak choćby piłka ręczna czy siatkówka, popularna już niemal na każdym kontynencie. Bronią się też całkiem dobrze sporty zimowe, chociaż nie wszystkie. Skoki narciarskie tracą na popularności, więc i nagrody są niższe. Zawodnicy się wycofują i kończą kariery. W mocnym przez dekady Turnieju czterech Skoczni nie można już dziś wygrać samochodu. Cóż, dość trudno porównać dyscyplinę uprawianą w 18 krajach, do tych, wymienionych wyżej. Skoki na igielicie, to tylko namiastka konkurencji zimowych i puchar letni zawsze raził sztucznością. Pomimo wszystkich zastrzeżeń, są jednak kibice, którzy chętnie obejrzą transmisję, czy to latem, czy zimą. Odpowiedź na pytanie, dlaczego w Ameryce się udało, a w wielu innych państwach niekoniecznie, przynajmniej w części, znajdziemy na poniższych grafikach.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1470" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/US_dominates.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Dominacja sportowców amerykańskich, jeśli zestawimy zarobki liczone łącznie, czyli zarobione na boisku, korcie, czy parkiecie oraz poza nim w ciągu poprzedniego sezonu, licząc od maja 2021 do maja 2022, jest niepodważalna. Na czele listy mamy aż 35 atletów z USA, „aż” 3 przedstawicieli Zjednoczonego Królestwa, a dalej już tylko po jednym zawodniku z kilkunastu krajów. Ciekawsza jest jednak kolejna statystyka, ponieważ pokazuje konkretne gwiazdy wśród sportowców w następnym roku.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiający zawodnicy w 2 sezonie 2022-23" class="wp-image-1471" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Highest-Paid_Athletes.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Należy zwrócić uwagę na dysproporcje pomiędzy przychodami z samego uprawiania konkretnej dyscypliny, a tymi z innych obszarów (przede wszystkim z reklam). Widać jasno, że z boksu i golfa „da się wyżyć” jedynie pod warunkiem dyspozycji sportowej, a reklama stanowi niewielką część wpływów. Inaczej, niż w przypadku koszykówki, czy piłki nożnej, chociaż Kylian Mbappe jeszcze musi nad kontraktami reklamowymi trochę popracować. <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>



<p>Za to u pań mamy sytuację jeszcze bardziej kuriozalną. Część zawodniczek wcale nie musiała zarabiać biorąc udział w jakichkolwiek zawodach.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiające zawodniczki w 2022 roku
" class="wp-image-1473" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Female_Athletes_Earnings.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Wprawdzie amerykańsko-chińska narciarka dowolna, Eileen Gu oraz gimnastyczka Simone Biles wzięły udział w jakiś pojedynczych zawodach, ale widać, że nie musiały tego robić. Podobnie zresztą, jak siostry Williams. Natomiast Naomi Osaka i Emma Raducanu szczególnie nie nagrały się w tenisa w ubiegłym sezonie, bo ponad 95% wpływów pochodziło z reklam. Trapione problemami zdrowotnymi, nie miały w 2022 roku szans na większe sukcesy na korcie, a w tym również się nie uda. Naomi spodziewa się dziecka, a Emma zdecydowała się poddać zabiegom chirurgicznym po nieudanym początku sezonu. Szokować może wielkość przychodów, choć w obu przypadkach jest to w znacznej części zasługa pochodzenia. Naomi, Chinka mieszkająca w USA, jest już po zdobyciu kilku tytułów wielkoszlemowych, swego rodzaju ikoną w obu krajach. Z kolei Raducanu, z racji swoich rumuńsko-chińskich korzeni oraz brytyjskiego obywatelstwa, świetnie radzi sobie na dużych rynkach reklamowych, a można jeszcze dodać, że urodziła się w Toronto…</p>



<p>Nieco więcej musiała się napracować najmłodsza w tym towarzystwie Coco Gauff, choć największym tytanem pracy okazała się nasza Iga Świątek, podnosząc z kortu aż ponad 2/3 swoich przychodów. To niestety nie jest wyłącznie kwestia pracowitości utalentowanej raszynianki. Po prostu konkurowanie w liczbie zarobionych milionów dolarów z przedstawicielkami Chin, czy USA, nie było możliwe nawet przy tak fantastycznych wynikach jak wygranie 37 meczów z rzędu, dwa tytuły wielkoszlemowe i 5 zwycięstw w prestiżowych turniejach oraz pozostawanie numerem jeden od kwietnia 2022.</p>



<p>To doskonale pokazuje, dlaczego w Stanach, czy innym dużym kraju, łatwiej sportowcom zrobić biznes. Sukces sprzedaje się po prostu znacznie lepiej, jeśli to NASZ sukces. Trudno się więc dziwić Amerykanom, że chętniej będą się identyfikowali z własnymi sportowcami, a w konsekwencji kupią reklamowane przez nich produkty. Tak to działa. Jednak bynajmniej nie oznacza, że nie jest możliwe wypromowanie zawodnika w państwie znacznie mniejszym, a nawet lokalnie, w konkretnym regionie. Z pewnością warto próbować. Rzecz jasna z osiągnięciami na arenie międzynarodowej jest znacznie łatwiej, a przypadek Novaka Djokovica jest tu znakomitym przykładem. Serbia nie należy do europejskich potentatów gospodarczych. Nie może też konkurować ludnościowo, a jednak ma sukcesy w sportach drużynowych, a jeśli chodzi o tenis, poniższe zestawienie musi budzić szacunek.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-1024x1024.jpeg" alt="Najlepiej zarabiający tenisiści. Przychody w trakcie kariery zawodniczej." class="wp-image-1480" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/tennis-players-income.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Na dowód, że nie tylko inflacja, ale rosnąca popularność konkretnej dyscypliny sportu decyduje o wartości nagród można przytoczyć jeszcze takie zestawienie. Jak rosła wartość premii za zdobycie Pucharu Świata w piłce nożnej.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-1024x1024.jpeg" alt="Jak rosła wartość premii za zdobycie mistrzostwa świata w piłce nożnej." class="wp-image-1482" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Prize-Money-World-Cup-Win.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Brutalna prawda</strong></h2>



<p>Teza, że liczą się głównie pieniądze, nie jest wyssana z palca, zwłaszcza kiedy spojrzymy na te kilka wcześniejszych grafik. Faktem jest, że pieniądz rządzi światem i ta wyświechtana maksyma ma swoje uzasadnienie. Niektórzy jednak łapią się za głowy, uważając, że w sporcie doszło do patologii. Jak można płacić jakiejś „smarkuli” miliony za to, że nauczyła się przebijać żółtą piłkę na druga stronę siatki? Albo, skąd pomysł, żeby dziewiętnastoletniego piłkarza nabyć za 120 milionów euro? Ale to nie są zwykłe fanaberie zadufanych w sobie właścicieli klubów, chociaż prywatne ambicje mają tu pewne znaczenie. Bilans musi się jednak zgadzać, więc nikt nie płaci olbrzymich kwot tylko dlatego, żeby ustanawiać jakieś rekordy. Zwrot z inwestycji zwykle następuje w określonym czasie, chociaż zdarzają się wyjątki, czy to spowodowane kontuzjami, czy błędami w ocenie przydatności konkretnego zawodnika do zespołu. Wielu, zwłaszcza sfrustrowanych swoim życiem, widzów, czy internautów, zazdrości gigantycznych czeków uwielbianym, a czasem znienawidzonym i hejtowanym sportowcom. Trzeba to przyjąć na chłodno. Nikt nie zabrania nikomu, by spróbował swoich sił i trenował przez kilkanaście lat wybraną dyscyplinę. Trzeba uświadomić sobie, że skoro na świecie tenisa uprawia ponad 87 milionów ludzi, a kilkaset tysięcy poświęca się treningom i rywalizacji sportowej na serio, w wymiarze kilku godzin dziennie, to być może zawodniczka, która przez 60 tygodni potrafi utrzymać się na fotelu pierwszej rakiety globu, zasługuje jednak na szacunek i każdego zarobionego dolara? W moim przekonaniu, na pewno tak! Ale również tenisiści z drugiej, a nawet trzeciej, lub piątej setki rankingu, jak i piłkarze z czwartej ligi, również mają prawo do wynagrodzenia, o ile znajdzie się klub, czy sponsor, który im zapłaci. Jeśli traktują swoją pracę serio, czemu mieliby nie czerpać z niej profitów? Brutalna prawda jest jednak taka, że pieniądze nie przekładają się bezpośrednio na wyniki. Zawodniczka taka, jak Iga Świątek rodzi się raz na kilka lat. Tutaj ma znaczenie cały szereg okoliczności, w których talent i pracowitość muszą się spotkać z odpowiednią konstrukcją psycho-fizyczną oraz właściwym zespołem ludzi. Dopiero wówczas jest pewna szansa na sukces, choć gwarancji nadal nie ma żadnej. To dlatego sponsorzy wolą inwestować najwięcej w osoby już ukształtowane, które osiągnęły określony poziom sportowy i emocjonalny.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Czy dali się wykorzystać?</strong></h3>



<p>W tytule zapytałem, czy sportowcy dali się wykorzystać? Można by nawet pójść dalej, bo wielu w istocie stało się marionetkami w rękach globalistów. To być może nie do końca sprawiedliwa ocena. Z pewnością nie wszyscy. trzeba jednak odnotować ze smutkiem, że w trakcie mniemanej pandemii, nie było chętnych, aby stanąć w świetle jupiterów i powiedzieć, czy to na boisku, korcie, czy konferencji prasowej, że nie godzi się przymuszać najzdrowszej na świecie części populacji, do szprycowania w imię jakiegoś niewyjaśnionego bliżej celu. Zwłaszcza celu kompletnie urojonego, nie mającego z rzeczywistością nic wspólnego. Jak przypomniałem na wstępie, wielu zawodników i zawodniczek splamiło się udziałem w promocji śmiercionośnych zastrzyków, lockdownu ( słynna akcja #zostańwdomu), czy noszenia szmat na twarzy. Wydawać by się mogło, że na pewnym poziomie przychodów, można już sobie pozwolić na niezależność. Dlaczego więc jedynym, który powiedział NIE, był właśnie Novak? Ktoś będzie bronił tezy, że on mógł, bo zarobił najwięcej. Nieprawda! Są znacznie bogatsi sportowcy, nie tylko w USA. Lecz czy konieczne są przychody sięgające dziesiątek milionów dolarów za sezon? Czy nie wystarczy uzyskać dziesiątą część takich wpływów, a nawet niechby i setną, aby uznać zdrowie i życie innych, czy przynajmniej własne, za wystarczający powód do sprzeciwu?</p>



<p>Oczywiście, niektórzy naprawdę uwierzyli, że to wszystko w interesie innych i powinni dawać dobry przykład. Ale musieli przecież widzieć kłamców, którzy w mniejszym gronie zrzucali z twarzy szmaty i świetnie się bawili nie zważając na obostrzenia. Mieli też okazję przekonać się, jak śmieszne i żenujące okazywały się sytuacje z wielokrotnym testowaniem, przynoszącym kompletnie losowe wyniki. Nie dostrzegali, w jaki bandycki sposób krzywdzono ich kolegów zabraniając wyjścia na kort, bo zjedli śniadanie w tym samym hotelu, co kompletnie zdrowy, ale nieszczęśliwie „wytestowany” zawodnik, czy zawodniczka? I co? Zero refleksji? A może jednak obawa, że ich zawieszą, wyrzucą, przerwą karierę, itd.?</p>



<p>To wszystko mogło mieć i chyba miało jakiś wpływ na podejmowanie złych i szkodliwych decyzji. Nie stali się wzorem do naśladowania, za to z pewnością przysłużyli się właśnie globalistom, którzy mogli stosować tresurę bez obaw i ograniczeń. Owszem, organizatorzy płacili zawodnikom sporo mniej, bo wpływy w turniejach, czy rozgrywkach ligowych bez publiczności były ograniczone. Coś jednak można było zarobić… Innymi słowy, pieniądz okazał się silniejszy, niż przekonania, czy przyzwoitość. Wiem. Obrońcy będą krzyczeć, że przecież zawodowcy żyją z uprawiania sportu. Czym więc mieliby się różnić od nauczycieli, czy lekarzy? To prawda, że wielu zawodników czuło presję finansową. Mieli kredyty, jak inni, czasem przerwy z powodu kontuzji, a jeść i utrzymać rodzinę jakoś trzeba. Nie wszyscy zarabiali miliony i to zrozumiałe, choć każdy ma wybór. Wielu lekarzy zaryzykowało nawet życie swoje i bliskich, wcześniej stawiając na szali całą karierę, aby mówić prawdę i leczyć pacjentów. Uprzedzić ich także o zagrożeniach, jeśli poddadzą się &#8222;szczepieniu&#8221;. Pisałem jednak przede wszystkim o tych sportowcach, którzy już swoje zarobili i mogliby całkiem śmiało zrobić sobie przerwę, a jednak strach zwyciężył. Novak Djokovic nie dał się stłamsić. Zyskał szacunek środowiska i jednocześnie stał się zagrożeniem dla bandytów z Australii, czy innych miejsc. Jest niewątpliwie inteligentnym gościem i doskonale wiedział z jakim ryzykiem się to wszystko wiąże oraz jaki wpływ jego decyzja może mieć na innych. I właśnie dlatego powinniśmy być mu wdzięczni.</p>



<p>Na koniec ciekawostka, która pokazuje jakim nonsensem jest dążenie do zrównania stawek kobiet i mężczyzn w niektórych dyscyplinach sportu. Oczywiście, feministki będą krzyczeć, że to skandal, bo przecież mamy równouprawnienie itd. Jakoś trudno przekonać kibiców, żeby oglądali mecze kobiet, najlepiej tak samo często, jak mężczyzn. </p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="1024" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-1024x1024.jpeg" alt="" class="wp-image-1489" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-1024x1024.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-300x300.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-150x150.jpeg 150w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-768x768.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap-360x360.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2023/05/Gender-Gap.jpeg 1200w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Naprawdę sądzisz, że dałoby się obronić zrównanie nagród w piłce nożnej? A czy przypadkiem nie ma innych dyscyplin, w których próbuje się wmówić organizatorom, że wypłaty muszą być równe? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2023/05/14/czy-sportowcy-dali-sie-wykorzystac/">Czy sportowcy dali się wykorzystać?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Powrót z tarczą i co dalej?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2021/08/11/powrot-z-tarcza-i-co-dalej/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 11 Aug 2021 13:25:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<category><![CDATA[igrzyska]]></category>
		<category><![CDATA[sukcesy]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1450</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/08/11/powrot-z-tarcza-i-co-dalej/">Powrót z tarczą i co dalej?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="683" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-1024x683.jpg" alt="" class="wp-image-1451" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-1024x683.jpg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-300x200.jpg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-768x512.jpg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice-360x240.jpg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2021/08/Fot.-Envato-kibice.jpg 1500w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Fot. Envato.com &#8211; Kibice</figcaption></figure>



<p>Nigdy nie cierpiałem ćwiczeń na drążku, podobnie jak stania na rękach przy ścianie, a próba stójki na głowie skończyła się prawie zawałem serca naszego wuefisty. Ktoś, kto próbował wykonywać prawidłowo takie ćwiczenie, wie o trójkącie, jaki powinien być zachowany pomiędzy punktami podparcia dłoni i głowy. Niestety, mnie się udało oderwać ręce od podłoża, a wówczas kark nie wytrzymał, co mogło mieć konsekwencje, delikatnie rzecz ujmując, niekorzystne, z paraliżem włącznie. Czemu przypominam sobie akurat to, dość traumatyczne przeżycie, po którym nasz ulubiony nauczyciel poprosił mnie, abym już więcej prób nie podejmował, bo on chciałby pozostać na wolności?</p>



<p>Właśnie skończyły się igrzyska. Cóż, dla imprezy ze śladową liczbą widzów w postaci członków ekip poszczególnych krajów, sama nazwa „igrzyska” brzmi dość kuriozalnie. Jednak mamy powody do radości. Grad medali, w tym cztery złote, a do tego rekord sztafety mieszanej i trzeci tytuł naszej Anity Włodarczyk, robią wrażenie. Tym bardziej, że nie zapowiadało się najlepiej. Najpierw szereg kontuzji, a po „wyszczepieniu” kadry zadziałała statystyka i NOP-y wyeliminowały bezpośrednio, bądź pośrednio kilka postaci z poważnymi szansami na medale. Cóż, nie można mieć wszystkiego… Siatkarze i tenisiści, na których kilka osób postawiło pewnie spore pieniądze, wrócili z niczym, zaś sensacyjny Dawid Tomala przywiózł złoto po przejściu 50 km w mistrzowskim stylu, kiedy temperatura pokonała głównych faworytów. Tak bywa…</p>



<p>Wracając do przyczyn, dla których przypomniałem na początku swoje „gimnastyczne przygody”, to zderzenie ich z rzeczywistością przeżywaną obecnie przez młodzież szkolną w różnym wieku, ale i przez studentów. Dla nas, wiele lat temu, te najmniej lubiane elementy wychowania fizycznego, przeplatały się jednak z tym, co „tygrysy lubią najbardziej”, czyli grami zespołowymi. Była koszykówka, trochę siatkówki, choć już bardziej w ramach SKS-u, sporo biegania na różnych dystansach i innych zajęć lekkoatletycznych. Nawet kiedy, czy to celowo, czy ze względu na zastępstwo, pojawiały się tak zwane „zajęcia na macie”, czyli „macie piłkę i grajcie”, byliśmy zadowoleni. Ba! Być może w większości wręcz szczęśliwi. Jednak gra „w nogę”, to coś na co niemal każdy czekał i liczył, że chociaż jakiś fragment zajęć da się spędzić w taki sposób. A dziś? Co szkoła ma do zaoferowania dzieciakom na zdalnym nauczaniu? Jakie zajęcia poprawiające kondycję fizyczną można przeprowadzić przez internet? Może dla dziewcząt prosty fitness w rytm dobrej muzyki, ale to chyba niezbyt wiele… Trening nadgarstka w grach komputerowych? Żarty na bok! Mamy zapaść jeśli chodzi o ten, zresztą nie tylko o ten akurat, element „edukacji”. Cudzysłów nie jest żadną przesadą, bo przecież NIKT nie wymyśliłby sobie gorszej możliwości nauki, a już z całą pewnością trudno by było znaleźć kogoś, kto przewidział, że taki „model” można kontynuować przez kolejne lata. Wszystko wskazuje na to, że władze, nie specjalnie ukrywając przed opinią publiczną swoje zamiary, do takiej kontynuacji z premedytacją dążą.</p>



<p>O co tutaj chodzi? – mógłby spytać ktoś, kto nagle przebudził się z letargu, albo wrócił ze Szwecji. Czy naprawdę należy dręczyć młodych ludzi w tak przemyślny sposób? Do czego to doprowadzi? Zagadnienie jest szersze i zapewne nie ma zbyt wiele wspólnego (o ile w ogóle cokolwiek) z sytuacją epidemiologiczną w kraju obecnie, czy w przeszłości. Dane są przerażające i nie pozostawiają złudzeń. Gwałtowny wzrost liczby depresji i samobójstw wśród młodzieży (25% licząc rok do roku), pogorszenie kondycji fizycznej i ogólnie zdrowotnej, to fakty nie tylko statystyczne. To dramaty wielu rodzin i nie specjalnie mogły poprawić to krótkie wakacje, bo nie każdego rodzica stać na zapewnienie choćby minimum aktywnego wypoczynku poza domem, swoim pociechom. Niektórzy stracili pracę, stabilizację ekonomiczną itd. Były też dramaty związane z brakiem dostępu do służby zdrowia, co nie pomogło, a wiemy, że tylko z tego powodu życie straciło ponad 150.000 osób, chociaż liczba 165.000 wydaje się bardziej adekwatna. Dodajmy, to tzw. „nadmiarowe zgony” bez związku z zachorowaniem na najmodniejszą w tym sezonie chorobę!&nbsp; No, dobrze, ale co to ma wspólnego z igrzyskami?</p>



<p>To akurat jest bardzo proste i oczywiste. O ile dziś, patrząc na wyniki naszych reprezentantów nie musimy się obawiać, że w Paryżu za trzy lata będzie dużo gorzej, bo kadra w większości jeszcze dość młoda, o tyle już perspektywa siedmiu, czy jedenastu lat (jeśli będą jeszcze wówczas jakiekolwiek igrzyska w znanej formie), jawi się raczej w ciemnych barwach. To, co dziś zrobiono młodym ludziom MUSI znaleźć odbicie w przyszłości. Nie chodzi zresztą tylko o brak dostępu do normalnych zajęć wychowania fizycznego, czy kontaktu ze sportem na żywo, jak choćby oglądanie zawodów na stadionach. Bardziej o to, że ZABITO w wielu uczniach pragnienie rozwoju w tym kierunku. I niech nikt mi nie próbuje wmówić, że ci najbardziej zdeterminowani i tak trenowali (być może, jak to ujął kiedyś Jerzy Janowicz „po szopach”), a miłość do sportu jest silniejsza itd. Podobne dyrdymały nie mogą być usprawiedliwieniem zbrodni, jaką się obecnie wykonuje na kolejnym pokoleniu Polaków.  Tutaj działa STATYSTYKA! Szansa znalezienia talentu wśród miliona dzieciaków jest większa, niż wśród 10 tysięcy, to chyba oczywiste, prawda? Nie trzeba tłumaczyć, że popularność tenisa wzrosła najpierw po sukcesach Wojciecha Fibaka, a potem Agnieszki Radwańskiej. Że młodych adeptów piłkarstwa nakręca teraz Robert Lewandowski itd. Wcale nie było aż tak cudownie, bo przy obiektywnie niezłym występie, wyprzedziło nas jednak w klasyfikacji medalowej wiele mniej liczebnych nacji (co mogłoby przeczyć postawionej wyżej tezie), lecz wynika to po prostu z większego usportowienia i LEPSZEJ ORGANIZACJI. Samo wybudowanie orlików nie wystarczy… Potrzeba ciągłego wsparcia i właściwej selekcji od początku. A jak jest, powiedziała „niechcący” wspomniana „srebrna Maria”. Nie może być tak, że bezsprzecznie utalentowana zawodniczka, która na poprzednich igrzyskach przegrała medal o 3 centymetry, nie ma prawa do fizjoterapeuty, bo takowy jest na stałe dostępny <strong>wyłącznie</strong> dla VIP-ów. Idąc tym tropem, NAJPIERW trzeba zdobyć medal, a dopiero potem uzyskać wsparcie, a przecież powinno być dokładnie odwrotnie! Ci, którzy odnieśli sukces mają już łatwość w pozyskaniu sponsorów, a co z resztą? W jakich warunkach musiała trenować sama Anita Włodarczyk? Co przeżywali skoczkowie, jak Adam Małysz, czy Piotr Żyła? Przecież znamy ich historie. Gdyby nie pomoc rodzin i wyjątkowa wiara we własne możliwości, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, jaki potencjał w nich drzemał. Ktoś powie, że wiele się zmieniło, bo w skokach jesteśmy obecnie potęgą, a więc droga była słuszna. No, właśnie NIE! Do profesjonalizacji kolejnych dyscyplin dochodziło i wciąż dochodzi bardzo powoli. A gdy już coś się uda osiągnąć, to „rozgrzebana inwestycja” zostaje porzucona. Co się stało z naszym łyżwiarstwem szybkim? Czemu takie tenisistki jak Magda Linette, Katarzyna Kawa, czy Magdalena Fręch muszą sobie „jakoś radzić”? Przecież także miały i nadal mają potencjał, który nie został wykorzystany, a lata lecą… Oczywiście, talent na miarę Igi Świątek zdarza się raz na kilkanaście lat, a może i rzadziej, ale widzimy, że Tunezyjka Ons Jabeur dochodzi jednak do ścisłej czołówki. Czy odstawała od reszty? Nie! Jednak dopiero po ośmiu latach ciężkiej pracy przyszły oczekiwane wyniki! Ale ona jest w swoim kraju ewenementem. U nas „podobno” nastąpił „skokowy” rozwój dyscypliny. I co? Mamy w 38 milionowym kraju dwie zawodniczki i jednego zawodnika w pierwszej setce rankingu! I to ma być sukces? Ktoś powie, że sport indywidualny rządzi się swoimi prawami, a przy tym jest bardzo drogi itd. Zgadza się. Czemu więc w Czechach „jakoś” sobie poradzili? Ale tylko u kobiet, będzie polemizował jakiś sceptyk. Oczywiście, tenis kobiecy u naszych południowych sąsiadów przeżywa rozkwit. Sześć zawodniczek w pierwszej setce, z czego dwie w TOP10 i Petra Kvitova na miejscu 11-tym, a jeszcze kolejnych pięć znajdziemy w drugiej i trzeciej setce. Na tym tle, mężczyźni wypadają słabo, bo Jiri Vesely dopiero na 88 miejscu, ale w TOP 200 jest pięciu Czechów, a tylko trzech Polaków… Przypomnę, że nasz kraj zamieszkuje 3,5 x więcej ludzi. Komentarz zbyteczny. Obawa, że za jakiś czas pozostanie nam wyłącznie taka aktywność, jak tych angielskich kibiców na zdjęciu, wydaje się uzasadniona. Tylko komu będziemy kibicować? Ooo! Na pewno ktoś się znajdzie. Dopingujemy czasem sportowców innych krajów, prawda? <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/14.0.0/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> </p>



<p>Tak! Z Igrzysk w Tokio, jakkolwiek by ich nie oceniać, wróciliśmy z tarczą. Obyśmy nie musieli z kolejnych poważnych imprez pod koniec bieżącej dekady przywozić naszych na tarczy, a nie mam w tej kwestii zbyt dobrych przeczuć…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2021/08/11/powrot-z-tarcza-i-co-dalej/">Powrót z tarczą i co dalej?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Covid zamordował grypę!</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Nov 2020 21:36:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1406</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/">Covid zamordował grypę!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>To był mord ze szczególnym okrucieństwem. Najpierw padały kolejne rekordy 7, 8, 9, 10 tysięcy, potem groźby, że może być nawet 15 i więcej. Mamy 21 tysięcy z ogonem. No, dobrze, ale czego?</p>



<p>Otóż to! Nowy, a już „mój ulubiony” Minister Zdrowia opowiada raz o zakażeniach, innym razem o zachorowaniach, że niby mu się myli, tyle, że to nie żadna pomyłka! To celowe, karalne w polskim prawie, wywoływanie paniki, a ludzie, przede wszystkim osoby starsze, siedząc przed telewizorami są przerażeni. Przeważnie mieszkają sami, do tego właśnie zostali aresztowani przez ulubionego Premiera. Bez żadnych logicznych powodów oraz bez orientacyjnego choćby terminu uwolnienia. To nie popularne „48 godzin”, ale czekanie w takim zawieszeniu na werdykt, którym może okazać się wizyta na OIOM. Przesada?&nbsp;</p>



<p>Wcale nie. Wystarczy sięgnąć do opracowań naukowych, również <a href="http://www.phmd.pl/api/files/view/1721.pdf">polskich autorów</a>, które podkreślają, że strach wywołuje silny stres, osłabiając układ immunologiczny, często dalece bardziej niż jakakolwiek choroba. Polemika w tym zakresie nie ma sensu, bo to wiedza już powszechna. Tymczasem grupa przestępcza, bo jak inaczej określić kogoś, kto doprowadza do bezbronności i śmierci wielu ludzi, szykuje kolejny lockdown. Zrujnowano służbę zdrowia, a w zasadzie jej resztki, niszczone są kolejne branże, a tysiące firm zakończy działalność jeszcze w tym roku. Jaka perspektywa? Bezrobocie, niespłacone kredyty, rozpad więzi społecznych, fala samobójstw itd.</p>



<p>W tej sytuacji warto pochylić się nad tym, co rzeczywiście pokazują „badania”, na których opierają się kolejne doniesienia medialne. Minister z Premierem do spółki, często też wspierani dodatkowo przez różnych „specjalistów” plotą bzdury i straszą, a przecież te „przerażające” dane, to nie żadna liczba zachorowań, ani nawet zakażeń, ale jedynie LICZBA DODATNICH TESTÓW PCR.&nbsp; Dziś wiemy z całą pewnością, że te testy to wielkie oszustwo! Nie wiemy jednak, dlaczego Rząd udaje, że jest inaczej.&nbsp;</p>



<p>Zacznijmy kolejny raz od początku, bo choć starałem się to wytłumaczyć wielokrotnie, należy mówić o faktach bez końca. Kropla drąży skałę, więc może przebije się to do świadomości czytelników:</p>



<p><strong>Kwestia pierwsza</strong> – metoda PCR, czyli reakcji łańcuchowej polimerazy, której twórcą jest Kary Mullis, uhonorowany zresztą za to odkrycie nagrodą Nobla, nigdy i pod żadnym pozorem NIE MOŻE BYĆ WYKORZYSTANA DO CELÓW DIAGNOSTYCZNYCH. Mówił o tym nie tylko sam twórca, ale nawet, (czasem jeszcze do tej pory) wyraźnie napisane było to na opakowaniach samych testów. Co więcej? Pan profesor Christian Drosten z berlińskiej kliniki Charite, który promował test PCR i od którego WHO przyjęła go w styczniu tego roku jedynie na podstawie symulacji komputerowej (wirus Sars-Cov-2 nie był jeszcze wyizolowany), w 2014 roku mówił w jednym z wywiadów prasowych, że <strong>test jest</strong> <strong>nadmiernie czuły</strong> <strong>i jest w stanie wykryć, nawet po kilku dniach, pojedynczą molekułę RNA wirusa, który nie spowodował zakażenia!</strong> Odnosił się wtedy do „pandemii testów PCR”, która wystąpiła w związku z wirusem MERS w Arabii Saudyjskiej w 2003 roku. Nie od dziś naukowcy z Niemiec, Włoch, USA, Polski i Holandii, mówią coraz głośniej: Te testy mogą dawać wyniki fałszywie dodatnie nie tylko w 80%, jak twierdził dr Stefano Montanari w kwietniu, ale w od 89 do 94% badań! Czy tak powinno wyglądać wiarygodne narzędzie diagnostyczne? Trzeba z całą mocą dodać jeszcze, że ten test NIE PRZESZEDŁ WALIDACJI, która jest wymagana, aby można było uznać go za jakkolwiek wiarygodny i dopuścić do szerokiego obrotu. Nic takiego się nie stało. Wystarczyła opinia WHO, nie poparta NICZYM!</p>



<p><strong>Kwestia druga</strong> – PCR, czy jak się obecnie stosuje częściej RT-PCR, nie daje żadnej informacji na przykład o ilości materiału, który wystarczyłby do zakażenia przez nosiciela jakiejkolwiek innej osoby. Jako, że wykrywa on cząstki bez rozróżnienia (co jest elementem kluczowym), czy są one aktywne, czy też nie, <strong>może równie dobrze wykryć fragment RNA, który nie jest w stanie spowodować zakażenia samego nosiciela</strong>, lub jest pozostałością, na przykład po przebytej grypie.</p>



<p><strong>Kwestia trzecia</strong> – zakażenie, a w tym wypadku lepiej napisać &#8211; nosicielstwo, gdyż jak powiedział sam profesor Drosten, do zakażenia nosiciela wcale dojść nie musiało, nie zawsze spowoduje zachorowanie. Dokładniej rzecz ujmując, zachoruje jedynie od 5 do 20% zakażonych. Widzimy różnicę?</p>



<p><strong>Kwestia czwarta</strong> – jeśli już nawet ktoś zachoruje, to w ponad 80% nie będzie miał objawów, na które zwróciłby uwagę, lub będą to objawy tak lekkie, jak np. katar, czy krótkotrwały ból gardła. Ale przecież, co niezwykle istotne, TYLKO osoby z objawami mogą rozsiewać wirusa, o czym <a href="https://www.bitchute.com/video/zhz2IS0fZMkO/">powiedział w tym wywiadzie dr Anthony Fauci</a>, doradca prezydenta Trumpa, wielki admirator WHO i szczepionki na Covid-19.</p>



<p><strong>Kwestia piąta</strong> – jeżeli wystąpią nawet objawy poważniejsze, to tylko kilka procent chorych będzie w ogóle wymagała hospitalizacji, chociaż należy podkreślić, że bardzo wielu lekarzy &#8211; np. fachowcy z pierwszej linii walki z Covid-19 w USA na stronach America’s Frontline Doctors (<a href="https://stowarzyszenierkw.org/spoleczenstwo/zdrowie/film-z-konferencji-americas-frontline-doctors-o-leczeniu-chorych-na-covid-19-usuwany-z-mediow-spolecznosciowych-przez-cenzure-video-polski-lektor/">konferencję prasową z polskim lektorem można zobaczyć tutaj</a>), ale i lekarze włoscy, mówią wprost, że Covid-19, to choroba, którą można leczyć w domu, nawet w zaawansowanych stanach. Sam mechanizm występującej często duszności został rozpoznany już&nbsp; pod koniec marca tego roku i dokładnie wiadomo, że zestaw kilku leków, które są przez medyków wymieniane najczęściej, takich jak &#8211; heparyna, hydroxychlorochina, kortyzol, wodorowęglan sodu oraz kilka innych preparatów, w tym także polski Arechin działa bardzo dobrze i pacjenci, nawet w wieku powyżej 90 lat wychodzą z tego bez szwanku, o ile nie mieli poważnych chorób współistniejących. W cytowanej wyżej konferencji, jedna z lekarek mówi o <strong>ponad swoich 350 „covidowych” pacjentach</strong>, <strong>w większości mocno posuniętych już w latach</strong>, <strong>z których NIKT nie umarł</strong>!</p>



<p>Skąd zatem cała ta histeria? Czemu nagle otwiera się polowe szpitale, jak ten na Narodowym? Z jakiego powodu codziennie umiera coraz więcej ludzi, ostatnio kilkuset pacjentów?&nbsp;</p>



<p>Może najpierw cofnijmy się i zadajmy inne pytanie: Gdzie są sekcje zwłok zmarłych na Covid-19 pacjentów? Gdzie można znaleźć opublikowane, dokładne statystyki, o które pytał już w maju <strong>profesor Ryszard Rutkowski</strong>?! Jaki jest dowód, że stwierdzony został w 100%&nbsp; choćby JEDEN zgon na Covid-19? Czy koronawirusa stwierdzano u pacjentów wyłącznie w noso-gardle, czy także w drzewie oskrzelowym? Podobnych pytań zadał więcej.</p>



<p>Co za herezja! – krzyknie ktoś – Przecież aż taka mistyfikacja nie byłaby możliwa! Czyżby? W takim razie czemu okazała się możliwa w Nowym Jorku, albo w Bergamo? Gdzie są obecnie te ciała „grzebane” pospiesznie na stadionach? No i gdzie te tysiące ofiar z ciężarówek pełnych trumien we Włoszech? Wszystkie zostały spalone? A to ciekawe? Czy wtedy szpitale nie wyglądały podobnie do tych dziś? Czy nie świeciły pustkami, jako że nie wykonywało się i do tej pory nie wykonuje się w nich od miesięcy prawie żadnych planowych zabiegów? Czy nie zastosowano dokładnie takich samych mechanizmów – czyli wszystkich pakujemy na zakaźny, a potem krzyczymy, że miejsc już brakuje i jest tragedia?!&nbsp;</p>



<p>Niektórym, jak się okazało, ten modus operandi uratował życie, bo przecież mogli umrzeć dużo wcześniej, czy to z powodu komplikacji w trakcie zabiegu, czy złapania innej infekcji, o które w szpitalu nie trudno. Jednak wielu zmarło, a kolejne <strong>tysiące oczekujących na litość pacjentów zakończą życie wcześniej, dokładnie z powodu braku diagnostyki i leczenia</strong>. Tego jesteśmy całkiem pewni, bo mówią o tym dane i onkolodzy, ale przecież także kardiolodzy, czy lekarze innych specjalności. Co do fałszywych informacji serwowanych nam w mediach proponuję zobaczyć jak to się robiło w USA, czy we Włoszech. Ten sam obiekt pokazywano raz, jako szpital w Nowym Jorku, a innym razem, jako placówkę służby zdrowia w Italii. Dlaczego?</p>



<p>A po co zastosowano PCR, czy obecnie RT-PCR, jako „przyspieszoną” formę diagnozy? Jeden z czterech niemieckich prawników – Reiner Fuellmitch, którzy weszli w skład pozaparlamentarnego zespołu(ACU) w Niemczech, komisji badającej nadużycia rządu i wszelkich służb w związku z Covid-19, w swym oświadczeniu opartym na już uzyskanych wynikach, podał informacje dotyczącą właśnie rzeczonych „testów” PCR (cudzysłów nie przypadkowy) oraz zaleceń w jaki sposób mają być one przeprowadzane. Ten krótki materiał pokazuje dość dokładnie czemu to ma służyć. To <a href="https://www.bitchute.com/video/65NmJyAifxzn/">nagranie</a> do obowiązkowego obejrzenia.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Mistyfikacja się nie kończy!</strong></h2>



<p>Pójdźmy dalej. Po co otwierany jest szpital na Narodowym, skoro stoi pusty Szpital Południowy, gotowy do przejęcia funkcji dużego oddziału zakaźnego, po ewentualnych adaptacjach i dołożeniu sprzętu? Czy to ambicja, że skoro był tu już basen, tor żużlowy i sala koncertowa, może być też i szpital? W dodatku to obiekt kompletnie nie nadający się do tego celu i wyjątkowo drogi. Starczy powiedzieć, że&nbsp; na przykład roczny wynajem jednej tylko loży stanowi koszt od 130 do 280 tyś. zł. Wynajem całego obiektu na szczyt NATO w 2016 roku kosztował 26 mln złotych. W takim razie ile milionów, bez oczywistych kosztów adaptacji i sprzętu, musiał zapłacić Rząd za ten „dziwny” kaprys? Ależ nie! To nie jakaś fanaberia, lecz element znacznie większej układanki. Zastanów się, co sobie pomyśli ktoś, nie znający kompletnie realiów, kto naprawdę uwierzył w przekazy medialne i przyjął za prawdę komunikaty o liczbie dodatnich testów, uznając, że chodzi o zachorowania? Czyż nie będzie przekonany, że dzieje się coś złego? A gdy usłyszy, że właśnie zmarło ponad 220 osób, czy ma prawo być przerażony? Tyle, że to nie wystarczy! Należy go wystraszyć znacznie mocniej. Zwykły komunikat, że gdzieś tam, jakiś kolejny szpital jest przygotowywany na wszelki wypadek, nikogo nie poruszy. Ale Stadion Narodowy, owszem! Bo, jeśli Rząd sięgnął aż po tak ogromny obiekt, to widać nieszczęście, które nas dotknęło musi być wielkie. I ono jest olbrzymie! Tyle tylko, że owym nieszczęściem okazuje właśnie obecna władza, sprzedajni politycy i ich akolici, ale z całą pewnością nie żaden Covid-19. On akurat ma z tym wspólnego jedynie to, że został wykorzystany instrumentalnie. Podobnie, jak instrumentalnie zostają wykorzystani teraz obywatele, a ściślej kolejne grupy społeczne i branże. To bezsensowne wydawanie publicznych pieniędzy wcale się nie skończy, bo problemem będzie także personel, nie dlatego, że nie można obsadzić jednego szpitala więcej. Gdyby masowo nie wysyłało się medyków na kwarantannę, byłoby to łatwiejsze. Skoro jednak testujemy każdego, kto się pojawi w okolicy, a do 94% wyników tych „testów” z prawdą nic wspólnego nie ma, to wśród wielu, skrzywdzonych pracowników, muszą znaleźć się i lekarze, i pielęgniarki. Sorry, taki mamy klimat – jak powiedziałaby zapewne mistrzyni gatunku…</p>



<p>Popatrzmy na to co nam opowiadają, w świetle faktów. Podobno mamy stały wzrost zakażeń, jak twierdzi pan minister „rosnących wykładniczo”, choć mam wrażenie, że dziwnym trafem w weekendy przyrost jest liniowy, dlaczego? Czyżby mniej testów?&nbsp; Tak, czy inaczej mamy absolutną pewność, już nie tylko ze Słowacji, Czech, czy Francji oraz od kilku dni, z Wielkiej Brytanii, że żadne obostrzenia w postaci obowiązkowych kagańców NIE DZIAŁAJĄ! Wszędzie widać ponoć gwałtowny wzrost zakażeń pomimo dystansu społecznego i zakładania namordników (tam są naprawdę wysokie mandaty). Oczywiście, mnie akurat to w ogóle nie dziwi, bo wiemy już, o czym pisałem wielokrotnie, że one po prostu działać nie mogą z przyczyn elementarnych praw fizyki i matematyki na poziomie pierwszych klas szkoły podstawowej. Do tego dochodzą jeszcze absurdy związane z testami PCR, które niczego tak naprawdę nie mierzą. O maseczkach więcej można znaleźć <a href="https://naodlew.pl/2020/10/17/zamordyzm-i-namordyzm/">tutaj</a> i w <a href="https://naodlew.pl/tag/koronawirus-maseczki-zdrowie/">poprzednich tekstach</a>.&nbsp;</p>



<p>Można by zadać pytanie najprostsze z możliwych: Skoro ten wirus jest aż tak bardzo niebezpieczny, czemu dotąd nie pojawiły się nigdzie pojemniki na odpady medyczne, jak choćby zużyte maseczki, czy rękawiczki? Kto ma uwierzyć, że kogoś zabezpieczy maseczka używana cały dzień, albo kilka tygodni? Czy typowa „procedura” jaką jest położenie maseczki na stole obok talerza w trakcie posiłku, to też jest jakaś forma „zabezpieczenia” przed śmiercionośnym i zjadliwym koronawirusem? A kto zachowuje się inaczej? Sami lekarze oraz ratownicy medyczni w stołówkach robią właśnie w ten sposób. Bardziej „porządni” chowają maseczkę do kieszeni, a potem zakładają ponownie. Zgroza? W takim razie, jak ma zareagować normalny człowiek, jeśli widzi na szklanym ekranie, że sam Naczelnik państwa, znajdujący się przecież w grupie ryzyka, maseczkę zakłada od czasu do czasu, a posłowie generalnie noszą je głównie w świetle kamer? &nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kto zamordował grypę?</strong></h2>



<p>Powiesz, no dobrze, ale przecież liczba zmarłych na covid wciąż&nbsp; wzrasta, czyż nie? Od kiedy? Według danych rządowych, liczonych na podstawie wystawionych aktów zgonu, we wrześniu było ich o 1000 mniej niż w roku ubiegłym. Dane z połowy października pokazują znaczny wzrost, ale nawet jeśli byłyby wyższe o 10 czy 15%, to nie będzie w tym nic zaskakującego. Mniej więcej w połowie września startuje na serio sezon grypowy, w którym co roku umiera od kilku do nawet 10 tysięcy ludzi. Jak to?! – zaprotestujesz, wszak oficjalne dane mówią o kilkudziesięciu osobach. Zgadza się. Popatrz na te dane na stronie Państwowego Zakładu Higieny i pomyśl, jak to możliwe, że bez względu na to ile milionów ludzi zachorowało, liczba ofiar spada? Ano, właśnie! Szczepionki! One uratowały świat i Polaków. Bzdura! Fakty są takie, że nie testuje się masowo ludzi chorych na grypę, a zgony przypisywane są chorobom, na które pacjenci cierpieli wcześniej, albo powikłaniom (najczęściej zapaleniu płuc). Do tego należy w tym sezonie doliczyć ofiary zamknięcia służby zdrowia, których liczba zacznie w końcu dynamicznie wzrastać, bo od ośmiu miesięcy ludzie nie mogą się normalnie leczyć. Przy czym słowo „normalnie” jest eufemizmem, bo przecież służba zdrowia i bez epidemii była w zapaści. Jednak mam tutaj inną interesującą wiadomość. Spójrzcie na poniższy wykres z oficjalnej strony Państwowego Zakładu Higieny.&nbsp;</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img decoding="async" loading="lazy" width="1024" height="634" src="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-1024x634.jpeg" alt="" class="wp-image-1409" srcset="https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-1024x634.jpeg 1024w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-300x186.jpeg 300w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-768x475.jpeg 768w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF-360x223.jpeg 360w, https://polemiki.pl/wp-content/uploads/2020/11/FCAB57EC-B99E-41BA-B061-35A23442A0CF.jpeg 1280w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></figure>



<p>Co to się tutaj wyprawia z naszą sezonową grypą? Nie możliwe! Licząc od 16 marca zaczęła znikać?&nbsp; I to jak?! Jest afera. Głównym podejrzanym, niestety, jest Covid! To on zamordował grypę. Z zimną krwią! Biedna, poczciwa stara choroba nie dała rady. Wobec tak strasznego seryjnego zabójcy okazała się bezbronna. W poprzednich latach mogła sobie pohulać nawet do połowy czerwca. Tu skapitulowała wcześniej. Może Szumowski maczał w tym palce? To hipoteza dość uprawniona. Wszak były pan minister miał różne konszachty z wirusami, o czym wiemy, bo nawet kiedy już zakończył swoją misję, to się z nimi przyjaźnił. Szczeglnie z jednym… Ale spójrzmy co się dzieje w tym roku! Grypa, tak się nauczyła wiosną, że z koronawirusem nie ma co zadzierać, że już nie podskakuje. Żeby było ściślej, to w październiku jest o połowę mniej zachorowań niż rok temu, no i oczywiście najmniej od wielu lat. Nic podejrzanego?</p>



<p>Nie! Uczeni – czyli „dyżurni specjaliści”, na wszystko mają gotową odpowiedź. Przecież to oczywiste. Uratowały nas maseczki! Jest dowód i to bardzo mocny! Oj! Mam złą wiadomość dla tych panów. Spójrzmy ponownie na fakty, tylko broń Boże, na te w telewizji. Wirus grypy ma wielkość około 100 nanometrów, a więc bywa czasem nawet o 1/3 mniejszy od koronawirusa Sars-Cov-2 (90-140nm), czyli co? Maseczki są tak inteligentne, że wiedzą kogo przepuszczać, a kogo nie? Czy też może „eksperci” powinni wrócić do podstawówki i zacząć rozwiązywać zadania typu: Ile razy pomiędzy splotem włókien maseczki wielkości dwóch mikronów zmieści się wirus wielkości 100 nm? Za trudne? No, cóż…&nbsp;</p>



<p>Ale może łatwiej za to będzie w końcu zrozumieć, że NIE MA i w tym roku nie było żadnej pandemii, nie licząc słynnej już pandemii testów PCR? Przepraszam, uniosłem się. Była pandemia. Ta sama co w każdym sezonie, czyli największa światowa epidemia kataru.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Komu wierzyć?</strong></h2>



<p>Wolność słowa w Polsce powoli przestaje istnieć. To nie żart. Ściga się lekarzy, na przykład panią doktor <strong>Annę Martynowską</strong>, za kwestionowanie oficjalnej linii Rządu w kwestii koronawirusa. Wcześniej z powodu mówienia prawdy o szczepionkach, dotknęło to doktora Jaśkowskiego, czy <strong>Huberta Czerniaka</strong>. Na razie żadna izba lekarska nie odważyła się jeszcze pozbawić prawa wykonywania zawodu pana profesora <strong>Ryszarda Rutkowskiego</strong> i profesora <strong>Piotra Kuny</strong>, ani też doktorów <strong>Pawła Basiukiewicza, </strong>czy<strong> Zbigniewa Martyki</strong>, za zadawanie niewygodnych pytań. Całkiem możliwe, że haki są właśnie gromadzone, ale panowie wciąż pracują.&nbsp; Na szczęście! Jednak nie jest to fenomen wyłącznie naszego kraju. Od mediów odcina się znanych naukowców w Niemczech i wielu innych państwach. W USA zwolniono z pracy panią doktor <strong>Simone Gold</strong>, która dała swą twarz akcji America’s Frontline Doctors. Posłuchajcie koniecznie <a href="https://www.bitchute.com/video/rV2jTX9Re6Oh/">tego nagrania</a>, żeby zrozumieć, co się stało? Zatem i w kraju, teoretycznie, najlepiej gwarantującym obywatelom wolność słowa, cenzura ma się znakomicie. Jak napisałem wyżej, nie musisz koniecznie wierzyć lekarzom z 20-letnią praktyką. Jeżeli nie chcesz zaufać profesorom z wielu krajów, także z Polski, masz wybór. Decydujesz, że należy dać wiarę mediom i politykom, proszę bardzo! Zapamiętaj tylko, że ostrzeżeń było wiele. Mam znajomych, którzy znaleźli się w kwarantannie, niektórzy z własnej, nieprzymuszonej woli poddali się testowi PCR. Łatwowierność? Ostrożność? Bez komentarza. Tym razem wylosowali wynik dodatni. Brak objawów? A, co tam… Bywa gorzej, bo coraz częściej ktoś trafia z powodu takiego testu do szpitala, a potem już z niego nie wychodzi, choć wcale nie czuł się chory, albo zakładał, że będzie leczony na coś zupełnie innego, niż Covid-19. Zatem, zanim podejmiesz decyzję, czy koniecznie chcesz sobie zrobić test, przeczytaj może choć te dwa teksty <a href="https://naodlew.pl/2020/10/17/zamordyzm-i-namordyzm/">Zamordyzm i namordyzm</a> oraz <a href="https://naodlew.pl/2020/10/24/prosze-zamknac-trumne/">Proszę zamknąć trumnę!</a> Wejdź też na wskazane strony, bo to kopalnia wiedzy. Warto że też obejrzeć krótki film z 10.X.br, gdzie prócz niemieckiego lekarza <strong>Heiko Schoeninga</strong> wypowiadają się <a href="https://banned.video/watch?id=5f89e0dc32cdbe13b341a897">medycy z innych krajów</a> (tutaj tylko po angielsku). Oficjalna strona ACU (pozaparlamentarnej komisji z Niemiec) działa i można na niej znaleźć coraz więcej materiałów ułożonych chronologicznie (część z polskimi napisami).&nbsp; Wystąpienia lekarzy z kilku państw, ale też innych specjalistów i prawników. Debata w Polsce z udziałem sześciu medyków nie tylko z Europy, to również <a href="https://wrealu24.tv/film/pilne-mega-debata-lekarzy-i-ekspertow-ws-pandemii-covid">bardzo interesujący program</a>, który gorąco polecam. Również ten, obowiązkowy film &#8211; świetny dokument o pandemii.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie zostawiaj wiedzy dla siebie</strong></h2>



<p>To bardzo ważne, bo przebijanie się przez ogrom informacji, które do nas docierają, a zweryfikować je, nie zawsze jest łatwo. Często fake newsy znajdziemy również na stronach, gdzie spodziewamy się rzetelnej wiedzy medycznej. Zdrowie wydaje się, zwłaszcza obecnie, czymś z czym raczej nie żartujemy. Okazuje się, że nie wszyscy podzielają to zdanie i bywa, że kłamią w sposób niezwykle perfidny. Trzeba to demaskować i dzielić się wiedzą z innymi.</p>



<p>Czemu to tak ważne? Czytamy i oglądamy bardzo różne programy, po czym wracamy do swoich zajęć. Kiedy coś nas poruszy, zdarza się, że dzielimy się informacją z kimś jeszcze. Sytuacja, niestety, nie pozwala nam teraz nie reagować! Tu nie chodzi o to, że ktoś ubije jakiś mały interes, czy „przekręci” jakieś większe pieniądze na respiratorach, albo innym sprzęcie. Mam wrażenie, że w cieniu różnych marszy i zawirowań, toczy się walka o naszą wolność i&nbsp; życie milionów ludzi, którzy cierpią tracąc swoje firmy, pracę, środki do życia i zdrowie. Służba zdrowia nie działa, a przestawienie wszystkiego, aby ratować wyłącznie pacjentów z pozytywnym testem na Covid-19, jest niewiarygodnym nadużyciem. To także gra o życie pacjentów, którzy zostali skazani poprzez złe leczenie, fatalną organizację itd. Wiemy przecież, że respiratory zabiły przy okazji terapii Covid-19 ponad 80% starszych osób we Włoszech, ale też w innych krajach. Nie sądzę, żeby Polska była wyjątkiem, a kolejne urządzenia, wbrew opinii fachowców, jak choćby <strong>profesor Piotr Kuna</strong>, są sprowadzane nadal. Trzeba o nieprawidłowościach i działaniach, które nie służą (eufemizm) Polakom, mówić jak najszerzej. Media głównego nurtu straszą ludzi, a jeśli ktoś próbuje polemizować z ich główną linią, jest uważany za oszołoma, płaskoziemcę, foliarza etc. To oczywiście łatwe nie jest, ale warto to „wziąć na klatę” i cierpliwie tłumaczyć, bo lepszej okazji możemy już nie mieć. Agresywna cenzura staje się coraz bardziej dolegliwa i nie zdziwię się jeśli wkroczy, pod postacią kolejnych regulacji prawnych, także poza Google, Facebookiem i innymi mediami społecznościowymi. Z tym już chyba polemizować się nie da. Co pozostanie? Może poczciwy telefon? To może mieć też swoje dobre strony, bo należy rozmawiać i mieć relacje głębsze niż wpis na Twitterze. Inaczej niewiele się zmieni…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/07/covid-zamordowal-grype/">Covid zamordował grypę!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Filip Talaga]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Nov 2020 10:57:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Technologia]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1403</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/">Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Od ostatniej prezentacji najnowszej wersji Neuralinka minęły prawie dwa miesiące. Były świnie, były roboty i sala pełna ludzi. Kolejne, marketingowo specyficzne wydarzenie, miało nie tylko powiadomić świat o tym, czym jest lub jak bardzo zaawansowany jest Neuralink, ale również otworzyć nowy rozdział w historii relatywnie nowej i małej firmy. Wydarzenie to było zasadniczo prezentacją rekrutacyjną: „Inżynierowie, programiści, neurobiolodzy przyjdźcie, jest dla was praca!” My jednak, zwykli konsumenci, powinniśmy zastanowić się nad czymś innym: czy ta nowinka nie zwiastuje nowej ery, a co ważniejsze, czy ta era to zmierzch, czy świt ludzkości? Rozważę tutaj kilka za i przeciw, z osobistego punktu widzenia patrząc.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Moneta, która zbiera myśli</strong></h2>



<p>Najpierw krótki opis, z czym mamy do czynienia. Neuralink to firma Elona Muska, człowieka odpowiedzialnego za Teslę (elektryczne samochody) i SpaceX (komercyjne loty w kosmos), ale również za technologie wchodzące dopiero do obiegu jak Starlink (globalny, satelitarny internet) czy Neuralink właśnie. Ten ostatni to </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>projekt wszczepienia do mózgu małego urządzenia, które będzie w stanie czytać i interpretować impulsy elektryczne pojawiające się w tkankach mózgu, a także stymulować neurony i wchodzić w interakcję z umysłem. </p></blockquote>



<p>Mówiąc prosto, ma to być sposób na podłączenie mózgu do sieci. Projekt jest w fazie rozwoju: na dzień dzisiejszy Neuralink jest urządzeniem wielkości i kształtu monety, z wystającymi kilkoma niteczkami. Tyle nowinek technicznych, przejdźmy do odczuć, skojarzeń i rozważań. Ten malutki krążek we mnie samym wzbudza skrajne emocje, spodziewam się więc, że podobnie spolaryzowane są odczucia globalnej widowni. Spróbuję się nimi tutaj podzielić, subiektywnie przyglądając się niedalekiej przyszłości. </p>



<p>Z jednej strony wyzwanie technologiczno – medyczne jakim jest nie tylko wszczepienie urządzenia do mózgu, ale przede wszystkim splątanie go z gotycką architekturą naszych umysłów, jawi mi się jako coś ekscytującego. Nigdy nie byłem wielkim wyznawcą idei „Wiecznego Postępu” – nieustannego marszu w kierunku nowego, wspaniałego świata. Jednak w momentach, gdy słyszę o nadgryzieniu jakiejś granicy (pozornie nieprzekraczalnej), jest we mnie coś z odkrywców nieznanych lądów. Chcę zobaczyć jak to się rozwinie. Z drugiej jednak strony jest we mnie dużo sceptycyzmu – do głosu dochodzi jakiś wewnętrzny opór, tym głośniejszy, im więcej rozumowych argumentów go popiera.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Rewolucja, która już się dokonała</strong></h2>



<p>Opór więc przed rozpowszechnieniem tego typu technologii jest, ale zaraz pojawia się pytanie: Czym tak naprawdę różni się to od wszelkiej innej technologii, szturmem zdobywającej nasze ciała i życia? Myślę tutaj szczególnie o smartfonach. Choć jakieś 15-20 lat temu to komputery miały być tym czymś najbardziej personalnym (PC) to na dzień dzisiejszy najbliższe naszym umysłom, jeśli nawet nie sercom są telefony komórkowe. Określenie ukute przez Jacka Dukaja – „protezy naszych umysłów” – najlepiej oddaje czym telefony się stają. Czyż małe urządzenie, wciąż noszone blisko ciała, zawsze w zasięgu ręki, nie jest rozszerzeniem starego dobrego mózgu? Wyrosło z czegoś, czego biologicznie nie posiadamy, czyli urządzenia do rozmów na odległość. Ale niedługo później zaczęło wykonywać szereg czynności klasycznie przypisywanych ludzkiemu intelektowi: zapamiętywanie, liczenie, tworzenie list zakupów, przypominanie samemu sobie o konieczności wypicia szklanki wody, budzenie i układanie do snu. Im bardziej wybór w sklepie z aplikacjami się poszerzał, tym bardziej oddaliśmy naszą codzienną rutynę w ręce cyfrowego służącego, nie bacząc jakie skutki to przyniesie dla naszych mózgów, relacji i społeczeństwa, w którym żyjemy. W tej symbiotycznej relacji wciąż istnieje wrzód, który niesamowicie spowalnia efektywność tandemu człowiek-telefon. Jest to bariera interfejsu. Dane wprowadzam za pomocą palca, ewentualnie za pomocą głosu. Dane zwrotne dochodzą do mnie z małego ekraniku, z głośniczków, mogę też poczuć wibracje.</p>



<p>Neuralink, a za nim całe pokolenia urządzeń pochodnych, mają tę barierę przełamać. Tam gdzie powstaje myśl, w mózgu, tam zaraz zostanie rozhuśtana przez mikroprocesor, wysłana na zewnętrzny nośnik, np. telefon, tam też przyjmiemy sygnały zwrotne. Być może będzie można słuchać muzyki wprost do mózgu. Być może obejrzymy coś na dużym ekranie, ale nie przed naszymi oczami, ale gdzieś wewnątrz, w prywatnym kinie duszy. A skoro bariera między człowiekiem a medium zostanie zniesiona, to jednocześnie do lamusa odejdzie archaiczna bariera (i most jednocześnie) jakim jest słowo mówione.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Dylemat, który jest na granicy skóry</strong></h2>



<p>Skoro nie mamy oporu przed tak intensywnym związkiem ze swoim smartfonem, dlaczego więc opór (przynajmniej we mnie) rodzi się przed urządzeniem mającym spoczywać <em>wewnątrz</em> mojego ciała? Nie mam problemu z myślą o wszczepieniu we mnie np. respiratora. Oczywiście respirator a Neuralink dzieli stopień skomplikowania, ale być może przyczyna tkwi bardziej w motywacji: jeśli chcę ratować życie, to zgadzam się na ingerencję, lecz jeśli to życie miałbym narazić na zmianę i to zupełnie nieprzewidywalną, to zapala się czerwona lampka. I tę furtkę zdaje się dostrzegać Elon Musk, który mówi jednocześnie o fantastycznych zastosowaniach Neuralinka, ale skupia się na tych medycznych: pomoc osobom z porażeniem mózgowym, leczenie wszelkich dysfunkcji, jak np. brak słuchu, wzroku itp. Czyżby w ten sposób, wzbudzając nadzieję w pokrzywdzonych, koncepcja komputera żyjącego na mózgu przebije barierę sceptycyzmu i wpłynie na szeroki rynek światowy?</p>



<p>Skoro o medycynie mowa, to warto przyjrzeć się w jaki sposób Neuralink ma trafiać do mózgów potencjalnych nosicieli. Na razie wszelkie wszczepy do ciała przebiegają na drodze operacji chirurgicznej. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Firma Elona Muska ma na to gotowe rozwiązanie. Robot zaprojektowany tylko w tym jednym celu: delikatne umieszczenie urządzenia wielkości monety w głowie, a następnie splątanie drobnych niteczek przekaźnikowych z miękką materią mózgu. </p></blockquote>



<p>„Operacja” nie będzie wykonywana w szpitalu, lecz w osobnych placówkach. Kojarzy się z leczeniem? Bardziej wygląda to na fabrykę w skali mikro, w której produkowani będą… ludzie nowego typu.</p>



<p>Jeszcze jedna obiekcja: zabieramy się za rozbudowę ludzkiego mózgu zanim w pełni go poznaliśmy. Mózg to wciąż tajemnica, mętna woda, w której nie wiadomo czy bezpiecznie jest się kąpać. Oczywiście, jak argumentują zwolennicy, dzięki wszczepieniu różnorakich urządzeń pozyskamy terabajty danych na temat procesów zachodzących na neuronowych autostradach. Problem polega na tym, że Neuralink w swoim założeniu ma nie tylko cichy odczyt impulsów neuronowych, ale również, w niedalekiej przyszłości, stymulacje tychże. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencje, nie tylko doraźne, ale też dalekosiężne lub przynajmniej przygotować gaśnicę odpowiedniego kalibru, dla pożarów nadal jeszcze niewyobrażalnych?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Sekretarka, która pisze z szybkością myśli</strong></h2>



<p>Pomyślmy jeszcze o zaletach i wadach. Rozważmy konkretny przykład. Swego czasu, aby dostać posadę sekretarki, trzeba było wykazać się umiejętnością pisania odpowiednio dużej liczby słów na klawiaturze maszyny do pisania, czy później komputera. Dziś umiejętność szybkiego pisania jest powszechna, nie jest więc brana pod uwagę w procesie rekrutacyjnym. Jeśliby jednak projekt Neuralink osiągnął zakładane przez siebie cele, to posiadacz takowego dysponowałby mocą prawie tak szybkiego przekazywania danych do komputera jak szybka jest jego myśl. Mając przed sobą dwóch równie zdolnych programistów, jednego z szybkimi palcami, drugiego z jeszcze szybszym wszczepem w mózgu, nie mamy dylematu, którego bardziej opłaca się zatrudnić. Pryska mit człowieka ciężko pracującego, który jeśli chce i wykorzysta maksymalnie ciało, otrzymane przy poczęciu, osiągnie zadowalające wyniki. Teraz hardware somy będzie można ulepszyć. Zaleta to, czy może wada? Szansa czy zagrożenie?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Osoba, która nie wie gdzie są granice jej bytu</strong></h2>



<p>Wciąż protezy naszego mózgu są poza nami, są elementami od nas rozłącznymi. I to chyba dobrze, z punktu widzenia integralności człowieka, jak i jego bezpieczeństwa. Nawet jeśli zwiążemy się z naszym telefonem w relacji ścisłej, to zawsze możemy ten telefon wymienić, do czego usilnie zachęcają nas co kilkanaście miesięcy operatorzy telefonii. Jeśli zapali nam się lampka w głowie, że coś jest z naszym aparatem nie tak (może mnie szpieguje, może używa paskudnych technik, które chcą mnie uzależnić) wyrzucamy go, a na jego miejsce wybieramy model od innego dostawcy, zapewniającego nas, że akurat jego produkt nic nam nie zrobi. Czy w przypadku wszczepu do głowy sytuacja miałaby się podobnie? Jak szybko bylibyśmy w stanie wyłączyć urządzenie, jeśli stwierdzilibyśmy, że bruździ nam w mózgowych bruzdach? I pytanie kolejne, już z dziedziny transhumanizmu: Czy bylibyśmy w stanie nakreślić granicę, między „Ja” a „Urządzenie”, czy wrosło by w nas ono jak gałązka w szczep winny?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Przyszłość, której trzeba pilnować</strong></h2>



<p>Patrząc na powyższy tekst mierzę poziom sceptycyzmu. Wysoki. Mimo wszystko starałem się być obiektywny. Może, pomimo młodego wieku, mam już zapędy do nostalgii, konserwatyzmu, do bronienia tego co było i jest, a patrzenia nieprzychylnym okiem na to, co będzie? Zapewniam, że z jednakowym zainteresowaniem będę śledził trzy rzeczy: rozwój mózgowszczepów, rozwój mojego do nich podejścia i globalne zmiany, jakie nieuchronnie nadchodzą. I jeszcze jedno intrygujące, osobiste pytanie: <em>Czy moje dzieci będą nosiły to w głowie</em>?</p>



<p>Neuralink to dopiero pierwszy płatek śniegu, który może za jakiś czas wywołać lawinę. Następstwa mogą być kalibru dziejowego, </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>kto wie, czy nie będziemy musieli wprowadzić nowej jednostki klasyfikacyjnej, będącej odpowiednim określeniem na <em>Homo Sapiens 2.0</em>? </p></blockquote>



<p>Człowiek cybernetyczny? Transczłowiek? Czy wszystko pójdzie gładko, po myśli projektantów i wyjdziemy na tym wszyscy na plus? Czy może jakiś element planu się „wyłoży” i nasza najintymniejsza myśl wyląduje na czarnym rynku, czekając, kto da za nią więcej? Sprawę mamy obowiązek śledzić my, być może ostatnie pokolenie przedstawicieli starego dobrego gatunku <em>ludzi myślących </em>wyłącznie swoim własnym mózgiem&#8230;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/11/02/moneta-ktora-utkwi-ci-w-glowie-za-i-przeciw-neuralinkowej-rewolucji/">Moneta, która utkwi Ci w głowie. Za i przeciw neuralinkowej rewolucji</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przebudzenie potrzebne od zaraz</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 22 Oct 2020 14:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1400</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/">Przebudzenie potrzebne od zaraz</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Ludzie jednak w końcu poznają prawdę. Straszyć można długo, ale nie bez końca. Podobnie, jak to mądrze ujął Abraham Lincoln:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.”</em></p></blockquote>



<p>Jeżeli Rząd, ryzykując kary długoletniego więzienia, zdecyduje się pójść jeszcze o kolejny krok dalej w kierunku, w którym właśnie zmierza coraz szybciej, musi wiedzieć, że co najmniej od kilku tygodni stąpa już po bardzo kruchym lodzie. Owszem, kolejne restrykcje, przy wsparciu mediów i opozycji, wejdą w życie i dadzą mu jeszcze miesiąc, dwa, a może i nieco więcej czasu, lecz to ma krótkie nogi i musi mieć kres. Gniew narodu niektórzy już mieli okazję poznać. Wydaje się, że tym razem na wywożeniu na taczkach się raczej nie skończy. Przychodzi moment, kiedy człowiekowi jest wszystko jedno, czy umrze z głodu, czy z powodu jakiegoś koronawirusa. Wtedy bierze, co ma pod ręką i wychodzi wraz z innymi na ulice. Trudno będzie myśleć o utrzymaniu władzy siłą, a nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek chciał się identyfikować z bandą kłamców, kiedy wszystko zostanie już ujawnione. Chyba, że nie zostanie. Tak, czy inaczej, miejsce dla kryminalistów jest zwykle w więzieniu, a niektórzy będą pewnie żałować, że zniesiono karę śmierci…&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Czy lekarze się przebudzą?</strong></h2>



<p>Wprawdzie cieszy fakt, że już nie tylko niemieccy, czy amerykańscy i holenderscy medycy dali przykład światu, ale są też odważni lekarze w naszym nieszczęśliwym kraju, jak choćby prof. <strong>Ryszard Rutkowski</strong>, dr <strong>Zbigniew Martyka</strong>, dr <strong>Paweł Basiukiewicz</strong>, czy <strong>Anna Martynowska</strong>. Ostatnio także profesor <strong>Piotr Kuna</strong>. Kilka tygodni temu powstała niezwykle cenna inicjatywa – <a href="https://gbdeclaration.org/great-barrington-declaration-polish/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">Deklaracja z Great Barrington</a>. Wyszła z najlepszych uczelni na świecie (Stanford, Oxford i Harward), a dołączyło do niej już ponad 10 tyś. naukowców oraz blisko pół miliona obywateli z różnych krajów. Możesz ją podpisać również i Ty, jeśli uważasz, że lockdown, to nie jest najlepszy sposób na walkę z epidemią, a przynajmniej z <strong>tą epidemią</strong>, o ile w ogóle można tak zdefiniować zjawisko, z którym mamy do czynienia. W Polsce na sezonową grypę umiera rocznie między 5, a 10 tysięcy osób. W zasadzie, w ciągu 3-4 miesięcy. We Włoszech nawet ponad 20 tysięcy. Tutaj mamy przez ponad 7 miesięcy mniej niż 4 tysiące zgonów, z czego 90% osób i tak prawdopodobnie zmarłoby z dowolnym innym wirusem, wystarczającym w ich stanie zdrowia, aby dokończyć dzieła zniszczenia. Zwłaszcza w przypadku współistniejących poważnych chorób, takich jak cukrzyca, choroby układu krążenia, czy nowotwory. Trzeba jednak podkreślić, że grypa dotyka osób z pełnego spektrum wieku, a nie tylko tych powyżej 70-ego roku życia, a przecież średnia zmarłych na Covid-19 jest jeszcze wyższa. Mało kto przechodzi grypę w sposób niezauważalny, o ile to w ogóle możliwe. Nawet jeśli choroba kończy się bez większych powikłań, przeważnie zabiera pacjentowi 10-14 dni, żeby doszedł do siebie. Tutaj mamy od 80 do 95% pacjentów bezobjawowych. Powtórzę pytanie &#8211; <strong>co to za epidemia, jeśli ludzie muszą dowiadywać się o niej z mediów?</strong> Ktoś zaprotestuje, że przecież na grypę oficjalnie umiera zaledwie kilkadziesiąt osób rocznie. Owszem. Oficjalnie tak. Ile testów robi się na grypę? No, właśnie… A do tego przeważnie powikłaniem jest zapalenie płuc i wtedy w karcie zgonu nie zobaczymy grypy. Podobnie, jeśli ktoś cierpiał na nowotwór, chorobę wieńcową itd. A w przypadku Covid-19? Jest akurat zupełnie odwrotnie. Czekam, aż komuś wpiszą covid nawet przy wypadku samochodowym. A może już takie sytuacje miały miejsce? Wcale bym się nie zdziwił. Wystarczy porozmawiać z rodzinami osób zmarłych w ostatnim czasie. Ilość nacisków i nieprawidłowości w tym zakresie, to horror! Zaczyna się od wymuszania na każdym poświadczenia nieprawdy, że jest podejrzany o zachorowanie na covid-19, aby w ogóle mógł rozpocząć leczenie. To od razu wkłada w ręce lekarzy możliwość wymuszania na pacjentach procedur, które w żadnym demokratycznym kraju byłyby nie do pomyślenia, jak choćby wspomniane wyżej krępowanie pasami i próbowanie zatrzymania chorego siłą. Tymczasem szpitale stoją prawie puste, bo normalnych zabiegów planowych praktycznie nie ma. Większość ludzi boi się hospitalizacji, zwłaszcza, że mają miejsce takie historie, jak opisał pan profesor Kuna. Pacjent w każdej chwili może zostać, pod pretekstem pozytywnego testu, przeniesiony do szpitala zakaźnego, z którego często się już nie wraca. Psychoza informacyjna trwa, powodując silny stres i osłabienie układu odpornościowego, zwłaszcza u osób starszych.</p>



<p>Jednak przeciętny człowiek codziennie, często nieświadomie, poddaje się praniu mózgu i manipulacji medialnej prowadzonej na tak szeroką skalę. Zwłaszcza jeśli nie ma (a czasem nie chce mieć) dostępu do innej narracji oraz opinii wielu lekarzy różnych specjalności, może czuć się zagrożony. Wtedy przestaje myśleć racjonalnie i atakuje innych. To mechanizm w psychologii znany. Co innego sami medycy, od których należałoby jednak wymagać znacznie więcej. Przynajmniej elementarnej uczciwości. Jestem, niestety, zniesmaczony postawą większości z nich. Rozumiem, że mają kredyty, liczne zobowiązania, otwarte specjalizacje itd. To nie może jednak tłumaczyć zachowań kryminalnych i zwykłego draństwa. Twarz mamy tylko jedną. Owszem, niezwykle trudno wystąpić przeciwko swojemu pracodawcy ujawniając naciągane fakty, czy wpisywanie w kartę zgonu przyczyny nie mającej wiele wspólnego z prawdziwą. Prawda i przysięga Hipokratesa, dość mocno okrojona w ostatnich latach, nie dają prawa by milczeć! Zatem obudźcie się i podpiszcie przynajmniej tę, wymienioną wyżej, deklarację. Nie bierzcie udziału w hucpie, która prowadzi do realnych śmierci bardzo wielu ludzi. Także tych, którzy przez fałszywie dodatnie testy PCR, czy zamykanie dostępu do świadczeń medycznych, wciąż nie mogą uzyskać pomocy.&nbsp; Przecież należy się im to nie mniej, niż pacjentom z jakimkolwiek wirusem. Nie stawiajcie się w roli sędziów, którzy teraz zdecydują, kto ma prawo żyć, a kto to prawo już utracił, bo akurat nie dotknęła go tak modna choroba bezobjawowa, a nawet niechby i z objawami typowymi dla grypy. Nic Was nie usprawiedliwia! Zostaniecie w przyszłości z każdej niepotrzebnej śmierci, rozliczeni. Pamiętajcie o tym! Przepis nowej ustawy być może uchroni przed karą, ale sumienia nie wyczyści. Podobnie, jak podwójna pensja…</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Kłamstwo na krótkich nóżkach</strong></h2>



<p>Czytam kolejny już komentarz Onetu, w którym próbuje się wykrzywiać rzeczywistość. Można próbować ośmieszać każdego, nawet wybitnych naukowców. Cóż z tego, że profesor Sucharit Bhakdi jest jednym z najczęściej cytowanych uczonych w Niemczech i wychował kilkanaście tysięcy lekarzy? Albo co ma za znaczenie, że dr Wolfgang Wodarg był przewodniczącym komisji zdrowia przy Parlamencie UE? Co to ma do rzeczy, skoro „dziennikarz” pozwala sobie insynuować w tak bezczelny sposób (cytat poniżej), komentując udział posła Grzegorza Brauna w programie TVP Info z książką „Fałszywa pandemia”. Parlamentarzysta pokazał na wizji publikację Wydawnictwa Osuchowa, co skończyło się awanturą. Co na to Onet?</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Teorie spiskowe, rzekome doniesienia naukowe i linki do internetowych oszustw powiązanych z pandemią koronawirusa &#8211; to niebezpieczna rzeczywistość towarzysząca pandemii na świecie. Opracowania podważające szkodliwość koronawirusa pojawiają się w tradycyjnym druku, ale dominują przede wszystkim w sieci. Dezinformację szerzą zarówno strony motywowane politycznie, jak i te, którym zależy jedynie na generowaniu ruchu.”</em></p></blockquote>



<p>Jeśli ktoś nie wie, to wspomniana wyżej książka zawiera niemal wyłącznie wywiady z wybitnymi naukowcami, bez komentarzy redakcyjnych, a jedynym, zresztą znakomitym, opracowaniem własnym (autorstwa Pawła Klimczewskiego), jest rozdział pokazujący modele statystyczne i fakty w liczbach, które nie pozostawiają cienia wątpliwości, że pandemii żadnej nie ma. Potwierdziły to zresztą również dane GUS oraz wskaźniki średniej śmiertelności z całego świata. W Polsce zmarło o 8% osób mniej niż w latach ubiegłych. <strong>Branża pogrzebowa stanęła na skraju bankructwa. Czy tak się dzieje w trakcie pandemii?</strong> Owszem, to całkiem możliwe, o ile jest to wyłącznie pandemia medialna. Tymczasem Onet sugeruje, że to wszystko to „rzekome doniesienia naukowe”! Cała publikacja pokazująca rzetelnie fakty i liczby rzeczywiste! Oni naprawdę to napisali! Takiej bezczelności trudno szukać chyba nawet w TVP. Tam przynajmniej śladowo, lecz jednak, pojawiają się całkiem intersujące dyskusje, do których zapraszani są również naukowcy i dziennikarze prezentujący odmienne poglądy od obowiązującej narracji „o straszliwym koronawirusie, który zaraz tu wszystkich zabije”. Jakoś w Szwecji, czy na Białorusi, nie zabił, w każdym razie nie w takiej skali, a o drugiej fali nikt tam nie słyszał. Gospodarki nie zamknięto. Ludzie czasem umierają, nawet dość często, choć redaktorów Onetu może to zdziwić. Maseczki u naszych północnych sąsiadów nosi ten, kto chce i takie przypadki się nawet zdarzają, ale jeśli ktoś sam zamierza sobie szkodzić, to jest w wolności. Ma prawo, niech chodzi w czym chce.&nbsp;</p>



<p>Tak, kłamstwo ma bardzo krótkie nogi i fakt, że tutaj nic się, kolokwialnie pisząc, „kupy nie trzyma”, musi w końcu dotrzeć do świadomości ludzi. Przyjrzyjmy się zatem na koniec tych rozważań kilku sprzecznościom:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>1. <strong><em>Jeśli ten wirus daje (po przechorowaniu) odporność, to jak to możliwe, że kilkaset tysięcy ozdrowieńców w Polsce musi nadal nosić maseczki? Przecież nie mogą nikogo zarazić, ani zarazić się sami, prawda?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Były już dość liczne przypadki powtórnych zachorowań, a także zgonów, zarówno w Chinach, jak i Korei Południowej. WHO twierdziła, „że się przygląda” tym doniesieniom, a potem zamieciono te doniesienia pod dywan. Uznane zostały za niepotwierdzone w 100%, mimo, że źródeł było więcej, bo pojedyncze zdarzenia powtórnych zakażeń zgłaszano również w innych krajach. W tej sytuacji trudno się jednak dziwić, że „ozdrowieńcy” także są dyskryminowani. Przyczyna może być też całkiem prozaiczna. Po prostu testy PCR wykrywają fragment RNA, który nie jest charakterystyczny wyłącznie dla tego, konkretnego koronawirusa Sars-Cov-2, ale w ogóle dla różnych wirusów i nie tylko&#8230; Niektórzy naukowcy, jak dr Montanari, czy dr Wodarg, mówili wprost, że nie wiadomo co ten test wykrywa i czemu został zaakceptowany przez WHO. Prywatnie mam jeszcze jedną „teorię spiskową”, chodzi o to, żeby nikt się nie wymknął i wszyscy zostali zaszczepieni, a tak przecież wiele milionów ludzi mogłoby się „wyreklamować” przebytą niedawno chorobą. Nie, nie… Nie z nami te numery, proszę państwa. Tak dobrze nie ma!</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>2. <strong><em>Jeżeli jednak wirus nie daje odporności, na co wskazuje dość wyraźnie tryb postępowania nie tylko naszego Rządu, to w takim razie jest oczywiste, że żadnej szczepionki wyprodukować się nie da!  </em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Testy krwi pokazują jednak, że organizm wytwarza przeciwciała, więc szczepionka powinna wyzwolić podobny mechanizm. Tyle tylko, że jeśli te przeciwciała znikają po 3 tygodniach (zachorowania powtórne pojawiały się mniej więcej już po miesiącu, a czasem wcześniej), to znaczy że trzeba by było przyjmować 12 szczepionek rocznie? A czemu nie? Kto bogatemu zabroni?&nbsp;</p>



<p>„Dość żartów!” – mógłby w tym miejscu zakrzyknąć wkurzony do granic możliwości Kill Bill, dodając że dlatego właśnie zamówił szczepionkę genetyczną. Dzięki takiej formie organizm będzie mógł produkować przeciwciała do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej.&nbsp;</p>



<p>Niestety, najgorsze w tym wszystkim jest to, że taki scenariusz jest naprawdę możliwy! Organizm zacznie produkować przeciwciała, a choroby nie ma. Co się zdarzy wtedy? Pojawią się schorzenia autoagresywne, a więc znów „plus dla Billa”. Czyż nie o to chodziło? Mam nawet podpowiedź dla Rządu. Program może się u nas nazywać „Szczepionka +”<br></p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>3. <strong><em>Jeśli przyjmujemy, że należy chronić przede wszystkim osoby starsze, to dlaczego, zamiast tworzyć wolontariat i próbować aktywizować służby, które dostarczałyby żywność tej grupie osób, zaprasza się ich do sklepów w ramach tzw. „godzin dla seniorów”?</em></strong></p></blockquote>



<p><strong><em>Czy ten wirus jest tak inteligentny, że do 9.59 mieszka sobie w sklepie i atakuje kogo chce, ale nagle od 10.00 przez dwie kolejne godziny, już będzie uprzejmy i seniorów nie ruszy? Skoro podobno może utrzymywać się w powietrzu co najmniej przez 30 minut, a na artykułach spożywczych, zwłaszcza pakowanych w folie i tworzywa sztuczne, nawet przez 72 godziny, to w czasie dla seniorów już przestanie być aktywny? Czy może kolejki przed sklepem i zwiększony poprzez przerwę dla „osób pod szczególną ochroną” ruch, w kolejnych godzinach, będzie zdrowszy i stworzy mniejsze ryzyko zakażeń?</em></strong></p>



<p>Odpowiedź jest prosta. Tutaj nie chodzi o żadną ochronę seniorów, a jedynie o grę pozorów, ponieważ logiki w tym nie ma żadnej.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>4. <strong><em>Skoro nawet Rząd we wrześniu nie wiedział jaka będzie sytuacja epidemiologiczna w połowie października, jak to się stało, że episkopat już wiedział to znacznie wcześniej, bo podpisał z TVP umowę dotyczącą codziennej transmisji Mszy Świętej o godzinie 7 rano, czyli tak, jak to miało miejsce w czasie pierwszego lockdownu? Natchnienie jakieś?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Rząd ten lockdown przygotowywał już kilka miesięcy wcześniej i plan został dokładnie rozpisany na kolejne etapy. Świadczy o tym również kolejny punkt.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>5. <strong><em>Jak to możliwe, że wciąż tworzona jest atmosfera paniki i rośnie gwałtownie liczba zakażonych oraz zwiększa się liczba zgonów, podczas kiedy światowe dane potwierdzają trend dokładnie przeciwny (nawet jeśli wykresy pokazujące liczby narastająco wyglądają groźnie)?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Jak widać to na wykresie z Worldometers.info, sumaryczna liczba zgonów na świecie wciąż spada. W Polsce wykonano szereg operacji medialnych i politycznych, które mają na celu wywołanie paniki. Szpitale stoją w większości puste, prócz zakaźnych, wypełnianych celowo przy pomocy lekarzy rodzinnych. To u nich pojawiają się przecież pacjenci z różnymi schorzeniami. Niektórzy czekali na skierowanie wiele miesięcy. Teraz zaczęli je otrzymywać nawet „chorzy na katar”. W taki sposób można zapełnić dowolną ilość łóżek, nawet w ciągu niespełna 2 tygodni. Do tego kieruje się do szpitala po pozytywnych testach wszystkich, którzy mogliby spokojnie pozostać w domu. Ten element stanowi dopełnienie. Przy dużym obłożeniu śmiertelność musi wzrastać, jako że żaden szpital miejscem bezpiecznym nie jest, jak sądzą być może niektórzy. Ponad 50 tysięcy przypadków sepsy w Polsce, to fakt. Połowa takich osób umiera, a przecież poważnie chorzy ludzie łapią często różne inne bakterie. Do tego mamy sezon grypowy, w którym normalnie rośnie liczba zgonów. Dla statystyk najgorszym miesiącem przeważnie bywa styczeń, a więc możliwy szczyt jest wciąż przed nami. Rząd, oczywiście zna te dane i każdy wzrost będzie wykorzystywał jako argument by zamknąć kolejne branże gospodarki. Poznać prawdę można jedynie ŻĄDAJĄC sekcji zwłok w każdym przypadku określonym, jako zgon z powodu Covid-19 i grożąc szpitalom prokuratorem i procesami cywilnymi z koniecznością wypłaty gigantycznych odszkodowań na wypadek zaniechania sekcji.&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>6. <strong><em>Dlaczego Ministerstwo Zdrowia nie odpowiada na pytania zadane przez profesora Ryszarda Rutkowskiego?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź wydaje się banalna: Ponieważ nie ma żadnego logicznego, a już na pewno&nbsp; medycznego, uzasadnienia, ani w noszeniu maseczek, ani też w podejmowaniu restrykcji wobec dzieci – odsuwania ich od normalnej nauki, czy zmuszania ich do dezynfekcji rąk płynami na bazie alkoholu, podczas kiedy sam profesor Christian Drosten, obecny guru testów PCR i epidemiologii światowej w ogóle, powiedział kilka lat temu (2014) w nagłośnionym ostatnio wywiadzie, że <strong>koronawirusy giną w wyniku mycia rąk ciepłą wodą z mydłem i żaden alkohol do tego nie jest potrzebny</strong>. Ponadto, gdyby MZ podało prawdziwe wyniki autopsji, okazałoby się najpewniej, to co w Niemczech, czy we Włoszech, że po prostu NIE MA żadnego przypadku, w którym dałoby się stwierdzić zgon spowodowany <strong>jedynie</strong> przez Covid-19, w którym byłaby jakaś istotna różnica np. w stosunku do wirusowego zapalenia płuc. Wyjaśniłby się też przy okazji wspomniany już mechanizm śmierci w wyniku zakrzepicy, ale to nie jest przecież w patologii coś niezwykłego i wiadomo, że akurat większość takich chorych można było uratować stosując właściwe leczenie.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>7. <strong><em>Jak długo potrwa epidemia, skoro wiemy już, że decyduje o tym Minister Zdrowia na podstawie opinii sanepidu?</em></strong></p></blockquote>



<p>Odpowiedź: Pracownicy sanepidu otrzymują obecnie, czyli na czas epidemii, specjalny dodatek do pensji sięgający nawet 75% normalnego wynagrodzenia. Choć podobno nie jest on przyznawany automatycznie, ale na wniosek, to raczej trudno sobie wyobrazić, że Wojewódzki Inspektor Sanitarny, będzie go blokował. Czy w tak zarysowanej sytuacji, ktokolwiek w sanepidzie będzie miał motywację, by „pandemia” zakończyła się jak najszybciej? Czy jeśli doda się do tego tysiące lekarzy, którzy otrzymają 200% pensji z racji walki z Covid-19, to przyspieszymy koniec tego szaleństwa? Nie wiem, czy to jest odpowiedź, ale pewnie możecie sobie tutaj odpowiedzieć sami…</p>



<p>Podobne pytania można by mnożyć godzinami, bo sam pan profesor Rutkowski zadał ich znacznie więcej. Brak logiki w działaniach Rządu jest nieprawdopodobny. Zamykane są stadiony, tak, jakby ludzie siedząc co 4 metry od siebie na świeżym powietrzu byli znacznie bardziej narażeni na zakażenie niż w sklepie, gdzie się o siebie zwykle ocierają, czy to przy lodówkach, czy kasach. Przyjmując nawet, że wpuścimy do sklepu kilka osób mniej, to przed wejściem zgromadzi się spory tłum, a nie widziałem jeszcze, żeby ktoś zachował dystans większy niż 1,5 metra, który ponoć jest wystarczający. Okazuje się, że ponad dwa razy więcej na stadionie, już nie?&nbsp;</p>



<p>Widzimy więc dokładnie, że rządy, w tym niestety, także rodzime władze, realizują jakąś międzynarodową agendę. Jaką? Częściową odpowiedź daje ten film, który po prostu zobaczyć trzeba. Gorąco polecam. Proszę sobie zrobić mocną herbatę, albo kawę, bo trwa ponad godzinę, za to jest świetnie zrealizowany i nie będziecie zawiedzeni.</p>



<p>Tak już zupełnie na koniec, coś dla tych wszystkich, którzy gotowi dać się pokroić za noszenie masek również przez osoby zdrowe. Warto posłuchać fachowca, czyli głównego doradcy Prezydenta Donalda Trumpa. Co mówi zatem <a href="https://www.bitchute.com/video/zhz2IS0fZMkO/">dr Anthony Fauci</a> na temat transmisji wirusa? Kto rzeczywiście może zarażać, a kto nie? To przecież zbieżne stanowisko z linią WHO, więc tym bardziej należy wiedzieć. Dedykuję ten krótki film szczególnie Ministrowi Niedzielskiemu. Zaś wszystkim, dużo zdrowia, nie tylko do ministerstwa i całej reszty tych „służb”, życzę. Może być teraz szczególnie potrzebne&#8230;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/22/przebudzenie-potrzebne-od-zaraz/">Przebudzenie potrzebne od zaraz</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co wyskakuje z Twojej lodówki?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Emilia Romanowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 15 Oct 2020 07:48:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Reklama]]></category>
		<category><![CDATA[wolny wybór]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1390</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/">Co wyskakuje z Twojej lodówki?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Zróbmy sobie szybki test. Tym razem wyjątkowo nie na koronawirusa. Reklama nie ma na mnie wpływu. Prawda czy fałsz? Skuteczne bombardowanie zmysłów silnymi impulsami, obrazami i dźwiękami w mediach, skutkujące wymuszeniem na mnie decyzji zakupowych &#8211; mnie nie dotyczy. Prawda czy fałsz? W codziennych wyborach konsumenckich jestem całkowicie wolna i niezależna. Prawda czy fałsz? Jakie masz odpowiedzi? Nie łudź się: masz 3 x fałsz.</p>



<p>Odkąd media stale oddziaływają na nasze najważniejsze zmysły &#8211; wzroku i słuchu &#8211; nie możemy mówić o całkowitej wolności i niezależności w dokonywanych wyborach. Całkowita wolność wyboru to mit, ponieważ steruje się nami za pomocą różnych metod marketingowych i to tak skutecznie, że tego nie widzimy. I o to właśnie chodzi, by klient miał poczucie sprawczości w swoim życiu. Jesteśmy gotowi gorąco polemizować, że reklamy nie mają na nas wpływu &#8211; mamy przecież świadomość stopnia manipulacji w reklamach! Potrafię się chyba zorientować, że paczka chipsów nie wygląda naprawdę tak, jak w reklamie, a ten środek na ożywienie kolorów ubrań&#8230; phi! Bzdura. To rodzaj bardzo mało subtelnych reklam, takich w starym stylu, że jak powiesz, że coś jest dobre i to pokażesz, to ludzie w to uwierzą.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Jesteś tego warta!</strong></h2>



<p>Większym niebezpieczeństwem jest nowa generacja reklam pokazujących produkt w tle, natomiast główny plan zajmuje super życie, extra relacje, przygody i przyjaźnie, które w domyśle łatwiej zdobyć, utrzymać, mając reklamowany produkt. Sprzedaje się marzenia o tym jacy chcemy być, kim chcemy być, jakie chcemy mieć relacje. Nawet jeśli podśmiewam się z konkretnej reklamy, ale widzę ją cyklicznie, przez lata, na przykład takiego znanego napoju, to oswajam się z nią, kojarzy mi się z dobrymi relacjami, uśmiechem, ze Świętym Mikołajem. Ów piękny obraz zakotwicza się w mojej podświadomości i tak sobie czyha na moment, gdy ktoś proponuje mi coś do picia, np. w restauracji, na imprezie. Połowa ludzi wybierze wodę, sok, może herbatę lub kawę, druga ciemny napój, bo skoro jest okazja to czemu nie? W różnego rodzaju knajpach, nawet najbardziej zapyziałych, mamy stałe trio zimnych napojów: woda, sok, cola. Wybór między tym co zdrowe, a tym, co popularne. Nawet w afrykańskich wioskach gdzie ludzie chodzą bez butów wszyscy to znają. Ot potęga globalizacji.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Co wyskakuje z Twojej lodówki?</strong></h2>



<p>Zawsze można nie oglądać telewizji&#8230; Ale! Reklamy to nie tylko TV. Mamy Internet (na szczęście istnieje też AdBlock), radio, prasę kolorową (gros ludzi nadal ją czyta), gazetki Biedronki, Lidla, Tesco, Netto itp. (sama je oglądam!) &#8211; a tam MEGA promocje i RABATY na najbardziej popularne produkty. Jak się dobrze przyjrzeć im wszystkim to widać zbieżność &#8211; te same produkty pojawiają się w promocjach w każdym markecie w tym samym czasie. Jest też przestrzeń publiczna, a w niej banery reklamowe. Są też ludzie, a ci to często chodzące reklamy. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Ciało jest niedokończonym biologicznie i społecznie dziełem, jest realizowanym projektem, </em></p></blockquote>



<p>na który mamy bezpośredni wpływ. Głównie poprzez ubiór &#8211; czytaj wybór marek odzieżowych &#8211; ale też poprzez wybór stylu. Makijaż, tatuaże, biżuteria, to cała osobista historia wyeksponowana na własnym ciele, czy polemicznie – próba ukrycia czegoś?</p>



<p>Media oferują nam <em>ideologię niekończących się przyjemności</em><em>, </em>uszczęśliwiania siebie poprzez zakupy – to w nich mamy zyskać rzeczywistą wolność, bo mamy wolność wyboru, możemy kupić co chcemy. Ale! Haczyk w tym, że możemy wybrać tylko to, co ktoś nam oferuje, wybór nie jest nieograniczony. I jak tu być nonkonformistą? Czy to jest wolność czy &#8222;wolność&#8221;?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Naprawdę tego mi trzeba? Nie wiedziałam&#8230;</strong></h2>



<p>Człowiek jest istotą posiadającą pewne potrzeby, które musi zaspokoić. Oczywistość. To po pierwsze <strong>potrzeby podstawowe</strong>, takie przyziemne jak: odżywianie, wydalanie, ochrona przed czynnikami zewnętrznymi (ubranie, mieszkanie), potrzeby seksualne. Jak nie mamy komfortu w tych sferach, nie potrafimy myśleć o niczym innym. Człowiek głodny jest zły, jest mi zimno – nie skupię się na czytaniu literatury, itd. Kiedy jesteśmy syci we wszystkich obszarach bardzo często mamy ochotę na coś więcej. Wtedy zaspokajamy <strong>potrzeby dodatkowe</strong>, związane ze stroną niematerialną (rozrywka, kultura, sztuka, rozwój duchowy, intelektualny&#8230;).</p>



<p>Rzecz w tym, że świat jest przesiąknięty marketingiem, reklamą i trudno jest zaspokoić swoje potrzeby we „właściwy” dla siebie sposób, ponieważ każda firma zarzeka się, że jej produkt jest najlepszy. Musi to robić, by być wiarygodną (tu chętnie wejdę w polemikę z samą sobą, bo im bardziej mi się coś zachwala, tym więcej mam wątpliwości i stawiam opór). Co ma zatem począć statystyczny Kowalski? Często czuje rozgoryczenie, niedosyt, brak &#8211; bo może byłby bardziej szczęśliwy, gdyby jednak kupił pasztet innej firmy.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Ja chcę teraz!</strong></h2>



<p>Dzieci mają tak samo. Jasio ma zabawkę, powiedzmy pluszowego kotka i robi nim hop hop po dywanie. Widzi Wojtka, który jeździ plastikowym autkiem po stole wydając radosne odgłosy. Jasio nagle chce to auto, bo widzi, że Wojtek się nim tak świetnie bawi! Gdy uda mu się dostać auto (drogą bardziej lub mniej cywilizowaną) i mija kilka chwil, znowu zerka na Wojtka, który ma teraz pluszowego kotka, więc Jaś natychmiast chce kotka z powrotem. Kto nie doświadczył takiej sytuacji w dzieciństwie albo mając własne dzieci? O co tu chodzi? Chodzi o posiadanie świetnej zabawy jaką obserwuje się u kogoś. Trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada&#8230; Ważniejsze staje się pragnienie posiadania tej zabawy za pomocą rzeczy, które widzimy gdzieś tam. Potem okazuje się, że radość jest chwilowa, chcemy coś innego i tak w kółko. Czy zawsze tak było?</p>



<p>Odczuwamy permanentny stan braku, który przeradza się w potrzebę. </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Potrzeba jest wynikiem z jednej strony wymogów tkwiących w strukturze biopsychicznej jednostki, z drugiej zaś, oddziaływania środowiska, w którym jednostka funkcjonuje.</em> </p></blockquote>



<p>Tutaj koło się zamyka, potrzebujemy tego, co społeczeństwo uważa za potrzebne, a kto lub co kształtuje społeczeństwo? Kto, poza naszą rodziną i najbliższym otoczeniem, kreuje nasze potrzeby?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Pamiętajcie o słoikach!</strong></h2>



<p>Produkując serie towarów, do których wszyscy mają dostęp, jednocześnie mówi się nam, że zachowamy indywidualizm wybierając daną rzecz. Kołowrotek się kręci, nowe w zawrotnym tempie staje się przestarzałe. Machina konsumpcji jest stale napędzana. Wiele osób jest świadomych tych mechanizmów, nie chcą się dopasowywać, bo widzą, że to nie jest dla nich dobre, nie współgra z nimi, może zaszkodzić im i światu, czy w końcu, że manipuluje się nimi dla zysku. Dlatego tworzą inicjatywy idące pod prąd, alternatywne, często lepsze dla człowieka i środowiska, na przykład trend <em>zero waste</em>. Wpisuje się w niego szereg działań i zachowań, zaczynając od zamiany plastikowych siatek na wielorazowe torby, kupowanie używanych ubrań, ale też kupowanie ubrań polskich marek dobrej jakości (bo posłużą latami), kupowanie produktów spożywczych na wagę do własnych pojemników (może już niedługo przychodzenie do sklepu ze słoikami stanie się codziennością) oraz mniej oczywiste i trudniejsze do wdrożenia w życie mycie włosów mąką żytnią, zrezygnowanie z jednorazowych chusteczek i płatków kosmetycznych na rzecz wielorazowych, kubeczki menstruacyjne, czy wielorazowe podpaski. Proszę sobie wyobrazić, że istnieją takie rzeczy. Celem jest zmniejszenie ilości śmieci na naszej pięknej planecie.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>247 kg mąki i przeterminowany jogurt</strong></h2>



<p>Zero waste to również nie marnowanie jedzenia. Polski Instytut Ekonomiczny podaje, że statystyczny Polak marnuje 247 kg żywności rocznie, jesteśmy na 5 miejscu w UE, gdzie średnia wynosi 173 kg. Sporo, prawda? Wyobraźmy sobie 247 opakowań mąki lub cukru. To i tak niemiarodajne, bo gdyby zebrać cały ten spleśniały chleb, zgniłe owoce, przeterminowane jogurty&#8230; Eh, chyba lepiej poprzestać na wizualizacji mąki.</p>



<p>Mamy ewidentny problem z kupowaniem zbyt dużej ilości pożywienia i nieumiejętnym zarządzaniem jego zasobami. Być może nie traktujemy jedzenia na tyle poważnie, by przejmować się stratami. Któż pamięta znak krzyża czyniony na bochenku chleba na moment przed ukrojeniem pierwszej pajdy? Albo pocałowanie chleba, który upadł na ziemię? A to, że okruszków nie wolno wyrzucić do kosza, tylko dać zwierzętom do zjedzenia albo spalić?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Nie da się drzwiami, to wejdę oknem</strong></h2>



<p>Szymon Hołownia nie dostał się do drugiej tury w wyborach prezydenckich, ale już następnego dnia w porannym live na swoim profilu facebook powiedział piękną rzecz. Oznajmił, że fakt nie wygrania wyborów nie oznacza jego rezygnacji. Sytuacja, w której nie będzie miał rządowych pieniędzy nie oznacza, że nic się nie da zrobić. Czyli zrobi to, co chce zrobić, ale inaczej, oddolnie. Stworzy grupę ludzi, którzy mu w tym pomogą. No i stworzył. Ludzie wierzący w jego misję przekazują pieniądze na założoną fundację, by ta mogła działać. Zresztą, w ten sam sposób finansowana była jego kampania wyborcza. Nie miał za sobą mediów publicznych. Siła ludzi i Internetu wystarczyła i tak znalazł się na 3 miejscu pod względem zdobytych głosów. Miał ich więcej niż wszyscy pozostali kandydaci razem wzięci, a ci dostali przecież pieniądze rządowe na swoje kampanie, a ich staż polityczny był większy.</p>



<p>Oddolna siła ludzi jest przeogromna, więc jeśli są tego świadomi i jeszcze w to uwierzą, staje się gigantyczna. Gdy człowiek przekonany jest o wielkiej wartości swojego pomysłu, a inni zobaczą i potwierdzą tę wartość, sami zapragną przekazywać ją dalej (tzw. poczta pantoflowa). Weźmy na przykład sklep “Na gramy” powstały w Łodzi w październiku 2019 roku; główna idea to <em>zero waste</em> oraz produkty <em>bio</em> i <em>eko</em>. Zamawiane przez firmę towary są w jak największych opakowaniach (jeśli się da, to wielorazowych), by ograniczyć ilość odpadów. Zdecydowana większość asortymentu jest sprzedawana na wagę, a jeśli są zapakowane to w szkło, papier lub tworzywo biodegradowalane. Mile widziane są własne pojemniki klientów, a dla zapominalskich przygotowano torby i słoiki „bumerangi”, które można pożyczyć, by potem je zwrócić lub donieść inne opakowanie. Istotne jest, że dostawcy to w większości lokalne firmy, przez co zmniejsza się ślad węglowy w środowisku, ponieważ transport jest krótki. Do tej pory w lokalnej społeczności nie było jednego miejsca, z dostępem do jedzenia, kosmetyków i chemii gospodarczej, więc ktoś je stworzył. Miał potrzebę, odważył się, zaryzykował i trafił w dziesiątkę. Okazało się, że multum ludzi też taką potrzebę posiada. Po dziesięciu miesiącach od premiery kolejne “Na gramy” otworzyło się w Warszawie, potem we Wrocławiu. Szybko! Strona internetowa sklepu jest dostępna w języku angielskim i ukraińskim. Okazało się, że założyciele to doskonali obserwatorzy rzeczywistości, którzy świetnie odczytują tendencje w społeczeństwie. Najważniejsze, że to co robią, jest po prostu dobre, ma wartość, a za realną wartość jesteśmy w stanie zapłacić więcej.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Między młotem a kowadłem</strong></h2>



<p>Z jednej strony mamy nachalny marketing telewizyjny i próbę sprzedawania nam produktów często nie tylko niepotrzebnych (na pewno nie w dużych ilościach), ale przede wszystkim niezdrowych (często nawet szkodliwych, ze zbyt dużą ilością cukru, tłuszczów trans, konserwantów, rakotwórczych substancji, itp.) i nieekologicznych (sezonowość mody, nowe modele smartfonów, samochodów, zachęta do zmian wystroju wnętrz, tony zabawek dla dzieci). Można się poczuć osaczonym nadmiarem sprzedawanych nam informacji. Może niejeden człowiek pomyśli o wyprowadzce do puszczy, by odciąć się od mediów i spróbować polegać jedynie na własnym osądzie i intuicji.&nbsp;</p>



<p>Można zrezygnować z oglądania telewizji i korzystać z Internetu, bo z drugiej strony to medium daje wrażenie większej kontroli i wyboru treści. Owszem, reklam tam bez liku, są jednak w innej formie, można je wyłączyć, nie wchodzić w wyskakujące propozycje produktów, pominąć reklamę po odczekaniu kilkunastu sekund, a nie kilkudziesięciu minut. Pełno w nim różnych treści, perspektyw, pasjonatów, trolli i hejterów, małych przedsiębiorców z nieszablonowymi pomysłami, słowem &#8211; cały świat w jednym miejscu. I tam również spotyka się nachalny marketing (podaj swój adres mailowy, a dostaniesz na zachętę coś extra, np. darmowy pdf o treści XYZ plus codziennie maile reklamowe). Klikam w to, co mnie zainteresuje, czy w to, czym interesuje się świat lub ktoś, na kim mi zależy? Czy to wolny wybór &#8211; pamiętając o tym, że ten jest zawsze ograniczony, np. ilością dostępnych treści? Czym jest w ogóle wolny wybór? Może lepiej tak dużo o tym nie myśleć, paranoja czeka tuż za rogiem&#8230;&nbsp;</p>



<p> A gdyby jednak zamieszkać w tej puszczy z dala od cywilizacji, by mieć poczucie, że sami o sobie decydujemy? Chyba lepiej podejść do sprawy ze zdrowym rozsądkiem, poszukać jakiegoś <em>aurea mediocritas</em> poprzez życie z wybranymi środkami masowej komunikacji, codziennie czynić refleksję nad docierającymi poprzez nie treściami (czy to, co stara nam się przedstawić jako wartościowe rzeczywiście takie jest?), próbę usytuowania ich w hierarchii naszych wartości, realnych potrzeb oraz możliwości. Wejrzyjmy w siebie.</p>



<p>I tak wiecznie polemizują, ścierają się ze sobą dwie siły: odgórna i oddolna. Główny nurt i wątki poboczne. Media swoje &#8211; blogerzy, instagramerzy swoje. Ci z kolei mogą stać się influencerami i wpływać na rzesze ludzi, a więc stać się siłą odgórną. Media podpatrują, czym interesują się Kowalscy i tak chyba każda większa marka wprowadza do swojej gamy co najmniej jeden produkt zgodny z trendami (np. zero waste, eko). Kto wyznacza trendy? Gdzie przenikają się te siły? Gdzie jest punkt wspólny? Tam, gdzie korzyść? Oby była naprawdę dobra dla ludzkości.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/15/co-wyskakuje-z-twojej-lodowki/">Co wyskakuje z Twojej lodówki?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zawodowi dręczyciele i Covid-19</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Emilia Romanowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Oct 2020 08:48:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1381</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/">Zawodowi dręczyciele i Covid-19</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Zagadka: jest naszą cichą towarzyszką, ale potrafi też nieźle namieszać. Wydaje się być nieśmiała, to znów bywa stanowcza i szokująca. Działa powoli albo pędzi na złamanie karku. Raz jawna, raz w ukryciu? To <strong>zmiana</strong>. Kto ją lubi? Kto czuje się komfortowo gdy następuje?</p>



<p>Stan pandemii ogłoszono 20.03.2020 roku i to była duża zmiana. Minęło kilka miesięcy podczas których doświadczyliśmy niezwykłej mocy globalizacji i jedności (szkoda, że w nieszczęściu). Grafika naszej planety w maseczce chirurgicznej obiegła świat i stała się jednym z symboli pandemii, znakiem, że naprawdę dotyczy to nas wszystkich. Teraz wiemy jak to jest żyć w czasach zarazy, nie tylko czytać o niej w literaturze. Tworzymy historię, o której będzie się mówiło w szkołach, powstanie pewnie niejeden film i książka. Czego się nauczymy jako społeczeństwo? Może już więcej wiemy o sobie?</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Obywatele świata</strong></h2>



<p>Faktem jest, że nastąpiła homogenizacja zachowań (ujednolicenie), której celem ma być uchronienie nas przed zarażeniem się Covid 19. Ludzie na całym świecie zaczęli nosić maseczki, rękawiczki, dezynfekować i często myć ręce, zachowywać dystans społeczny. Osobom różnych narodowości i kultur chodzi o to samo – nie zarazić się wirusem. Kowalski w Polsce, Kevin w USA, Elizabeth w Wielkiej Brytanii, Wei-Wo w Chinach&#8230; Można się poczuć jak w globalnej wiosce. To aż dziwne, nienaturalne, że tak się zdarzyło, bo przecież jesteśmy odmienni pod wieloma względami, a jednak coś nas łączy. To, że &#8230;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>&#8230;jesteśmy ludźmi i boimy się śmierci.</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zawodowi dręczyciele</strong></h2>



<p>Bardzo nie lubię wykorzystywania swoistej psychologii strachu jako narzędzia do zarabiania pieniędzy, jak to czasem ma wyraz w świecie marketingu. Uderzyło mnie to głęboko na jednym ze spotkań firmy kosmetycznej działającej na zasadach MLM (Multi Level Marketing, czyli marketing wielopoziomowy, gdzie zarobki są zależne od osobistej sprzedaży bezpośredniej, liczby osób zaproszonych do współpracy oraz ich sprzedaży). Obecne były tam konsultantki oraz kobiety, które potencjalnie mogły nimi zostać (zaproszone wcześniej, przejawiające chęć współpracy lub jej cień). Prowadząca spotkanie dyrektor marki wypowiedziała z grubsza następujące słowa: </p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Wyobraź sobie, że tracisz pracę, mąż umiera albo się rozwodzisz, a ty nie pracowałaś, bo zajmowałaś się dziećmi. I co teraz zrobisz? Nie masz źródła dochodu. A możesz już teraz zacząć pracować na swoich zasadach, poświęcać na to tyle czasu ile chcesz, zdobywać klientów, stać się niezależna finansowo od faceta.”</p></blockquote>



<p>No mistrzowska robota! Wiedziała kobieta gdzie uderzyć, żeby zabolało, pobudzić wyobraźnię, rozruszać ambicję. Tylko czy to jest ok? Czy warto mieć pracowników, których pobudką do działania jest strach, a nie pasja?</p>



<p>Taką argumentacją posługują się naturalnie ubezpieczyciele otwierając przed nami wachlarz nieszczęść, jakie mogą nas spotkać. Rynek kosmetyczny zestawia ze sobą obraz skóry ze zmarszczkami, cellulitem i skóry jędrnej, zdrowej, gładkiej. Rynek leków i suplementów diety pokazuje chorobę i stan ulgi &#8211; zdrowia w wyniku zażycia pigułki czy syropu.</p>



<p>Daje się nam wybór ograniczony do dwóch opcji:</p>



<ul><li>dobro (oferowany produkt)</li><li>nieuchronne zło (nie kupienie produktu)</li></ul>



<p>Stawiając sprawę w ten sposób wiele osób uwierzy, że musi podjąć decyzję już w tej chwili (kolejny trick to oferta z ograniczonym czasem, licznik pokazuje upływające sekundy, podświetlone na czerwono dla większej dramaturgii, więc kupujesz teraz albo nigdy – decyduj). Często biedny człowiek nie chce wyjść na kogoś, kto nie dba o swoje zdrowie, życie czy finanse, a prowadzący rozmowę najczęściej stawia sprawę tak, by było nam głupio odmówić. Oczywistym jest, że ludzie boją się o swoje zdrowie i życie, natomiast wykorzystywanie tego lęku by więcej sprzedać jest wysoce nieetycznie (ujmując to w elegancki sposób).</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Będzie Pani zadowolona!</strong></h2>



<p>Czy polemicznie: skoro są sposoby, by zabezpieczyć się przed utratą domu wskutek tornada lub powodzi, zadbać o swoją skórę by nie miała aż tak głębokich zmarszczek, pozbyć się nadmiarowych kilogramów mogących szkodzić zdrowiu, to czemu mam się tym nie podzielić i nie proponować takich rozwiązań innym ludziom? Sprawić by bali się mniej. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.&nbsp;</p>



<p><strong>Pierwszy</strong> szczególik jest prosty: nigdy nie ma 100% pewności, że oferowana rzecz zadziała w twojej sytuacji. Jak ktoś tak mówi, to powinna się włączać czerwona lampka w głowie. Drogi krem może przyprawić o uczulenie, które będzie z tobą tygodniami (mój przypadek). Mogę zupełnie nie mieć talentu do sprzedaży ale ktoś mi wmówi, że każdy może zostać sprzedawcą, więc stosuję dane mi metody na znajomych, a ci potem zaczynają mnie unikać (również mój przypadek).</p>



<p><strong>Drugi</strong> szczególik: sposób rozmowy sprzedawcy. Łatwo wyczuć, czy nasz rozmówca czyta (w rozmowach telefonicznych) lub wygłasza gotowy scenariusz konwersacji. Trudno wtedy wtrącić się ze swoim zdaniem, a jak się uda, to jest kilka możliwości:</p>



<pre class="wp-block-verse">a) konsultant staje się niemiły<br>b) konsultant wybija się ze swojego rytmu i trochę się mota, nie odpowiada na pytanie po czym wraca do scenariusza<br>c) konsultant udaje, że pytania nie było i wraca do scenariusza<br>d) konsultant za wszelką cenę chce udowodnić, że się nie znasz kliencie na niczym a to on ma rację<br>e) rzadziej: konsultant rozwiewa wątpliwości i nawet po odmowie jest miły</pre>



<p>Zdarzyło mi się kiedyś, że po cierpliwym wysłuchaniu oferty spokojnie powiedziałam „nie”, a Pani strasznie się rozzłościła, że tracę jej czas, bo powinnam na samym początku powiedzieć, że nie jestem zainteresowana, po czym się rozłączyła mówiąc coś pod nosem. Gdy rozmawiając ze sprzedawcą czujemy presję, rozmówca jest niemiły, próbuje wzbudzić poczucie winy, niższości, strach czy lęk, to znak, że coś jest bardzo nie tak. Ale nie z nami. Taki konsultant liczy na zmianę naszego myślenia, decyzji, chce nas przekonać do wyboru jego opcji. Szkoda, że zapomina o bardziej ludzkim i empatycznym traktowaniu klienta.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Zmiana kulturowa u bram!</strong></h2>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>Za klasyczną typologią George’a Petera Murdocka przyjmiemy, że zmiana w przeciwieństwie do innowacji wymaga dwóch dodatkowych czynników, tj. akceptacji i przejścia przez selektywną eliminację. Mówiąc najprościej: zmianę kulturową prowokuje taka tylko innowacja, która nie tylko zostanie przez określoną wspólnotę zaakceptowana, ale następnie będzie też utrzymana w późniejszym procesie selekcji. Jedne innowacje prowokują zmianę, inne – nie.</em></p></blockquote>



<p>Odnieśmy to do sytuacji pandemii coronawirusa. Narzucono nam szereg zmian bezpośrednio wpływających na naszą codzienność. Na początku akcja „zostań w domu”, maseczki, rękawiczki, obostrzenia w przemieszczaniu się, robieniu zakupów, pracy, edukacji. Totalny szok. Jedni się stosują, inni nie. Trwa proces przetwarzania nowych treści, cały świat żyje tym samym, Dzień Świstaka trwa, obserwujemy ilość zachorowań, zgonów, wyzdrowień, jak nosić maseczki, jak prawidłowo myć ręce, jak to wpływa na zachorowalność. Media podały, że dzięki temu higienicznemu reżimowi znacznie spadła ilość zachorowań na np. salmonellę czy biegunkę (tzw. choroby brudnych rąk). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) donosi, że prawidłowe mycie rąk, czyli ciepłą wodą z mydłem przez około minutę, jest najskuteczniejszą metodą na unikanie chorób i zapobieganie ich rozprzestrzenianiu się. 15 października jest Światowym Dniem Mycia rąk. W tej materii wydaje się, że wiemy już wszystko. Zaakceptowaliśmy fakt, że musimy myć ręce częściej niż nam się wydaje.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie</strong></h2>



<p>„Zostań w domu” przekształciło się w wychodzenie z rozsądkiem przy zachowaniu środków bezpieczeństwa. Maseczki i płyny dezynfekcyjne w pełnej gotowości. Zakupy robimy prawie normalnie. „Prawie” bo dezynfekcja rąk i maseczki stały się nową normalnością ale zachowanie dystansu, nie ocieranie się o siebie w alejkach sklepowych, rozsądne odległości w kolejkach, z moich obserwacji nie do końca wszystkich przekonują. Jak w pracy? Zaufanie do współpracowników czy dystans i maseczka cały czas? Zależy od specyfiki zawodu, rozmiarów przestrzeni pracy, ilości osób, relacji. Trochę się boimy, a trochę nie. Przy „swoich” jesteśmy raczej bez maseczki, przy „obcych” i na oficjalnych spotkaniach w maseczkach. Edukacja? Zobaczymy co przyniosą pierwsze miesiące, może wystarczą tygodnie. MEN, MZ i GIS wydało obszerne opracowania nowych zasad i procedur postępowania, oby część z nich udało się zastosować! Pocieszające jest, że nie ma obowiązku zasłaniania ust i nosa przez dzieci podczas lekcji. Kto byłby w stanie zapewnić nową maseczkę co 30 minut dla każdego dziecka, żeby to miało sens?</p>



<p>Pamiętam dobrze strach początkowych tygodni epidemii, tych rosnących liczb. Obecnie mamy więcej zakażeń niż na początku, a nasze strachy zostały oswojone, bo świat musi funkcjonować. Pełna izolacja jest niemożliwa. Musiała nastąpić zmiana nastawienia, pogodzenie się z warunkami, adaptacja do nowej rzeczywistości. Zmieniające się wytyczne MZ są znakiem <em>selektywnej eliminacji innowacji. </em>Nadal jesteśmy w procesie. Co zostanie z nami na stałe? Co sobie wybierzemy?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/10/13/zawodowi-dreczyciele-i-covid-19/">Zawodowi dręczyciele i Covid-19</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Sep 2020 08:08:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>
		<category><![CDATA[Wiktymizacja]]></category>
		<category><![CDATA[wiktymologia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1374</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/">Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>Przeczytałem niedawno tekst pani Katarzyny Dobrzyńskiej, który ukazał się w dziale Kobieta – portalu WP.pl. Artykuł zaczyna się tak:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Patrycja ma dość bezczelnych komentarzy dotyczących jej wyglądu. Nie może swobodnie sięgać po letnie ubrania z dekoltem, bo od razu budzi to niepotrzebne emocje. &#8222;O, Kowalska, jak zwykle cycki na wierzchu&#8221; &#8211; słyszy najczęściej. Nie ona jedna jest ofiarą stereotypowego myślenia, że krótka spódnica i top na ramiączka &#8211; to zachęta do zaczepek.”</p></blockquote>



<p>Przyznam, że koncepcja autorki jest w gruncie rzeczy być może nawet większą prowokacją, niż sam strój Kowalskiej. Nie chodzi o to, żeby polemizować z gustami, bo przecież znana łacińska maksyma mówi de gustibus non est disputandum, co się przekłada, że o gustach dyskutować nie należy. Maksyma nieco wykoślawiona, bo w oryginalnej wersji brzmi: „de gustibus et coloribus non est disputandum”, czyli o smakach i kolorach się nie dyskutuje. W tej formie nieco łatwiej ją zrozumieć i chyba jest łatwiejsza do zaakceptowania.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Wiktymizacja nieświadoma?</h2>



<p>Tak się złożyło, że swoją pracę magisterską, wprawdzie dość dawno już, ale wciąż pamiętam, popełniłem z wiktymologii, pisząc o ofiarach oszustwa. Co to ma wspólnego z artykułem pani Katarzyny? Bez obaw! Nie zarzucam żadnego oszustwa autorce, czy też wspomnianej, przykładowej, albo całkiem prawdziwej, „Kowalskiej”, chcę tylko zwrócić uwagę, że wiktymologia, to część kryminologii, która zajmuje się właśnie ofiarami przestępstw w różnych aspektach. Jednym z nich jest także tzw. przyczynienie się ofiary do popełnienia konkretnego czynu zabronionego przez sprawcę, bądź grupę sprawców. Czytając akta, ale też liczne publikacje, nie tylko polskiego, wybitnego specjalisty w tej dziedzinie, zmarłego niestety w 2003 roku śp. Prof. Lecha Falandysza, przekonałem się, że owo przyczynienie się bywa często wręcz prowokacją i można nawet rzec „axis” konkretnego czynu przestępczego. Tak jest nie tylko w przypadku przestępstwa oszustwa, którego istota polega na doprowadzeniu ofiary do niekorzystnego rozporządzenia swoim mieniem, poprzez, czy to wprowadzeniu jej w błąd, czy to wyzyskaniu błędu, w którym ona tkwi. Mechanizm może dotyczyć wielu czynów zabronionych. </p>



<p>Nie bez przyczyny mawia się „okazja czyni złodzieja”, czyż więc pozostawienie drogocennego mienia, np. zegarka z kolekcji, dajmy na to, pewnego pana „Nowaka”, na stoliku baru przy plaży, nie będzie zachętą do próby „zarobienia szybkich pieniędzy” przez miejscowego menela, albo kloszarda – turystę, który akurat miał słabszy dzień, a pić się chce?…</p>



<p>Ktoś się być może oburzy, że jak to? Przecież cudzego nie należy ruszać, a w Szwecji za to rękę obcinali. Zgadza się. Obcinali, dlatego tam do dziś jakakolwiek kradzież (w tym także oszustwo podatkowe, czyli okradanie państwa) jest objęta szczególnym ostracyzmem społecznym. Nie ma to jednak kompletnie nic wspólnego z kwestią przyczynienia się, bądź nie, do samego aktu przestępczego. To, że będzie gdzieś postrzegany i karany bardziej surowo, nie zmienia faktu, że przestępca może działać z różnych pobudek. Czasem również dlatego, że nadarzyła się okazja.<br>No, to teraz by mi się dostało! Co? Chcesz polemizować ze stwierdzeniem, że kradzież jest zła? Ależ, skąd! Kompletnie nie o to chodzi. Kiedy opisywałem w swojej pracy kilka dość kuriozalnych przypadków w tym, wydawałoby się, pospolitych oszustw, najczęściej w tle pojawiał się zawsze podobny zarys scenariusza i to bez względu na szczegółowy przebieg przestępstwa, czy sam sposób działania sprawcy.</p>



<p>Otóż, u źródła leżało przekonanie ofiary, że robi wspaniały interes, albo, że właśnie udało jej się kogoś przechytrzyć, albo wykorzystać wspaniałą okazję do zarobku. Powtarzam często, że są trzy rodzaje oszustw: małe oszustwa, wielkie oszustwa i „wyjątkowa okazja”. Pierwszy przykład z brzegu. Do stojącej na postoju taksówki podchodzi mężczyzna w średnim wieku. Jest już dobrze po 23-ej, a rzecz ma miejsce w czasach, kiedy nie istnieją jeszcze telefony komórkowe, a i w budkach telefonicznych częściej można znaleźć urwaną słuchawkę, niż sprawny aparat (mniej więcej połowa lat 70-tych). Taksówkarz opuszcza szybę, a mężczyzna pyta go, czy nie pożyczyłby mu dwóch tysięcy złotych, a odda nieco więcej, bo gra tutaj obok w bloku w pokera i zabrakło mu do puli. Może zostawić swój dowód, albo coś… Kierowca odpowiada, że nie będzie go potem szukał, a dowód może być przecież sfałszowany, czy ukradziony, już słyszał różne takie rzeczy. Mężczyzna wydaje się zdesperowany i ściągając na oczach taksówkarza złotą ślubną obrączkę z palca, mówi. OK, doskonale pana rozumiem. Może więc weźmie pan to w zastaw, a jak się nie zgłoszę do jutra po południu, będzie mógł pan ją sprzedać. Tylko żona mnie wtedy zabije… Taksówkarz ogląda przedmiot, szybko przelicza i wychodzi mu, że obrączka, nawet jeśli złoto słabszej próby, jest warta ponad 3 razy tyle, bo waży sporo. Transakcja zostaje zawarta, mężczyzna bierze od taksówkarza numer telefonu domowego i rozstają się zadowoleni. Oczywiście, nikt do kierowcy nie dzwoni, a złoto okazuje się tylko stopem tombaku z wygrawerowaną próbą, wartym niewiele więcej niż odpustowy pierścionek.</p>



<p>Nieco bardziej wyrafinowany modus operandi, stosowała pewna kobieta podająca się za byłą pracownicę służb specjalnych, która miała mieć dzięki swym kontaktom „łatwy dostęp” do deficytowych towarów w bardzo dobrej cenie. Trzeba pamiętać, że nie było wówczas w sklepie telewizorów kolorowych, pralek, czy lodówek. Były na nie zapisy, ale generalnie większość tego rodzaju sprzętów, zwłaszcza dobrej jakości, pozostawało nieosiągalnych. Pani jednak deklarowała, że może załatwić lodówkę w ciągu 2-3 tygodni, tylko potrzebuje zaliczkę. I takich zaliczek nabrała od klientów ponad pół miliona złotych (średnia pensja wynosiła wówczas około 55 tysięcy). Może nie było to oszustwo olbrzymie, ale wytrwała w nim kilka ładnych lat, bo zwracała pieniądze niektórym, bardziej „niecierpliwym” klientom, którzy straszyli prokuratorem, przepraszając ich, że się nie udało. W międzyczasie oszukiwała kolejnych i tak sobie żyła, wychowując samotnie córeczkę, na koszt naiwniaków. Czy oszukiwani nie przyczynili się do przestępstwa? Ależ tak! Uwierzyli, że zdobędą towar wysokiej jakości poza kolejką i do tego taniej. Wyjątkowa okazja… pamiętacie? </p>



<p>Nieco inny motyw towarzyszył oszustwom matrymonialnym, bo tam z kolei kobiety licząc na względy i szybki ślub, bardzo chętnie finansowały różne dziwne „interesy” swoich „przyszłych mężów”. Tylko naiwność, albo zakochanie? Być może czasem też, ale w większości przypadków pewność, że chwyciły Pana Boga za nogi. No, bo taki przystojny, a do tego oficer LWP, czy wysoko wynagradzany urzędnik ministerialny, etc., a więc będą „ustawione” do końca życia. W tle, znów niezwykła i „wyjątkowa okazja”. I takich „nietypowych” spraw, a przeczytałem około setki akt, była większość. Trudno się dziwić, że akurat w przypadku oszustwa mamy do czynienia z wyjątkowo dużą tzw. „ciemną liczbą przestępstw”. Dlaczego? Po prostu, ofiary wstydzą się zgłaszać na policję (wówczas jeszcze milicję). Jednak wstydzą się nie dlatego, że jest coś złego w byciu ofiarą, ale właśnie z powodu konieczności ujawnienia rzeczywistych motywów swojego działania, które najczęściej nie były specjalnie chwalebne, pisząc bardzo eufemistycznie. Na koniec tego, mocno przydługiego wstępu, warto przytoczyć definicję słowa „wiktymizacja”, która często może być kluczem do zrozumienia niektórych zachowań.:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Wiktymizacja – to proces stawania się ofiarą, a nieco szerzej, także – traktowania siebie, jako ofiary. Dziedziną, która bada proces, wskaźniki, częstotliwość występowania, skutki i rozpowszechnienie wiktymizacji jest wiktymologia.</p></blockquote>



<p>No, dobrze, ale co mają wspólnego ofiary oszustwa z cytowanym na wstępie tekstem? Wróćmy do artykułu, bo przecież miało być o ubiorze, prawda? Przeczytajmy zatem kolejny fragment:</p>



<p><em>– Kilka dni temu na naszym profilu na Instagramie dostałyśmy wiadomość od dziewczyny, która wracała sama wieczorem do domu w sukience. Pewien mężczyzna zwrócił jej uwagę, że w &#8222;takim stroju&#8221; nie powinna wracać w pojedynkę. Dziewczyna była bardzo wstrząśnięta, że ktoś ją zaczepiał w ten sposób. Myślę, że takich sytuacji, kiedy ktoś komentuje nasze stroje, wygląd czy makijaż, jest dużo więcej, ale kobiety rzadko o tym mówią. Dlaczego? Bo takie sytuacje spowszedniały, więc kobiety często nie reagują. Uczy się nas bycia uprzejmymi, miłymi i potulnymi, a nie uczy się asertywności. Dodatkowo nie ma też zbyt wielu narzędzi prawnych, żeby takim zachowaniom przeciwdziałać, ciężko również zdobyć tutaj dowody. Myślę, że jest to problem o niezbadanej skali, ale każda kobieta, taka jak ja, moje koleżanki, czy każda czytelniczka Wirtualnej Polski, doświadczyła takich zaczepek – </em>mówi w rozmowie z WP Kobieta.<em><br>– Takie zachowania dużo mówią o tym, jaki jest stosunek społeczeństwa do ciała kobiety. Osoba, która w ogóle dopuszcza się takiego komentarza czy fizycznej zaczepki czuje się upoważniona, aby to zrobić. I już ten fakt powinien zmusić nas do myślenia. Co to znaczy, że ktoś może podejść do dziewczyny na ulicy i zwrócić jej uwagę na to, jak wygląda albo ją złapać za jakąś część ciała? Kobiece ciało to nie jest &#8222;towar powszechnie dostępny&#8221;. Panuje również przekonanie, że jeśli &#8222;kobieta czegoś nie chce, to powie&#8221;. A przecież to usprawiedliwianie sprawców naruszenia naszej nietykalności – </em>alarmuje specjalistka.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Jak odróżnić napaść od troski?</h2>



<p>Tutaj muszę się zatrzymać, bo widzę w tekście pewną manipulację. Oczywiście, można polemizować, czy ktokolwiek ma prawo komukolwiek zwracać uwagę na jego wygląd, strój, etc. Jest jednak dość wyraźna granica pomiędzy dotykaniem, czy łapaniem za jakieś części ciała, a zwróceniem uwagi, które wcale nie musiało wynikać z jakiegoś podtekstu seksualnego, czy być formą zaczepki. Wyobrażam sobie, że starszy mężczyzna mógł, mając na przykład córkę w podobnym wieku, zwrócić nastolatce uwagę w jej dobrze pojętym interesie, bo to samo powiedziałby komuś bliskiemu, na kim mu zależy. Nie wydaje mi się, o ile nie zrobił tego publicznie, ani w formie napastliwej, by było w tym coś strasznie nagannego, a być może mogło ochronić przed przykrymi konsekwencjami. Zdarza się, niestety bardzo często, że dziewczyny nie dostrzegają absolutnie żadnego związku, pomiędzy swoim prowokacyjnym zachowaniem, czy strojem, a reakcją mężczyzn, którzy znajdują się w ich bliskim otoczeniu.</p>



<p>Naruszenie nietykalności, to zupełnie inna kwestia i należy tego mieszać. Zachowanie dresscodu, czy to w pracy, czy w świątyni, to kwestie oczywiste. Nie zwalnia jednak z myślenia w innych sytuacjach. Jeśli dziewczyna wybiera się do nocnego klubu z przyjaciółmi, których dobrze zna i jest w pewnym sensie „chroniona”, może ubrać się nieco bardziej swobodnie. Jeśli jednak uda się „na miasto” sama, albo tylko z koleżanką i założy spódniczkę, o długości przykrywającej z trudem biodra oraz przezroczystą bluzkę i dołoży do tego ostry makijaż, trudno się dziwić, gdy stanie się obiektem nie tylko powłóczystych spojrzeń. Ktoś, kto tego nie rozumie, może powinien porozmawiać z jakimś specjalistą. Mówi się, że wszystkiemu winni są mężczyźni, bo są agresywni, zaczepiają, źle interpretują „sygnały” itd. Czy rzeczywiście?</p>



<p>&#8222;Atrakcyjny strój &#8221; – nie to, co myślisz – pisze dalej w śródtytule autorka &#8211; I choć wydawałoby się, że dziesiątki kampanii społecznych w tej sprawie i ciężka praca redakcji zwłaszcza prokobiecych przynosi efekty, to jednak nadal zdarzają się komunikaty skierowane do młodych, które bazują na promocji stereotypów. Śląska policja opublikowała na swojej stronie szereg porad dla młodzieży, między innymi, jak ustrzec się przed napadem. Wśród takich cennych wskazówek jak: unikanie bezludnych skrótów; ostrożne podchodzenie do nowych znajomości; unikanie autostopu; niepodchodzenie za blisko do auta z nieznajomym, znalazł się punkt szósty, który brzmi: &#8222;rozważcie, czy atrakcyjny strój nie będzie prowokował do napadu&#8221;.</p>



<p>Skontaktowaliśmy się z oficerem prasowym Komendy Powiatowej Policji w Będzinie, kom. Pawłem Łotockim, aby wyjaśnić, co autor tego wpisu miał na myśli, bowiem większość osób miała skojarzenia dość jednoznaczne. Według nich chodziło o ostrzeżenie młodych dziewczyn, by swoim ubiorem nie prowokowały napastników.</p>



<p>Przeczytałem ten fragment dwukrotnie, bo przecież jest rzeczą dość oczywistą, że słowo „atrakcyjny” ma znaczenie dość szerokie i może być rozumiane w różny sposób. Policjant wyjaśnił, że wcale nie musi chodzić o podtekst wyłącznie seksualny, ale np. także o drogą biżuterię, czy markową odzież, która może prowokować do napaści na tle rabunkowym. Nie wiem, co jest złego w takim ostrzeżeniu i dokładnie zacytowanych sformułowaniach? Autorka jednak chciałaby tutaj wyraźnie z policją polemizować, ponieważ pisze dalej:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Tylko, czy to nie oznacza właśnie, że ludzie mają uważać na strój, bo może on jednak &#8222;sprowokować&#8221; do aktu przemocy, czy to na tle finansowym, czy seksualnym? To powielanie stereotypów w pełnej krasie.”</p></blockquote>



<h2 class="wp-block-heading">Skutek, czy przyczyna?</h2>



<p>Mam wrażenie, że to nie żadne powielanie stereotypów, ale typowe, feministyczne podejście autorki do problemu. Mylenie skutków z przyczyną oraz ignorowanie tych drugich, to zresztą dojmujący i stały problem feministek. Od kilkunastu lat znane są na przykład statystyki brytyjskie, które pokazują, że permisywne podejście do płciowości i seksualizacja dzieci od najmłodszych lat, pod postacią obowiązkowej edukacji seksualnej w szkołach w zwiększonym wymiarze godzin, nie tylko nie rozwiązały problemu licznych ciąż u nastolatek, ale go zwielokrotniły. Mimo to, feministki nie widzą żadnego związku tych kwestii, a wszystko jawi im się, jako przypadkowa koincydencja zdarzeń. Podobnie wydają się (choć aż trudno w to uwierzyć) nie dostrzegać, że częściej ofiarami napaści stają się dziewczyny, które prowadzą, oględnie pisząc, dość rozwiązły tryb życia, zwłaszcza kiedy swym zachowaniem, często słabo kontrolowanym po spożyciu różnych środków rozweselających, w sposób absolutnie ewidentny prowokują zdarzenia, do których w innej sytuacji najpewniej by nie doszło. Czy nazwiemy to przyczynieniem nieświadomym, czy prowokacją, to inny problem, ale chodzi o to, że feministki w ogóle zdają się go nie dostrzegać. Jasne, zdarzają się gwałty na kobietach, które nie uczyniły nic, co miałoby pozór przyzwolenia, czy nawet cienia prowokacji. Statystyki pokazują też, że w zdecydowanej większości ofiary znały sprawcę (75%), którym okazał się były chłopak, narzeczony, czy kolega. W pewnej liczbie zdarzeń, nie koniecznie zakończonych aż tak dramatycznie, ofiarami stają się, bardziej, lub mniej świadome swoich działań, dziewczyny nieprzypadkowo „wybrane” przez sprawcę. Specjalnie używam cudzysłowu, bo bywa i tak, że inicjatorkami „dobrej zabawy” są same dziewczyny i to one wybierają, prowokując swym strojem i zachowaniem, a na końcu są zdziwione…</p>



<p>W ostatnich latach wystąpiła gwałtowna dysproporcja w statystykach pomiędzy prowadzoną liczbą postępowań, a skazaniem sprawców zgwałcenia. Różnica w latach 2014-17 wynosiła aż 48%, wcześniej nie przekraczała nigdy 30%. Czy to tylko brak skuteczności policji, czy też inne przyczyny, trudno jednoznacznie ocenić. Dziś orzecznictwo europejskie poszło z kolei już tak daleko w kierunku skazywania wszystkich wskazanych przez domniemane ofiary, że byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie krzywdziło wielu niesłusznie podejrzanych. Można o tym przeczytać tutaj. W Szwecji skazano ostatnio 27-latka za „gwałt z nieostrożności”. To jeden z elementów feministycznego szaleństwa, w którym najpierw mówi się dziewczynom, że wszystko im wolno, a potem, gdy coś poszło nie tak, wystarczy, że cofną zgodę post factum i „sprawca” idzie za kraty.</p>



<p>Oczywiście, w żaden sposób nie próbuję usprawiedliwiać przestępców. Trudno nie podzielić zdania wyrażonego w 1984 roku przez Sąd Najwyższy w wyroku z 12 marca 1984 r.:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„<em>Dla pełnej ochrony prawnej wyrażającej się w odpowiednim wymiarze kary mają jednakowe prawo wszyscy obywatele, w tym osoby nietrzeźwe, jak i o nienajlepszej reputacji (prostytutki) i sąd nie powinien takich przymiotów osoby pokrzywdzonej traktować jako przesłanek do nadzwyczajnego złagodzenia kary”</em>.</p></blockquote>



<p>Jednak autorka artykułu, z którą próbuję polemizować, odnosi się bardziej do napaści słownych, niż poważniejszych przestępstw, przywołując na końcu tekstu autorytet w postaci psychologa (Moniki Predjon):</p>



<p>„<em>Jak reagować w sytuacjach, gdy ktoś uznał, że ma prawo skomentować nasz wygląd? Zdaniem psycholog Moniki Predjon stanowczo, ale nie agresywnie. – Zawsze zachęcam pacjentki do bycia asertywnymi. Do mówienia stanowczo, ale bez agresji o swoich uczuciach i potrzebach, czyli np. jest mi przykro, albo czuję się zakłopotana, kiedy komentujesz mój ubiór. Proszę, żebyś więcej tego nie robił. Są jednak sytuacje, jak np. wspomniany wieczorny spacer, kiedy zwyczajnie dla własnego bezpieczeństwa nie wdawałabym się w dyskusję”</em> – radzi pani psycholog.</p>



<p>Jasne. Kobiety (mężczyźni zresztą także) mają prawo mówić o swoich uczuciach i potrzebach i jeśli ktoś uzna za stosowne, może komentować wszelkie uwagi. Z drugiej strony, nie każda uwaga musi mieć jakiś podtekst i stanowić napaść słowną, której należy koniecznie dać odpór. Być może jest to dobra rada, nawet jeśli nikt o nią nie prosił?</p>



<p>Cały artykuł, z którym polemizują chętnie jego czytelnicy, przywołując możliwe konsekwencje różnych działań związanych także z ubiorem, skomentowała, chyba dość trafnie, czytelniczka występująca jako Hellen. Zacytuję ją tytułem podsumowania:<br>Hellen20-08-2020</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„Co za głupi artykuł! Takie są prawa biologii i nic tego nie zmieni. Jeśli wychodzimy bez stanika z dyndającym biustem i w krótkiej spódnicy nie oczekujmy, że ktoś będzie nas traktował jak pensjonarkę. Jeśli ktoś tak się ubiera to albo zda sobie sprawę, że nie żyje na bezludnej wyspie i zacznie ubierać się mniej prowokacyjne albo niech się przyzwyczai do komentarzy.”</p></blockquote>



<p>Przy takim sposobie rozumowania panienka powinna wyjść w samych stringach i mieć pretensję do ludzi, że to komentują! Jak daleko można przesuwać granice prowokacji?<br>No, właśnie… Jak daleko?</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/19/poniewaz-lubie-to-ubior-to-nie-prowokacja/">Ponieważ lubię to! Ubiór to nie prowokacja?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy to jest śmierć?</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 15 Sep 2020 18:50:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1198</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/">Czy to jest śmierć?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p><strong>&#8211; Proszę podpisać. Córka nie żyje. Nie pomoże jej pani, a jest szansa, żeby zrobić coś dobrego dla innych. One na pewno też by tego chciała, prawda?<br>&#8211; Ale, ona jest ciepła. Serce bije, a pan mówi… Jak to nie żyje?<br>&#8211; Tak, proszę pani, ale śmierć mózgu jest nieodwracalna. Nawet jeśli to jeszcze jakiś czas potrwa, to będzie za nią oddychał aparat. Czy pani chce tak żyć? Jej już tu nie ma, tylko aparatura podtrzymuje oddech. To nie ma sensu. Może pani uratować czyjeś życie… Proszę się zastanowić.</strong></p>



<p><br>Ile takich rozmów ma miejsce w ciągu roku? Tysiąc, a może więcej? Całe lata mówiono nam, że jeśli odchodzimy, także w młodym wieku, to mamy jeszcze tę ostatnią szansę pomóc innym. Każdego roku liczba zmarłych dawców organów to od 500, do niecałych 800 przypadków. Jednak w ostatnich latach nie przekroczyła 640. Każdy z nas może złożyć stosowną deklarację na stronie Poltransplant.org. To może być zgoda, ale też sprzeciw wobec pobrania po naszej śmierci narządów. Niby wszystko takie proste i oczywiste. Jasne, że można polemizować czy transplantologia to właściwy kierunek rozwoju medycyny, zwłaszcza w tej części, która budzi tak wiele kontrowersji. Co się jednak zdarzyło 27 sierpnia 2020 roku?</p>



<p>Czy mamy do czynienia z zamachem na kolejnego naukowca? Gigantyczny skandal, który dzieje się na naszych oczach. Oczywiście, jak inne, prawdopodobnie zostanie zamieciony pod dywan. Od ponad 40 lat człowiek walczy o życie swoich pacjentów, a od 15 jest nękany w najbardziej ohydny sposób. Zdołał uratować ponad 1000 osób, nie tylko w Polsce, ale na różnych kontynentach. Te osoby miały przecież nie żyć. Co się stało?<br>Kamila dostała drugie życie.</p>



<p>„Pani córka nie żyje. Uszkodzony został pień mózgu. Może pani pomóc innym chorym, którzy czekają…”<br>Kamila żyje. Dlaczego? Ponieważ matka wyrwała ją ze szpitala. Zajął się nią profesor Jana Talar. Dziś pracuje w Szkocji i cieszy się dobrym zdrowiem. Podobnie, jak Agnieszką, która także została zakwalifikowana do oddania organów. Rodzina nie wyraziła zgody. Dziewczyna została wybudzona ze śpiączki, a rok później zdała maturę. Tego typu przypadków, o których opowiada, było dobrze ponad pięćset, ale uratowanych co najmniej dwa razy tyle. Po co to robi? Bo składał przysięgę Hipokratesa i kocha ludzi? Bo chce im pomagać? Bo właściwie rozumie słowo „etyka lekarska”? Zapewne to wszystko prawda, ale co w takim razie z innymi? Przecież również przysięgali? Niemożliwe, by wobec faktów mogli tylko wzruszyć ramionami i powiedzieć, że to jedynie tysiąc „przypadków”? Czy wobec tego należy w ogóle słuchać opowieści o „śmierci mózgowej”, kiedy ci wszyscy pacjenci żyją? Mało tego! Jakość życia wielu z nich zupełnie nie odbiega od normy, a przecież zostali już skazani na śmierć.<br>SMS Matki: „Bardzo proszę Pana Profesora, żeby Pan odebrał telefon. Syn ma 14 lat, uległ wypadkowi i lekarze go przekreślili. Błagam, niech Pan odbierze telefon”.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„To dziecko umarło z dniem wypadku. Na jego nieszczęście zaczął oddychać, bo już dawno pobralibyśmy organy i by było po sprawie.” – na koniec dodał – „Dajcie mu umrzeć, co wy… jeszcze od niego chcecie?”</p></blockquote>



<p>A co powiedział matce lekarz?<br>&#8211; Szanse na przeżycie – zero. Mózg gnije. Czy pani rozumie, że Paweł nie ma żadnych szans? Cud, jak przeżyje operację. Cud, jak przeżyje godzinę. Pani będzie musiała przyjąć wiadomość. Pani naoglądała się filmów. Lekarz powiedział, że podjął się heroicznej operacji.”<br><strong>Matka: </strong>&#8211; Czy będziecie syna wybudzać?<br><strong>Lekarz</strong>: &#8211; To jest tak, jakbyście poszli na cmentarz i chcieli wybudzić tam leżących.<br><strong>Matka</strong>: &#8211; Jak szłam przez korytarz, tak mi było przykro. Synowi bije serce, jest ciepły. Na cmentarzu serca nie biją i są zimni.<br><strong>Kolejny lekarz</strong>: &#8211; Jest beznadziejnie. Daję sobie ręce obciąć, że z Pawełka nic nie będzie.<br><strong>Matka</strong>: &#8211; Daję sobie uciąć głowę, że Pawełek wyjdzie z tego. (Popatrzył na mnie, jak na wariatkę, ale dał mi już spokój).<br>Pani została w klinice profesora nauczona strategii neuroterapii. Co mówiła dalej?<br>Pawełkowi już powoli wraca oddech. W środę zaczął mrugać powiekami, poza tym jak mu coś opowiadałam, to płynęły mu łzy. Dziś sam oddycha.<br>„Czyli co? – pyta profesor w tej rozmowie przeprowadzonej w TV Trwam – brak samoistnego oddechu, to jest objaw śmierci mózgu? To jest objaw przemijających reakcji wynikających z szoku mózgowego”.</p>



<p>A co jeszcze powiedział matce lekarz?<br>„To dziecko umarło z dniem wypadku. Na jego nieszczęście zaczął oddychać, bo już dawno pobralibyśmy organy i by było po sprawie.” – na koniec dodał – „Dajcie mu umrzeć, co wy… jeszcze od niego chcecie?”<br>Paweł został przeniesiony na zwykły oddział pediatryczny. Żyje. Odwiedził po jakimś czasie Klinikę „Budzik” w Warszawie.<br>Co można powiedzieć po czymś takim? Determinacja bliskich była silniejsza od przemocy słownej? Często walka nie była łatwa i trwała bardzo długo, a jeżeli nawet nie zawsze kończyła się pełnym sukcesem, kto ma prawo o tym decydować? Jak to możliwe, że lekarze pomylili się aż ponad tysiąc razy? Nie wszyscy trafili do tak wybitnego specjalisty, choć są podobne kliniki w kraju, jak choćby wspomniana Klinika „Budzik” Ewy Błaszczyk. Nie dowiemy się jednak nigdy, jak potoczyłyby się losy innych, którzy mieli mniej szczęścia…</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><strong>Profesor Jan Włodzimierz Talar</strong> – polski lekarz, nauczyciel akademicki i profesor nauk medycznych. Specjalista od rehabilitacji, rehabilitacji medycznej i chirurgii. Znany z dużej skuteczności wybudzania ze śpiączki pourazowej. Pułkownik Wojska Polskiego.</p></blockquote>



<p>To zaledwie krótka notka, którą znajdziemy w okienku wyszukiwarki Google, po wpisaniu nazwiska naukowca. Dziś 74-letni lekarz związany przez długie lata z Bydgoszczą, o którym napisać tylko, że skutecznie wybudza ze śpiączki, to zdecydowanie za mało. Autor i współautor wielu znakomitych publikacji naukowych oraz kilku książek. Ostatnia z nich (2018) nosi tytuł: „Śpiączka mózgowa, a tak zwana „śmierć mózgu“. To nie jedyna pozycja, w której pan profesor wyraża krytyczne uwagi wobec konwencji harwardzkiej – dokumentu, jaki legł u podstaw brzemiennego w skutki naukowego stwierdzania śmierci pacjentów na podstawie właśnie tzw. „śmierci mózgowej”. Obszerna książka (950 stron) jest z pewnością kompendium wiedzy o wybudzaniu pacjentów. To obserwacje z perspektywy ponad 40 letniej praktyki. Jak czytamy w opisie, pozycja ta powinna stanowić nie tylko podręcznik znajdujący się w każdym polskim szpitalu, ale jej treść koniecznie winny poznać wszystkie rodziny chorych znajdujących się w śpiączce mózgowej. To przecież one mają wielkie zadanie do wykonania, zwłaszcza kiedy popatrzymy na stan aktualnej medycyny.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Don Kichot, szczęściarz, a może hochsztapler?</h2>



<p>Czy temat właśnie teraz został wywołany przypadkiem? Nie. Miałem okazję ponad rok temu obejrzeć kilka programów z panem profesorem Janem Talarem, które były niezwykle interesujące. Dwa lata wstecz dyskusja pod egidą KAI, z udziałem zaproszonych gości, na pewno mocno przybliżyła temat, także laikom, chociaż w jej trakcie zarzucano profesorowi niekompetencję, co jest już kompletnym kuriozum. Nie jest dobrze, kiedy polemika przekształca się w napaść. Można zrozumieć, że intencje lekarzy, profesorów z wieloletnim stażem, są dobre, ale trudnie nie zauważyć, że przytaczane historie pokazywały też skalę manipulacji. A jak to wyglądało wcześniej? W 2013 roku na Sympozjum w Poznaniu wykład pana profesora stał się w środowisku medycznym swego rodzaju skandalem. Lekarze poczuli się urażeni, kiedy naukowiec powiedział wprost, że śmierć pnia mózgu nie istnieje, zaś organy pobierane są od żywych osób. Horror, prawda? Tu jest pewien problem, bo o ile, z relacji i wywiadów można wysnuć dokładnie taki wniosek, to wielu lekarzy, także profesorów medycyny, stoi za definicją śmierci mózgu murem. Czyli, że co? Postać profesora jest kontrowersyjna, a poza tym generalnie z tą definicją śmierci mózgowej wszystko jest ok? Bo są procedury, bo kilku specjalistów, bo po dokładnych badaniach, wypełnieniu specjalnej ankiety itd., itp.</p>



<p>Kot posłucha tego wywiadu, zrozumie, że nie tylko nie jest ok., ale od „ok” są tutaj całe lata świetlne. Można też obejrzeć ten program. Krytyka konwencji harwardzkiej jest tu po prostu miażdżąca, choć jeszcze znacznie gorsza od niej wydaje się praktyka. Mimo to, wielu naukowców przekonuje, że błędy może się zdarzały, podobnie jak nieuprawnione rozmowy z rodzinami, podejmowane jeszcze przed orzeczeniem śmierci mózgu. Na dowód tego powołują oni m.in. zdjęcia angio CT, która to metoda ma zostać włączona do pozostałych, jak obligatoryjna i całkowicie obiektywna. Tam na zdjęciach widać, że krążenie krwi w mózgu pacjenta ustało całkowicie. Czy to pomoże?</p>



<p>Tymczasem 27 sierpnia media, oczywiście tylko niektóre, obiegła wiadomość, że pan profesor Jan Talar staje właśnie, kolejny raz, przed komisją Izby Lekarskiej w Warszawie z zarzutami szerzenia informacji sprzecznych z obowiązującą wiedzą medyczną. Naprawdę? Jak to możliwe, by naukowcowi, który dowiódł i to w sposób nie budzący nawet cienia wątpliwości, bo przecież praktycznie, pracując na olbrzymiej grupie pacjentów, że oni żyją, stawia się zarzut „nienaukowości”. Czy to oznacza, że o ile fakty przeczą doktrynie, przyjętej wiele lat temu w sposób dość skandaliczny, to tym gorzej dla faktów?</p>



<p>Postronny obserwator mogłoby odnieść wrażenie, że nic złego naukowcowi stać się przecież nie może. Pokaże wyniki terapii, zdjęcia oraz kilku żywych pacjentów, którzy potwierdzą, że pan profesor miał i ma wciąż, rację. To chyba też najlepszy, bo w końcu najbardziej przekonujący sposób, aby swe racje udowodnić. Pacjent pozbawiony nerek, wątroby, a zwłaszcza serca, raczej nikogo o niczym przekonywać już nie będzie. Licznie uratowani przez profesora, zdiagnozowani wcześniej, jako „umarli”, którzy mieli stać się ewentualnie rezerwuarem części zamiennych, są najlepszym dowodem na systemową paranoję, czyż nie? Nic z tego! Polemika z tego typu organem jest mniej więcej tak samo skuteczna, jak maseczki przeciw koronawirusowi. Izba Lekarska, jako sąd kapturowy, bynajmniej nie zbiera się w celu dociekania prawdy, czy swobodnej wymiany zdań, lecz by ukarać lekarza wezwanego przed tę „wysoką komisję”. Niestety, praktyka jest taka, że właśnie bez względu na fakty, a często również kompletnie wbrew faktom, dokonuje się publicznego i środowiskowego linczu na naukowcach, którzy mają inne zdanie, albo wyszli przed szereg. Jak wyjaśnić w inny sposób to, że Izby nie interesują świadkowie, których „podsądny” chce przedstawić? Owszem! Wyznaczono już dla pana profesora nawet dwa terminy rozpraw, co oznacza, że scenariusz ich przebiegu został starannie przygotowany. Żeby było jeszcze gorzej, ta „aktualnie obowiązująca wiedza medyczna”, na którą się powołują oskarżyciele, a której jakoby nie szanuje krnąbrny profesor, to właśnie nadal rzeczona konwencja harwardzka z 1968 roku. Całkiem „świeża” wiedza medyczna, nieprawdaż? Dogmaty nieco rozszerzone okólnikami Ministra Zdrowia. Skoro uczestnicy zadekretowali kiedyś śmierć mózgową, nie będzie nam tu jakiś profesor „pluł w twarz”. A, że kogoś uratował? Nawet niechby to była prawda, to przecież wbrew nauce, a do tego organy jednego człowieka mogą ocalić, albo przedłużyć życie, kilku pacjentom, więc uratowanie potencjalnego dawcy, to żaden sukces… Czyli?</p>



<h2 class="wp-block-heading">Money, money, money…</h2>



<p>Nie mówi się o tym zbyt głośno, ale przecież każdy przeszczep wiąże się dla pacjenta z koniecznością przyjmowania do końca życia leków immunosupresyjnych, a tu już np. tylko zwykły syrop dla dzieci po przeszczepie potrafi kosztować 859 zł. Oczywiście, wiele z tych leków jest refundowanych, co w praktyce tylko podnosi ich cenę i staje się źródłem korupcji. Zostawmy to jednak na inną okazję. Tutaj istotne jest, by jacyś pacjenci po przeszczepach pojawiali się w większej liczbie, bo tylko wtedy można im sprzedać drogie leki, a gdyby pozostali sami żywi dawcy, którzy zechcieli oddać swojemu dziecku nerkę, czy kawałek wątroby, cały ten pięknie rozwijający się „przemysł” zacznie się zwijać. Stąd w środowisku pojawiają się od dość dawna głosy, że koniecznie należy coś z tym zrobić. Fakt, że jakiś doktor, czy profesor, próbuje wkładać kij w szprychy, zwłaszcza, gdy transplantologia wciąż „pod kreską”, jest dość nieprzyjemny. Miało być przeszczepów z roku na rok coraz więcej. Mówi się o ich potrzebie dość szeroko w mediach. Pamiętamy akcje propagandowe, w których mniej lub bardziej znane osoby opowiadają, że zarejestrowali swoją zgodę na stronie Poltransplant, albo że zawsze noszą ją ze sobą, a rodzina jest o tym poinformowana. Nagle, choć nie do końca, bo przecież to wypowiedzi powtarzane od lat, jakiś gość zachowuje się „tak nieodpowiedzialnie” i opowiada, że śmierci mózgowej nie ma. No, przecież to czysta herezja. Niedouk jakiś, czy co? Tylko co on ma mówić, jeśli to prawda? Oczywiście, jest możliwe doprowadzenie do śmierci mózgu i tego nikt nie kwestionuje, tyle że w większości przypadków do tego momentu droga jest dość długa i jest szereg procedur, które są w stanie ją przerwać. Kiedy profesor tłumaczy to dość dokładnie i cierpliwie, zarzuca mu się, że nie zna stanu „aktualnej wiedzy medycznej”. Paranoja… Może to on powinien raczej spytać, którego z uratowanych pacjentów należało zabić? Dlaczego zmieniano rozpoznania w karcie wypisu ze szpitala, czemu nie podejmowano działań, które wcale nie wymagały wielkich nakładów finansowych i dlaczego nie stosuje się standardów obowiązujących już w wielu krajach? Czy przywiezienie na taką rozprawę 500 uratowanych zrobiłoby na komisji wrażenie? Nie sądzę.<br>Prawdę pisząc, ani trochę nie wierzę w jakąkolwiek sprawiedliwość w orzeczeniach ferowanych przez Izby Lekarskie. To wysoce szkodliwa klika, która dawno już powinna przestać istnieć, a środowisko lekarskie winno mieć wybór oraz możliwość tworzenia własnych organizacji, nie skrępowanych gorsetem Big Pharmy. Coraz częściej, niestety, funkcjonujące gremia nie tylko są nieobiektywne, co jest eufemizmem, ale stają się wręcz „bojówkami” koncernów farmaceutycznych, które płacą i wymagają. Ktoś, kto stał się nieposłuszny i próbuje machać szabelką, przeznaczany jest do odstrzału. Często po cichu i jak najszybciej, aby nie mnożyć strat. Znamy podobne sytuacje i jest ich ostatnio coraz więcej.</p>



<p>Niedawno sąd kapturowy po kolejnych próbach dopadł w końcu dr Huberta Czerniaka, a kilka tygodni temu, dr Annę Martynowską. To już nie są żadne precedensy, tylko stała, odrażająca praktyka. Trzeba obrzydzić życie, opluć lekarza tak, żeby musiał, najlepiej do końca życia, tłumaczyć, że nie jest wielbłądem, a wreszcie zawiesić mu prawa wykonywania zawodu. Niech sobie zapamięta z kim zadarł. Jeśli się pokaja i przeprosi, może damy mu spokój. Tak wyglądają fakty. Panią dr Martynowską Izba Lekarska wyrzuciła nawet z własnej rozprawy… podobno za brak maseczki.<br>Tym razem, jak sądzę, mamy do czynienia z przestępstwem wielkiego kalibru. Przestępstwem, ponieważ jeśli uniemożliwia się obwinionemu przedstawienie dowolnej linii obrony i nie dopuszcza niewygodnych, a jednocześnie też niemożliwych do podważenia dowodów, można taką metodą w praktyce skazać każdego za cokolwiek. To nie ma prawa zdarzać się nagminnie w cywilizowanym kraju. Lekarze nie są, niestety, środowiskiem zintegrowanym i nie wyjdą na ulice, chociaż powinni zrobić to dawno, a w tej sprawie na pewno, jak w żadnej innej, jest to niezwykle ważne. Cenzura staje się wszechobecna, polemika całkowicie wykluczona i nie zdziwię się, jeżeli panu profesorowi nagle odetną możliwość wystąpienia na swojej rozprawie, pod dowolnym pretekstem. Obym się mylił… Na razie wiemy, że odcięto obecność niezależnych dziennikarzy, która spowodowałoby, siłą rzeczy, nagłośnienie procesu, co może nie spodobać się koncernom, a już zwłaszcza tym, znajdującym się pod szczególną ochroną pani Żorżety.</p>



<p>Wiodące media siedzą cicho. Czy po farsie, dla której nazwa „rozprawa”, albo „proces” może być ewentualnie synonimem tego wyjętego żywcem z Kafki, choć wciąż jest nadzieja, że pan profesor nie będzie do końca aż tak uprzejmy, jak bohater książki, dowiemy się, jak to wyglądało? Raczej nie. Pewnie zobaczymy za to jakiś kolejny napastliwy materiał, jak ten z 2013 roku, gdzie TVP dokonało niemal linczu na profesorze, nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą, stosując ohydną manipulację i przedstawiając tylko jedną stronę zagadnienia. Co myśli sobie widz, oglądając ślicznego chłopca, który doczekał się na serduszko, a przeszczep się udał, o czym mówią szczęśliwi rodzice? Jak bardzo musi współczuć skrzywdzonym anestezjologom, opowiadającym, że poczuli się tak straszliwie dotknięci wypowiedzią profesora oraz oczekującym z nadzieją na przeszczep pacjentom? Wszyscy tacy mili, serdeczni i pomocni, a jeden „sukinsyn” się trafił, który chce żeby małe dzieci poumierały i inni pacjenci też, prawda? Dokładnie tak się robi chwytające za serce materiały i przy okazji oczernia niewinnego człowieka. Żadnej, choćby najmniejszej, próby merytorycznej refleksji, zwłaszcza u lekarzy. Czy ktoś z redakcji podjął choćby próbę wyjaśnienia z jakiego powodu pan profesor twierdzi, że śmierć mózgowa nie istnieje? Mówi tak, bo chce być oryginalny, czy może ma dowody? Izba Lekarska nie jest nimi zainteresowana, to już wiemy, ale telewizja? Przecież to hit, który podniósłby oglądalność, może nie do wymiaru finału Ligi Mistrzów, ale z pewnością znacznie. Nikt nie zadał sobie nawet odrobiny trudu, aby pokazać na przykład radość rodziców Agnieszki, od której już mieli pobierać narządy, a wkrótce po tym dziewczyna dała sobie radę na studiach. Mogli pokazać wielu innych chorych, których zaliczono już w poczet potencjalnych dawców. Chyba można było, dla minimum uczciwości, wybrać choć jeden z kilkuset przypadków? Pewnie tak, lecz nie wtedy, gdy ręce wiążą firmy farmaceutyczne, a są też być może jakieś naciski Poltransplant-u. W końcu, jak wiemy, pecunia non olet, zaś reklamodawcy są zawsze potrzebni, a ta branża płaci akurat chętnie i terminowo…</p>



<h2 class="wp-block-heading">Transplantacja tak, ale…</h2>



<p>Sam nie należę do przeciwników transplantacji? Pan profesor, o czym wielokrotnie mówił, także dostrzega w przekazywaniu narządów dużą wartość, co nie zmienia faktu, że nie może się to z pewnością odbywać poprzez mordowanie innych chorych. Zbyt mocne słowa? A jakiego terminu można użyć, gdy pobiera się organy od człowieka, który mógłby żyć jeszcze wiele lat, w większości przypadków, w zadowalającym stanie zdrowia? Czyż stwierdzenie śmierci pnia mózgu jest na pewno wystarczające? A skoro tak, czemu okazuje się odwracalne? Czyż byśmy mieli ponad tysiąc cudów i dziwnym trafem wszystkie u pana profesora Talara? A może to po prostu tysiąc mylnych diagnoz lekarzy. Decyzje są kolegialne (trzech, albo po zmianie, co najmniej dwóch lekarzy musi podpisać się pod protokołem). Czy mylne diagnozy dotyczące tak istotnej kwestii, jaką jest dla bliskich i samego zainteresowanego pacjenta, wybór życia i śmierci, nie jest skandalem, który należy wyjaśnić? Oczywiście, dla wielu spraw mielibyśmy do czynienia z przedawnieniem.</p>



<p>Sam, nieprzytomny pacjent, raczej decyzji nie podejmie. Bliscy są więc nakłaniani, aby zrobili to w jego imieniu i możliwie jak najszybciej. Przecież „zmarły” był dobrym człowiekiem i na pewno sam chciałby pomóc innym… a więc? Odłączmy go od aparatury. Czy ktoś z tych, którzy dziś ośmielają się oskarżać profesora Talara, w ogóle zadał sobie pytanie, jak dziś czują się rodziny ofiar, które zgodziły się w bardzo podobnych sytuacjach, na odłączenie aparatury i pobranie narządów od swojego syna, czy córki, a później dowiedzieli się, że tacy pacjenci mogą przeżyć? Co więcej, mówimy tu o setkach osób, a nie o pojedynczych przypadkach! Jak oni mają dalej żyć ze świadomością, że być może skazali ich na śmierć. Owszem, zapewne nieświadomie i przy okazji pomagając komuś innemu, a może ratując nawet kilka żyć, ale czy mieli prawo to zrobić?<br>Polemika wykluczona?</p>



<p>Na stronie wspomnianego już Poltransplantu znajdziemy między innymi wzory oświadczeń woli, które teoretycznie wystarczy tylko wypełnić, podpisać i odesłać. Ile osób to zrobiło? Kto w ogóle ma świadomość jaki jest obecny stan prawny w tej kwestii i jaka jest praktyka? Pan profesor mówi wprost, bo wie to od bardzo wielu rodzin, na które wywierano silną presję. Jeśli ktoś nie złożył pisemnego sprzeciwu, zarejestrowanego w stworzonym na stronie Poltransplant Centralnym Rejestrze Sprzeciwów, to szanse na ochronę chorego znacznie spadają. Teoretycznie, można bronić bliskiego przed pobraniem narządów mówiąc o jego woli, którą wyrażał za życia, a co mówi na ten temat prawo?<br>Cytat z powyższej strony:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>Według polskiego prawa każda osoba zmarła może być uważana za potencjalnego dawcę tkanek i narządów, jeśli za życia nie wyraziła sprzeciwu. Lekarze, pod opieką których był zmarły, informują zwykle rodzinę o śmierci i zamiarze pobrania narządów do przeszczepienia, lekarze pytają rodzinę czy zmarły za życia nie wyraził sprzeciwu ustnie w obecności świadków, lekarze nie muszą prosić rodziny o wyrażenie zgody na pobranie narządów. Jeśli zmarły pozostawił pisemny zapis dotyczący jego woli odnośnie pobrania narządów (np. oświadczenie woli) po śmierci, lekarze respektują jego decyzję. Bliscy mogą jedynie potwierdzić opinię zmarłego na temat pobrania narządów , jeśli ją znają.</p></blockquote>



<p>Zatem, o ile nie ma niczego na piśmie, lekarze mogą, ale nie muszą uwierzyć. Nawet nie muszą też poinformować rodziny w odpowiednim czasie, ponieważ słowo „zwykle” nie oznacza „zawsze”. Drobny szczegół, który potrafi zmienić wszystko, a być może zadecydować też, czy chory przeżyje… Warto zauważyć, że strona, która zawiera formularze (wprawdzie tylko do pobrania) i dotyka bardzo istotnych kwestii medycznych i nie tylko, nie spełnia podstawowych norm bezpieczeństwa, gdyż nie posiada certyfikatu SSL. Efekt, który widzimy na pasku adresu (przekreślona kłódka) może powodować, że niektóre programy antywirusowe w ogóle nie wpuszczą zainteresowanego na stronę, więc nie będzie mógł pobrać żadnego formularza. Czy to jest działanie profesjonalne? Certyfikat kosztuje 123 zł brutto…</p>



<p>Smutne to wszystko, tym bardziej, że pan profesor Jan Talar jest niekwestionowanym autorytetem w swojej dziedzinie, cóż z tego, gdy jego sugestie co do procedur związanych z ratowaniem pacjentów z ranami głowy i innymi urazami, które są już standardem w innych krajach, a wcale nie wymagają poniesienia wysokich kosztów, wciąż są w Polsce lekceważone. Jak uwierzyć w czyste intencje decydentów, jeśli specjalny kask chłodzący wartości około 2 tysięcy złotych, gdyby znalazł się na wyposażeniu każdej specjalistycznej karetki pogotowia, mógłby zwielokrotnić szanse przeżycia wielu ofiar wypadków, a jednak nikt nic z tym nie robi? Tego rodzaju sprzęt mogłaby podarować służbie zdrowia nawet WOŚP i to w mgnieniu oka, ale jakoś nikt na taki pomysł nie wpadł. Zresztą można by zacząć choćby od pojedynczych karetek i w budżecie każdego miasta dałoby się wygospodarować te 8, czy 10 tysięcy. Czemu się tego przez tyle lat nie dało zrobić?</p>



<p>Wszystko zaczyna się od głowy… a ryba się nawet od niej psuje. A może jest tak, że skoro zdarzył się już wypadek, to głowy chronić nie należy jakoś szczególnie? Jasne, że lekarz ratuje pacjenta, najczęściej z pełnym oddaniem, ale jeżeli nie ma właściwego sprzętu, to cudów nie uczyni. Ludzie i tak w końcu umierają, po co więc blokować aparaturę i wybudzać ze śpiączki, kiedy tylu chorych czeka na organy?</p>



<p>Mówimy coraz częściej, że Świat oszalał. Widzimy rzeczy, o których nie śniło się nie tylko filozofom, ale pewnie nikomu. Medycyna rozwinęła się tak bardzo, że potrafi uratować życie w przypadkach naprawdę ekstremalnych, a jedocześnie zabija się przecież zupełnie niewinne dzieci w łonach ich przyszłych matek, tylko z tego powodu, że mogłyby okazać się chore. Czy transplantologia, w której pokładano tak wielkie nadzieje, zamiast w cywilizację życia wpisze się jednak w cywilizację śmierci? Nie chciałbym nikogo skrzywdzić, a już zwłaszcza tych lekarzy, którzy walczą z oddaniem o życie każdego pacjenta bez względu na warunki w jakich przyszło im pracować.</p>



<p>Jeżeli jednak ktoś uważa, że w ogóle można zadawać pytanie o to, czy należy ratować kogoś za wszelką cenę, skoro jego organy mogłyby posłużyć 5-ciu pacjentom, oznacza, że Świat oszalał znacznie bardziej, niż nam się wydaje…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/15/czy-to-jest-smierc/">Czy to jest śmierć?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Talon na balon i „Lokomotywa”</title>
		<link>https://polemiki.pl/2020/09/12/talon-na-balon-i-lokomotywa/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Krzysztof Sowik]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 12 Sep 2020 07:30:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ekonomia]]></category>
		<category><![CDATA[Polemiki]]></category>
		<category><![CDATA[Bon turystyczny]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polemiki.pl/?p=1371</guid>

					<description><![CDATA[<p>...</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/12/talon-na-balon-i-lokomotywa/">Talon na balon i „Lokomotywa”</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p>„Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła maszyna po szynach ospale…” &#8211; pisał Julian Tuwim w słynnym wierszyku „Lokomotywa”.&nbsp; Czemu go przypominam akurat teraz? Okazja jest wyjątkowa, bo przecież miłościwie nam panujący Rząd już kilka razy zdążył odtrąbić sukces, jak to dzięki jego inicjatywie ludzie wyjechali na wakacje.</p>



<p>W zasadzie może nawet jedynie dzięki nim, bo inaczej nigdy w życiu nigdzie by nie pojechali. To, że plaże kazali zamykać nieco później? Nie przesadzajmy! Przecież nie wszędzie… Gór nie zamknęli (przynajmniej na razie), więc możne jeszcze się wspinać. Najlepiej w maseczce, bo to zadaniem ministra zdrowia nikomu nie zaszkodzi, a kto wie, może nawet i pomoże. Zresztą jeśli ktoś trafi akurat do jakiegoś Parku Narodowego, może się zdziwić, gdy otrzyma mandat. W końcu w rozporządzeniu stoi, jak byk, że w parkach oraz m.in. na parkingach, maseczka obowiązuje. Że, co? Że to niby jest las, a tylko nazywa się park? To proszę próbować wyjaśnić taki niuans jakiemuś nadgorliwemu, tępemu funkcjonariuszowi… No, ale ja przecież nie o tym akurat chciałem pisać. Temat jest banalny.: <strong>Bon turystyczny działa!</strong> Naprawdę? Jak informuje Ministerstwo Rozbo&#8230;, pardon, Rozwoju na stronach rządowych:&nbsp;</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p><em>„Polski Bon Turystyczny jest narzędziem, który ma na celu wsparcie finansowe polskich rodzin, osłabionej przez skutki pandemii COVID-19. Dopłata do wypoczynku&nbsp; pośrednio pomoże osłabionej branży turystycznej.”</em></p></blockquote>



<p>I co my tu mamy? A w zasadzie czegóż nie mamy? Jest wsparcie, rodzina, dopłata i wypoczynek nawet jest. Wprawdzie są też skutki pandemii Covid-19 i na końcu &#8211; ta osłabiona branża turystyczna. Ciekawe kto ją tak osłabił, prawda? Ktoś powie, no wiadomo! Oj, będę polemizował. Cała ta hucpa, podobnie jak wiele podobnych, to nic innego, tylko walka rządzących z problemami, które sami wygenerowali. Można by rzec:&nbsp; „No, ale przecież to nie ich wina, bo nie wiedzieli, a inne państwa też pozamykały gospodarkę, więc generalnie należało coś z tym zrobić.” Owszem. Problem występuje na kilku poziomach, dlatego swoją polemikę z entuzjastami Bonu Turystycznego, albo nawet bardziej patriotycznie, Polskiego Bonu Turystycznego, zacznę od pryncypiów.</p>



<p><strong>Po pierwsze</strong>, nie należało zamykać gospodarki na tak długo. Zamknięcie na miesiąc byłoby i tak szkodliwe, ale dałoby znacznie większą szansę na przetrwanie, przynajmniej tej części branży, która nastawiona jest na wypoczynek wiosenno-letni.&nbsp;</p>



<p><strong>Po drugie</strong>, można było i należało, pomóc turystyce krajowej w zupełnie innej, znacznie prostszej i szerszej formie. Wystarczyłoby wzorem Niemiec, Austrii i kilku innych państw, obniżyć podatek VAT na usługi turystyczne do 5%. Różnica w cenach usług całkiem spora, choć dla niektórych 18% to za mało. OK. Tylko, że ten podatek można było obniżyć również na wszystkie usługi okołoturystyczne, a więc gastronomiczne, rozrywkowe itd. Wówczas okazałoby się bardzo szybko, że realna obniżka nie tylko znacznie przekracza 500 zł, ale przede wszystkim dotyczy wielokrotnie szerszej grupy Polaków i przedsiębiorców. Czy rodzina z uczącymi się jeszcze 18-latkami nie zasługuje na wsparcie? Czy to nie jest swego rodzaju dyskryminacja, żeby musieli zarabiać na swoje wakacje sami, tylko dlatego, że urodzili się akurat w pierwszej połowie roku?&nbsp;</p>



<p><strong>Po trzecie</strong>, jak zwykle zainwestowano przy okazji w urzędników i pośredników. Po co? Rozumiem, że akurat ten Rząd inaczej po prostu nie umie. Jednak cel wydaje się w rzeczywistości nieco inny.</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Polemika dla polemiki?</strong></h2>



<p>Nic z tych rzeczy! Przecież gdyby chcieć szukać dziury w całym, zawsze coś by się znalazło. Tutaj sytuacja jest inna, bo szukamy raczej całego w dziurze. Dodajmy, że w wielkiej, czarnej… dziurze. Czemu? Słyszymy już o czarnym rynku bonów turystycznych. Nawet pojawiły się żarciki nawiązujące do dawnych czasów, kiedy cinkciarz stojący pod PEWEX-em, odchyla połę płaszcza i pyta czy może potrzebny bonik turystyczny? Nieco młodszym czytelnikom wyjaśniam, że PEWEX, to popularna, za czasów komuny, sieć sklepów, w których można było nabyć różne dobra za dolary oraz za bony PKO. Bony te zastępowały prawdziwą amerykańską walutę, przejmowaną przez państwo jeśli ktoś otrzymywał np. rentę zagraniczną, czy honoraria ze strefy walut wymienialnych, jako że złotówka, choć dziś trudno w to uwierzyć, do takich walut nie należała. Bon PKO był więc takim substytutem dolara, a w pewnym sensie, również luksusu, bo trzeba wiedzieć, że nie można było na przykład paczki Cameli, Marlboro, czy średniej, ale popularnej whiskey Johny Walker lub zwyczajnej puszki orzeszków ziemnych, kupić w normalnym spożywczaku, czy monopolowym. Zatem wiele dóbr z importu pojawiało się wyłącznie w sklepach Pewexu, albo Baltony, a że ludzie potrzebowali czasem podarować sobie odrobinę luksusu, kwitł nielegalny handel, najczęściej prowadzony właśnie przez panów zwanych cinkciarzami – od zniekształconego angielskiego change money, wymawianego przez cinkciarzy „cincz many” lub „cieńć many”. Kiedyś jakiś nieco bardziej rezolutny malec spytał ojca: „Tatusiu, czy w Stanach Zjednoczonych są same Pewexy?” Rozumowanie, z którym nawet trudno polemizować… Ciekawe, o co dzieci będą pytać rodziców, którzy postarają się wytłumaczyć, czemu akurat przyjechali tutaj, a nie tam, gdzie jeździli co roku? Jak wytłumaczyć maluchowi, że bonu turystycznego nie da się zrealizować w „nielegalnym gospodarstwie turystycznym”, czyli krótko pisząc, u zaprzyjaźnionego chłopa, który odstąpił na dwa tygodnie swój pokój. Niektórzy rodzice są przyzwyczajeni do tego typu pytań i z pewnością uda im się wyjaśnić podobnie, jak uczynił to pewien tatuś:</p>



<p>&#8211; Tato, a co to są te kuleczki?<br>&#8211; To czarne jagody, Jasiu<br>&#8211; To dlaczego są czerwone?<br>&#8211; Bo są jeszcze zielone…</p>



<p>Prosta, męska logika… Zawsze lepiej, niż „Zamknij się szczeniaku!”, co przecież też się zdarza. W tym przypadku sposób rozumowania zbliżony jak najbardziej do rządowego. Nie ma jednak co narzekać. W końcu lepiej mieć bon, niż nic. Wtedy też tak było…&nbsp;</p>



<p>Wracajmy jednak do naszych baranów, czyli celu tegoż „wynalazku”.&nbsp;</p>



<p><em>„Za pomocą bonu można dokonać płatności za usługi hotelarskie lub imprezy turystyczne realizowane przez przedsiębiorcę turystycznego lub organizację pożytku publicznego na terenie kraju.</em>” – czytamy na stronie<a href="https://www.gov.pl/web/rozwoj/bonturystyczny"> https://www.gov.pl/web/rozwoj/bonturystyczny</a> A dalej można dowiedzieć się, jak bon działa (tutaj cisną się na usta różne jednowyrazowe odpowiedzi z gatunku tych „tylko po 23-ej”), dla kogo rzeczony bon jest, jak można go wykorzystać oraz gdzie złożyć wniosek.&nbsp;</p>



<p>Jest też nieco reklamy, np., że dopłatę do wakacji lub ferii reżimo… przepraszam, zimowych otrzyma prawie 2,4 mln rodzin, zaś 1,9 mln rodzin, czyli blisko 80 proc., ma dwoje lub więcej dzieci, a więc otrzyma świadczenie w zawrotnej wysokości aż 1000 zł, a nawet więcej. Nic tylko rodzić! Nie wiadomo czemu niektóre przedstawicielki lewicy noszą koszulki z napisem „Pie….., nie rodzę!” W sumie z programu będzie mogło skorzystać ponad 6 mln dzieci. Chwalebne. Tym bardziej, że akurat już po wyborach, więc opozycja nie będzie się pastwić. Hola, hola! Zapowiedź bonu słyszeliśmy na ostatniej prostej wyborów prezydenckich. Czyli? „Nie ma czegoś takiego, jak darmowy lunch” – powiedzenie pisarza Roberta A. Heinleina spopularyzowane przez Miltona Friedmana, który użył go jako tytułu jednej ze swych książek. To z pewnością nie była lektura ceniona, zwłaszcza przez obecnie rządzących, socjalistów.&nbsp;</p>



<p>Ktoś spyta – czemu ta polemika ze zwolennikami bonu turystycznego ma służyć? Przecież wiele rodzin skorzysta, a może kogoś naprawdę nie byłoby stać na kolonie dla dzieci itd.? Całkiem słuszne wątpliwości. Jednak odpowiedziałem na nie już wcześniej. Można było, zamiast „Janosikowej redystrybucji”, jak to mają w zwyczaju wszystkie lewicowe władze, dać ludziom szansę wydać swoje pieniądze, tak jak chcą, a branży pomóc bez wprowadzania nierównowagi na rynku. Tak się zawsze dzieje w przypadku różnych dotacji. Część firm znajdzie się na liście POT z opóźnieniem, część nie zostanie odnaleziona, bo nie zawsze miejsce prowadzenia działalności przedsiębiorcy turystycznego jest tożsame z miejscem obiektu. Jeśli ktoś skorzysta z ogólnodostępnej bazy może wybrać zupełnie inny podmiot, niż zrobiłby to szukając po prostu miejsca na wakacje. Teoretycznie nie jest to aż tak skomplikowane, bo firmy turystyczne mogą umieszczać informacje na swoich stronach internetowych i pokazać logotyp bonu, a nawet pobrać ze strony POT stosowne materiały reklamowe, jak np. plakat, jednak w praktyce jest to pewien problem. Małe firmy często nie mają nawet swojej strony i bazują na tym, co zaoferują im różne platformy usług turystycznych.&nbsp;</p>



<p>Chciałem sprawdzić jak to działa w praktyce. Wpisałem w wyszukiwarkę frazę: „kwatery prywatne Kościerzyna”. Pierwsza strona (nie licząc reklam), a więc bardzo dobrze wypozycjonowana, pokazała 60 ofert. <strong>Żadna z nich nie reklamowała możliwości opłacenia noclegu bonem turystycznym</strong> i to pomimo tego, że pośród nich znalazło się kilka samodzielnych gospodarstw agroturystycznych. Nie chcą pieniędzy? Dziwne, prawda? <a href="https://e-turysta.pl/kwatery-koscierzyna/">&nbsp;https://e-turysta.pl/kwatery-koscierzyna/</a></p>



<p>Jednak w kontekście tego, co napisałem wyżej, to akurat wcale, a wcale tak dziwne nie jest. Jeśli ktoś ma skorzystać z usług webmastera (często odpłatnie), uruchomić profil zaufany, wypełnić kilka zgłoszeń, walczyć z zawieszającymi się systemami informatycznymi, (choć pewnie teraz rzadziej niż w okresie uruchamiania tarczy antykryzysowej), a potem śledzić, czy znalazł się na liście Polskiej Organizacji Turystycznej, a potem napisać jeszcze odwołanie, to często po prostu rezygnuje. Wiele gospodarstw agroturystycznych, a zwłaszcza kwater, prowadzą starsi ludzie, dla których przebrnięcie przez stos papierów może i nawet byłoby możliwe, ale przez stos plików elektronicznych, już nie.&nbsp;</p>



<h2 class="wp-block-heading"><strong>Talon na balon, czy coś więcej?</strong></h2>



<p>Jednak pomimo, że będę polemizował z admiratorami tego biurokratyczno-socjalistycznego rozwiązania, muszę uczciwie przyznać, że nie jest to do końca przysłowiowy „talon na balon”, bo z pewnością grupa osób, być może wcale nie tak mała, bon turystyczny sobie chwali. Zwłaszcza rodziny wielodzietne, dla których te 1500, albo dwa, czy trzy tysiące złotych, to zastrzyk finansowy umożliwiający w ogóle jakikolwiek wyjazd. Docenią ten „wakacyjny prezent” z pewnością osoby samotnie wychowujące dzieci oraz ci, którzy niedawno stracili pracę w wyniku zamknięcia gospodarki. Lepszy rydz, niż nic. Tyle tylko, że rozwiązania systemowe, jak obniżka podatku VAT, czy zwolnienie z opłacania ZUS dla przedsiębiorców, to znacznie prostsze i tańsze sposoby, by ulżyć tak rodzinom, jak szerzej rozumianej branży turystycznej. Tymczasem Rząd zdecydował się na kolejny ruch marketingowy, bo jak się okazuje niemal połowa, a według niektórych badań nawet znacznie ponad połowa Polaków nie wie, że płaci VAT. Często są przekonani, że to taki podatek, który dotyka wyłącznie przedsiębiorców… Jak więc ich przekonać, że są lepsze rozwiązania, niż ten „pewny wróbel w garści”, którym jawi się Polski Bon Turystyczny? Rząd coś im przecież „dał”, a to nie to samo, jeśli ich z czegoś zwolnił. Wiadomo, że ten kto daje i zabiera to… itd. A przecież, żeby dać musiał najpierw zabrać, bo Rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy, o czym również większość obywateli nie wie. Naprawdę! Widzimy, że łyknęli jak pelikan cegłę te 35 nowych podatków (część pod nazwą „opłat”) wprowadzonych w ciągu 5 lat, no bo przecież dali 500+, 300+, 13, 14-te, a może i kolejne, emerytury, a do tego jeszcze bon. Nie ma już słynnego hasła „wystarczy nie kraść”, bo to się jakoś generalnie „nie przyjęło”. Kraść w tej, czy innej formie widać trzeba. Jak wielokrotnie przypominał Janusz Korwin Mikke, że Rząd bezkarnie robi to, za co przeciętnego człowieka wsadza się do więzienia – na przykład za dodruk pieniędzy. Czym jest inflacja powodowana przez bank centralny, jak nie zwyczajną, ordynarną kradzieżą wykonywaną właśnie w taki sposób, że pozbawia się walutę siły nabywczej? Fiskalizm, tworzenie zbędnych struktur urzędniczych etc., to przecież również kradzież pieniędzy podatnika.&nbsp;</p>



<p>Ok. Niech będzie, że bon turystyczny, podobnie jak 500+, jest formą zwrotu ukradzionych wcześniej środków. Z tym już polemizował nie będę. Pytanie tylko, czemu dotyczy tylko „wybrańców” oraz dlaczego pozbawia się takiej możliwości wielu małych przedsiębiorców, którzy mogliby skorzystać z lepszych rozwiązań, a z bonu nie będą mogli, a jeśli nawet, to w bardzo ograniczonym zakresie?&nbsp;</p>



<p>No, cóż… Nie zawsze wszystko się udaje, Tuwimowi w cytowanym wierszu „Lokomotywa”,&nbsp; też nie wyszło całkiem dobrze, bo przecież napisał m.in. coś takiego:</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>„I pełno ludzi w każdym wagonie, a w jednym krowy, a w drugim konie…”.&nbsp;</p></blockquote>



<p>Z Tuwimem polemizować się już nie da. Być może wiedział coś, czego my nie wiemy…&nbsp; W sumie, kiedy popatrzy się na rządzących, to i człowieka-krowę i człowieka-konia dałoby się pewnie znaleźć. Ten pierwszy, to taki, co nie zmienia poglądów, no, a koń?&nbsp;</p>



<p>Koń jaki jest, każdy widzi…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl/2020/09/12/talon-na-balon-i-lokomotywa/">Talon na balon i „Lokomotywa”</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://polemiki.pl">POLEMIKI.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
